RUGINA contra SACHS!

Powyższą wzmiankę o aktualnej wypowiedzi Jeffrey’a Sachsa zamieszczamy po upływie 20 godzin od wstawienia na stronie KIP tekstu o powyższym tytule. Ten nadzorca z ramienia Georga Sorosa „szoku bez terapii” realizowanej od początku 1990 r przez L. Balcerowicza, przyznał się też  kilkanaście lat temu, że realizował w Polsce neoliberalnymi metodami ludobójstwo. Polecamy bogatą korespondencję prof, Ruginy do: Premiera Tadeusza Mazowieckiego, Prezydenta Lecha Wałęsy, Ministra Leszka Balcerowicza, prof. Longina Pastusiaka i… Prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. W publikacji zamieszczony jest wywiad dziennikarza Lecha Z. Niekrasza z Prof. Ruginą oraz kilka innych tekstów wspierających argumenty Ruginy.

W uzupełnieniu tej bogatej publikacji polecamy do łącznego zapoznania się z przeciwstawnym do planu  zrealizowanego przez L. Balcerowicza – Korekcyjnym programem gospodarczym. W TROSCE O JUTRO POLSKI” napisanym w marcu 1990 r. dla PSL „Odrodzenie” (protoplasty obecnego PSL) przez dr Krzysztofa Lachowskiego obecnego Wiceprezesa Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej, na linku:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/04/program-gospodarczy-i-prognoza-transformacji-z-1990-r/

Zestawienie zamieszczonych i uzupełniających tekstów polecamy wszystkim dociekliwym i samodzielnie myślącym ( nie tylko ekonomistom) do skrupulatnej analizy, ponieważ zaoszczędzi  to czytania i analizowania,  kilkudziesięciu tysięcy stron, zwłaszcza gazetowej „sieczki”, gdzie ważnych prawd nie ma, mało ważnych jest niewiele, ale zmieszanych z wielkimi kłamstwami.

Na podsumowanie anegdota: przychodzi do prezydenta Francji Charlesa de Gaulle jego doradca prasowy i emocjonalnie mówi – Panie Prezydencie, Panie Prezydencie, czy Pan wie co pisze dzisiejsza prasa. Na to Prezydent mówi: Pan zdaje się taki mądry człowiek i Pan wiedzę czerpie z prasy.

Redakcja KIP

 transformacja 3

„Terapia wstrząsowa”: jedyny sposób leczenia polskiej gospodarki ?

Chrześcijański Klub Przedsiębiorców

Tłumaczenie z języka angielskiego:

         Lech Z. Niekrasz

Redakcja:

            Lech Z. Niekrasz

Skład:

Komputerowe Usługi Poligraficzne s. c.

05-501 Piaseczno, ul. Żółkiewskiego 7

tel./fax: 56 74 81

Druk 1 oprawa:

Verba Sp. z o. o.

05-123 Chotomów ul. Partyzantów 2 F

Tadeusz Maćkowiak

Plon zależy od ziarna i gleby

Ogólna sytuacja gospodarcza w Polsce po trzech latach reform jest znana.

Do spisujących dzieje gospodarki polskiej his­toryków, którzy spojrzą na problem z dystansu, na­leżeć będzie odpowiedź na pytanie, w jakiej mierze sytuację tę zdeterminowały trwające 45 lat rządy ko­munistyczne, a w jakiej pierwsze rządy demokra­tyczne. Dziś jednak można już pokusić się o ułat­wienie zadania tym historykom, wskazując na ok­reślone zjawiska i fakty, które nie budzą większych wątpliwości co do faktycznych przyczyn postę­pującej wciąż recesji polskiej gospodarki.

Przyjmując punkt widzenia ludzi biznesu, gdyż im winna przypaść wiodąca rola w procesie przecho­dzenia od gospodarki komunistycznej do rynkowej, stwierdzić wypada ze zdumieniem, iż mamy do czy­nienia z sumą działań odwrotnych od oczekiwa­nych: zamiast polityki sprzyjającej pomnażaniu własnego, rodzimego kapitału – wzrost wszelkiego typu obciążeń fiskalnych; zamiast angażowania ka­pitału zagranicznego w odbudowę i restruktury­zację całych branż – oddawanie mu w pacht i często za bezcen wszystkiego, co przedstawia jeszcze jakąkolwiek wartość.

Wiąże się z tym nie nowa na gruncie polskim kwestia prywatyzacji przedsiębiorstw, do których dostęp w dobrze pojętym interesie narodowym po­winni mieć w pierwszym rzędzie przedsiębiorcy kra­jowi. Im w okresie międzywojennym przekazywano na warunkach preferencyjnych prywatyzowany majątek, a przepływający przez banki pieniądz przeznaczony był na finansowanie szeroko pojętych programów robót publicznych. Stworzony w okresie rządów komunistycznych kosztem ogromnych wy­rzeczeń całego społeczeństwa majątek nie powinien padać ofiarą dewastacji, ale stać się przedmiotem kapitalizacji oraz źródłem powiększenia dochodu narodowego.

Nie widać też jakiejkolwiek poprawy w warun­kującej wszelki postęp dziedzinie, jaką jest system bankowy. Pomijając już całkowity niedowład funk­cjonowania, głęboki niepokój budzi uprawiana prze­zeń polityka kredytowa, która doprowadza często do ruiny wiele mających szanse prosperowania firm prywatnych. Kontynuowanie tej surrealistycznej polityki, niwelującej wszelką zdolność do inwesto­wania, z jednoczesnym utrzymywaniem wysokiej stopy oprocentowania wkładów oszczędnościowych, prowadzi tylko do upadku banków, gdyż malejący popyt na kredyt krajowy uniemożliwi im wypłacenie odsetków od oszczędności. Prowadzi to również do sytuacji, w której niespłacalność udzielanych kre­dytów sięga 40 i więcej procent.

Nieskuteczny okazał się też sposób zwalczania przez rządy demokratyczne inflacji, gdyż stosowane do tego celu narzędzia prowadzą faktycznie do jej wzrostu, którego źródłem są m. in. lawinowo ro­snące koszty produkcji, pozbawiające polskich przedsiębiorców szansy zdrowej konkurencji z prze­dsiębiorcami zagranicznymi.

Odwrotna od oczekiwań okazała się polityka celna, która otworzyła rynek krajowy przed pro­dukcją zagraniczną ze szkodą dla żywotnych inte­resów gospodarczych państwa. Tę wysoce niebez­pieczną w skutkach sytuację pogłębia utrzymywa­nie nieszczelności granic celnych, przez które prze­nika lwia część nie obciążonych cłem towarów.

Całości tego obrazu dopełnia chroniczna nie­stabilność reguł gry ekonomicznej, znajdując swój wyraz w zmienianych co pół roku przepisach, które uniemożliwiają podejmowanie racjonalnych decyzji gospodarczych przez przedsiębiorców polskich.

Nie są to wszystkie czynniki, które destabilizują gospodarkę polską, choć w założeniu swym miały prowadzić do jej stabilizacji. Ze stabilizacją tą nie ma nic wspólnego pogłębiający się proces ogólnej pauperyzacji społeczeństwa i rosnące bezrobocie, czemu towarzyszy brak nadziei na jakąkolwiek po­prawę w dającej się przewidzieć przyszłości. I to jest bodaj największa krzywda, jaką wyrządzono pol­skiemu, doświadczonemu przez komunizm społe­czeństwu, które wiązało taką nadzieję ze zmianą systemu politycznego i gospodarczego.

Nie mają żadnego alibi polscy czciciele doktryny prof. Jeffreya Sachsa, który „uszczęśliwił” Polskę swoją terapią wstrząsową głosząc, iż nie było i nie ma dla niej żadnego alternatywnego programu wy­chodzenia z błędnego koła recesji gospodarczej. O tym, że nie jest to prawda, świadczy prezentowany i bliski w wielu swych elementach Chrześcijańskie­mu Klubowi Przedsiębiorców program prof. Anghela Ruginy, który uwzględnia pomijany przez prof. Sachsa and company czynnik społeczny.

Problem w tym, iż obfitość plonu zależy od gleby społecznej, na jaką pada ziarno siewne reformy gos­podarczej. Kierując się tym przekonaniem polecam tę niezwykłą w swej treści publikację wszystkim tym, dla których reformy nie są celem samym w so­bie, ale środkiem do celu, jakim jest odzyskanie przez społeczeństwo wiary w siebie oraz w zdolność budowy gospodarki rynkowej z prawdziwego zda­rzenia.

Tadeusz Maćkowiak

Prezes Chrześcijańskiego Klubu Przedsiębiorców

 transformacja 5

Lech Z. Niekrasz: Niema „jedynie słusznych” dróg!

Coraz więcej przytomnych ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że obalenie komunizmu nie tylko nie zahamowało, ale wręcz przyspieszyło tempo sta­czania się gospodarki polskiej po równi pochyłej, a dziedziczone po komunizmie problemy ulegają spo­tęgowaniu. Pośrednim tego dowodem jest fakt, że wskutek postępującej recesji państwo napotyka na coraz większe trudności z wypełnianiem swoich podstawowych funkcji konstytucyjnych, zaś społe­czeństwo w zdecydowanej większości staje przed nieuniknionym w kreowanej sytuacji regresem soc­jalnym i cywilizacyjnym. Wszystko to dzieje się pod hasłami przechodzenia „jedynie słuszną drogą” od gospodarki komunistycznej do wolnorynkowej przy akompaniamencie propagandy, według której nie ma innej alternatywy.

Nie widząc dla siebie roli w podważeniu słu­szności owej „jedynie słusznej” drogi, ograniczę się do wykazania, iż alternatywa taka – abstrahując od jej większej czy mniejszej przydatności – była już w 1989 roku, kiedy w Polsce zjawił się prof. Jeffrey Sachs z Uniwersytetu Harvard, rekomendując swo­ją „terapię wstrząsową”. W tym samym czasie z al­ternatywną koncepcją wyprowadzenia gospodarki polskiej ze stanu chronicznej zapaści wystąpił prof Anghel N. Rugina z amerykańskiego również Uniwersytetu Northeastern, ostrzegając już wtedy przed dającymi się przewidzieć skutkami „terapii wstrzą­sowej”.

