Od zamachu majowego do dyktatury sanacyjnej

Rzad_Witosa_1926Rząd Wincentego Witosa 10.05.1926, Premier Wincenty Witos (stoi na najniższym stopniu, drugi z prawej). Obok Wincentego Witosa stoi minister skarbu Jerzy Zdziechowski(z laską). Wyżej od lewej stoją: minister spraw wojskowych Juliusz Malczewski, minister komunikacji Adam Chądzyński, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Stanisław Grabski, minister sprawiedliwości Stefan Piechocki, minister spraw wewnętrznych Stefan Smólski, minister przemysłu i handlu Stanisław Osiecki, minister rolnictwa Władysław Kiernik, kierownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Kajetan Dzierżykraj-Morawski, minister reform rolnych Józef Radwan, minister pracy i opieki społecznej Jan Stanisław Jankowski , kierownik Ministerstwa Robót Publicznych Mieczysław Rybczyński, źr. Wikimedia Commons/dp

Zamach 12 maja 1926 r. był wielkim wstrząsem politycznym, moralnym i psychologicznym dla społeczeństwa polskiego. Był ciosem zadanym młodej polskiej demokracji i parlamentaryzmowi. Premier-chłop obalony został siłą przez marszałka-szlachcica, przy akompaniamencie strzałów i wyzwisk. Polityczny ruch chłopski prześladowany przez Józefa Piłsudskiego i jego obóz polityczny nigdy nie wyzbędzie się urazu zamachu majowego. Początkowa wrogość przemieni się później w nienawiść do wszystkiego, co z Piłsudskim i sanacją było związane.

Powszechną tajemnicą było, że odsuwając się od udziału w życiu politycznym – po utworzeniu w 1923 roku rządu Chjeno-Piasta – Józef Piłsudski czynił przygotowania do przejęcia władzy w państwie. Wyraźna aktywizacja obozu piłsudczykowskiego nastąpiła jesienią 1925 roku. Nie było to już tylko pobrzękiwanie szabelkami na zjeździe legionistów w Sulejówku 11 listopada czy obraźliwe, opatrzone niewybrednymi epitetami ataki na rząd ze strony marszałka Piłsudskiego, ale rzeczywiste przygotowania do przejęcia władzy siłą.

Maj 1926 roku rozpoczął się kolejnymi kryzysami rządowymi. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, choć kolejne nieudane próby tworzenia rządu kompromitowały parlament i prezydenta. 10 maja kryzys zakończył się niespodziewanie powierzeniem misji tworzenia rządu Witosowi. Rządu, który miał wystąpić z całym pakietem reform idących w kierunku umocnienia władzy ustawodawczej. Myśli Witosa o naprawie stosunków w państwie były zawarte w opublikowanej przez niego broszurze Czasy i ludzie w marcu 1926 roku. Tendencje Witosa pokrywały się z zamierzeniami endecji. Podobnie jak PSL „Piast”, również i Związek Ludowo-Narodowy postulował konieczność szybkiej zmiany konstytucji i ordynacji wyborczej.

Oba stronnictwa widziały potrzebę natychmiastowego rozwiązania parlamentu i przeprowadzenia wyborów w oparciu o nową ordynację wyborczą.

Co sprawiło, że gabinet Wincentego Witosa utworzony 10 maja w oparciu o Związek Ludowo-Narodowy, PSL „Piast”, Chrześcijańską Demokrację i Narodową Partię Robotniczą został przyjęty przez stronnictwa lewicy parlamentarnej jako próba zamachu na swobody demokratyczne i prawa obywatelskie? Dlaczego Piłsudski zareagował natychmiast w udzielonym prasie wywiadzie, atakując ostro cały gabinet, a Wincentego Witosa w szczególności?

Dla Józefa Piłsudskiego i jego obozu utworzenie silnej władzy wykonawczej wspieranej przez większość parlamentarną oraz zapowiadane reformy państwa wytrącały mu z ręki atuty walki i atakowania rządu. W demokracji więdła i malała legenda marszałka Piłsudskiego, jego legioniści schodzili ze sceny politycznej, a tego bardzo nie chcieli. Należało więc zrobić to, do czego od dawna się przygotowywano, zdusić młodą demokrację siłą.

Najpierw przeciwko Witosowi podburzono ulicę. Prowokowano zamieszki i starcia demonstrantów z policją. Robotników straszono, że rząd pozbawi ich uprawnień socjalnych i praw demokratycznych. Zapomniano, że właśnie poprzedni gabinet Witosa opracował i wprowadził w życie najdalej idące w Europie ustawodawstwo w sprawach pracowniczych. Dokonywano pospiesznie mobilizacji milicji Polskiej Partii Socjalistycznej.

Tymczasem w Rembertowie dokonywano koncentracji oddziałów wojskowych dowodzonych przez bezwzględnie oddanych Piłsudskiemu dowódców. Nie posłuchały one rozkazu ministra Malczewskiego o odwołaniu manewrów, którymi miał dowodzić Piłsudski. Ośrodkiem dyspozycyjnym był Sulejówek, gdzie wcześniej odbywały się narady wojskowych i polityków posłusznych marszałkowi.

