Deprawacja struktury państwa polskiego skutkiem zamachu majowego

Sanacja

Trzeba rozrywać rany polskie, by się nie zabliźniły blizną podłości”. Stefan Żeromski

Część II

  1. Proces tworzenia Wojska Polskiego.

W dniu 11 listopada 1918 polskie siły zbrojne  to raptem 29 543 żołnierzy. Tworzyły je: Polska Siła Zbrojna – 9373 żołnierzy, oddziały podległe rządowi lubelskiemu – 11 500 żołnierzy, resztki  I Korpusu Polskiego – 150 żołnierzy oraz oddziały podległe Polskiej Komisji Likwidacyjnej – 8250 żołnierzy.

Sztab Generalny Wojska Polskiego, powołany 25 października 1918 roku, na czele z gen. Tadeuszem Rozwadowskim, rozpoczął formowanie zalążków polskiego wojska.  Pierwsze prace z zakresu organizacji wojska podjęto na podstawie rozkazu gen. Rozwadowskiego z 30 października 1918 roku, o tworzeniu sił zbrojnych na terytorium administrowanym przez Radę Regencyjną. Obszar ten podzielony został na trzy inspektoraty administracyjno-wojskowe  (I Warszawski, II Kielecki, III Lubelski), w skład których wchodziło 15 okręgów wojskowych. W Galicji Wschodniej z uwagi na wybuch wojny polsko-ukraińskiej przyjęto odrębną strukturę organizacyjną. Rozkazem szefa Sztabu Generalnego z 1 listopada 1918 roku utworzono dla tego obszaru Naczelne Dowództwo Wojskowe na czele z gen. Stanisławem Puchalskim.

Od 16 listopada 1918 roku gen. Rozwadowskiego, zastąpił gen. Stanisław Szeptycki. Od 7 lutego 1919 roku funkcje szefa Sztabu Generalnego sprawował płk Stanisław Haller. Od 13 lutego 1919 roku Sztab Generalny zaczął używać nazwy Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego.

17 listopada 1918 roku zlikwidowano inspektoraty i powołano pięć Dowództw Okręgów Generalnych. Obszar galicyjski wszedł w skład V Dowództwa – Kraków, które posiadało okręgi wojskowe: krakowski, przemyski, a od 23 listopada 1918: podhalański, tarnowski, wadowicki, rzeszowski i będziński.  5 czerwca 1919 utworzono VI Dowództwo – Lwów, z siedzibą w Przemyślu. Obejmowało ono swoim zasięgiem okręgi: zborowski, trembowelski, tarnopolski, skolski, czortkowski i husiatyński.  Polską administrację wojskową na Wołyniu reprezentowała Ekspozytura II Dowództwa – Lublin z siedzibą w Kowlu, a rejon Łucka znajdował się w administracji Wołyńskiego Okręgu Wojskowego mieszczącego się w tym mieście.

Każdy okręg wojskowy zobowiązany był do zorganizowania w swoim obszarze pułku piechoty, który miał w przyszłości być rozwinięty w brygadę. Organizacją poszczególnych rodzajów wojsk miały się zająć Dowództwa Okręgów Generalnych. Z końcem listopada  1918 roku rozpoczęto formowanie 36 pułków piechoty i 14 pułków kawalerii.   W Galicji Wschodniej i na Wołyniu,  w miarę rozwoju ilościowego szeregów Wojska Polskiego, zaczęto tworzyć jego struktury taktyczno-operacyjne. W pierwszym okresie trwającym od listopada 1918 roku do końca marca 1919 roku na galicyjsko-wołyńskim Teatrze Działań Wojennych występowały grupy taktyczne i operacyjne. Pierwszą grupą taktyczną była grupa „San” mjr Juliana Stachiewicza, połączyła się ona w Przemyślu z grupą ppłk. Tokarzewskiego  – Karaszewicza, tworząc grupę taktyczną, która przeprowadziła odsiecz dla Lwowa.

Kolejnymi oddziałami były grupy taktyczne: mjr. Scaevoli – Wieczorkiewicza, płk. Stanisława Skrzyńskiego, płk. Henryka Minkiewicza, gen. Zygmunta Zielińskiego, ppłk. Czesława Mączyńskiego, płk. Mieczysława Kulińskiego, płk Władysława Sikorskiego i gen. Jana Romera. Występowały także tzw. podgrupy, działające samodzielnie bądź czasowo wydzielane z zasadniczych grup taktycznych. Wszystkie wymienione siły, liczące ok. 20 tys. żołnierzy, wchodziły w skład Grupy Operacyjnej Dowództwa „Wschód” dowodzonej przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

Na Wołyniu operowały cztery główne grupy taktyczne: gen. Bronisława Babiańskiego, gen. Stefana Majewskiego (późniejsza grupa gen. Edwarda Rydza-Śmigłego, utworzona na bazie grupy „Bug”), mjr. Władysława Bończy – Uzdowskiego (później grupa mjr.  Leopolda Lisa-Kuli) i płk. Jana Sandeckiego.

Wiosną 1919 roku utworzono wyższe związki operacyjne – fronty. Jako pierwszy powołany został rozkazem NDWP z 30 marca 1919 Front Wołyński na czele z gen. Aleksandrem Karnickim.  29 maja 1919 NDWP utworzyło Front Galicyjsko-Wołyński dowodzony przez gen. Wacława Iwaszkiewicza. Front ten istniał do końca lipca 1919 roku.

Zaciąg do służby wojskowej był ochotniczy, prowadzony przez poszczególne okręgi wojskowe. Zwerbowanych ochotników wstępnie przeszkalano, następnie tworzono pododdziały do szczebla batalionu, które później łączono w grupy taktyczne. Po przeprowadzeniu poboru ochotniczego stan liczebny Wojska Polskiego w połowie stycznia 1919 roku wynosił 110 tysięcy żołnierzy. Ponieważ potrzeby armii rosły, zdecydowano się na ogłoszenie poboru regularnego. Na podstawie dekretu Naczelnika Państwa z 15 stycznia 1919 roku, oraz Tymczasowej Ustawy o Powszechnym Obowiązku Służby Wojskowej z 7 marca 1919 roku. 7 marca 1919 roku na plenarnym posiedzeniu Sejmu Ustawodawczego uchwalono pobór roczników 1896-1901 na całym obszarze ziem polskich.

W lutym 1919 roku wprowadzono nowy model organizacyjny sił zbrojnych, który przewidywał tworzenie związków taktycznych szczebla dywizja/brygada. Założono sformowanie 42 dywizji piechoty, 6 brygad kawalerii i 12 eskadr lotniczych. Dywizja piechoty miała się składać z: trzech pułków piechoty, brygady artylerii, dywizjonu kawalerii oraz pododdziałów dowodzenia, tyłowych i zaopatrzenia. Strukturę tę następnie skorygowano i postanowiono utworzyć 10 dywizji dwubrygadowych oraz 1 brygadę górską.

Liczebność Wojska Polskiego – niezbędną do obrony państwa określano na 500 tysięcy żołnierzy. Stan ten miano osiągnąć stopniowo. Tymczasem w marcu 1919 roku piechota liczyła 80 tys. żołnierzy, skupionych w 40 pułkach i 8 batalionach strzelców, a ponadto przy każdym pułku piechoty znajdował się batalion kadrowy. Według etatu każdy pułk miał liczyć 68 oficerów i 2486 żołnierzy, a dywizja 226 oficerów i 7525 żołnierzy. Do końca marca zakończono formowanie czterech dywizji (1, 2, 3) i Dywizji Litewsko-Białoruskiej.

W kwietniu 1919 roku przybywa do kraju „Błękitna Armia” gen. Józefa Hallera. „Błękitna Armia” to formacja w sile pięciu pełnych dywizji, z artylerią, lotnictwem,  kawalerią, służbami technicznymi  i

taborami, uzbrojonych i wyszkolonych wg. wymogów końca I wojny światowej.  Jej przybycie  rozpoczęło coraz ostrzejsze zatargi z J. Piłsudskim, prowadzone na tle prawnego  przejęcia  przybyłych z Francji wojski,  uregulowania ich stosunku w Armii Polskiej, w tym zwierzchnictwa nad  „Błękitną Armią”.