Zasadność ostrzeżeń prof. Ruginy sprzed trzech lat znalazła pełne potwierdzenie w wynikach mię­dzynarodowego sympozjum ekonomistów Wschodu i Zachodu Agenda’92, którzy jesienią 1991 roku w Wiedniu doszli do zgodnego wniosku, iż radykalne i wstrząsowe programy transformacji, które przyjęto w procesie zastępowania gospodarki komunistyczno- nakazowej innym systemem, albo wkrótce ulegną załamaniu, albo już się załamały (…) W tych warunkach kontynuacja uderzeniowych programów ekonomicznych (…) traci uzasadnienie jako metoda zagrodzenia powrotnej drogi ku komunizmowi. Podobnego zdania jest prof. Rugina, który w udzielonym mi wywiadzie powiada: Złe funkcjonowanie polityki monetarnej i fiskalnej prowa­dzi w rezultacie do powstania warunków jeszcze większej nierównowagi, a w konsekwencji do zwiększenia zakresu interwencji rządu. Następstwem tego Jest wzrost nieproduktywnej biurokracji (…) oraz nawrót do starego systemu sowieckiego pod nowym szyldem i z innym uzasadnieniem

  • tym, że droga powrotu nie jest zbyt daleka, świadczą fakty, jakie przytacza w swym publikowa­nym tutaj po raz pierwszy opracowaniu prof. An­drzej Krawczewski.

Zbieżności jest znacznie więcej mimo, iż prof. Rugina pracował nad swym planem stabilizacji dla Polski niejako ex-ante, zaś Agenda’92 formułowała swe wnioski ex-post.

         I tak z tezą prof. Ruginy, iż błędem prof. Sachsa jest oparta na leseferyzmie ślepa wiara w to, że wys­tarczy wprowadzić nieskrępowaną wolność na otwartym rynku, by mechanizmy rynkowe doprowadziły do rozwiązania każdego problemu, pokrywa się teza ucze­stników wiedeńskiego sympozjum, iż podstawowy błąd tkwi w przyjęciu założenia, że pojawienie się kapitalistycznej gospodarki rynkowej może nastąpić żywiołowo, gdy tylko zostanie stworzona własność prywatna, nastąpi zliberalizowanie cen i ustabilizowanie pieniądza oraz wprowadzony będzie nieregulowany rynek wolnej konkurencji. Błąd żywiołowości rodzi poważne konsekwencje.

Prof. Rugina przewidział je był już w 1989 roku, ale rządy solidarnościowe wolały uwierzyć prof. Sachsowi.

W przesłaniu adresowanym do polskiego parla­mentu i prezydenta prof. Rugina pisze: Zbyt pośpieszna i nie poprzedzona stosownym studium prywatyzacja przemysłu również przyniosła gospodarce narodowej straty na skutek wyprzedaży części majątku, po sztucznie zaniżonych cenach; zdaniem uczestników wiedeńskiego sympozjum przyspieszona prywatyzacja hamuje niezbędny proces wzrostu i doskonalenia pro­dukcji (…). W obecnej sytuacji forsowanie prywatyzacji pogłębia kryzys systemu produkcyjnego. Według prof. Ruginy jeśli chodzi o przemysł ciężki i duże prze­dsiębiorstwa państwowe, to nie należy wystawiać ich na sprzedaż lub też pośpiesznie likwidować, ale raczej poddawać reorganizacji po to, by stały się one ekonomicznie produktywne i przyniosły zyski. Powinno się przyjąć okres oczekiwania jednego roku, aż nastąpi poprawa stanu gospodarki, ludzie zdołają zgromadzić oszczędności, czyli fundusze umożliwiające im udział w normalnym procesie prywatyzacji. Inaczej wielkiej wartości własność, która należała do tej pory do państwa, padnie łupem spekulantów; „wiedeńczycy” ze swej strony twierdzą, iż prywatyzacja własności publicznej powinna być z reguły powstrzymywana aż do momentu, w którym grupy zarządzające albo inne podmioty gos­podarcze będą w stanie albo nabyć określone aktywa albo nimi zarządzać w imienin innych właścicieli.

I prof. Rugina, i „wiedeńczycy” nie negują zatem potrzeby prywatyzacji, kwestionując jednakże zgod­nie sposób, w jaki do niej doszło. W Polsce naj­wyraźniej pomieszano prywatyzację z prywatą.

Zaskakująca zbieżność występuje w kwestii oceny liberalizacji cen, która według prof. Ruginy w sytuacji głębokiej inflacji stagnacyjnej doprowadziła do powstania wolnego lecz dzikiego rynku kapitalistycznego, na którym nie ma miejsca na wyrównywanie wystę­pujących w skali masowej nierówności społecznych. Rynek ten nie doprowadził też do wzrostu produkcji wraz z obniżką cen, a więc do tego, co obiecywali eksperci; zdaniem uczestników Agendy’92 uwolnienie cen w warunkach poważnego zachwiania proporcji gospo­darczych i nierównowagi nie musi spełnić roli stymulatora wzrostu produkcji i racjonalnego podziału dóbr oraz usług. Wobec braku stabilizacji monetarnej i walutowej może ono zachęcać do spekulacji finansowych, które stają się bardziej atrakcyjne dla wielu przedsiębiorstw, ale nie­wiele wnoszą do tworzenia nowych wartości.

Wspólnym mianownikiem tych ocen jest wylansowane przez Johna K. Galbraitha pojęcie kapitaliz­mu korupcyjnego, który żeruje na recesji gospo­darczej.

Dotychczasowe efekty „terapii wstrząsowej” unaocznia prof. Rugina prezydentowi Rosji, Boryso­wi Jelcynowi w skierowanym doń liście otwartym: Trudności, jakie przyniosła ze sobą zastosowana w Polsce terapia wstrząsowa, znane są dziś całemu światu: infla­cja, bezrobocie, deficyt budżetu państwa (…) oraz nie­równości społeczne na wielką skalę; Agenda’92 widzi ten problem podobnie: Oddziaływując w kierunku ograniczenia produkcji i zatrudnienia, strategia ta utrwala zasadę gry w sumie negatywnej, w której korzyści prywatne osiągane są w warunkach zmniejszania się produkcji. W innym miejscu czytamy: Terapia szokowa traktowana w oderwaniu od rzeczywistości, podobnie jak inne eksperymenty socjalne (…) nie powinny uzyskiwać akceptacji, jeśli w obecnej sytuacji prowadzą do ekonomicznej katastrofy i politycznego rozprężenia.

Wysoce symptomatyczna jest wreszcie zbie­żność oceny roli Międzynarodowego Funduszu Walutowego. I tak prof. Rugina twierdzi, że rozwijająca się szybko na naszych oczach historia gospodarcza Polski i innych krajów Europy (…) dowodzi jasno i ponad wszelką wątpliwość, że polityka taka nie może doprowadzić do sukcesu. Tak więc „terapia wstrząsowa” jest antyhumanitarna, chociaż znajduje zas­tosowanie w systemie mieniącym się demokratycznym (…) „ terapia wstrząsowa ” nie daje dobrych wyników w prak­tyce, ponieważ dać ich nie może. Z tego względu nie należy jej narzucać społeczeństwu polskiemu tylko dlatego, że zalecają ją eksperci Międzynarodowego Funduszu Walu­towego (…), gdyż oni sami nie znają rozwiązań pozy­tywnych; uczestnicy Agend ’92 pytają i sami od­powiadają: Dlaczego więc programy inspirowane przez MFW są oceniane jako chybione? Oczywiście podsta­wowym kryterium oceny w tym zakresie są konkretne rezultaty ich zastosowania. Nie można przy tym pominąć faktu, że rozpiętość między obietnicami zawartymi w programach i ich wynikami może być w znacznym stopniu rezultatem niedociągnięć i wad ich realizacji. Źródła niepowodzeń tkwić też mogą w przyjęciu fałszywych przesłanek programowych (…) Równie poważnym zanied­baniem programowym jest pominięcie socjalno- ekonomicznego kontekstu procesu transformacji, co prof. Rugina określa mianem wspólnego dobra spra­wiedliwości społecznej i gospodarczej, rozumianej bynajmniej nie w kategoriach ideologicznych, lecz ekonomicznych. Zdaniem prof. Ruginy w grę wcho­dzą (…) interesy wielkich finansów międzynarodowych Zachodu, jakie reprezentują duże banki i korporacje wielo­narodowe, w tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy (…). Ponieważ bankierzy międzynarodowi nie są pewni sukcesu, narzucają surowe środki, które zamiast polepszać pogarszają warunki ekonomiczne kraju dłużnika (…) Do tego właśnie doszło w Polsce, a wcześniej w Ameryce Łacińskiej; do identycznej konkluzji dochodzą „wiedeńczycy”, według których doświadczenia historyczne stabilizacji według MFW sugerują, że realizacja programów stabilizacyjnych nie stwarza żadnej gwarancji przywrócenia harmonij­nego wzrostu gospodarczego” i że „na tym tle coraz bardziej ważną staje się ocena stosowanych do tej pory strategii transformacji. Wszystkie one mają swoje źródło w tym, co znane jest pod nazwą „warunkowości Międzynarodowego Funduszu Walutowego” jako przesłanki udzielania przez MFW i Bank Światowy kredytów dla słabych finansowo kapitalistycznych gospodarek rynkowych, wśród których przeważają rozwijające się gospodarki krajów trzeciego świata.

I wreszcie jeszcze jeden problem: prof. Rugina doradziłby prezydentowi Lechowi Wałęsie, premie­rowi Hannie Suchockiej i marszałkowi Sejmu Wiesławowi Chrzanowskiemu by dokonali głębokiej analizy polityki przyjętej i realizowanej w latach 1989- 1992; uczestnicy Agendy’92 uważają, że istnieje po­trzeba znacznie szerszego i całościowego przemyślenia dotychczasowej strategii transformacji i podjęcia próby sformułowania problemów, których rozwiązanie przyczynić się może do zastosowania bardziej właści­wych programów przeobrażeń społeczno-ekonomicznych.

Tylko Robespierre’om polskiej gospodarki marzy się kontynuacja arbitralnej antyzwiązkowości, jak to określił Waldemar Kuczyński, gdy tym­czasem związki zawodowe, federacje przemysłowców, asocjacje rzemieślnicze i inne organizacje gospodarcze stają się (…) coraz ważniejszymi partnerami w grze społecznej, której celem jest osiąganie społecznego consensusu dla przeobrażeń systemowych. W prze­ciwieństwie do poglądów, które leżą u podstaw programów transformacji według formuły MFW, Agenda’92 przypisuje działaniom zbiorowym (jeśli wyrastają one na właściwym gruncie prawnym) rolę wysoce kreatywną, którą należy umiejętnie wykorzystać w procesie or­ganizacji współczesnego społeczeństwa przemysłowego.