12 maja 1926 roku rano Warszawę obiegła błyskawicznie wiadomość o marszu Józefa Piłsudskiego z kilkoma oddziałami na stolicę. W rzeczywistości dopiero o godz. 11.00 z Rembertowa w stronę Warszawy wyruszyły oddziały 7. pułku ułanów z Mińska Mazowieckiego, batalionu manewrowego z Rembertowa, 4. pułku strzelców konnych z Garwolina, 22. pułku piechoty z Siedlec. Działania te zostały wsparte przez 36. pułk piechoty stacjonujący na Pradze. Rząd i prezydent podjęli wyzwanie i postanowili stłumić bunt siłą. Rozpoczęły się trzydniowe walki o stolicę. W nocy z 12 na 13 maja wydana została odezwa prezydenta do armii. Zaczynała się od słów: „Stała się rzecz potworna – znaleźli się szaleńcy, którzy targnęli się na majestat ojczyzny – podnosząc jawny bunt fałszywymi hasłami uwiedli czystą duszę żołnierza polskiego i dali pierwsi rozkaz do rozlewu krwi bratniej”.

Zamach majowy został poparty przez partie lewicy, a także przez nieżyczliwe Witosowi PSL „Wyzwolenie” i Stronnictwo Chłopskie.

Przez cały czas przewrotu popierali Piłsudskiego komuniści. 13 maja wydali odezwę opublikowaną w dodatku nadzwyczajnym „Czerwonego Sztandaru”, 14 maja KC KPP zwrócił się do CKW PPS, Bundu, Niemieckiej SPP w Polsce, Poalej Syjonu – Lewicy, SCh, PSL „Wyzwolenia”, NPCh, Sel-Robu z następującym listem: „Rewolucyjne wojsko pod kierownictwem Piłsudskiego wystąpiło do walki z faszystowskimi rządami Chjeno-Piasta. Zadaniem wszystkich robotników i chłopów Polski jest poparcie tej walki. Niezbędne jest stworzenie jednolitego frontu robotniczo-chłopskiego do walki z faszyzmem, z obszarniczo-kapitalistyczną reakcją. W obliczu niebezpieczeństwa grożącego masom robotniczym i chłopskim, w obliczu wspólnego wroga proponujemy wam utworzenie wspólnego komitetu robotniczo-chłopskiego celem walki z rządem Chjeno-Piasta”.

Jednoznacznie wsparła Piłsudskiego PPS, której Centralny Komitet Wykonawczy podjął uchwałę o proklamowaniu na następny dzień strajku powszechnego, domagając się ustąpienia rządu Witosa i zaprzestania walki bratobójczej. Winą za ich wywołanie obarczano Witosa i prezydenta.

Stronnictwom i zwolennikom Piłsudskiego atakującym rząd W. Witosa odpowiedział 14 maja tygodnik „Piast”, drukując odezwę Zarządu Okręgowego PSL „Piast” w Krakowie zatytułowaną do Braci włościan. W odezwie tej czytamy: „Ile razy odrodzona Rzeczypospolita znajdowała się w krytycznej chwili, naród powoływał do steru państwa prezesa W. Witosa.

Tak było w czasie walki o byt państwowy podczas najazdu bolszewickiego, tak w czasie nędzy inflacyjnej, wreszcie w obecnej chwili.

Gdy nikt w Polsce nie mógł opanować beznadziejnej sytuacji gospodarczej, rosnącej anarchii, stanął u steru rządu W. Witos. I w tym momencie właśnie, kiedy po złożeniu przysięgi chwycił w mocne dłonie ster państwa, by wyciągnąć je z toni, wtedy żywioły wywrotowe, nie chcąc dopuścić do uzdrowienia i ratowania państwa rzuciły się na majestat władzy i godności Rzeczypospolitej, by ją przemocą i gwałtownością opanować i podkopać powagę państwa przez najstraszniejszą z wojen, bo wojnę bratobójczą.

Prezes Witos stwarzając Rząd i obejmując władzę, miał gotowy plan ratunku i uzdrowienia gospodarki państwowej. Nim jednak zdołał stanąć przed Sejmem i przedstawić mu swój program działania, rzucili się na Niego i jego rząd przeciwnicy porządku społecznego i praworządności z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele. Jest to tym straszniejsze, że żołnierz polski w odrodzonej ojczyźnie nie splamił się krwią bratnią i dopiero w tej chwili czynniki nieodpowiedzialne pchnęły go na drogę ze wszech miar bolesną.

Józef Piłsudski miał możność na drodze legalnej objęcia władzy, jednak ją rozmyślnie pominął i wszedł na drogę zamachów i otwartego buntu przeciw władzy prawowitej”.