25 maja 1919 roku, licząca ok. 72 tys. żołnierzy Armia Wielkopolska, uzbrojona i wyposażona wg. wzorców armii francuskiej, została podporządkowana Naczelnemu Dowództwu Wojska Polskiego, przy zachowaniu jej odrębności organizacyjnej.

Sztab Generalny, z inicjatywy J. Piłsudskiego,  podjął działania łączenia przybyłych do kraju formacji wojskowych w jednolity organizm. Chodziło o scalanie formacji zorganizowanych w kraju z tymi, które powstawały na froncie wschodnim,  w Wielkopolsce, we Francji i w Rosji.J. Piłsudski dążył do zatarcia istniejących odmienności pomiędzy żołnierzami różnych szkół  wojskowych i organizacji stojących za procesem ich formowania.  Dla przypieczętowania „braterstwa broni” nakazał aby wszyscy żołnierze przypięli do munduru, jako zewnętrzny symbol zjednoczenia wojska  – wizerunek „srebrnego wężyka” – znak Legionów.

Tym manewrem uczynił „znak Legionów” wizerunkiem  całego wojska, kilkuset tysięcznej rzeszy żołnierzy polskich. W praktyce nie zmieniło to wiele, wewnętrzne podziały nadal istniały i pogłębiały się wobec bezwzględnej polityki kadrowej  promującej  Legionistów.

Drugim krokiem, jaki podjęto, to zmiana numeracji  dużych jednostek. Pierwsze numery, od 1-9 otrzymały dywizje sformowane po wojnie w kraju, gdzie kadrę dowódczą stanowili oficerowie wywodzący się z Legionów (dywizje Legionów Polskich), numer 10 otrzymała dywizja gen. Żeligowskiego, numery 11-13 dywizje Armii gen. J. Hallera, numery 14, 15 i 17 dywizje wojsk wielkopolskich , numer 16 zarezerwowano dla tworzonej dywizji na Pomorzu, sformowanej na początku 1920 roku. Nadwyżki kadrowe Armii gen. J. Hallera utworzyły 18 Dywizję Piechoty i Podhalańską Dywizję Górską.  Czy zmiana numeracji  jednostek była konieczna?  Można było to zrobić inaczej, lepiej zadbać o zachowanie tradycji bojowych i rodowodu jednostek.

Na początku 1920 roku Wojsko Polskie posiadało 21 dywizji piechoty, 7 brygad jazdy, jednostki artylerii oraz oddziały wszystkich innych służb i broni. Razem w służbie czynnej mieliśmy ok. 600  tys. żołnierzy. Proces rozbudowy siły zbrojnej trwał nadal. Stworzono podstaw formacje ochotnicze i jednostki rezerwowe. Tak dynamiczna rozbudowa potencjału polskiej siły zbrojnej była możliwa dzięki pomocy wojskowej państw sojuszniczych, a głównie Francji.

20 lutego 1920 roku, w Pucku gen. Józef Haller dokonał symbolicznego aktu zaślubin z morzem. To finał jego rozprawy z Niemcami na Pomorzu i w Wielkopolsce, gdzie J. Piłsudski przez niemal rok nie znajdował sposobów na udzielenie Polakom pomocy w ich walce o powrót do Macierzy. Podobną aktywnością i wrażliwością na sprawy polskie J. Piłsudski wykazał się w sytuacji powstań śląskich i organizowanych plebiscytach  w byłym zaborze pruskim.

Odrębnym ważnym, rozdziałem w naszej historii, są wydarzenia związane z nieudaną wyprawą kijowską i w jej konsekwencjami – ofensywą wojsk Rosji Radzieckiej, z bitwą warszawską, wyparciem wroga i podpisaniem Pokoju w Rydze. W kwietniu 1920 roku J. Piłsudski rozpoczyna wyprawę na Kijów – by zdobyć Ukrainę dla Petlury. To kolejny etap niemieckiej polityki federalizacji – tworzenia małych, słabych państw buforowych. Wyprawa na Kijów była nieporozumieniem wojskowym i politycznym. Zaplanowali ją i utrzymywali w  ścisłej tajemnicy niedoświadczeni oficerowie z poza Sztabu Generalnego, nie przekazując dowódcom wielkich jednostek ogólnej koncepcji działań. To powodowało wiele nieporozumień i w praktyce zrywało więzi współdziałania jednostek. Wojska bolszewickie, nie podejmując walki sprawnie wycofały się za Dniepr. J. Piłsudski wraz z S. Petlurą zorganizował w Kijowie wielką paradę i w aureoli zwycięskiego wodza powrócił do Warszawy witany jak narodowy bohater.

Sytuacja zmieniła się bardzo szybko, bolszewicy po przegrupowaniu swych sił rozpoczęli kontrofensywę. Odwrót wojsk polskich z pod Kijowa przybrał charakter bezładnej rejterady zakończonej pod Warszawą. Efekt tej wyprawy to 200 tys. zabitych Polaków i olbrzymie straty materialne na całej zajętej przez bolszewików części kraju. Przed decydującą bitwą  J. Piłsudski – Naczelny Wódz i Naczelnik Państwa składa dymisję na ręce premiera Witosa i wyjeżdża z warszawy do swej konkubiny za Częstochowę.

Okoliczności tych tragicznych wydarzeń odsłoniły chwalebne jak i podłe oblicze polityków i dowódców WP. Niestety i tym razem, podłość i hańbę  przekuto w chwałę, dając beneficjentom  szansę odwetu.

2. Organizacja naczelnych władz wojskowych uregulowana została 7 stycznia 1921 roku dekretem Naczelnego Wodza – Józefa Piłsudskiego .  Ścisła Rada Wojskowa pracowała pod przewodnictwem generała – Naczelnego Wodza w czasie wojny. W jej skład wchodzili: generał – Naczelny Wódz w czasie wojny, Szef Sztabu Generalnego, generałowie – dowódcy armii w czasie wojny, w czasie pokoju inspektorzy armii.     Ścisła Rada Wojskowa była organem kierującym w zakresie przygotowań wojennych,  sporządzania planów operacyjnych i obrony kraju. W tych sprawach decyzje Ścisłej Rady Wojskowej obowiązywały Ministerstwo spraw Wojskowych. Do kompetencji Rady należały również sprawy kadrowe, od szczebla dowódców pułków wzwyż.

Pracą Sztabu Generalnego kierował bezpośrednio szef Sztabu Generalnego, podlegający rozkazom generała – ministra Spraw Wojskowych. Przy takiej organizacji naczelnych władz wojskowych J. Piłsudski jako szef Sztabu Generalnego i jednocześnie przewodniczący Ścisłej Rady Wojskowej, był w istocie czynnikiem nadrzędnym       i decydującym o wszystkim w wojsku.

Sytuacja zmieniła się po ukonstytuowaniu się Sejmu i Senatu na zasadach Konstytucji Marcowej  i  wyborze prezydenta Rzeczypospolitej. Wcześniejszy dekret Naczelnego Wodza z 7 stycznia 1921 roku musiał ulec zmianie.

Po burzliwym okresie przesilenia rządowego w czerwcu i lipcu 1922 roku i konflikcie z większością sejmową, sprowokowanych przez J. Piłsudskiego dążącego do umacniania swej pozycji, po gorączkowym okresie wyborów do Izb Ustawodawczych, w końcu tragicznej śmierci prezydenta Narutowicza i po wyborze socjalisty Wojciechowskiego na urząd prezydenta, naciski Piłsudskiego zelżały. Przestał ingerować w sprawy polityczne, zajął się zagadnieniami wojskowymi.

Gdy w maju 1923 roku do władzy doszedł gabinet parlamentarny z Witosem, J. Piłsudski złożył dymisję ze stanowiska szefa Sztabu Generalnego, i krótko później z przewodnictwa w Ścisłej Radzie Wojskowej. Formalnie usunął się ze służby czynnej.  Pozostawił sobie jedynie przewodnictwo w Kapitule Orderu Virtuti Militari.  Jego rezydencją stał się mały dworek w Sulejówku, ofiarowany mu przez Legionistów. Można powiedzieć, że z tą chwilą nad Rzeczypospolitą  zawisł cień  Wielkiego Konspiratora.