Tak więc prof. Rugina był bodaj pierwszy, ale dziś już nie jedyny, który sądzi, że budowanie gos­podarki wolnorynkowej nie ma nic wspólnego ze stosowaniem terapii wstrząsowej. Podobny pogląd łączy niektórych ekonomistów polskich. Prof. Zdzi­sław Sadowski twierdzi: Można jeszcze zrozumieć doradców zagranicznych pana Jeffreya Sachsa i pana Stanisława Gomułkę, że zlekceważyli od początku sprawę recesji i bezrobocia, oni bowiem nie są związani bieżącym losem kraju i łatwo przychodzi im eksperymen­towanie na fascynującym przypadku. Natomiast nie można łatwo wybaczyć tym ekonomistom krajowym, którzy w roli decydentów podjęli działania, o jakich z góry było wiadomo, że będą musiały doprowadzić do potężnej destrukcji gospodarki.

* * *

Do wybaczenia nie kwalifikuje się również ukry­cie przed społeczeństwem faktu, iż pierwszy rząd solidarnościowy miał do wyboru przynajmniej dwie koncepcje podejścia do schedy gospodarczej po komunizmie. Ignorując tę drugą uczyniono jedno­cześnie wiele, by nikt w Polsce o niej się nic dowiedział.

Sprawę wywołał prof. Rugina, zwracając się w styczniu 1992 roku do prof. Longina Pastusiaka z prywatnym listem oraz prośbą o spowodowanie pu­blikacji w prasie, jego pozostającej do dziś bez od­powiedzi korespondencji sprzed trzech lat do premiera Tadeusza Mazowieckiego.

O tym z kolei, jak wielka jest wciąż w Polsce siła indoktrynacji, świadczy symptomatyczne désintéresement niezależnych polskich mass mediów, które wzbraniały się przed publikacją tej korespon­dencji. Na jej omówienie zdobyła się Trybuna w lutym, a na zamieszczenie pełnego tekstu jednego z dwóch listów prof. Ruginy do premiera Mazowieckiego Nowy Świat w marcu 1992 roku. Prywatnym zupełnie kanałem kierował więc prof. Rugina swoje przesłanie do Sejmu i Senatu RP oraz do prezydenta Lecha Wałęsy nie wywołując – tak jak w 1989 roku – żadnej reakcji. Dzieje się to wszystko zgodnie ze znaną skądinąd zasadą, według której jeśli o sprawie nie mówimy, to jej po prostu nie ma. Tymczasem sprawa jest i czeka na wyjaśnienie, ponieważ budzi zainteresowanie. W liście, jaki otrzymałem z datą 6 maja 1992 roku, prof. Rugina napisał: W wyniku tej pierwszej publikacji zwrócił się do mnie o więcej informacji na temat planu stabilizacji dyrek­tor Instytutu Ekonomiki i Zarządzania Rolnictwem w Lublinie, prof Dionizy Niezgoda. W tym samym liście jest i taki passus: Gdyby to był tylko spór między naukowcami, można byłoby problem potraktować jako działanie zmierzające do wykrycia prawdy lecz, niestety, kłamstwo to pod postacią siły prawa aplikuje się milionom ludzi, którzy w konsekwencji padają ofiarą inflacji, bez­robocia (…), niesprawiedliwego opodatkowania i wielu in­nych nierówności społecznych. Kiedy spojrzałem na kopertę Pańskiego listu stwierdzając, że nakleił Pan znaczki wartości 19 800 złotych, zrozumiałem, jak wielki jest dramat gospodarczy i finansowy Polski (…) i zachowałem ją jako świadczący o tym dramacie dowód rzeczowy [1].

Warta podniesienia jest też pewna okoliczność: otóż z racji swego pochodzenia i miejsca wy­kształcenia, nie wykluczając również autopsji, prof. Rugina należy niewątpliwie do najlepszych na Zachodzie znawców gospodarki komunistycznej, którą prof. Sachs zna wyłącznie ze źródeł najczęściej z drugiej ręki, reprezentując, jak to określają ucze­stnicy Agendy’92 nierzadko bujających w obłokach myślicieli z Waszyngtonu, Bonn, Brukseli.

Z wygłaszanych tymczasem jeszcze w 1992 ro­ku przez prof. Sachsa enuncjacji wynika, że jego „te­rapia wstrząsowa” jest najlepsza z najlepszych, niepowodzeniu jej są winni sami Polacy, zaś recesję wymyślił polski Główny Urząd Statystyczny! Jakikolwiek komentarz do tej opinii uczonego z Uni­wersytetu Harwardzkiego wydaje się zbyteczny. Nie wymaga też chyba komentarza fakt uhonorowania Leszka Balcerowicza nagrodą niemieckiego instytu­tu imienia Ludwiga Erharda, czyli tego, który posta­wił na nogi powojenną gospodarkę Republiki Fede­ralnej Niemiec.

W komentarzu do opublikowanego w Nowym Świecie listu prof. Ruginy do premiera Mazowieckie­go z 1989 roku napisałem: Nie przesądzając z góry o przydatności i walorach programu gospodarczego, z jakim dwukrotnie występowała ISINI [2] (…), należy nie tylko wyjaśnić motywy, jakimi kierowały się rządy premierów Mazowieckiego i Bieleckiego, zatajając przed Sejmem i opinią publiczną fakt otrzymania oferty pomocy ze strony ISINI, ale doprowadzić do ujawnienia treści propo­nowanego wtedy programu wyprowadzenia polskiej gospodarki ze stanu zapaści. Nie jest wykluczone, iż al­ternatywna koncepcja prof. Ruginy ustrzegłaby gospodarkę polską przed pogłębieniem dziedziczonego po PRL kryzysu, a społeczeństwu oszczędziłaby rozcza­rowań i poczucia beznadziejności.

* * *

Publikując po raz pierwszy pełną dokumentację tej bardzo dziwnej sprawy wraz z komentarzami oraz tekstem autorstwa obradujących pod auspicjami Austriackiej Akademii Nauk, Międzynarodowego In­stytutu Pokoju, Berlińskiego Centrum Naukowego ds. Badań Społecznych (WZB) oraz Wiedeńskiej Akademii Studiów nad Przyszłością uczonych Wschodu i Zachodu, pozostaje tylko wyrazić głębokie zdziwienie, iż po raz drugi w ostatnich dziesięcioleciach społeczeństwo polskie zmuszono do marszu jedynie słuszną drogą, która, jak czytamy w wiedeńskim dokumencie, może stanowić pod­stawową barierę na drodze do transformacji systemo­wych, zaś młode demokracje mogą być zastąpione przez nacjonalistyczne dyktatury.

    A więc od dyktatury komunistycznej przez „te­rapię wstrząsową” do dyktatury nacjonalistycznej?

transformacja 4

List prof. Ruginy do prof. Pastusiaka

THE INTERNATIONAL SOCIETY FOR INTERCOMMUNI­CATION OF NEW IDEAS, INC. (I.S.I.N.I.)

145 Moss Hill Road

Jamaica Plan.

Mass. 02130 USA

15 stycznia 1992 r.

Drogi Kolego Pastusiak,

Skreśliłem dłuższe pismo do dra Adama Szulca z Zakładu Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS (ZBSE), ul. Niepodległości 208 (…) w związku z załączoną kopią listu, jaki wysłałem do byłego pre­miera, Tadeusza Mazowieckiego, 20 września 1989 roku.

Obecny kryzys gospodarczy jest bezpośrednim wynikiem zalecanej przez amerykańskiego eksper­ta, prof. Jeffa Sachsa „terapii wstrząsowej”, która przyniosła gospodarce polskiej więcej szkód niż dob­ra i wciąż jest kontynuowana. W moim przekonaniu kryzys ten mógł być do uniknięcia, gdyby premier wysłuchał innych opinii krytycznych.

Chciałbym prosić Pana o skontaktowanie się z drem Szulcem i spowodowanie opublikowania za­łączonego listu (oczywiście, po przetłumaczeniu na język polski) w którejś z gazet warszawskich o więk­szym nakładzie.

W ten, być może sposób, będziemy mogli rozpo­cząć dyskusję publiczną na temat lepszej alternaty­wy obecnej polityki gospodarczej, która doprowadzi­ła donikąd, potęgując jedynie trudności. Ja tymcza­sem opracuję skróconą wersję poprzedniego progra­mu i prześlę ją nowemu premierowi. Opublikowanie listu może stać się dobrym wprowadzeniem do prob­lemu i stąd nowa próba zainteresowania nim okaże się, być może, bardziej skuteczna od poprzedniej.

Życząc Panu wszystkiego najlepszego w 1992 roku oraz sukcesu w prezentacji tego projektu, oczekuję Pańskiej odpowiedzi,

Szczerze oddany

Anghel N.Rugina

Transformacja okrągły stół

List prof. Ruginy do premiera Mazowieckiego

THE INTERNATIONAL SOCIETY FOR INTERCOMMUNI­CATION OF NEW IDEAS, INC. (I.S.I.N.I.)

145 Moss Hill Road

Jamaica Plain,

Mass. 02130 USA

19 sierpnia 1989 roku

Szanowny Pan Tadeusz Mazowiecki

Premier Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa, Polska

Drogi Panie Premierze

Zrządzeniem Opatrzności los narodu polskiego, a w szerszym znacznie kontekście wszystkich in­nych krajów socjalistycznych, znalazł się w rękach Pana oraz tych, których wybierze Pan do pomocy w pokonywaniu nie mającego precedensu kryzysu w warunkach, jakie w dziejach Polski uznać należy za wyjątkowe.

Pełny sukces obroniłby pozycję Solidarności wierzącej w ideały wolności; klęska, nawet choćby tylko częściowa, byłaby ciosem w sprawę wolności Polski i w innych krajów obozu socjalistycznego. Dlatego też program, jaki stworzy Pan przy aproba­cie Parlamentu (Sejmu), jest tym, co zadecyduje o otwarciu w Polsce nowej ery postępu i po­myślności albo też o skomplikowaniu w najbliższej przyszłości sytuacji jeszcze bardziej.