Po trzydniowych krwawych walkach i bezskutecznym oporze oddziałów wiernych rządowi, przebywający w Wilanowie rząd Witosa, nie chcąc rozszerzać wojny domowej, podał się do dymisji. Następnie prezydent Wojciechowski złożył swój urząd na ręce marszałka Sejmu Macieja Rataja, który w myśl konstytucji przejął władzę w kraju. Fakt ten miał olbrzymie znaczenie. Formalnie rzecz biorąc świadczył o tym, że władza w państwie nie przeszła w ręce zamachowców, lecz sprawowana była zgodnie z konstytucją. Piłsudski osiągnął swój cel. Miał pełną władzę. Była to władza nieograniczona, więc mógł pozwolić sobie na częściowe jej przekazanie Ratajowi i parlamentowi. Dla Piłsudskiego jawna dyktatura, odrzucająca konstytucję i system parlamentarny, były zbyteczną demonstracją siły. Zamierzał zdobytą w maju 1926 r. władzę jak najskuteczniej utrwalić i realizować. Miał wiele czasu, ponieważ miał świadomość, że sprawuje władzę na czas nieograniczony.

Trzydniowe walki przyniosły śmierć 379 osób (w tym 164 cywilnych) i 920 rannych. 17 maja odbył się pogrzeb poległych w walkach. W Warszawie ogłoszona została żałoba. W kościele garnizonowym doszło do dramatycznego incydentu. W czasie nabożeństwa wyszedł z zakrystii kapelan legionowy ks. Józef Panaś i zerwał z sutanny bojowe odznaczenia, rzucając je pod nogi generałowi Dreszerowi – dowódcy operacji wojskowych przeciwko rządowi.

Maciej Rataj powołał do życia bezzwłocznie rząd, na którego czele stanął wskazany przez Piłsudskiego Kazimierz Bartel. Sam Piłsudski objął tekę ministra spraw wojskowych.

„Piast” skomentował ten fakt następująco: „na to, by marszałek Piłsudski został ministrem spraw wojskowych nie trzeba było nawet skaleczenia palca jednego żołnierza, jednego naboju. Mógł zostać nie tylko ministrem, ale prezydentem ministrów, ofiarowano mu to, a nie przyjął”.

Od 12 maja 1926 roku budowany był nowy system sprawowania władzy nazywany sanacją. Dla jednych oznaczał on wysokie urzędy, państwowe gaże, placówki dyplomatyczne. Dla drugich Brześć, Berezę Kartuską, życie w poniżeniu i nędzy. Najpełniej poniżenia doświadczyły partie polityczne ruchu ludowego, a nędzy i ograniczenia praw obywatelskich mieszkańcy wsi. Szczególnie sromotnie zawiedli się ci, którzy poparli Piłsudskiego w maju 1926 roku, socjaliści i komuniści.

Konsekwencje zamachu nie ograniczały się do 379 zabitych i 920 rannych, były one głębsze i rzutowały na przyszłe pokolenia Polaków, aż do czasów najnowszych. Dzieło Piłsudskiego znajdowało naśladowców.

Najbardziej skrajnej oceny okresu rządów sanacji, ale nie odbiegającej od prawdy, dokonali w 1941 roku socjaliści w Londynie w 1926 roku najbliżsi sojusznicy Józefa Piłsudskiego. „Terror, systematyczne i perfidne łamanie prawa, protekcja i korupcja, zgnilizna moralna sfer kierowniczych, obłuda i okłamywanie społeczeństwa, łamanie charakterów, napady na obywateli dokonywane przez bojówki opłacane z pieniędzy podatkowych, morderstwa, których sprawców dopiero obecnie ustalano, oszustwa wyborcze oraz uzupełniające obraz obelgi miotane pod adresem Narodu i Jego przedstawicieli, Brześć i Bereza Kartuska oto charakterystyczne cechy rządów pomajowych”.

Podobnie oceniali rządy sanacji ludowcy, oni bowiem ponieśli największe konsekwencje przewrotu majowego. Ruch ludowy mógł być samodzielny i rozwijać się tylko w demokracji parlamentarnej, a tę demokrację zniszczyli piłsudczycy w maju 1926 roku.

Zwolennicy Piłsudskiego oskarżali Witosa i jego rząd o rozlew krwi i żądali sądu nad nim, chociaż to Piłsudski rozpoczął wojnę domową przeciwko legalnym i demokratycznie wybranym władzom II RP. Witos zaś, aby położyć kres tej bratobójczej wojnie, podał się w Wilanowie do dymisji, mimo że mógł walkę kontynuować, mając wszelkie szanse zwycięstwa. Interes państwa i narodu postawił ponad interes rządu i stronnictw go popierających, ponad własny interes.

Usprawiedliwiając zamach, piłsudczycy lansowali tezę, że dokonując przewrotu, uchronili Polskę przed przewrotem reakcyjnym, faszyzmem. Polemizował z tym stwierdzeniem nawet Adam Ciołkosz, socjalista, który w 1926 roku poparł zamach. To właśnie on i inni wykazywali, że łaciński faszyzm wywarł wpływ na szeregi piłsudczyków. Oni to bowiem jeszcze przed 1926 rokiem rozpływali się w zachwycie nad nowym ruchem, będącym, ich zdaniem, idealną syntezą pierwiastków społecznych i narodowych.