Piłsudski aktywnie uczestniczył w dorocznych zjazdach Legionistów. Szczególną uwagę poświęcał tworzeniu legendy Pierwszej Brygady wokół swego imienia – Komendanta. Mówił   „Ja i Brygada to jedno”, szybko pojęcie to roztoczył na wszystkie Legiony. To robiło wrażenie.  Dla mas żołnierskich, weteranów służby przywykłych do dyscypliny, szacunku do stopnia, a wówczas  żyjących w ubóstwie, Piłsudski stawał się postacią, za którą  gotowi byli pójść ślepo ogień. W lipcu 1923 roku na bankiecie w hotelu „Bristol” wydanym przez grono wielbicieli, Piłsudski wyjawił powody swej dymisji tłumacząc, że nie mógł bronić rządu, w którym są przedstawiciele  stronnictw „obciążonych moralna odpowiedzialnością za zabójstwo prezydenta Narutowicza”.                                                                                                                                   Piłsudskiemu nie przechodziła przez głowę myśl, że zadaniem armii jest obrona Rzeczypospolitej,  a nie walka z rządem i najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych  jakim był prezydent Rzeczypospolitej,  że Wojsko Polskie było siłą zbrojną narodu, a nie prywatną gwardią kogoś tam.

Tak skonstruowany powód ustąpienia Józefa Piłsudskiego z wojska był w istocie sprzeczny z ówczesną rzeczywistością konstytucyjną. Rzeczą znamienna są dalsze wywody Piłsudskiego odsłaniające istotę jego psychiki – gloryfikacja własnych sukcesów militarnych i dezawuowanie sukcesów innych oficerów.   Piłsudski usuwając się w domowe zacisze był przekonany, że bez niego Polska nie da sobie rady  i  szybko zwróci się do niego jako do zbawcy. Przeoczył fakt, że przechodząc z eksponowanej w wojsku służby czynnej w stan spoczynku,  traci wpływy jakie kiedyś posiadał w armii.

Cały okres trzyletni do przewrotu majowego to zmagania Piłsudskiego o ustawę dot. organizacji naczelnych władz wojskowych. Podejmowane inicjatywy by załagodzić spór trafiały w próżnię. Pierwszy projekt opracował gen. Sosnkowski, minister Spraw Wojskowych, najbliższy towarzysz Piłsudskiego. Do Sejmu wniósł go gen. Szeptycki,  minister Spraw Wojskowych w gabinecie W. Witosa, osoba ciesząca się zaufaniem Piłsudskiego. Projekt ten nie zadowolił jednak J. Piłsudskiego, stał się tylko pretekstem do kolejnych jego ataków.

Po upadku rządu W. Witosa, nieudanej misji tworzenia rządu St. Thugutta (z Piłsudskim jako ministrem Spraw Wojskowych), desygnowany na kolejnego premiera Wł. Grabski, kompletowanie swojego gabinetu rozpoczął od rozmowy z J. Piłsudskim, nakłaniając go by ten powrócił do wojska. Niemożliwe do spełnienia warunki wysunięte przez Piłsudskiego ponownie zamknęły sprawę. Kolejną propozycją powrotu Piłsudskiego stała się nowelizacja uchwały, którą wniósł do Sejmu  minister Spraw Wojskowych gen. W. Sikorski. Ten dokument też nie zyskał akceptacji Piłsudskiego. A więc nie zabiegi o dobro ojczyzny, jej polityczny i gospodarczy rozwój,  ale destabilizowanie organów władzy stało się celem działalności J. Piłsudskiego.

O powrót Piłsudskiego do armii zaczęli się domagać się także Legioniści, uchwalając na swym zjeździe rezolucję, w której „domagają się od prezydenta Rzeczypospolitej jako najwyższego zwierzchnika wojskowego i od rządu, a w szczególności zaś od ministra Spraw Wojskowych, gen. Sikorskiego, podjęcia inicjatywy, która zapewni Józefowi Piłsudskiemu należne stanowisko państwowe”.  Trudno sobie wyobrazić większy przejaw niesubordynacji wojskowej.

11 grudnia 1924 roku w Prezydium Rady Ministrów, z inicjatywy premiera Grabskiego odbyła się konferencja z udziałem  Piłsudskiego, marszałka Sejmu Rataja, ministra Spraw Wojskowych    gen. Sikorskiego, ministra Thugutta i referenta kolejnego projektu ustawy o organizacji naczelnych władz wojskowych. Projekt ten po poprawkach również nie zyskał akceptacji Piłsudskiego.

Można domniemywać, iż już wówczas Piłsudski podjął decyzję o siłowym rozwiązaniu sprawy, która go nurtowała. W jego willi dochodziło do coraz częstszych spotkań z wiernymi towarzyszami. Wyglądało to jak konspiracja.

13 listopada 1924 roku gdy rząd Grabskiego podał się do dymisji, w Belwederze następnego dnia pojawił się Piłsudski i złożył pisemną deklarację zaczynająca się od słów:

„Uważam za swój obowiązek ostrzec Pana Prezydenta przed pominięciem interesów moralnych armii w rozważaniach przy rozwiązaniu obecnego kryzysu. Czyniono to już dwukrotnie i ze smutkiem stwierdzić muszę, że rezultaty tego pominięcia doprowadzają do coraz silniejszego rozdrażnienia w wojsku”.                                    

Chodziło  tu o  kolejne nominacje na stanowisko ministra Spraw Wojskowych – gen. Szeptyckiego  i gen. Sikorskiego – oficerów cenionych wcześniej przez Piłsudskiego, teraz jego zdaniem najbardziej szkodzących wojsku. Piłsudski sam, z własnej woli opuścił służbę wojskową, ale nie przerwał intryg i w dalszym ciągu uzurpował sobie prawo do ingerowania w sprawy wojskowe, w tym w obsadzanie najwyższych stanowisk. Owa nota złożona prezydentowi Rzeczypospolitej,  była  już wyraźnym sygnałem o groźbie zamachu. Potwierdzeniem  tego była manifestacja zorganizowana następnego dnia, 15 listopada 1925 roku i hołd złożony Piłsudskiemu z okazji 7 rocznicy jego powrotu z Magdeburga.  Kilku generałów  i blisko tysiąc oficerów legionowych przybyło do Sulejówka. Wystąpił gen. Orlicz-Dreszer, zapewniając Piłsudskiego, „że może liczyć na szable – szable nie tylko wobec niebezpieczeństwa grożącego z zewnątrz, lecz przy rozwiązywaniu wewnętrznego kryzysu!”.

Gen. Sikorski, jako minister Spraw Wojskowych  nie mógł nie zareagować na takie zachowanie,  przeniósł natychmiast gen. Orlicz- Dreszera z Warszawy do Poznania. Trudno jednak uznać tą decyzję za adekwatny wymiar kary wobec ewidentnego naruszenia przysięgi wojskowej.

Piłsudski coraz częściej występuje publicznie, tylko w pierwszych miesiącach 1926 roku w kilkanaście razy ekscytował społeczeństwo swoimi wywodami krytykując kolejne rządy, a w szczególności gabinety Witosa i Skrzyńskiego. Nikt dotąd tak systematycznie, tak nieustępliwie i z taką pasją nie sączył w społeczeństwie jadu zwątpienia w istniejący ustrój Rzeczypospolitej. Nikt w takim stopniu nie generalizował rzekomych uchybień i wykroczeń poszczególnych polityków. Nikt obraźliwymi słowami tak nie miażdżył swych politycznych przeciwników i nikt w słowie i w piśmie nie używał tak drażliwych określeń, które raziły nawet najbliższych mu ludzi.  Rzeczywiste powody tak zawziętej kampanii prasowej skierowanej przeciwko dwóm generałom były zupełnie inne.   Obydwaj dobrze poznali Piłsudskiego i jego metody działania. Kompania Kadrowa, 1 Brygada Legionów,  Kampania Kijowska, Bitwa Warszawska i dalszy przebieg działań wojsk pod jego komendą w walkach z wojskami sowieckimi, odsłoniły jego „wojskowe talenty” i charakter jako polityka i człowieka.