Istnieje wszak pewna pułapka, której należało­by za wszelką cenę uniknąć. Uznanie i wprowadze­nie ślepej wolności – to jeszcze nie wszystko. Należy też jednocześnie uwzględnić, jako element niepo­dzielnej całości, ideał sprawiedliwości społecznej, albowiem wolność bez tej sprawiedliwości jest dale­ce niepełna, cząstkowa i ulegająca wypaczeniu w wyniku działania efektów ubocznych, zaś oparta na równości, ale bez wolności sprawiedliwość spo­łeczna jest pozorna. Ale i to jeszcze nie wyczerpuje problemu. Konieczny jest dopełniający całość ideał stabilności w połączeniu z harmonią społeczną. Prawdziwą wolność i sprawiedliwość społeczną utrzymać można na dłuższą metę jedynie w ukła­dzie stabilności i harmonii społecznej. Te trzy ideały łącznie tworzą fundamenty systemu ogólnej i stabil­nej równowagi, co było przedmiotem marzeń czło­wieka i ludzkości wszystkich czasów i wszędzie. Wprowadzenie w życie wszystkich tych trzech idea­łów wymaga istnienia otwartego na pełną współpra­cę rządu demokratycznego o ograniczonych i dele­gowanych prerogatywach.

Taki jest kształt i takie jest znaczenie bardziej doskonałej demokracji społecznej w Polsce, którą to demokrację rząd Pański powinien wprowadzić w ży­cie bez względu na ułomności, jakie dziś mogą zais­tnieć, ale jutro mogą być usunięte. Nie jest to zada­nie proste, ale nie jest ono niemożliwe.

Sukces w tej historycznej chwili uzależniony jest od powołania grupy ludzi utalentowanych, zdol­nych kierować się mądrością (dobrą radą), jasnym dowodem naukowym (co znaczy, że wszelkie rozwią­zania po wprowadzeniu w życie nie będą stwarzać nowych i dodatkowych problemów), lojalnością wo­bec sprawy wolności, sprawiedliwości i dążenia do stabilności oraz przekonaniem, że prawda, szcze­rość i cierpliwość odniosą w końcu sukces bez względu na rozmiary piętrzących się po drodze trud­ności.

Pragnę przedłożyć pod rozwagę Panu załączony Plan Stabilizacyjny dla Polski pt. Jak doprowadzić do „cudu gospodarczego” w byłym kraju socjalisty­cznym. Plan ten jest dziełem przyjaźnie nastawione­go ekonomisty i rzeczywistego przyjaciela Polski, pochodzącego z Rumunii, który oglądał na własne oczy tragedię Pańskiego kraju podczas drugiej wojny światowej. Plan ten oparty jest na przesłankach ści­śle naukowych i humanistycznych i uwzględniają cztery wymienione wyżej ideały, których wprowa­dzenie w życie jest możliwe.

Przed wojną stał w Bukareszcie pomnik, które­go już nie ma, będący hołdem złożonym pamięci ru­muńskiego męża stanu, Tache Ionescu. Na pomni­ku tym widniał napis: Wierzę w zwycięstwo aliantów (pierwsza wojna światowa) tak, jak wierzę w światło słońca”.

Parafrazując słowa Ionescu mogę powiedzieć Panu z czystym sumieniem i całkiem szczerze: je­stem w stu procentach przekonany o tym, że w cią­gu 9-12 miesięcy możliwy byłby w Polsce „cud gos­podarczy”, tak jak wierzę w światło słoneczne, a zwłaszcza w to światło, które pochodzi od Pana Boga.

Przed podjęciem pracy nad tym planem (…) na­wiedziłem klasztor sióstr św. Klary w Bostonie, by modlić się o powodzenie tego przedsięwzięcia bynajmniej nie z myślą o sobie samym, ale o narodzie pol­skim, który tyle już w przeszłości przecierpiał i zas­ługuje na lepsze życie w warunkach wolności.

W tym momencie czuję się niczym chirurg, któ­remu udało się odkryć sposób leczenia raka, ale chi­rurg ten żyje w świecie, w którym dominują poglądy, według których ta straszna choroba nie jest uleczal­na, nam zaś pozostaje uczyć się, jak z nią żyć dalej, oddając do dyspozycji rządu prerogatywy i środki, by mógł on robić co może.

Plan ten jest właściwym lekiem i właściwą tera­pią prowadzącą do wyleczenia Polski z jej obecnych dolegliwości. Od Pana i polskiego Parlamentu za­leżeć będzie wprowadzenie go w życie im wcześniej tym lepiej. Nad wynalezieniem tego leku spędziłem znaczną część mojego dorosłego życia i pragnę Pana zapewnić, że nie istnieje żaden inny środek, który byłby bardziej efektywny oraz skuteczny.

Polskę uratować mogą tylko nowe idee. Załą­czam również reprint Principia Oeconomica (1986).

Jeśli plan ten spotka się z akceptacją co do za­sady, będę gotów przyjechać do Polski i pomóc w podjęciu niezbędnych przygotowań w ciągu 30 dni bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia poza zwrotem kosztów podróży i pobytu, które to koszty mogłaby pokryć Ambasada Amerykańska, gdybym otrzymał w tym celu zaproszenie oficjalne.

Oczekując na odpowiedź, życzę Panu pełnego sukcesu i pozostaję z szacunkiem

Anghel N.Rugina

Załączniki:

  • Plan stabilizacyjny, 17 stron
  • reprint

transformacja 6

List prof. Ruginy do premiera Tadeusza Mazowieckiego

THE INTERNATIONAL SOCIETY FOR INTERCOMMUNI­CATION OF NEW IDEAS, INC.. (I.S.I.N.I.)

145 Moss Hill Road

Jamaica Plain,

Mass. 02130 USA

20 września 1989 roku

Szanowny Pan Tadeusz Mazowiecki

Premier Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa, Polska

Drogi Panie Premierze,

W nawiązaniu do mojego listu z datą 19 sierp­nia 1989 roku który, jak mam nadzieję, dotarł do rąk Pańskich, czuję się moralnie zobowiązany do po­nownego zwrócenia się do Pana, gdyż w czasopis­mach nie pojawiło się nic, co wskazywałoby na za­miar skorzystania przez Pański rząd z naszych kon­cepcji szybkiego i skutecznego przezwyciężenia kryzysu gospodarczego, w jakim pogrążył się Pański kraj.

W imię Dobrego Boga i w oparciu o ścisłe rozu­mowanie naukowe zwracam się do Pana i przestrze­gam jak najpoważniej przed tym, czego nie należy czynić, jeśli chce Pan – powtarzam to raz jeszcze – szybko i skutecznie rozwiązać problemy gospodar­cze.

  1. Nie przenoście stosowanych na Zachodzie zasad wolnego i zachłannego rynku kapitalistycznego, zanim nie zdołacie przekształcić dziedziczonego systemu państwowej gospodarki planowania i kontroli w społeczny, wolny, sprawiedliwy oraz stabilny system rynkowy, na co wskazuję w moim Planie Stabilizacyjnym. Rynek zachodni jest wolny, ale nie jest sprawiedliwy i stabilny, jakie­go potrzebuje Polska.
  2. W dążeniu do naśladowania modelu zachodnie­go, nie twórzcie rynku opartego na zasadach giełd pieniężnych oraz towarowych, ponieważ w ten sposób uruchomicie mechanizmy czysto spekulacyjne i spowodujecie napływ spekulacyj­nych kapitałów, które działają jak zastrzyk nar­kotyku: stwarzają poczucie sztucznej koniunk­tury, a w rzeczywistości niczego nie rozwiązują, przysparzając jedynie nowych problemów na przyszłość.

Instytucja giełdy może okazać się użyteczna do­piero w połączeniu i zgraniu z warunkami ogól­nej i stabilnej równowagi, co też sygnalizuję w moim planie.

  1. Nie zaciągajcie zagranicą nowych pożyczek (39 miliardów dolarów zadłużenia zagranicznego jest sumą wystarczającą, a nawet więcej niż wystar­czającą!), ponieważ, po pierwsze, pożyczki te nie są konieczne, po drugie, postawią one w przysz­łości nowe problemy przed tymi, którzy przyjdą po Panu. A przecież nie chce Pan pozostawić po sobie bilansu ujemnego.

Należy, oczywiście, przyjmować pomoc finanso­wą lub materialną od USA i Wspólnoty Europej­skiej, ale nie (podkreślam – nie!) w formie poży­czek, które trzeba będzie później spłacać bez względu na to, jak korzystne wydać się mogą składane na papierze warunki ich udzielania.

Gospodarka polska jest wciąż „spętana” i „zam­rożona” przez poprzedni komunistyczny system centralnego planowania. Tym, co należy pilnie uczynić, jest jednoczesne „odmrożenie”, „zerwa­nie pęt” i wprowadzenie instytucjonalnych oraz prawnych mechanizmów, które zbliżałyby do ce­lu ostatecznego, jakim jest wolna, sprawiedliwa i stabilna gospodarka oraz takie społeczeństwo.

Tylko to, a nie co innego, jest potrzebne do wyz­wolenia drzemiącej w społeczeństwie polskim wielkiej, twórczej energii i pracowitości, której nie pozwalano się dotąd uaktywnić. Zalew poży­czek zagranicznych osłabi ludzką przedsiębior­czość i poczucie odpowiedzialności, a także w pewnym stopniu rozleniwi ludzi, którzy ocze­kiwać będą nowego dopływu pieniędzy z zagra­nicy. Nie prowadzi to jednak do rzeczywistej i trwałej poprawy stanu gospodarki. W dążeniu do tego celu kierujący się dewizą „potrafimy sa­mi” naród polski może być z siebie dumny.

  1. Nie uciekajcie się do kombinacji politycznych, polegających na podnoszeniu jednych i obniża­niu innych cen w płonnej nadziei, że pomoże to złagodzić skutki inflacji, zachęcić rolników do zwiększania produkcji oraz ulżyć tym, którzy padną ofiarą tego typu działań.
  2. Przestańcie wmawiać polskiemu społeczeństwu, że powinno ono ponieść jeszcze większe ofiary, że poziom życia musi się obniżyć po to, by mógł wzrosnąć. Głoszenie tego typu negatywnych ha­seł niczemu nie służy poza zniechęcaniem ludzi wtedy, gdy należy ich zachęcać. Proponowany przeze mnie Plan Stabilizacyjny pozwoliłby dać społeczeństwu polskiemu szansę rzeczywistej poprawy jego poziomu życia.
  3. Nie dajcie posłuchu, albo inaczej, nie idźcie za tym, co zalecają wam fałszywi prorocy z Zacho­du, gdyż nie mają oni niczego do zaoferowania poza iluzorycznymi radami, iż przyjęcie zachod­niej gospodarki rynkowej, pożyczek zagranicz­nych oraz rynku opartego na zasadach giełdo­wych doprowadzi w konsekwencji do opanowa­nia kryzysu polskiej gospodarki. Na taką drogę weszła już wcześniej Jugosławia i nie doszła do celu. Podobnej gry próbowały również Węgry i też nie odniosły sukcesu.
  4. Nie dopuście do zmarnowania historycznej szan­sy, która może was ominąć, oraz realnej możli­wości otwarcia przed społeczeństwem polskim drogi do osiągnięcia możliwego optimum i do ko­rzystania z „cudu gospodarczego” w państwie socjalistycznym.