Dla szerokiej opinii publicznej piłsudczycy przeznaczyli argumentację bardziej prymitywną. Podawali prosty stereotyp: było źle, bo kradli, teraz będzie dobrze, bo przyszli uczciwi. Szczególnie zawzięcie krytykował rządy przedmajowe organizator przewrotu. Oskarżał je o złodziejstwa, nadużycia i różnorakie zbrodnie. Obiecywał, że wszystko rozliczy, a winnych puści w skarpetkach.

Mimo powołania specjalnej komisji, która miała badać nadużycia przedmajowe, i mimo rzeczywiście dużych starań nic istotnego nie udało się wykryć.

Na ataki Piłsudskiego i jego zauszników odpowiedział Witos 23 maja 1926 roku w specjalnej odezwie: „Zgodnie z przepisami istniejącego konstytucyjnego prawa, za zgodą prezydenta Rzeczypospolitej, z woli większości sejmowej i klubu naszego, ulegając naciskowi konieczności, podjąłem się utworzenia rządu i stanąłem na jego czele […] Rząd ten, rząd większości parlamentarnej, nie był rządem reakcji i wstecznictwa, jak to głoszą kłamliwie niektóre stronnictwa polityczne, gdyż w skład jego wchodzili zarówno przedstawiciele włościan, jak i robotników – był rządem demokratycznym, bo opierał się na większości sejmowej […] Drogą zbrojnej, krwawej walki, a więc drogą niebywałego gwałtu zmuszono legalny rząd, oparty o większość parlamentarną, rząd powołany przez prezydenta Rzeczypospolitej do ustąpienia pod pretekstem, że to rząd niemoralny, rząd złodziei grosza publicznego. Niektóre stronnictwa polityczne już po jego ustąpieniu rozpaliły tak przeciw niemu, jak też przeciwko poszczególnym jego członkom, a więc i mnie oszczerczą walkę, wzywając bałamucone przez całe lata tłumy do wymierzenia nam doraźnej kary, a więc do mordu i zbrodni, która by położyła kres naszemu istnieniu.

W uchwałach swoich do tego nawołujących i rozgrzeszających ewentualnych sprawców już z góry nie podali ani jednego faktu… Byłoby poniżej mojej godności osobistej zwracać się do kierowników tej haniebnej roboty o dowody, zaznaczam tylko dla oświetlenia naszych politycznych stosunków, że przedstawiciele socjalistów z tymi samymi ludźmi, na których dziś wskazują jako na zbrodniarzy, wyjętych nawet spod prawa i sądu, siedzieli przez szereg miesięcy w rządzie, razem prowadzili tę samą wspólną robotę, a więc brać powinni wspólną odpowiedzialność. Prowadzili rozmowy ze mną na parę dni przed wypadkami, snując plany wspólnej państwowej pracy na bliższą i dalszą przyszłość, a potem rzucili kamieniem potępienia i w obronie rzekomej moralności kazali przygodnemu mordercy dokonać samosądu”.

Zamach stanu J. Piłsudskiego podzielił społeczeństwo polskie, wojsko, partie polityczne, a nawet rodziny. W stosunkach społeczno-kulturalnych zatamował postępującą od 1918 roku demokratyzację życia publicznego, pozbawił lud wielu praw i swobód obywatelskich. Po przewrocie majowym coraz częściej w Polsce rozlegało się wołanie – chłopi do wideł i gnoju. Zamach spowodował odrodzenie się szlachetczyzny w najgorszym wydaniu. Społeczeństwo zaczęto dzielić na panów i prostaków. Oparcie się Piłsudskiego na ziemiaństwie wpłynęło ujemnie na oblicze obozu legionowego. Atmosfera polowań w majątkach ziemiańskich i przyjmowanie przez dwory przedstawicieli rządu i wojskowych wskrzeszały tradycję dawnej Polski. Społeczeństwo zaczęło odczuwać, że szlachta rządzi Polską.

Wciąganie sanacji w sferę ziemiańskiego życia towarzyskiego wyrażało się m.in. i w tym, że niemal wszyscy prominenci pomajowi stali się właścicielami większych lub mniejszych folwarków, dworków i pałacyków.

Józef Piłsudski, przejmując władzę, nie miał konkretnego programu. Nie starał się go wypracować, bo nie odczuwał potrzeby precyzowania określonej doktryny. Przejmował ustabilizowaną sytuację finansową państwa, zrównoważony budżet. Koniunktura na polski węgiel oraz korzystne ceny przynosiły państwu określone dochody. Sanacja wykorzystywała to na swoją korzyść. Po zamachu zadbano o tych, którzy przyczynili się do zwycięstwa. Kadra oficerska otrzymała niezwykle wysokie podwyżki. Tak wysokie, że już w 1927 roku w kasie państwa nastąpił duży niedobór pieniędzy. Nie gorzej uposażono policję. W administracji mianowano urzędników związanych z obozem rządzącym. Sanacja systematycznie wypierała z życia społecznego, z instytucji państwowych, z prokuratury, sądownictwa ludzi z okresu przedmajowego, zastępując ich własnymi. Tworzyła taki system, który zapewniłby władzy całkowitą bezkarność.