Generałowie przejrzeli, że Wielki Konspirator dąży do swojej całkowitej i niepodzielnej dominacji nad wojskiem Rzeczypospolitej, w tym celu wszystkie ważniejsze stanowiska w wojsku obsadzał swoimi zaufanymi, nie patrząc na ich kwalifikacje. Oni dwaj, nie popierając takich praktyk stali się jego śmiertelnymi wrogami.  18 kwietnia gen. Lucjan Żeligowski, minister Spraw Wojskowych w gabinecie Skrzyńskiego, samowolnie i skrycie wydał rozkaz  o utworzeniu z dniem 10 maja zgrupowania jednostek w Rembertowie.  Do J. Piłsudskiego wysłał pismo o treści:  „Proszę Pana Marszałka o objęcie dowództwa nad oddziałami skoncentrowanymi w Rembertowie i przeprowadzenie z nimi ćwiczeń …”.                                                                                 

Wywiad Piłsudskiego z 11 maja w „Kurierze Porannym”, w którym przypuścił brutalny szturm, pełen inwektyw na gabinet Witosa, odsądzając go od czci i wiary został z polecenia rządu skonfiskowany,  spora ilość egzemplarzy trafiła jednak do czytelników.  W nocy z 11 na 12 maja zwolennicy Piłsudskiego (7 pułk ułanów, 22 i 36 pułk piechoty)  rozpoczęli zajmować pozycje przy moście Kierbedzia rozstawiając ciężkie karabiny maszynowe. Działania te zaniepokoiły rząd. W nocy na rozkaz gen. Malczewskiego zarządzono alarm stawiający jednostki garnizonu warszawskiego w gotowość do działań, ściągnięto z pobliskich  miejscowości posiłki (10, 57, 58, 71 pułki piechoty). Mianowano gen. Stanisława Hallera szefem Sztabu Generalnego,  gen.  T. Rozwadowskiego – dowódcą obrony Warszawy, a płk. Wł. Andersa jego szefem sztab. Do Warszawy przybywały kolejne jednostki , wspierając obydwie strony.  O planach Piłsudskiego,  nie wiedzieli jego najbliżsi współpracownicy – Sławek i Świtalski, co może także oznaczać, że takich planów w ogóle nie było.

12 maja 1926 r. w Warszawie miały się odbyć rozmowy z delegacją Rządu Czechosłowacji. Celem tej wizyty miało być podpisanie porozumienia o współpracy wojskowej (sojuszu)  i integracji przemysłu zbrojeniowego obydwu państw.  Do rozmów nie doszło.

3. Zamach stanu.

12 maja 1926 roku, mając zapewnione poparcie lewicy (PPS, Wyzwolenie, Stronnictwo Chłopskie i Klub Pracy) J. Piłsudski z nieopuszczającym go nigdy poczuciem swojej racji, i przekonaniu o nicości moralnej przeciwników, ruszył na czele wiernych sobie oddziałów wojskowych na Warszawę. Jako pierwsza nie podporządkowała się Piłsudskiemu Szkoła Podchorążych odbywająca ćwiczenia w Rembertowie. Podchorążowie w szyku bojowym  przeszli pod Belweder i zajęli pozycje obronne. Trwali tam do końca. Była to pierwsza porażka Piłsudskiego – najmłodsza kadra Wojska Polskiego,  jego oparcie i nadzieja wyłamała się spod jego uroku i pozostała wierna przysiędze żołnierskiej i Ojczyźnie.

O godz. 14. 00 Rada Ministrów wydała komunikat: „ …szerzona od dłuższego czasu przez spiskowców i burzycieli ładu i porządku zbrodnicza agitacja wśród wojska spowodowała smutne następstwa. Kilka oddziałów wojska, z kilku powiatów, zebrane w okolice Rembertowa, podniecone fałszywymi pogłoskami i uwiedzione sfałszowanymi rozkazami, dało się pociągnąć do złamania dyscypliny i wypowiedzenia posłuszeństwa Rządowi Rzeczypospolitej”.

Prezydent wydał odezwę do żołnierzy, w której podkreślił konieczność dotrzymania przysięgi żołnierskiej i dochowania wierności rządowi. Ogłoszono stan wyjątkowy w Warszawie, województwie warszawskim oraz w powiatach siedleckim i łukowskim.

Na mości Poniatowskiego drogę oddziałom Piłsudskiego zagrodziły wojska rządowe. O godz. 17. 00 doszło do rozmowy prezydenta Rzeczypospolitej Wojciechowskiego z Piłsudskim w obecności mjr. Mariana Porwita – dowódcy ochrony mostu.  Prezydent, występując także jako Najwyższy Zwierzchnik Sił Zbrojnych, nie wdając się w dyskusję, zażądał od Piłsudskiego natychmiastowego rozwiązania „demonstracji”.

W tym momencie cała taktyka Piłsudskiego, polegająca na zastraszaniu – legła w gruzy. Chcąc osiągnąć swój cel musiał rozpocząć walkę zbrojną. I o godz. 18. 30 walkę tą rozpoczął. Wieczorem 12 maja siły rządowe dysponował ok. 1700 żołnierzami, Piłsudski zgromadził ok. 3500, plus ok. 800 członków Związku Strzeleckiego.             Koalicjantem J. Piłsudskiego i współodpowiedzialnym za skutki zamachu okazał się być przewodniczący kolejarskich związków zawodowych, pozostających pod silnym wpływem PPS – Adam Kuryłowicz. Otrzymał on zadanie od Piłsudskiego, by wstrzymać ruch transportów wojskowych „oddziałów rządowych” do Warszawy, zadanie to wykonał. Transporty z Wielkopolski i Pomorza utknęły na stacjach i do Warszawy nie dotarły.

13 maja prezydent Rzeczypospolitej wydał rozkaz:

Żołnierze Rzeczypospolitej!                                                                                                                       Stała się rzecz potworna, znaleźli się szaleńcy, którzy targnęli się na Majestat Ojczyzny, podnosząc jawny bunt. Fałszywymi hasłami uwiedli czystą duszę żołnierza polskiego i dali pierwszy rozkaz do rozlewu krwi bratniej. Nie wierzcie rozsiewanym kłamstwom. Prezydent Rzeczypospolitej z prawowitym rządem, opartym o dzielne wojsko, znajduje się w Belwederze i wzywa Was, byście razem z nim stanęli w obronie znieważonego honoru wojska polskiego i praworządnej naszej Ojczyzny. Posiłki z prowincji idą, walka z buntownikami będzie podjęta. Buntownicy czynem swym wykreślili się z szeregów polskich.”                                                             

Próbę mediacji w sprawie przerwania walk podjął prymas Aleksander Kakowski i marszałek Sejmu Maciej Rataj, bez rezultatów.  Pragnąc zachować spokój w innych regionach kraju mianowano Wodzem Naczelnym wszystkich wojsk poza Warszawą gen. Stanisława Szeptyckiego. Centralny Komitet Wykonawczy PPS podjął uchwałę o proklamowaniu 14 maja strajku generalnego.

W dokumencie tym napisano:  „Niech strajk ten będzie potężną manifestacją na rzecz Józefa Piłsudskiego, jego bohaterskiej armii i rządu robotniczo – włościańskiego.”      Walki  w mieście trwały trzy doby. Nie chcąc by fala przemocy rozlała się na kraj, strona rządowa przerwała walkę. W starciach w stolicy zginęło 379 osób, w tym 164 osoby cywilne. Rany odniosło 920 osób, w tym 314 osób cywilnych.

W wyniku przewrotu majowego Józef Piłsudski przejął inicjatywę polityczną w państwie. W nowym, utworzonym przez Kazimierza Bartla rządzie, przyjął tekę ministra Spraw Wojskowych. Czynnikiem umacniającym jego władzę były zmiany jakich dokonał w korpusie oficerskim. Jeśli w 1921 roku na 145 generałów tylko 12 miało rodowód legionowy, to w1928 roku – na 81 generałów w służbie czynnej – 44 to Legioniści. Objęli oni wszystkie najważniejsze stanowiska dowódcze. Wsparciem dla Piłsudskiego była także rzesza pułkowników, którzy pełnili funkcje w najwyższych urzędach administracji państwa. Wszyscy wyżsi oficerowie, którzy opowiedzieli się po stronie prezydenta Rzeczypospolitej (z wyjątkiem płk. Władysława Andersa) zostali zdymisjonowani, kilku osadzono w więzieniu, kilku zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach.