* * *

Mój przekazany Panu wcześniej Plan Stabiliza­cyjny wskazuje sposoby osiągnięcia tego optimum bez stwarzania nowych problemów w przyszłości. Pragnę ponowić moją gotowość przyjazdu do War­szawy i dopomożenia w opracowaniu koncepcji ta­kiego „cudu gospodarczego”, a w szczególności do­pełnienia odnośnych przygotowań w ciągu 30 dni bez żądania jakiegokolwiek wynagrodzenia, ale pod warunkiem, że wystąpi Pan za pośrednictwem Am­basady Amerykańskiej w Warszawie do Departa­mentu Stanu w Waszyngtonie, D.C., o mój przyjazd.

Jako naukowiec pragnę odwołać się do Pańskiego sumienia: niechże Pan zdobędzie się dla swojego kraju na coś wielkiego, to znaczy na przekształcenie znajdującej się w stanie zapaści i stagnacji gospo­darki socjalistycznej w system, który okaże się efek­tywny, wolny, sprawiedliwy i stabilny. Nie mam wątpliwości, że może Pan odnieść sukces i że histo­ria Polski zapisze na Pańskie dobro fakt, iż dopro­wadził Pan do otwarcia nowego jej rozdziału, a tym samym nowej ery dla innych państw socjalistycz­nych i niesocjalistycznych, które podążą Pańskimi śladami.

Życząc Panu odniesienia pełnego sukcesu w Jego nowej misji, oczekuję na odpowiedź i pozos­taję z wyrazami szacunku,

Anghel N. Rugina

Transformacja 7

List prof. Ruginy do ministra Balcerowicza

THE INTERNATIONAL SOCIETY FOR INTERCOMMUNI­CATION OF NEW IDEAS, INC. (I.S.I.N.I.)

145 Moss Hill Road

Jamaica Plain,

Mass. 02130 USA

10 września 1989 roku

Szanowny Pan Leszek Balcerowicz

Minister Finansów Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa, Polska

Drogi Panie,

Na wstępie, pragnę pogratulować Panu objęcia stanowiska ministra finansów w wolnym demokra­tycznym rządzie polskim.

Jest to moment historyczny, w którym nowy rząd polski ma otworzyć nową erę wolności opartej na równości i sprawiedliwości społecznej oraz sta­bilności w połączeniu ze społeczną harmonią, stając się żywym przykładem, który znajdzie naśladowców i w innych krajach socjalistycznych i niesocjalistycznych, nie wyłączając Waszego wielkiego sąsiada na Wschodzie.

Tę nową erę otworzy w Polsce załączony Plan Stabilizacyjny zatytułowany: Jak stworzyć „cud gospodarczy ” w byłym państwie socjalistycznym.

Dokument ten jest dziełem przyjaźnie nasta­wionego ekonomisty i oddanego przyjaciela Polski, urodzonego w Rumunii i będącego świadkiem wiel­kiej tragedii Pańskiego kraju podczas drugiej wojny światowej. Kopia tekstu tego dokumentu przesłana została Premierowi Mazowieckiemu i Prezydentowi Jaruzelskiemu.

Pragnę podkreślić, że plan ten jest skonstruo­wany w taki sposób, który sprawia, że pożądana poprawa gospodarcza następować będzie bezzwło­cznie i prowadzić będzie w szybkim tempie do urzeczywistnienia „cudu gospodarczego” w okresie od 9 do 12 miesięcy.

Proszę, by zapoznał się Pan z tym planem bar­dzo uważnie, ponieważ wybór zalecanych reform jest wyborem między sukcesem i klęską. Stawką jest nie tylko przyszłość Solidarności, lecz w więk­szym chyba jeszcze stopniu przyszłość niepo­dległości Rzeczypospolitej Polskiej oraz pomyślność całego polskiego narodu. Napisałem do Premiera Mazowieckiego, iż gotów jestem przyjechać do Pań­skiego kraju i dopomóc w szybkim podjęciu przygo­towań do wdrożenia tego planu, co nie powinno po­trwać dłużej niż 30 dni.

Proszę o potwierdzenie odbioru tego listu oraz załącznika (reprint numeru Principia Oeconomica).

Z najlepszymi życzeniami sukcesu pozostaję z szacunkiem

Anghel N. Rugina Prezydent

Załączniki – 3

Orwell 2

Posłanie prof. Ruginy do Polskiego Parlamentu i prezydenta Lecha Wałęsy

THE INTERNATIONAL SOCIETY FOR INTERCOMMUNI­CATION OF NEW IDEAS, INC. (I.S.I.N.I.)

145 Moss Hill Road

Jamaica Plain,

Mass. 02130 USA

Boston, 10 maja 1992 roku

Szanowny Profesor Longin Pastusiak

Członek Parlamentu Polski

Instytut Spraw Międzynarodowych

  1. Warecka 1 a

00-950 Warszawa, Polska

Drogi Kolego Pastusiak,

Proszę o przekazanie tego posłania właściwym władzom:

PRZESŁANIE SPECJALNE DO POLSKIEGO PARLAMEN­TU ORAZ PREZYDENTA LECHA WAŁĘSY

W tym historycznym dla narodu polskiego mo­mencie proszę: nie pozwólcie na upadek rządu Szanownego Pana Jana Olszewskiego, ponieważ kryzys polityczny nie rozwiąże problemów gospodarki, lecz przeciwnie, skomplikuje te problemy. Rząd Olszew­skiego jest równie dobry jak każdy inny rząd w przeszłości. Całe zło kryje się w polityce gospodar­czej i finansowej, jaką w postaci „terapii wstrząso­wej” prowadzi się do dziś.

Jest to chwila historyczna dlatego, iż naród pol­ski dość już wycierpiał od poprzedniej czerwonej dyktatury, jaka została mu narzucona z zewnątrz i teraz znów zmuszony jest cierpieć dalej w warun­kach wolności demokratycznych. Zachodzi bowiem sprzeczność między demokracją rzeczywistą a sys­temem gospodarczym i finansowym. Z drugiej stro­ny społeczeństwo nie jest w stanie znieść tego dłużej. Należy coś uczynić, by przełamać tę sprzecz­ność będącą wynikiem polityki „terapii wstrząso­wej”, która nie jest przydatna do łagodnego przecho­dzenia od systemu dyktatury do systemu prawdzi­wej demokracji, w której dobro interesu większości winno przeważyć nad obcym interesem i opinią ek­spertów zagranicznych.

Obecny spór wokół zniesienia bądź utrzymania podwyżek płac dla 2,3 miliona zatrudnionych w sektorze publicznym oraz przycięcia wysokości świadczeń dla 8,5 miliona emerytów i rencistów nie dotyka istoty podstawowych problemów, przed jaki­mi stoi Polska. Te podstawowe problemy kryją się w następujących dziedzinach:

  1. Papierowy, nie posiadający pokrycia złoty polski jest obciążony właściwą sobie niestabilnością na rynku wewnętrznym i nie sposób temu zapobiec żadną racjonalną polityką. I ta niezrównoważo­na postać pieniądza jawi się być wrogiem naj­większym polskiej gospodarki; można ją też wy­razić technicznym terminem „anty-wymierności”, która w gospodarce narodowej odgrywa tę samą rolę co antymateria we wszechświecie, a więc odznacza się nierównowagą.

Dlaczego rola pieniądza w gospodarce jest tak fundamentalna? Otóż postęp ludzkości opiera się w szczególności na pięciu takich czynnikach, jak:

  1. wrodzone dążenie człowieka do samozachowania i samodoskonalenia materialnego i duchowego;
  2. skłonność do innowacji ujawniająca się w nowym sposobie wytwarzania rzeczy, no­wych produktach, nowym sposobie pojmo­wania życia i otoczenia;
  3. tworzenie kapitału w postaci oszczędności w jakiejkolwiek formie, co warunkuje osią­gnięcie celów a) i b);
  4. właściwa kalkulacja ekonomiczna umożli­wiająca korzystanie z ograniczonych zaso­bów oraz
  5. operowanie zobiektywizowanym i niezawod­nym (stałym) instrumentem oceny zasobów oraz celów, którym zgodnie ze sformułowa­nym przez Leona Walrasa prawem stabilnej równowagi ogólnej winna być wymierna w stu procentach waluta, a więc taka, która ma pełne pokrycie jako pieniądz oficjalny bądź prywatny. Nie mający pokrycia złoty polski, jako waluta niewymierna, nie pełni, gdyż pełnić nie może, funkcji środka właści­wej kalkulacji ekonomicznej w sektorach prywatnym i publicznym, stąd też jest z za­sady i faktycznie wrogiem największym pol­skiej gospodarki.
  6. Polski narodowy bank centralny z racji emitowa­nia pieniądza papierowego popada w sposób nieunikniony w zależność wobec deficytu rządo­wego z jednej strony oraz wobec interesów ban­ków komercyjnych (krajowych i zagranicznych) z drugiej.
  7. Prywatne banki komercyjne krajowe, a zwła­szcza zagraniczne, pogłębiają skutki, jakie rodzi pieniądz papierowy poprzez kreowanie oraz nisz­czenie każdego dnia olbrzymiego nominalnego i zmonetyzowanego kredytu czyli „pieniądza kre­dytowego” nie mającego nic wspólnego z kredy­tem rzeczywistym, stając się potężnym instru­mentem stałego pobudzania, zależnie od okolicz­ności, inflacji bądź deflacji (boomu lub depresji). Prowadzi to nawet wśród zawodowych ekonomis­tów do nieustannego zamieszania, jakie wynika z nieumiejętności rozróżnienia między inflacyjno-deflacyjnym „pieniądzem kredytowym” i sto­sowanym powszechnie w biznesie „kredytem rzeczywistym”, który jest pozbawiony właści­wości inflacyjnych lub deflacyjnych, ponieważ posiada zawsze pełne pokrycie. Mówiąc inaczej kredyt rzeczywisty jest neutralny i nie powoduje zmian w dopływie znajdującego się w obiegu pie­niądza, podczas gdy pieniądz kredytowy wywo­łuje takie zmiany i w tym leży ogromna różnica. Pieniądz kredytowy jest kolejnym wrogiem gos­podarki.
  8. Z powodu wrodzonej niestabilności pieniądza kredytowego, którego ilość przekracza zwykle dopływ pieniądza oficjalnego, rząd polski po­przez narodowy bank centralny nie jest w stanie prowadzić z powodzeniem polityki monetarnej bez przyzwolenia prywatnych banków komercyj­nych, zaś przyzwolenie takie jest sprzeczne z in­teresem samych banków, które dążą do zgar­niania maksymalnych i nie znających granicy profitów.
  9. Efektem zawierania na giełdach czystych, czyli nominalnych transakcji o charakterze spekula­cyjnym w sferze papierów wartościowych, towa­rów i walut obcych z zamiarem osiągnięcia nad­zwyczajnych, zróżnicowanych zysków są sztucz­ne i wywołujące nierównowagę ceny w gospodar­ce i nie sposób ich korygować przy pomocy ja­kiejkolwiek polityki monetarnej lub fiskalnej, po­nieważ traktuje się je błędnie jako ceny natural­ne na rynkach gospodarczych i finansowych. Są one kolejnym wrogiem gospodarki.
  10. Do kreowania i utrzymywania sztucznych cen, a tym samym do powstawania nierówności spo­łecznych, przyczyniają się również monopole prywatne i publiczne, krajowe i zagraniczne, czemu również nie jest w stanie zaradzić żadna racjonalna polityka. Kompanie te można znacjonalizować, ale nie jest to jeszcze właściwe i pełne rozwiązanie określonych problemów. I to jest wróg kolejny gospodarki narodowej.
  11. Konstruowaniu zrównoważonego budżetu pań­stwa nie sprzyjają procedury budżetowe oraz struktura finansów publicznych i stąd deficyt budżetowy nabiera charakteru chronicznego, a dług państwowy krajowy i zagraniczny powięk­sza się nieustannie bez względu na to, czy jest boom z inflacją, czy też depresja z deflacją i bez­robociem. Na domiar tego władze lokalne i regio­nalne (jednostki administracyjne) są całkowicie uzależnione od budżetu państwa, który sam nie może rozwikłać nie dających się pokonać trud­ności.
  12. Pieniądz papierowy oraz złotówkę kredytową ce­chuje wrodzona niestabilność w transakcjach międzynarodowych, której to niestabilności nie sposób przeciwdziałać przy pomocy żadnej rac­jonalnej polityki. W warunkach inflacji krajowej nie jest też możliwa obrona słabej waluty papie­rowej, ulegającej fluktuacji w granicach 5-7 pro­cent w górę lub w dół.

Prasa doniosła, że w Warszawie przebywał zespól negocjatorów z Międzynarodowego Funduszu Waluto­wego z zadaniem podjęcia rozmów z Polską na temat wznowienia wielomiliardowej wartości pakietu pomo­cy dolarowej. Zorientowany w temacie i myślący niezależnie ekonomista jest w stanie przepowie­dzieć z matematyczną dokładnością, że ta udzie­lona w sytuacji głębokiej nierównowagi wielomi­liardowa pomoc dolarowa może paść łupem spe­kulacji, Polska zostanie ze zwiększonym o wiele miliardów dolarów długiem zagranicznym do spłacenia, zaś papierowa, sztucznie wymienial­na złotówka będzie nadal równie słaba, jeśli nie jeszcze słabsza oraz niestabilna co i przedtem. Wyniknie więc potrzeba uzyskania nowej wielomiliardowej pomocy dolarowej i doj­dzie do zamknięcia się błędnego koła, z którego nie będzie widać wyjścia!

  1. Problem zagranicznych pożyczek i kredytów może stać się źródłem dodatkowych trudności fi­nansowych oraz istotną barierą na drodze do po­prawy kondycji gospodarczej w przyszłości, albo­wiem kredyty te oraz pożyczki będą podlegały spłacie wraz z odsetkami. Jeśli jednak wydaj­ność gospodarki nie okaże się wyższa od stopy procentowej i od amortyzacji należnego wierzy­cielom zagranicznym kapitału, wówczas gospo­darce grozić będą straty, zaś poziom życia w kra­ju będzie ulegał systematycznemu obniżaniu.

Tylko wtedy, kiedy gospodarka jest zdrowa i uporządkowana, czyli w stanie równowagi, im­port obcego kapitału może okazać się zbawienny pod warunkiem jednakże, iż będzie on właściwie wykorzystany. Trudno o tym jednak mówić w przypadku dzisiejszej Polski. Dlatego też suge­rowałbym ponowne zbadanie problemu uzyski­wania pożyczek i kredytów zagranicznych, Był­bym jednak zdania, że do celu przywrócenia sta­bilności i pełnego zatrudnienia, a także wprowa­dzenia sprawiedliwego podziału dochodu naro­dowego, Polska dysponuje dostateczną wielko­ścią kapitału, który znajduje się w rękach jej obywateli. Kapitał ten jest jednak wciąż jeszcze martwy, nieczynny i bezużyteczny. Ten stan rze­czy tłumaczyć można jedynie tym, że przyjęte w ostatnich latach kapitalistyczne formy ban­ków komercyjnych i systemu finansowego są nastawione nie na ożywienie tego martwego ka­pitału, ale raczej na monetyzowanie swoich włas­nych kredytów krajowych i zagranicznych oraz na pożyczanie na ustalony procent. I na tym po­lega wielka niesprawiedliwość społeczna, jakiej doświadcza społeczeństwo polskie pozbawione możliwości oszczędzania, udziału w tworzeniu kapitałów narodowych oraz, co ważniejsze jesz­cze, nie mające dostępu do podziału nadwyżek produkcyjnych, jakie powstają w wyniku inwes­towania w produkcję i obrót handlowy.

  1. Liberalizacja cen w sytuacji głębokiej inflacji stagnacyjnej doprowadziła do powstania wolne­go lecz dzikiego rynku kapitalistycznego, na któ­rym nie ma miejsca na wyrównywanie występu­jących w skali masowej nierówności społecz­nych. Rynek ten nie doprowadził też do wzrostu produkcji wraz z obniżką cen, w więc do tego, co obiecywali eksperci. Wywołało to jedynie głębo­kie rozczarowanie do gospodarki rynkowej w ogóle oraz do importowanej z Zachodu demok­racji bez dostatecznego i krytycznego zbadania całego problemu. Prawdziwie wolna i oparta na zasadach stabilnej równowagi ogólnej społeczna gospodarka rynkowa nie doprowadziłaby do ta­lach nieszczęść jak te, które wywołała „terapia wstrząsowa”.
  2. Zbyt pospieszna i nie poprzedzona stosownym studium prywatyzacja przemysłu również przy­niosła gospodarce narodowej straty na skutek wyprzedaży części majątku po sztucznie zaniżo­nych cenach.

12.I wreszcie: Duch Narodu Polskiego (piszę te sło­wa dużymi literami) w tym historycznym mo­mencie upada, gdy tymczasem winien on wznieść się wysoko, tak wysoko jak to jest tylko możliwe. Naród będący zbiorowością jednostek, które go tworzą, może być szczęśliwy bądź niesz­częśliwy jedynie w sferze ducha.

Jak jednak może być szczęśliwy naród polski, jeśli premierzy jeden po drugim domagają się od nie­go bądź zapowiadają nowe wyrzeczenia w imię ob­cej, importowanej z zewnątrz doktryny, jaką jest „te­rapia wstrząsowa”. Jak może naród ten zdobyć się na optymizm, skoro sytuacja pogarsza się do tego stopnia, że prezydent Rzeczypospolitej zdobywa się na wyznanie, iż gotów jest ustąpić?

Nie! Po trzykroć nie dla takich obcych doktryn! Prezydent nie powinien ustępować, ponieważ droga ta nie prowadzi do rozwiązania problemów gospo­darczych, a może je tylko jeszcze bardziej skompli­kować. Tym, co dziś niezwłocznie potrzebne, jest no­wy duch optymizmu, jakim prezydent wraz z parla­mentem mógłby natchnąć duszę społeczeństwa ro­zjaśniając ją niczym płomyk świec pełgających pod­czas uroczystości Zmartwychwstania Chrystusa.

Nowego ducha optymizmu nie wywoła jednak ani żądanie wielkich wyrzeczeń, ani też składanie pustych obietnic, jakich nie szczędzą eksperci za­graniczni powiadając, że na poprawę liczyć można za 5 -10 lat. Poprawę taką przynieść może natomiast zaprezentowanie nowych idei tworzących nowy i bardziej pełny program oczekiwanych od dawna reform strukturalnych starego systemu oraz odrzu­cenie całkiem świeżej daty niedoskonałej polityki. I tylko to może przynieść niezwłocznie dobre owoce polskiemu społeczeństwu.

Taki nowy i bardziej pełny program musi uwz­ględniać wymogi nowej ekonomiki stabilnej równo­wagi ogólnej, ponieważ zapewnia ona najlepsze możliwie rozwiązania, które są zgodne z pragnie­niem i aspiracjami ogromnej większości polskiego społeczeństwa.

Tych 12 przedstawionych wyżej punktów nie jest niczym innym, jak tylko trafną diagnozą skom­plikowanych problemów, jakie stają przed Rzecząpospolitą Polską i które wymagają natychmiasto­wych rozwiązań, a nie częściowych i wyizolowanych reform, których realizacja rozciągnie się na wiele lat i którym towarzyszyć będą niekończące się debaty oraz dyskusje. Rozwiązanie tych problemów podjąć trzeba w oznaczonym dniu, poprzedzając właści­wym przygotowaniem.

Przewiduję, że przy pomocy i wsparciu ze strony niezależnie myślących polskich ekspertów gospo­darczych, konieczne przygotowania zakończyć można w okresie 30 dni, ponieważ sprawy nie cierpią zwłoki. Społeczeństwo polskie nie może czekać na wynik rozwlekłych dyskusji akademickich, ani też złudnych działań mających zaspokoić bardzo rozmaite interesy reprezentowane w parlamencie.

Nadszedł czas, by prawdziwy duch Solidarności ogarnął i przeniknął cały parlament i całe polskie społeczeństwo, umożliwiając wyprowadzenie kraju ze stanu głębokiego kryzysu gospodarczego oraz społecznego. Macierz Polska znajduje się w niebez­pieczeństwie i obowiązkiem moralnym prezydenta Lecha Wałęsy oraz wybranych przedstawicieli spo­łeczeństwa w obecnym parlamencie jest Ją ocalić!