Systematycznie dezawuowano działalność Sejmu i obniżano rangę instytucji parlamentarnych, jednocześnie wzmacniając władzę ustawodawczą. Tych wszystkich, którzy nie zgadzali się z taką polityką oskarżano o sianie zamętu i rozbijanie zgody narodowej.

Głównym celem sanacji było zastraszenie i ubezwłasnowolnienie społeczeństwa. Dla zastraszenia polityków służyły bojówki, które dokonywały na nich napadów. Policja nie znajdowała nigdy sprawców. Ofiarą takiej napaści stał się m.in. Jan Dąbski – prezes Stronnictwa Chłopskiego, który, będąc po operacji, został napadnięty i skopany przez oficerów WP. Po tym napadzie zmarł. Janowi Noskowi z kolei bojówkarze wybili oko.

W atmosferze terroru i strachu odbyły się 16 listopada 1930 r. wybory do Sejmu, zwane później wyborami brzeskimi. BBWR zdobyło 46,8 proc. głosów, Centrolew tylko 17,7 proc., endecja 12,3 proc., chadecja 3,8 proc., komuniści 2,1 proc. Wyniki te nie oddawały układu politycznego wśród wyborców. Na szeroką skalę zastosowano bowiem metodę „cudu nad urną”.

Niepodważalny wkład chłopów i ruchu ludowego w obronę niepodległości Polski i ustanowienie pokoju w 1920 r., dzieło premiera Rządu Obrony Narodowej Wincentego Witosa wraz z narastaniem autorytarnych rządów sanacji były coraz wyraźniej negowane, równolegle z odsuwaniem politycznego ruchu ludowego od współuczestniczenia w sprawowaniu władzy i wpływu na losy państwa i całego społeczeństwa.

W dziesiątą rocznicę bitwy pod Warszawą 17 sierpnia 1930 r. ludowcy skupieni w szeregach PSL „Piast” zorganizowali w rodzinnej wsi W. Witosa – Wierzchosławicach pod Tarnowem – wielką uroczystość patriotyczną.

Mimo ulewnego deszczu w Wierzchosławicach zebrały się tysięczne tłumy ludowców. Po nabożeństwie w miejscowym kościele uformował się potężny pochód, poprzedzony przez chłopską banderię konną i liczne oddziały ochotniczych straży pożarnych. Następnie przed Domem Ludowym rozpoczął się wiec, w trakcie którego przemawiali kolejno: były marszałek Sejmu RP Maciej Rataj, ksiądz pułkownik Józef Panaś, Wincenty Witos, Władysław Kiernik, Stanisław Miłkowski i kilku innych mówców. Obok Witosa najbardziej krytyczne wobec władz sanacyjnych, zarazem gorąco oklaskiwane przez zebranych wystąpienie było dziełem Rataja, który przypomniał zasługi wsi i ruchu ludowego oraz premiera Witosa dla obrony państwa w 1920 r. Uroczystość zakończono odśpiewaniem Roty. Na ręce Witosa nadeszły listy, m.in. od byłych premierów – gen. Władysława Sikorskiego i Juliana Nowaka. Władze sanacyjne zamiast listu gratulacyjnego przysłały na wiec przedstawicieli policji i starostwa, o których wspominał marszałek Rataj, w celu pilnego wysłuchania wszystkich przemówień.

Wielka uroczystość patriotyczna zorganizowana przez ludowców w Wierzchosławicach, przebiegała jeszcze pod szyldem 10. rocznicy Cudu nad Wisłą.

Proces brzeski

Przejęcie władzy przez Józefa Piłsudskiego w wyniku zbrojnego zamachu stanu w maju 1926 r. postawiło pod znakiem zapytania rozwój polskiej demokracji. Powstanie bloku opozycyjnego – Centrolewu (14 września 1929 r.) odegrało w toczącej się z sanacją walce o ratowanie demokracji wielką rolę. Hamowało to proces totalitaryzacji ustroju politycznego, aktywizowało wszystkie postępowe siły społeczne w kraju.

Mimo przegłosowania wotum dla rządu Kazimierza Świtalskiego, Centrolew nie przejął władzy, ponieważ w ustroju pomajowym było to niemożliwe. Rząd chciał uwolnić się od kontroli parlamentu.

W obronie suwerenności Sejmu, Centrolew 29 czerwca 1930 r. zwołał do Krakowa Kongres Obrony Praw i Wolności Ludu. Zapowiedziano walkę o przywrócenie rządów parlamentarno-demokratycznych. Sanacja nie chciała dzielić się władzą zdobytą siłą. Na czele rządu stanął sam Piłsudski, na którego rozkaz prezydent rozwiązał Sejm i Senat. Nowe wybory zostały zapowiedziane na listopad 1930 r. Marszałek w wywiadach brutalnie atakował Sejm i konstytucję i zagroził przywódcom opozycji aresztowaniem. Nie były to czcze pogróżki.