Piłsudski stosunkowo szybko dokonał gruntownej reorganizację naczelnych władz wojskowych. Rozwiązał Ścisłą Radę Wojenną i jej Biuro w Sztabie Generalnym. Dekretem prezydenta z 6 sierpnia 1926 roku został utworzony Generalny Inspektorat Sił Zbrojnych, na czele z Generalnym Inspektorem, przewidzianym w razie wojny na stanowisko Naczelnego Wodza. Tak ukształtował się dwutorowy system dowodzenia wojskiem: pokojowy i wojenny.

Generalny Inspektor Sił Zbrojnych formalnie podlegał Ministrowi Spraw Wojskowych. Kierował przygotowaniami do wojny i miał nieograniczone prawo zgłaszania postulatów. W rzeczywistości był zwierzchnikiem ministra, posiadał w swych kompetencjach możliwość wydawania mu wiążących poleceń. Generalnemu Inspektorowi podporządkowano sztab Generalny, przemianowany w 1928 roku na Sztab Główny. Jego kompetencje ograniczono do roli organu wykonawczego w zakresie zadań związanych z przygotowaniami do wojny.

W latach 30 – tych nastąpiły zmiany w strukturze wojska. Zlikwidowano 3 z pośród 4 dywizji kawalerii na rzecz zwiększenia ilości samodzielnych brygad kawalerii, z 5 do 12. W 1931 roku istniały formalnie 3 pułki pancerne, dywizjon pancerny i 10 dywizjonów samochodowych. Zorganizowano dwa dywizjony pociągów pancernych. Zreorganizowano wojska saperskie, istniejące oddziały połączono w trzy brygady, obejmujące łącznie 13 batalionów. Były to jednak zmiany powierzchowne, nie nadążały za duchem czasu.

W 1934 roku. gen. W. Sikorski opracował dzieło: „Przyszła wojna. Jej możliwości i charakter oraz związane z nim zagadnienia obrony kraju”.  Pod tym tytułem kryła się niemalże prorocza wizja blitzkrigu, w którym Sikorski trafnie przewidział zarówno skalę przyszłego konfliktu, jak i rolę nowoczesnego uzbrojenia.  Pozycję tą, z dużą uwagą przyjęto na zachodzie, w Polsce została zbagatelizowana.   Nie skorzystano z koncepcji modernizacji armii, nie analizowano przemian w taktyce i sztuce operacyjnej  dokonywanych w innych armiach  np. w armii czechosłowackiej,  nie mówiąc o armii niemieckiej.

Po śmierci J. Piłsudskiego w naczelnych organach WP nastąpiły poważne zmiany personalne. Stanowisko Generalnego Inspektora objął gen. Rydz Śmigły, ministrem Spraw Wojskowych został gen. Tadeusz Kasprzycki, szefem Sztabu Głównego został gen. Wacław Stachiewicz. Nastąpiły również przesunięcia w GISZ, w jego skład włączono gen. Tadeusza Kutrzebę i gen. Władysława Bortnowskiego. pułk piechoty

Obowiązująca do kwietnia 1939 roku strategia obronna RP – wskazująca na jedyne zagrożenie ze wschodu, rażące błędy w polityce zagranicznej, stały się przyczyną naszej wrześniowej klęski, za którą odpowiedzialność ponosi obóz sanacji.

Utworzony we wrześniu 1939 roku rząd Władysława Sikorskiego, w jednym z pierwszych swych działań uznał za konieczność udzielenia pełnej rehabilitacji i amnestii dla byłych więźniów brzeskich oraz utworzenie komisji do zbadania i oceny dokumentów „odnoszących się do przebiegu ostatnich zdarzeń w Polsce i ustalenia ich przyczyn”. Na czele komisji stanął gen. Józef Haller. Obok generała w pracach komisji uczestniczyli gen. Ładoś, płk. Modelski i Stroński.

Komisja Hallera miała nie tyle dowieść winy Rydza Śmigłego, Becka i innych, ale zdezawuować samą ideę sanacji. Dlatego zaczęła obrady od wezwania „wszystkich Polaków” do przedstawienia własnych spostrzeżeń wraz z rzeczowymi dowodami. Liczba chętnych do zeznawania przed komisją Hallera przekroczyła wszelkie oczekiwania. Najliczniejszą grupę zeznających tworzyli byli urzędnicy państwowi. Nie brakowało koniunkturalizmu, łudzili się , że po złożeniu samokrytyki znajdą zatrudnienie w aparacie rządu emigracyjnego. Prace komisji posuwały się wolno, w końcu gen. Haller  zakomunikował, że na podstawie zebranych dowodów nie da się doprowadzić do procesu przed Trybunałem Stanu.

4. Raport gen. dr Izydora Modelskiego.

14 maja 1941 roku zakończono prace nad znalezieniem „wojskowych przyczyn klęski jesiennej w 1939 roku”. Gen. Modelski przedstawił obszerny raport premierowi gen. Władysławowi Sikorskiemu. Dokument wykonany był w 2 egz. i opatrzony klauzulą „ściśle tajne”. Obszerne fragmenty „Raportu …”, gen. dr Izydora Modelskiego, zawarte w czterech częściach można odnaleźć na stronie     www.klubinteligencjipolskiej.pl.

Tu przedstawiono mały fragment z nadzieją, że jego treść zachęci do zapoznania się z całym opracowaniem.

WOJSKOWE PRZYCZYNY KLĘSKI JESIENNEJ 1939 R.

  1. PRZED WOJNĄ

1) Okres od maja 1926 r. do maja 1935 r.

W wywiadzie, udzielonym Melchiorowi Wańkowiczowi, już na terenie rumuńskim, w miejscowości Craiova, na pytanie, kogo uważa za głównego sprawcę klęski, marszałek Śmigły-Rydz odpowiedział: „Józefa Piłsudskiego, który, zajmując się zbytnio polityką wewnętrzną i zagraniczną, zaniedbywał całkowicie armię. Gdyby wojna wybuchła nie, w 1939r. a w 1935 r. — trwałaby jeden dzień. Musiałem użyć nadludzkich wysiłków, aby armia mogła walczyć kilkanaście dni z wielokrotnie przeważającym przeciwnikiem. Drugim sprawcą jest wicepremier Kwiatkowski, który kilkakrotnie odmawiał mi kredytów na rozbudowę i uno­wocześnienie armii.

W tym miejscu interesuje nas początek odpowiedzi, który powtarzam: Józefa Piłsudskiego…”. Pozostałe stwierdzenia marszałka Śmigłego-Rydza zostaną zanalizowane, odnośnie swej obiektywnej słuszności, w dalszych rozdziałach niniejszego opracowania.

Jak najbardziej bezstronne przemyślenie i badanie wojsko­wych przyczyn klęski jesiennej 1939 r. w Polsce doprowadza do wniosku, że marszałek Śmigły-Rydz w tym punkcie ma rację: największym winowajcą klęski wrześniowej jest Józef Piłsudski.

Przed rokiem 1926 on zrywał sejmy, sztucznie tworzył „partyjniactwo”, „pikował” rządy, walczył z większością polską opierając się — poza bagnetami swej „pierwszej brygady” — na mniejszościach wrogich Polsce, dyskredytował ludzi zasłużonych, zdolnych i Polsce bez reszty oddanych (jak Witos, Korfanty itd.) — on odtrącał rękę większości polskiej, wyciągniętą do zgody dla dobra Polski (Dmowski, -Paderewski, Korfanty, Trąmpczyński itd.) — on, więc już przed majem 1926 r. był jedyną i największą przeszkodą w osiągnięciu zgody na­rodowej wszystkich Polaków dla dobra Państwa. Ile energii i sił polskich zostało zmarnowanych w tych najtrudniejszych pierwszych latach Niepodległości, które — gdyby były kierowane wielkim sercem i bystrym umysłem dalekowzrocznego patrioty — mogły być podstawowymi elementami siły wewnętrznej i zewnętrznej Państwa Polskiego w latach następnych. Cel był jeden: ludzi innych obozów usunąć od rządów, aby Polską samemu rządzić, jak folwarkiem, oraz, aby wynagrodzić swoich, z pierwszej brygady, za… legendę o pobudkach odmowy przysięgi, za przygotowanie sprytną propagandą „terenu” w kraju do objęcia władzy w listopadzie 1918 roku, potwierdzoną — wbrew oczywistemu dobru Narodu „przez większość lewicowo-mniejszościową sejmu, kierując się względami oportunistycznymi i  tożsamością dotychczasowych poglądów” (scilicet, „aktywistycznych”). „…oddano nieograniczoną władzę jednemu człowiekowi, który na organizmie tego państwa musiał nabywać doświadczenia”. (L.dz.594/39).