Niech żyje Polska! Okrzyk ten wznosi oddany przyjaciel narodu polskiego, który będąc młodym studentem w Bukareszcie oglądał na własne oczy dramat Waszego najechanego przez armię Hitlera kraju oraz tysięcy polskich oficerów i cywilów pró­bujących w Rumunii ucieczki.

Jako rumuńsko-amerykański ekonomista pragnę wyciągnąć pomocną dłoń i jeśli prezydent oraz parlament będą sobie tego życzyć, przedłożę pod Waszą rozwagę zrewidowany Plan Stabilizacyj­ny dla Polski, który to plan zaprezentowałem właści­wym władzom już we wrześniu 1989 roku, jednakże w ówczesnych warunkach został on zignorowany, a przyjęto program „terapii wstrząsowej”.

W konkluzji chcę stwierdzić, że jeśli 12 zdefinio­wanych wyżej problemów nie doczeka się właściwe­go rozwiązania i to jednocześnie, obecny kryzys gos­podarczy i społeczny będzie trwać dalej niezależnie od tego, ile miliardów dolarów w formie pożyczek i kredytów napłynie z zagranicy.

Oddany z szacunkiem

Anghel N. Rugina

Prezydent ISINI

 transformacja 8

Prof. Anghel N. Rugina (USA)

Teoria i praktyka przechodzenia od socjalizmu do wolnej, sprawiedliwej i stabilnej gospodarki społecznej

GOSPODARCZY, MONETARNY, BANKOWY, FINANSOWY I SPOŁECZNY PROGRAM STABILIZACJI DLA POLSKI

Et la Patrie c.t YHumanite

Fr. List

WSTĘP:   Nowe podejście i nowa ekonomia

Synteza ekonomii klasycznej i nowoczesnej

Stary ustrój socjalistyczno-marksistowski jest martwy, ale nie są martwe jeszcze stare idee socja­listyczne, które mogą się odrodzić, jeśli nie rozwiąże­my w sposób właściwy i pełny społecznych oraz gos­podarczych problemów naszych czasów. Jeśli napi­sano już i powiedziano, że jesteśmy u kresu historii (Fr. Fukuyama), i że demokracja oraz kapitalizm opanowały świat, i że nowa złota era kapitalizmu za­panuje nieuniknienie na całym globie, to twierdze­nia takie są co najmniej przedwczesne, a faktycznie powiedzieć można, iż są one błędne i pozostaną ta­kie dopóty, dopóki nie zdobędziemy się na lepsze podejście naukowe, które pozwoliłoby wyjaśnić przyczyny chaosu i nierówności społecznych naszej epoki. Nierówności te zwykło się ukrywać rozprawia­jąc o zaletach swobód, chociaż nie są one w pełni dostępne dla mas, pomijając milczeniem kwestię sprawiedliwości społecznej w sferze podziału docho­du narodowego i stabilności finansowej.

Nie znajdujemy się w momencie świtu historii, ale raczej walki prowadzącej do powstania nowej ery, albowiem historia była zawsze i jest nadal księ­gą otwartą z niezapisanymi stronami, na dobre czy na złe pozostając w zależności od tego – by posłużyć się językiem wielkiego historyka brytyjskiego Arnol­da Toynbeego, czy żyjące pokolenia potrafią odpowiedzieć na wyzwanie czasu w sposób pozytywny lub negatywny.

Prezentowany plan stabilizacyjny powstał w nadziei, że prawda naukowa zwycięży i polskie przywództwo polityczne (bez względu na przyna­leżność partyjną) odpowie pozytywnie na wyzwanie czasu, stawiając interes społeczeństwa ponad wszelki inny interes.

Jeśli chodzi o odnoszony zwykle do świata za­chodniego kapitalizm współczesny, to i on również przeżywa kryzys tożsamości, ale o tym się nie mówi. Innymi słowy przechodzi on również próbę, ale pró­ba ta jest innego całkiem rodzaju na Wschodzie i jest to również kryzys, chociaż innego rodzaju.

Podstawowym źródłem kryzysu na Zachodzie jest – powtórzmy – zlekceważenie problemów spo­łecznej sprawiedliwości i rzeczywistej stabilności fi­nansowej, bądź też przez czas dłuższy częściowe tyl­ko ich postrzeganie z powodu błędnego przeświad­czenia, że w dalece niedoskonałym systemie rynko­wym, a faktycznie w systemie dzikiego rynku kapi­talistycznego, wszystkie te podstawowe problemy doczekają się rozwiązania dopiero z czasem. Owo fa­talne rozwiązanie, jakie pod postacią „terapii wstrząsowej” znalazło zastosowanie w Polsce, zale­ca wciąż Szkoła Chicagowska, której przewodzą lau­reat nagrody Nobla Milton Friedman oraz George Stigler. Społeczna i ekonomiczna rzeczywistość da­wała jednak o sobie znać w sposób, który negował zasadność takiego założenia.

Jeden z największych żyjących ekonomistów francuskich i myśliciel społeczny, Henry Guitton, wskazał 30 maja 1983 roku na forum francuskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych w Paryżu na istnienie intelektualnej i naukowej chandry na­szych czasów, dopatrując się w niej konfliktu (kry­zysu) na płaszczyźnie świata rzeczywistości oraz wiedzy ludzkiej. Innymi słowy żyjemy w czasach indeterministycznego pogmatwania i chaosu, który cechuje kryzys podwójny, ogarniający sferę ducha tam, gdzie w grę wchodzi objaśnianie (teoria, czysta nauka) oraz sferę codziennej praktyki bądź realnego życia (kwestia polityki).

Bardziej to precyzując można rzec, iż nasze cza­sy cechuje myślenie o problemach gospodarczych i społecznych w kategoriach nierównowagi albo też będącej dziełem człowieka równowagi niestabilnej. Prowadzi to nieuniknienie do filozofii indeterminizmu, która z naukowego punktu widzenia patrząc, niczego nie rozwiązuje, ale raczej odkłada wszelkie rozwiązania w czasie, posługując się różnego typu wymyślnymi sztuczkami i niezwykłymi z pozoru le­kami, które okazują się w końcu pustymi obietnica­mi. I to jest ta indeterministyczna filozofia naszych czasów, wywołująca u zwykłych ludzi apatię oraz brak zaufania nawet między ekspertami, którzy mó­wią zawsze o „poślizgach” jako usprawiedliwieniu i żądają dla siebie coraz więcej czasu. W przypadku „terapii wstrząsowej” operują oni okresem 10, 15 czy nawet 20 lat niezbędnych do odbudowy, ale, Wielki Boże, „w tej długiej perspektywie” – jak mawiał wiel­ki ekonomista brytyjski lord Keynes – „wszyscy zdążymy pomrzeć”. Jaki jest więc sens spierania się o ten czy inny rodzaj polityki!

Naga prawda jest taka, że ten indeterministyczny duch naszych czasów nie pozwala nam ciężko pracować i znajdować jeśli nie stu-, to przynajmniej 95-procentowo jasne rozwiązania problemów na­szego wieku, a w tym szczególnym przypadku prob­lemów Polski. Trzeba więc znaleźć sposób na wyr­wanie się z kręgu tej indeterministycznej filozofii. Nie ma jednak na to lepszego sposobu od nauczenia się myśleć o danym problemie także w kategoriach stabilnej równowagi ogólnej w sposób bardziej ca­łościowy i doskonały niż czynili to nasi ekonomiści klasyczni i myśliciele społeczni. Aby więc uniknąć chaosu i opacznej interpretacji, nie należy jednakże rezygnować z rozumowania w kategoriach nierów­nowagi – jak to dokładnie zobaczymy później – ale raczej uzupełnić zakres tego rozumowania myśleniem w kategoriach stabilnej równowagi ogólnej.

W dziejach myśli ekonomicznej i w procesie roz­woju nauk ekonomicznych występują liczne rewo­lucje, acz faktycznie i w zasadzie mamy do czynie­nia z dwiema tylko rewolucjami: klasyczną i współ­czesną.

Szkoła klasyczna powstała na zasadzie reakcji na doktrynę oraz system merkantylistyczny w XVIII wieku, kiedy paternalistyczna koncepcja władzy przeszkadzała procesom tworzenia się kapitału i postępu gospodarczego. System wolnej przedsię­biorczości uznano za bardziej produktywny i bar­dziej zgodny z ideałem wolności osobistej. Ludzie ta­cy, jak François Quesney, Adam Smith i wielu in­nych klasyków utorowało drogę Leonowi Walrasowi, który w latach 70-tych ubiegłego wieku sformuło­wał pierwszą wersję prawa stabilnej równowagi ogólnej. Szkoła klasyczna dominowała do lat 30-tych tego stulecia, czyli do czasu Wielkiego Kryzysu.

Ekonomiści klasyczni odznaczali się tym, że problemy gospodarcze rozważali w kategoriach mo­delu idealnych warunków stabilnej równowagi ogól­nej, w których swoboda gospodarowania i zysk nie znają granic. Uwagi ich nie zaprzątały problemy sprawiedliwości społecznej jako kryterium podziału dochodu narodowego ani też techniczne problemy równowagi finansowej. Mówiąc inaczej nie doceniali oni w równej mierze znaczenia badań nad proble­mami nierównowagi pomimo, iż istniejąca rzeczy­wistość gospodarcza i finansowa daleko odbiegała od modelu idealnych warunków stabilnej równowa­gi i kwalifikowała się do reform strukturalnych. I to właśnie zlekceważenie empirycznego modelu wa­runków nierównowagi oraz konieczności reform strukturalnych doprowadziło w czasie Wielkiego Kryzysu do upadku szkoły klasycznej oraz odejścia od sposobu jej rozumowania.

Ekonomiści współcześni, wywodzący się jeszcze z wczesnego wieku XIX z T. R. Malthusem, francus­kim ruchem socjalistycznym, Karolem Marksem, historyczną szkołą niemiecką, amerykańskim ins­tytucjonalizmem i wreszcie Johnem Maynardem Keynesem oraz jego naśladowcami dostrzegli główną słabość klasyków, koncentrując się na ba­daniach aktualnych empirycznych warunków nie­równowagi, zapominając jednak o ulepszaniu mo­delu klasycznego warunków stabilnej równowagi ogólnej, co było nieodzowne dla podjęcia efektyw­nych i skutecznych rozwiązań praktycznych sprzy­jających osiągnięciu pełnego zatrudnienia, stabil­ności cen, zrównoważenia budżetu i uporządkowa­nia płatności zagranicznych. Ekonomiści ci pos­łużyli się odmienną koncepcją równowagi niestabil­nej, co Keynes nazwał niewłaściwie „równowagą z bezrobociem”, a co okazało się być statyczną „nie­równowagą stabilną wraz z bezrobociem”. Tak więc niedocenienie wagi dalszych badań stabilnej (a nie niestabilnej!) równowagi ogólnej doprowadziło do upadku w latach 70 i 80-tych ekonomię nowoczes­ną, kiedy okazało się, że tradycyjna Keynesowska polityka monetarna i fiskalna doprowadziły do jed­noczesnego powstania warunków dla wzrostu infla­cji i bezrobocia. Plagi te do dziś wyniszczają świat zachodni.