Od 10 do 26 września aresztowano czołowych działaczy opozycji. Wśród nich znaleźli się ludowcy: Wincenty Witos, Kazimierz Bagiński, Józef Putek, Władysław Kiernik, Adolf Sawicki.

W toku kampanii wyborczej uwięziono ogółem 84 posłów i senatorów, a łączna liczba aresztowanych z powodów politycznych wynosiła około pięciu tysięcy osób.

Stronnictwa Centrolewu nastawione na współzawodnictwo wyborcze musiały ulec w starciu z przeciwnikami posługującymi się siłą fizyczną przy pomocy bojówek i organizacji paramilitarnych. Porażka Centrolewu, który uzyskał tylko 17,7 proc. głosów przesądziła o upadku demokracji parlamentarnej.

Aresztowanych przywódców opozycji przewieziono do twierdzy brzeskiej pod „opiekę” płk. Wacława Kostka-Biernackiego, który cieszył się złą sławą w wojsku, gdzie nosił pseudonim „Wieszatiel”.

Więźniowie byli torturowani, bici i poniżani przez oficerów. Zmuszano ich do najcięższych prac. Stosowano powszechnie terror psychiczny, inscenizując egzekucje. Czyniono to wobec ludzi szczególnie zasłużonych, wśród których był Wincenty Witos, trzykrotny premier rządu RP i kawaler Orderu Orła Białego. Dopiero w dniu wyborów do Senatu 23 listopada 1930 r. przewieziono więźniów brzeskich do Warszawy i stopniowo zwalniano za kaucją. Ostatniego z polskich posłów zwolniono 29 grudnia.

16 grudnia 1930 r. na posiedzeniu Sejmu wpłynęła interpelacja stronnictw centrowo-lewicowych w sprawie traktowania więźniów brzeskich. Z odrębnym pismem zwrócili się do prof. Adama Krzyżanowskiego, posła na Sejm, profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego.

26 października 1931 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces więźniów brzeskich. Na ławie oskarżonych zasiedli z PPS: Herman Lieberman, Norbert Barlicki, Adam Pragier, Stanisław Dubois, Mieczysław Mastek; z ruchu ludowego: Wincenty Witos, Władysław Kiernik, Józef Putek, Kazimierz Bagiński, Adolf Sawicki. Oskarżonych broniło 18 obrońców.

Proces brzeski trwał do 13 stycznia 1932 r. Był to największy proces polityczny w Europie. Cały przebieg procesu był wymownym oskarżeniem władz sanacyjnych.

W ostatnim słowie Wincenty Witos powiedział: „Wychodzę stąd – w dalszym ciągu będę tym rewolucjonistą, jakim dotąd byłem – będę głosił, że prawo i wolność są największym skarbem narodu, że największe dla państwa niebezpieczeństwo stanowi bezwolny i bezduszny niewolnik, że Polska winna się oprzeć na całym społeczeństwie, że w Polsce wszyscy winni być równi wobec prawa, że potęgi jej nie stworzy ani przyszłości nie zabezpieczy żaden geniusz, ale cały, wolny, świadomy swych praw i obowiązków naród”.

13 stycznia 1932 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok. Dziesięciu przywódców opozycji skazano na kary od półtora roku do trzech lat więzienia. Adolfa Sawickiego uniewinniono. Ludowcom wymierzono następujące kary: Wincentemu Witosowi półtora roku więzienia, Władysławowi Kiernikowi dwa i pół roku, Kazimierzowi Bagińskiemu dwa lata, Józefowi Putkowi trzy lata. Uwięzionych pozbawiono praw obywatelskich, politycznych i honorowych. Po odczytaniu wyroku obrońcy złożyli od niego apelację.

Wrażenie wyroku było olbrzymie. Na posiedzeniu 15 stycznia 1932 r. odczytano zbiorowy wniosek całej opozycji polskiej o wotum nieufności dla rządu, w którego uzasadnieniu pisano m.in.: „Cały przebieg sprawy brzeskiej od chwili porwania i wywiezienia grupy działaczy politycznych w nocy z 9 na 10 września 1930 r. wyrządził krzywdę ogromną powadze i honorowi Rzeczypospolitej wobec innych narodów świata, wewnątrz kraju doprowadził do niesłychanego zaostrzenia antagonizmów politycznych i do zupełnego podkopania poczucia prawa i zaufania. Ten stan rzeczy, rzucony na tło katastrofy gospodarczej, nędzy powszechnej, bezrobocia ogarniającego setki tysięcy osób, polityki ogólnej dzisiejszego systemu rządzenia we wszystkich dziedzinach życia, szkodzi interesom państwa, pogłębia nieustannie bezład gospodarczy, powszechną niepewność jutra i ogólny niepokój społeczeństwa”.

Po zatwierdzeniu wyroku przez Sąd Apelacyjny, w 1933 r. pięciu skazanych nie poddało się wyrokowi i 28 września 1933 r. udało się na emigrację do Czechosłowacji. Wśród emigrantów znaleźli się: Kazimierz Bagiński, Władysław Kiernik, Herman Lieberman, Adam Pragier i Wincenty Witos.