W tym też okresie podzielił Józef Piłsudski — nie de iure ale de facto — wszystkich Polaków, zamieszkujących Rzeczpospolitą, na obywateli pierwszej i drugiej klasy. Dodał tym samym do różnic dzielnicowych, które istnieją w każdym Państwie mię­dzy mieszkańcami odległych dzielnic (np. Walia — Szkocja, Bre­tania — Pireneje, Bawaria —- Meklemburgia, Podkarpacie — Kurpie czy Kaszuby lub Pałuki — Podlasie lub Śląsk), a u nas powiększonych jeszcze znacznie przez odmienne bardzo warunki wychowania, otoczenia, cywilizacji i kultury pod trzema zaborami przez 123 lata niewoli — nowe różnice i to najgroźniejsze. Na „pierwszobrygadowców”, dla których były otwarte i dostępne wszystkie stanowiska w Państwie i w wojsku i na „szary tłum”, który nawet przy wielkich zasługach w pracy narodowej przed wojną, wielkich nieraz zdolnościach, zaletach umysłu i charakteru oraz wybitnej fachowości był albo z góry odsunięty albo tylko tolerowany czasowo, „jako dobre bydło robocze”, bez którego nie można się było obyć, ale, dla którego wyższe stanowiska były bezwzględnie zamknięte. Powrócę do tego zagadnienia na dalszych stronach. Tu tylko jeszcze wniosek:

Józef Piłsudski jeszcze przed majem 1926 roku wprowadził i pogłębiał swoim postępowaniem niechęci dzielnicowe i stanowe wśród Polaków — przez okropnie niesprawiedliwą weryfikację wprowadził do polskiego korpusu oficerskiego wzajemną niechęć, poderwał w zaraniu Niepodległości zaufanie do sprawiedliwości polskich poczynań rządowych i władz wojskowych, wreszcie: zupełnie poderwał zaufanie szerokich warstw korpusu oficerskiego do powagi stopnia wojskowego, z jednej strony, w publicznych wywiadach prasowych, krytykując bezwzględnie i ośmieszając wysokie i bardzo wysokie szarże, pochodzące z armii zaborczych, z drugiej zaś weryfikując prze­ważnie młodocianych, mało doświadczonych legionistów do wysokich i bardzo wysokich stopni wojskowych, do których nie dorośli, bo dorosnąć jeszcze nie zdołali. Doły oficerskie porów­nywały ich z generałami i pułkownikami czy francuskimi czy państw zaborczych i porównanie to musiało wypaść i wypadało przeważnie, na niekorzyść legionistów. Przecież przygniatająca większość ówczesnych polskich oficerów od podporucznika wzwyż odbyła po doskonałej szkole rekruta i podchorążówce w armiach zaborczych największe w pierwszej wojnie światowej bitwy na froncie rosyjskim, włoskim czy francuskim, widziała wiedzę, doświadczenie i charakter swych przełożonych ówczes­nych, byki w formacjach wschodnich czy w powstaniach na zie­miach zachodnich, w końcu w wojnie polsko-bolszewickiej. Ich udział w tych najkrwawszych i największych ówczesnych bitwach wynosił nie dni i nie tygodnie, ale długie miesią­ce i nawet lata. Takie przeżycia czynią ludzi dojrzałymi nad wiek, uczą patrzeć i wyciągać wnioski. Toteż porównywano tam­tą organizację i porządek z tym, co widziano w wojsku polskim.

Ich doświadczenie bojowe na niższych szczeblach dowodzenia (pluton, kompania, batalion) było wprost kapi­talne, ich wyszkolenie i zdyscyplinowanie wzorowe, ich przyzwy­czajenie do porządku, planu, organizacji doskonale. Brak im było wyższych dowódców z takim samym doświadczeniem i z takim samym wyszkoleniem i z takim samym poważnym podejściem do zagadnień i z taką samą dyscyplina, nabytą w dobrej, pod­stawowej szkole rekruckiej i w długoletniej normalnej służ­bie na kolejnych, coraz to wyższych stanowiskach.

Pomijam tutaj dwa nazwiska generałów, pochodzących z legionów, którzy zawsze byli w Narodzie i w wojsku wysoko cenieni i zawsze się cieszyli Narodu i wojska zaufaniem, bo podchodzili do wszystkich odłamów Narodu, do wszystkich jego stanów, warstw i partii bez uprzedzeń, z jednakowym obiekty­wizmem i z jednakową życzliwością i umiarem. Ale obaj mieli wyższe wykształcenie. Obaj też pokazali charakter, siłę woli i bystrość umysłu oraz roztropność w postępowaniu w ciężkich dla Państwa chwilach, tak w czasie obu wojen, jak i w kryzy­sach wewnętrznego życia państwowego. Czyny ich mówią za siebie, Naród nie potrzebował propagandy, aby mieć do nich zaufanie…

Ale było ich tylko dwóch.

Resztę takich wyższych oficerów — od pułku wzwyż — jakich potrzebowali ówcześni młodsi i starsi oficerowie — a przede wszystkim dobro sprawy — można tylko wybrać — przy zupełnie bezstronnym sądzie — spośród bardzo licznych oficerów zawodowych armii austriackiej i rosyjskiej. W ten spo­sób mogliśmy dać podwaliny twarde i trwałe pod zdrowy i pod każdym względem dobry zalążek polskiego korpusu oficerów zawodowych. Oficerowie legioniści, zweryfikowani na tych samych, co oficerowie z armii zaborczych zasadach, byliby uzna­nymi przez wszystkich i mile widzianymi kolegami. Do września — normalnie pracując i awansując — gros z nich i tak by już było doszło do stopni pułkowników, nieliczni może też już do generałów. Amalgamat taki, przeprowadzony na zasadach słusz­ności i sprawiedliwości, byłby dobrodziejstwem dla wojska i Pań­stwa. Wybrano drogę inną. Z pobudek partyjnych wbito kolec miedzy polski korpus oficerski, który spowodował nigdy niegojącą się ranę. Oficerom legionowym największą krzywdę wyrządziła ich weryfikacja. Bez dostatecznego przygotowania fachowego, wiedzy i doświadczenia wskoczyli na szczyty, na których dostawali zawrotu głowy. Wiedzieli, że nie potrzebują pracować, aby awansować i mieć dobre stanowiska. Trzymali się na tych wyżynach sztucznie, nawzajem się podtrzymując i pod­pierając i pociągając wbrew dobru Państwa i woli Narodu, spaczając własne charaktery i usiłując łamać obce, aż runęli w prze­paść niesławy i hańby, wciągając za sobą i wojsko i Państwo i Naród.

Francuski generał Trousson, który był w Polsce w 1923 i 1924 roku, w rozmowie z polskim oficerem w Paryżu w roku 1925 wyraził swoją opinię następująco: „Wie Pan, mnie jest żal Polski i ludzi, jak Panu. Bo gdy człowiek poznał Polskę, jak ja ją poznałem i gdy realnie patrzy się w przyszłość, to musi się ją czarno widzieć. Na zapytanie, „dlaczego?”, generał Trousson odpowiedział: „Widzi Pan, u was jest wyśmienity materiał ludzki, dużo jest ludzi dobrych i zdolnych, którzy wszędzie byliby pierwszorzędnymi jednostkami. Lecz widzi Pan, by być dobrym chirurgiem, nie wystarczy skończyć medycynę. Trzeba jeszcze w dobrym szpitalu praktykować, a potem można być sławą. W Polsce zaś, niestety, cała góra w większości nie jest na wysokości zadania. Naszych rad nie chciano słuchać. Często robiono nam na opak. Generał Sikorski, który był ich wyrazicie­lem, już ustąpił. Dziś u góry są ludzie zupełnie do tego nie przygotowani, bez wiedzy i praktyki wojskowej. Wewnętrzny brak zastępują zewnętrznymi pozorami. I co się stanie, gdy młody, wartościowy oficer pod takim przełożonym służy? Ano, idąc za swym sumieniem, zamelduje, gdy jedno i drugie zło zobaczy, o tym. Stanie się przez to przykrym dla przełożonego i ludzi jego otoczenia, przeważnie tej samej, co on wartości i wtedy odstawią go na ślepy tor, gdy dalej będzie prawdę meldował. Albo, z braku charakteru, stanie się oportunistą, przesta­nie pracować, a będzie wszystko chwalił. Wtedy pójdzie naprzód, lecz stanie się podobnym do swego dowódcy.