Osadzenie przywódców opozycji w więzieniu, zmuszenie ich do wyjazdu z kraju w 1933 roku, spaliło wszystkie mosty. Sanacja będzie nienawidzona przez większość partii politycznych, przez większość społeczeństwa. Wielki kryzys gospodarczy i konstytucja z 1935 roku zepchnie większość społeczeństwa w nędzę i do roli obywateli drugiej kategorii.

W 1935 roku zabrakło wodza sanacji. Józef Piłsudski odszedł do wieczności, uznany za wzór cnót i doskonałości przez największe powagi duchowne i świeckie w Polsce. Na wieczny odpoczynek wyznaczono mu miejsce przeznaczone dla największych, ale i dla najlepszych w narodzie. Witos, który został przez niego spotwarzony i sponiewierany, wrócił do kraju z emigracji w 1939 roku, aby powiedzieć chłopom „służcie państwu niezależnie od tego, jaki jest rząd”.

Pisano w Sprawie brzeskiej. „Przez kompletną niefachowość w dziedzinie strategicznej i operacyjnej, poprzez nieróbstwo, zwłaszcza stojących na najwyższych szczeblach hierarchii wojskowej i przez karygodną ich lekkomyślność Polska we wrześniu 1939 roku znalazła się nie tylko z ilościowo śmiesznie małym jak na 35-milionowe państwo wojskiem niedostatecznie uzbrojonym i niedostatecznie wyposażonym w artylerię, czołgi, lotnictwo, broń przeciwpancerną i amunicję, ale poza tym bez planu wojny, bez planu nawet operacji, bez przygotowania do swych zadań wyższych dowódców. […] Broń przeciwpancerną i przeciwlotniczą oraz samoloty, choć w małej ilości produkowane na skutek zabiegów ustosunkowanych osób z kliki rządzącej, żądnych zysków sprzedawano za granicę do ostatniej chwili przed wojną”.

Po zajęciu przez Niemców Czechosłowacji wiosną 1939 r. więźniowie brzescy wrócili do kraju. Byli ponownie aresztowani. Po zwolnieniu pozostawali w dyspozycji prokuratora.

Po wyjeździe więźniów brzeskich na emigrację partie opozycyjne, a szczególnie ludowcy jako jeden z postulatów wysuwali amnestię dla więźniów. Władze sanacyjne były głuche na wszystkie petycje i prowadziły politykę antychłopską.

Klęska wrześniowa w 1939 r. była klęską polityczną całej sanacji. Powstałe na emigracji władze państwa polskiego odcięły się od sanacji. Jedną z pierwszych decyzji władz na uchodźstwie było wydanie dekretu o amnestii dla więźniów brzeskich. 31 października 1939 r. w Paryżu dekret podpisali: prezydent Władysław Raczkiewicz i premier rządu Władysław Sikorski.

Dr Janusz Gmitruk

Autor jest prezesem zarządu Ludowego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego

 

Od redakcji KIP.  Najważniejsze przyczyny zamachu majowego,   są mało znane, lub w ogóle nieznane, a ich skutki dla Polski i Polaków mają charakter fundamentalny. Są  one następujące:

1.Najważniejszą w skutkach dla Polski i Polaków, była  zgoda Piłsudskiego na nałożenie przez żydowską finansjerę pętli niewolnictwa finansowego:

 26 października 1926 to data utraty niepodległości Polski

„Znamienne były zmiany jakie musiały być na zadanie amerykańskich kół
finansowych wprowadzone do statutu Banku Polskiego.
Do rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 października 1927r.
,, o planie stabilizacyjnym i zaciągnięciu pożyczki zagranicznej” dołączona została następująca deklaracja rządu: „Rzad oświadcza, ze zgodnie z rozporządzeniem z dnia 26 października 1926 r. zrzekł się prawa emisji biletów bankowych i że nie będzie ich więcej emitował. Bank Polski będzie jedyną instytucją emisyjną.  Na mocy obecnego statusu Bank Polski jako spółka akcyjna jest całkowicie niezależny od rządu. Rząd nie jest upoważniony do uzyskiwania zaliczek od banku, do emisji biletów na pożyczki dla rządu z wyjątkiem tych, które się mieszczą wyraźnie w granicach obecnie dozwolonych przez Status Banku”
Jerzy Zdziechowski – „Skarb i pieniądz” 1918- 1939, str.26

za: https://prawda2.info/viewtopic.php?p=287160#287160

Powyższa informacja  pochodzi od wybitnego finansisty Jerzego Zdziechowskiego, ministra Skarbu w rządzie Grabskiego i w kolejnych rządach do zamachu majowego. Został on pod koniec lat trzydziestych bardzo dotkliwie pobity przez agentów międzynarodowej finansjery ( pod przykrywką piłsudczyków), że ledwo przeżył.

Zdziechowski wdrożył niezwykle skuteczną i nowatorską w skali świata metodę emisji i kontroli pieniądza na podstawie parytetu gospodarczego, bez uwiązania niewolniczego przez międzynarodową finansjęrę na parytecie złota i oddaniu w jej ręce tego kluczowego instrumentu gospodarczego. To była główna przyczyna zamachu majowego i zabrania rządowi emisji i kontroli pieniądza, co jest jego niezbywalnym prawem. Emisję i kontrolę oddano  do Banku Polskiego, nad którym kontrolę przejeli Rothschildowi. To oznaczało prawdziwą kolonizację kraju przez żydomasonerię z Piłsudskim ( takim Nikodemem Dyzmą, czy obecnym Lechem Wałęsą). Do tego samego doprowadziła „rewolucja solidarnościowa”  także dzisiaj.

Istotę tych decyzji najpełniej wyrażają zdania   głównego założyciela napotężniejszego klanu dynastii bankierskiej Rothschildów i jego żony:

Meyer Amschel  Rothschild: „Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa”

Natomiast Gutle Schnaper, żona tegoż Mayera Amschela Rothschilda i matka jego pięciu synów stwierdziła: „Gdyby moi synowie nie chcieli wojen, to by żadnych nie było.

2. Drugą co do ważności przyczyną zamachu majowego, którą podał dr Janusz Gmitruk (na otwartym spotkaniu tematycznym na temat zamachu majowego w dniu 9 maja 2015 r w Klubie Inteligencji Polskiej w Muzeum Niepodległości) był bliski mariaż integracji gospodarczej, wojskowej i politycznej  z Czechami. W tych dniach premier Czech wybierał się pociągiem do Warszawy, by z nowym rządem powoływanym przez Wincentego Witosa podpisać przygotowany traktat o integracji obu państw. Czesi mieli bardzo dobrze rozwinięty przemysł i technologie, w tym zbrojeniową, natomiast będąc mniej liczebnym narodem mieli mało wojska, którym dowodzili oficerowie francuscy, bo swoich oficerów świeżo po odzyskaniu niepodległości od Austrii jeszcze nie mieli. Polacy natomiast mieli jeszcze liczebną armie, bitnego żołnierza i bardzo dobrych oficerów. Do tego czasu Piłsudskiemu mimo wielu starań nie udało się zniszczyć ówczesnej armii polskiej, ale dopiero po zamachu, co dobitnie potwierdza tajny raport gen. Izydora Modelskiego wykonany na zlecenie Naczelnego Wodza gen Władysława  Sikorskiego ( na linkach:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-i-1/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-czesc-i-2/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-1939-r-czesc-ii/

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/11/gen-izydor-modelski-wojskowe-przyczyny-kleski-wrzesniowej-czesc-iii-podczas-wojny-i-zakonczenie/)

3. Trzecią co do ważności przyczyną był zamiar  rządu  Wincentego Witosa utworzonego 10 maja w oparciu o Związek Ludowo-Narodowy, PSL „Piast”, Chrześcijańską Demokrację i Narodową Partię Robotniczą  wystąpienia z całym pakietem reform idących w kierunku umocnienia władzy ustawodawczej, w tym zmiany ordynacji wyborczej, a następnie natychmiastowego rozwiązania parlamentu i przeprowadzenia wyborów w oparciu o nową ordynację wyborczą. To umożliwiłoby ustabilizowanie sytuacji w państwie, gdzie mniejszości narodowe stanowiące ok 1/3 ludności i żydomasoneria  z Piłsudskim na czele działały na szkodę Polski, za pieniądze międzynarodowej finansjery.

Uniemożliwienie oddania spraw emisji i kontroli pieniądza w ręce międzynarodowej finansjery, integracja z Czechami i wzmocnienie władzy ustawodawczej, a w konsekwencji wykonawczej mogłyby uniemożliwić  plany globalistów, co do II Wojny Światowej !!!

Po zaskakującej wygranej w 1920 r. z bolszewikami, obawiano się nowo wskrzeszonej i nieobliczalnej Polski zarządzanej w większym stopniu przez Polaków niż przez żydomasonerię. To byłaby przeszkoda do planowanej II Wojny Światowej, w której „spreparowane” społeczeństwo Niemiec w czasie Republiki Weimarskiej miało posłużyć do starcia z żydobolszewikami, po „trupie” Polski, celem wymordowania jak najwięcej Słowian, w tym szczególnie Polaków. Piłsudski i żydomasońskie  rządy sanacji, jako agenci międzynarodowej finansjery spełnili to zadanie, niestety.

Niestety nie „odrobiliśmy tej lekcji historii” i ona obecnie się powtarza od 1989 r., tylko jeszcze w gorszym wydaniu, z groźbą kolejnego zamachu stanu na wzór zamachu majowego. Historia XX wieku, nie tylko Polski,  będzie musiała być napisana od nowa, ponieważ tą historię, którą powszechnie znamy i nauczana jest w szkołach, to są w ważniejszych kwestiach dezinformacyjne mity.

Redakcja KIP

 

Wypowiedz się