Gdy jednak wojna przyjdzie, okaże się cała próżnia tego gmachu. Myśmy to przeżyli w roku 1870/71, gdy względy dworu były miarodajne przy obsadzie stanowisk. Rezultatem był Sedan. Na szczęście mamy położenie geograficzne, które pozwo­liło nam na ocknięcie się pod Paryżem i okupienie się Niem­com. Lecz dopiero spostrzeżenie tych błędów i studia nad nimi dały nam dowództwo, które potrafiło w roku 1918 zwyciężyć. Polskę, w jej geograficznym położeniu, dowództwo, jakie ma, może byt jej kosztować”. (L. dz.594/39).

„Mimo wszystkich wysiłków pierwszobrygadowców, aby tylko siebie utrzymać u władzy, stosunki, kontrolowane przez Sejm, zaczynają się i pod tym względem poprawiać i iść ku lep­szemu. Sejm bowiem, w którym mimo partii, ludzie widzą jaś­niej — zachowując cały szacunek dla tego, którego okoliczności na czele armii postawiły — chce wciągnąć ludzi fachowych do pracy, ludzi, mających uznanie sojuszniczych rzeczoznawców wojskowych. Francuska misja wojskowa działa i mówi prawdę, co jest ziarnem w wojsku, a co plewą. Plewą, niestety, jest większość znajdujących się na wysokich stanowiskach „polity­ków” pierwszej brygady. Powoli, więc, obok nich, głos zaczynają mieć i ludzie fachowi, generał Józef Haller, (generał Stanisław Haller), gen. Rozwadowski, generał Sikorski Władysław, generał Szeptycki i inni. Za sprawowania urzędu Ministra Spraw Woj­skowych przez generała Sikorskiego (i Szefostwa Sztabu przez generała Stanisława Hallera) zdaje się wszystko być na najlepszej drodze. Organizacja naczelnych władz wojskowych, oparta na wzorze francuskim, a nieoddająca sprawy bezpieczeństwa i obrony Państwa ślepo w ręce jednego człowieka, wchodzi w życie. Nad kliką jest kontrola i zdaje się, że w oparciu o Alian­tów Polska idzie do normalnego rozwoju.

Lecz pierwsza brygada ma już coraz mniej do mówienia. A tu chodzi przecież o władzę, a przy tej władzy o żłób. Partia, biorąc za pretekst za małe uprawnienia dla Wodza Naczelnego, każe mu się na bok usunąć, by podziemną robotą przygotować zamach majowy…” (L.dz.594/39).

Klika robi to, co też dzisiaj, w zmniejszonej skali, obserwu­jemy w Szkocji: robi się sztucznie fermenty, rozszerza najróż­niejsze pogłoski i plotki o przełożonych władzach wojskowych, więc tak, jak i tu: przede wszystkim o generale Sikorskim, lan­suje zjadliwe i podburzające artykuły w prasie, szafując szeroko kłamstwem i oszczerstwem (tam: ówczesny tygodnik Głos Prawdy, tu: Wiadomości Polskie w artykułach nie tylko Pruszyńskiego) — jednym słowem: robi się „wojnę nerwów”, a późną jesienią w gabinecie Skrzyńskiego zostaje Ministrem Spraw Wojskowych „popularny” na …wileńszczyźnie generał Żeligowski, który w Sejmie oświadcza, że „…wojsko wyprowadzi w pole” i …obsadzi kluczowe stanowiska w wojsku ludźmi, oddanymi Piłsudskiemu. Naiwne społeczeństwo przyjmuje tę zapowiedź za dobrą wiarę w sensie długotrwałych ćwiczeń letnich. Gros oficerów nawet najniższych stopni i na najdalszej prowincji zaczyna inaczej rozumieć słowa Ministra. Tej myśli potwornej nikt jednak nie chce pozwolić się w sercu zagnieździć. Lecz słowa generała Dreszera, (który po tym nie wykonał rozkazu generała Sikorskiego o objęcie 2-ej Dywizji Kawalerii w Poznaniu, ku zgorszeniu całego wojska) podczas demonstracji w Sulejówku „…o szablach, które Tobie, Komendancie, stawiamy do dyspozycji”, ostatnie rozwiewają złudzenia. Wreszcie nowe kłamstwo: napad „endeków” (oczywiście!!) na dworek „ukochanego” Wodza Narodu Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Przewidział ten „napad” proroczo pułkownik Wieniawa-Długoszowski już w przeddzień. Toteż w knajpach warszawskich skacząc po stołach robił poprzedzającej nocy towarzystwie kobiet z półświatka, zwłaszcza żydowskiego odpowiedni nastrój „pierwszobrygadowy”, zmuszając publiczność obecną w lokalu do śpiewania „Pierwszej Brygady”. Była to awantura, godna tragifarsy, jaką niebawem rozpoczęto pod nazwą „sanacja moralna”.

Nazajutrz pan Minister generał Żeligowski dotrzymując słowa … „wyprowadził wojsko w pole”, łamiąc przysięgę dwukrotnie, jako Minister i jako żołnierz. Oszukał zbrojne ramię Narodu, pracujące, milczące i kochające Ojczyznę i chcące w 90% swego korpusu oficerskiego służyć Ojczyźnie przeciw wrogom zewnętrznym.

Swego czasu, gdy w roku 1917 chcieli Niemcy stworzyć stutysięczne wojsko polskie, oczywiście dla swoich celów, wielu ludzi światłych, widząc zbliżającą się nieuchronnie klęskę Niemiec, było za tworzeniem tego wojska, widząc doskonale, jakim to Wojsko będzie atutem w chwili załamania się Rzeszy. Ludzi tych reprezentował Komitet Narodowy i druga brygada Legionów.

„Pierwsza brygada była przeciwstawna temu. Głębszym i jedynym powodem było to, że w tej armii ludzie nie tylko z partii głos by mieli i że władza z rąk by się obozowi wymknęła. Na zewnątrz, dla społeczeństwa, tworzy i rozdmuchuje się sprawę przysięgi. Co jednak dla obozu tego przysięga znaczyła, pokazał zamach majowy, gdy przysięga nie najeźdźcy, lecz Rzeczpospolitej złożona, została zdeptana, byleby władzę zagarnąć”. (L dz. 594/39).

Rokosz majowy, wstydliwie „wypadkami” zwany, dochodzi do skutku. Krew bratnia się leje. Setki mogił tych, co „byli wierni przysiędze”, są ich wspomnieniem na wojskowych Powązkach. Może to symboliczne, że ogromna większość tych grobów kryje szczątki synów Wielkopolski.

Ówczesny Ilustrowany Kurier Codzienny nazywał Wielkopo­lan „…zniemczonym plemieniem, które złamało przysięgę, bo nie dochowało wierności… Marszałkowi”. A warszawska prasa czerwona nazywała Wielkopolskę „Beotią” i „twierdzą endecką”, którą trzeba rozbić.

Całą ohydę tego rokoszu z bardzo ciekawym opisem nie­polskich fizjonomii tych, którzy rokosz popierali na ulicy, deptali Sztandar Prezydenta Rzeczypospolitej, strzelali od tyłu do polskiej młodzieży akademickiej, znęcali się nad schwyta­nymi, oraz charakterystykę dowódców, którzy poza przysięgą, łamali jeszcze słowo honoru, dobrowolnie dane, jak to zrobił ówczesny dowódca 1 pułku szwoleżerów, pułkownik Grobicki, uwypuklił w krótkiej, rzeczowej, a jakże dramatycznie ujętej broszurze generał Stanisław Haller.

Rokosz majowy, na którego czele stanął Józef Piłsudski „kalając Majestat Rzeczypospolitej”  jest jedna z głównych przy­czyn klęski wojskowej w kampanii jesiennej 1939 roku w Polsce.

Józef Piłsudski, bowiem, przez rokosz majowy, wpro­wadził w Polsce system rządów, który przez zgniliznę moralną zdeprawował kompletnie aparat administracji państwo­wej, przez co spowodował upadek Państwa.

Józef Piłsudski, objąwszy przez rokosz majowy władzę absolutną w Państwie, wprowadził na najwyższe stanowiska w Państwie i w wojsku miernoty moralne i intelektualne, które już bezpośrednio doprowadziły do katastrofy wrześniowej, przez co spowodował upadek Państwa. Józef Piłsudski wprowadził przez rokosz majowy roz­strój i wzajemną nienawiść do szeregów korpusu oficerów zawo­dowych. Usuwając po maju, co najdzielniejszych i najdoświadczeńszych i najszlachetniejszych wyższych dowódców bądź przez zabójstwa i więzienie (jak generał Zagórski i Rozwadowski), bądź przez przedwczesne emerytury (jak generał Szeptycki i Haller), bądź przez „zapomnienie” (jak generał Władysław Sikorski) i setki innych oficerów zasłużonych w wojsku polskim, a wprowadzając na ich miejsce na najwyższe i na inne naczelne stanowiska w wojsku niedoświadczonych, nadętych młokosów, nieuków i częściowo aferzystów ze swego obozu i pozostawiając „dla przyzwoitości” i zaciemnienia istotnego stanu rzeczy kilku mało inteligentnych generałów z armii zaborczych, pogłębił tę nienawiść wśród korpusu oficerskiego, poderwał jego morale i kręgosłup, a wojsku polskiemu przez taką politykę personalną zamknąwszy możliwości normalnego, zdrowego rozwoju, doprowadził je z własnej winy do upadku moralnego i materialnego – przez co spowodował upadek Państwa Polskiego.

Józef Piłsudski, sięgnąwszy zuchwale i zarozumiale, przelewem krwi bratniej, wbrew woli Narodu, po władzę, wznosi się ponad partie,…nie staje się władcą Polaków, by bacząc jedynie, na wartości i kwalifikacje, wprząc ludzi charakteru i zdolnych z wszystkich obozów do pracy dla Polski, lecz pozostaje władcą partii”. (L.dz. 594/39).

Widzieli to również obcy. Znany pisarz niemiecki, Friedrich Wilhelm von Oertzen, który napisał w epoce republika weimarskiej cały szereg pamfletów przeciw polskich, wydał w okresie flirtów Hitler – Beck kilka książek na tematy polskie, tym razem w naświetleniu koniunkturalno propolskim, między innymi „Männer um Piłsudski” i „Alles oder Nichts”. Tę ostatnią książkę kończy zdaniem, które cytuję tylko z pamięci, ale które w swej treści i w swym sensie oddaję jak najwierniej: „Josef Piłsudski hat mit Bajonetten gesiegt, aber der völksiche Gedanke, den Roman Dmowski schon 1894 niedergelegt bat, der wird in Polen in Zukunft siegen”.

Tak, Józef Piłsudski zdobył władzę w Polsce łamiąc prawo i depcząc to prawo — wbrew woli i wbrew wielkim tradycjom Narodu, dalej bezprawnie rządził i bezprawnie szerzył. Józef Piłsudski odsunął Naród Polski, Naród o zdrowym duchu, wielkiej myśli i gorącym sercu od udziału w rządach państwem i od kontroli nad poczynaniami i gospodarką Rządu. A brak tej kontroli nad poczynaniami Rządu był ostatecznie najważniejszą przyczyną niebywa­łej i hańbiącej klęski wrześniowej.

Tak. Józef Piłsudski jest głównym winowajcą klęski wrześniowej, lecz, w dużo szerszej mierze, niż to podaje w wyżej wymienionym wywiadzie marszałek Śmigły-Rydz. Dlaczego rokosz majowy się udał, uzasadnia generał Stanisław Haller w swej broszurze. Ogół oficerski do argumentów generała Stanisława Hallera dodawał jeszcze inne, według mego zdania najistotniejsze: — Rząd nie stłumił przygotowań do zamachu w zarodku, o których nie mógł nie wiedzieć, brak zdecydowania po stronie Rządu po ujawnieniu buntu, brak szybkości w wykonaniu decyzji i brak bezwzględności w postępowaniu.

Rokoszanie wiedzieli, że bunt „gardłem grozi”. Postępowali więc zgodnie z wyżej wymienionymi postulatami, to jest bez skrupułów, „totalnie”. Po stronie zaś rządowej:  – generał Ładoś zwlekał pod Ożarowem z natarciem na Warszawę, nie wiadomo na co i po co, generał Żymierski namawiał do tego czekania generała Ładosia, za co mu po tym sanacja się odwdzięczyła głośnym procesem, „mobilizacja” wojsk rządowych była niezdecydowana, połowiczna, słaba, – reakcja Rządu na sabotaże czerwonych kolejarzy była nijaka. Oddziały wielkopolskie siłą sobie musiały otwierać drogę (w Kutnie i nie tylko tam). Skutek: Gros oficerów (bo ci ostatecznie decydowali o postawie wojska) widząc zdecydowanie po stronie rokoszu, a słabość, miękkość i wahanie po stronie Rządu, zachowała postawę wyczekiwania. Gdy już widocznym było, „…skąd wiatr wieje”, przeszli na stronę rokoszan.

„…Słaby Prezydent, chcąc uniknąć dalszego rozlewu krwi, składa swój urząd w chwili, gdy szala zwycięstwa się waha. To decyduje o losie Polski i jej rządach, Władzę absolutną obejmuje niepodzielnie Marszałek Józef Piłsudski i jego partia. Sejm bez odwagi cywilnej daje absolutorium za bunt i zamach stanu. Witos, Daszyński i inni, niepomni zasady neminem captivabimus nisi iure victum, nie upominają się ani o zabitego generała Zagórskiego, ani o więzionego generała Rozwadowskiego, nie przypuszczając, że sami niedługo padną ofiarą tego samego bezprawia, któremu w zarodku nie sprzeciwili się…” (L.dz. 594/39).

Rokosz majowy był tragedią Polski, gdyż:  zanarchizował wojsko,  zdeprawował dusze, wprowadził wojsko do polityki i politykę do wojska, wprowadził na naczelne stanowiska w wojsku niefa­chowców.

Julianów, 12 maja 2016 r.                                                                          Marek J. Toczek

PS.   Historia II RP i rządów sanacji po zamachu majowym powtarza się obecnie. To oznacza, że Polacy nie  „nauczyli” się zadanego materiału jak w „klasie szkoły” i obecnie ” powtarzają klasę „, tyle że z większym stopniem trudności.  W tamtym okresie, jak dowodzi tego cały cykl: poprzednich i następnych artykułów na stronie, podział był między partiami, gdzie dominowali, zwłaszcza w warstwach kierowniczych Polacy, takimi jak: PSL „Piast”, Związek Ludowo-Narodowy,  Chrześcijańska Demokracja, Narodowa Partia Robotnicza i inne. Natomiast poparły żydomasoński zamach Piłsudskiego partie w których był duży udział mniejszości narodowych, niestety też wielu Polaków – pożytecznych idiotów, a w warstwach kierowniczych był duży udział żydomasonerii. Obecnie  sytuacja jest trudniejsza ponieważ, w pookragłostołowych elitach partyjnych dominuje  żydomasoneria, nawet w PSL-u ma znaczący udział, a Polacy  jedynie sekundują, popierając  w swojej naiwności  te partie, których nie powinny popierać.  I po zamachu majowym i obecnie obowiązuje  przy doborze ludzi na wszelkie stanowiska zasada: „nie fachowość lecz diaspora zrobi z ciebie dyrektora”.

Redakcja KIP

Wypowiedz się