Nowoczesna szkoła ekonomii grzęźnie i dlatego ucieka się do sztucznych wyjaśnień, obciążając wi­ną ludzi za anty-cykliczne zachowanie i długotrwałe „poślizgi”, których nie sposób wyprowadzić z okre­ślonych warunków początkowych. Stosowana poli­tyka monetarna i fiskalna opiera się o wymyślne sztuczki i domysły akademickie, a nie o przesłanki naukowe, chociaż funkcjonują kompleksowe mode­le ekonometryczne. Przyczyna tego leży w tym, że problemy rzeczywiste nie są osadzone w danych ilościowych, ale raczej w kiepskiej jakości struktu­rach monetarnych i finansowych, które nie mogą w danych warunkach funkcjonować w sposób właściwy.

W obliczu upadku współczesnej szkoły myśle­nia w kategoriach nierównowagi pod egidą Marksa na Wschodzie i Keynesa na Zachodzie, ludzkość znalazła się na rozdrożu! Podjęty na Wschodzie ek­speryment socjalistyczno-marksistowski jest, pow­tórzmy, martwy, ale z faktu tego nie wyciągnęliśmy właściwych wniosków. Stawiając na „terapię wstrząsową”, czyli na dziki wolny rynek kapitalis­tyczny Zachodu, Wschód, a w tym również i Polska, stoi dziś przed większymi trudnościami niż w cza­sach starego reżimu.

Zasługą Michaiła Gorbaczowa jest to, iż działa­jąc praktycznie w samotności zdołał on podłożyć dynamit zwątpienia w wiarę, że eksperyment mark­sistowski zdoła przetrwać do końca stulecia, utrzy­mując się na powierzchni ideału demokracji oraz swobód intelektualnych. Na dobro Borysa Jelcyna zapisać należy z kolei to, że jako prawdziwy anty-komunista i oddany demokrata zdołał poruszyć w ma­sach uśpionego ducha wolności i przyczynił się do położenia kresu staremu eksperymentowi bolszewi­ków, którym nie udało się rozwiązać żadnego z pod­stawowych problemów nowoczesnego społeczeńst­wa poza wprowadzeniem nowoczesnej technologii do celów głównie militarnych i którzy pozostawili po sobie tylko cierpienie oraz chaos.

Niestety, ani Gorbaczow, ani Jelcyn nie dyspo­nowali spójnym i wszechstronnym programem, któ­ry wspierałby się na elementach stabilnej równowa­gi ogólnej, służąc szybkiemu i łagodnemu przejściu od reżimu dyktatury do ustroju rzeczywistej demok­racji nie tylko w sferze polityki, ale również gospo­darki oraz finansów. Autor niniejszego dokumentu opracował taki plan stabilizacji i odbudowy pt. Cud gospodarczy w Związku Sowieckim jest jeszcze możliwy! Plan ten został opublikowany na łamach International Journal of Social Economics, nr 4 z 1991 roku, jednakże otaczający Gorbaczowa eks­perci prawdopodobnie nie pokazali mu ani mojego listu, ani tłumaczenia tego artykułu, w którym nowy ustrój demokracji społecznej nazwałem „socjaliz­mem liberalnym”. W sierpniu 1989 roku opracowa­łem podobny plan oparty na zasadach stabilnej rów­nowagi ogólnej pt. Jak doprowadzić do „cudu gospodarczego” w byłym kraju socjalistycznym, czyli w Polsce. Gdyby plan ten udało się wcielić w życie trzy lata temu, społeczeństwu polskiemu byłyby oszczę­dzone całkiem niepotrzebne cierpienia i wstrząsy. Według wszelkiego prawdopodobieństwa planu te­go, podobnie jak planu dla Rosji, nie oglądali na oczy ani ówczesny prezydent, ani premier.

Wszystko to należy już jednak do przeszłości, a Polska nadal stoi przed tymi samymi choć bardziej skomplikowanymi problemami, które wymagają szybkich rozwiązań. Powinny one tak w teorii jak i praktyce doprowadzić do naprawy popełnionych dotąd błędów. W sferze praktyki uniknąć trzeba społecznego zła, jakie występuje w socjalizmie i ka­pitalizmie. W sferze teorii natomiast, która stanowi punkt wyjścia do myślenia praktycznego, należy naprawić błędy metodologiczne w podejściu ekono­mistów tak klasycznych jak i współczesnych.

Rozwiązanie takie umożliwia podejście uwzg­lędniające jednocześnie zagadnienie równowagi i nierównowagi, a więc sui generis synteza ekonomii klasycznej i nowoczesnej, prowadząca do trzeciej re­wolucji w myśleniu ekonomicznym, mogącej nastą­pić w końcu tego wieku nie dlatego, iż chcą tego ek­sperci ekonomiczni, ale dlatego, iż pilne potrzeby społeczne oraz gospodarcze wymagają rozwiązań nowych i lepszych.

Owo nowe podejście wyrazić można prostą for­mułą: P = O + M gdzie P oznacza praktyczne rozwią­zanie problemu nierównowagi, O – obecny stan uwarunkowań gospodarczych i finansowych w da­nym kraju i czasie, co praktycznie uznać można za stan nierównowagi, zaś M – możliwą rzeczywistość w przyszłości, kiedy zniknie nierównowaga i będzie­my mieli do czynienia ze stanem stabilnej równowa­gi ogólnej, służącym za drogowskaz na drodze do wypracowania rozwiązań „P”.

Uzasadnione całkiem wydadzą się dwa pytania: co oznacza ta prosta formuła i czemu służyć ma ten tak obszerny wstęp traktujący o dziejach rozwoju ekonomii jako nauki oraz jej problemach?

Formuła ta mówi, że do wypracowania efektyw­nych i skutecznych rozwiązań praktycznych, w tym również polityki, która mieści się w zakresie elemen­tu „P”, konieczne są dwa elementy. Jednym z nich jest element „O”, czyli znajomość istniejącej obecnie rzeczywistości we wszystkich jej aspektach i szcze­gółach, co warunkuje możliwość postawienia trafnej diagnozy stanu nierównowagi albo też, jak to ok­reślają ekonomiści współcześni, bazy empirycznej. To jednak, niestety, nie wystarcza i na tym polega główna słabość metodologiczna ekonomii współ­czesnej .

Do wypracowania efektywnych i skutecznych rozwiązań praktycznych potrzebna jest nam również dobra znajomość elementu „M”, który wy­raża rzeczywistość możliwą, albo inaczej model sys­temu opartego na zasadach stabilnej równowagi ogólnej, który służyć będzie za wskazówkę dla czys­tego rozumu („reine Vernunft”, jak to określił Kant), zdolnego wyzwolić siłę praktycznego rozumu („prak­tische Vernunft”, używając znów terminu Kanta).

Innymi słowy trzeba nam odwołać się do ekono­mii klasycznej i współczesnej, ponieważ każde dzia­łanie ludzkie wymaga współdziałania czystego rozu­mu i praktycznego rozumu. I w ten dopiero sposób możemy skonstruować teorię i praktykę procesu przejścia od gospodarki socjalistycznej bądź jakiej­kolwiek innej, która nie funkcjonuje właściwie (ele­ment „O”) do wolnej, sprawiedliwej i stabilnej gos­podarki rynkowej (element „M”), która nie będzie wy­woływać dodatkowych trudności.

Jest to nowy fundament programu stabilizacji i odbudowy dla Polski i tym samym dla każdego in­nego kraju, który znajduje sie w stanie nierównowa­gi. Dzisiejsi ekonomiści łącznie z promotorami „te­rapii wstrząsowej” zajmują sie tymczasem jedynie elementem „O” i dlatego właśnie ich polityka oraz reformy są skazane na niepowodzenie bez względu na zabiegi propagandowe, jakie się wokół nich czyni. Rozwijająca się szybko na naszych oczach historia gospodarcza Polski i innych krajów Europy Wschodniej, a ostatnio również w byłym Związku Sowieckim, dowodzi jasno i ponad wszelką wątpli­wość, że polityka taka nie może doprowadzić do suk­cesu. Tak więc „terapia wstrząsowa” jest antyhuma­nitarna, chociaż znajduje zastosowanie w systemie mieniącym się demokratycznym.

Fakt, iż obecny prezydent Polski, Lech Wałęsa, zabiega w parlamencie usilnie o szerszy zakres wła­dzy, wyjaśnić można w sposób podobny: „terapia wstrząsowa” nie daje dobrych wyników w praktyce, ponieważ dać ich nie może. Z tego względu nie na­leży jej narzucać społeczeństwu polskiemu tylko dlatego, iż zalecają ją eksperci z Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego, gdyż oni sami nie znają rozwiązań pozytywnych. Do­datkowe uprawnienia dla prezydenta nie byłyby ko­nieczne, gdyby parlament polski zaakceptował w całości prezentowany dalej program.

Nie sposób zatem bez narażania się na poważne konsekwencje natury społecznej powracać do eko­nomii klasycznej kapitalizmu opartego na leseferyz­mie, jak to zalecają Milton Friedman i inni neoklasyczni ekonomiści, ponieważ oznaczałoby to ograni­czenie się do elementu „M”, co wyklucza wdrożenie polityki praktycznej i reform strukturalnych.

Prosta formuła P = O + M zdaje się wytrzymywać każdy przejaw konstruktywnej krytyki. Dlaczego by tak nie miało być, skoro wyraża ona wszystko, na co zdobyły się nauki ekonomiczne w ich dotychcza­sowym rozwoju, zawierając nową interpretację, któ­ra zapewnia ciągłość między dziedzictwem klasycz­nym i dorobkiem współczesnym, a także tonując zbędny acz szkodliwy konflikt, jaki trwale podzielił klasyków i współczesnych ekonomistów.

Ten obszerny wywód akademicki jest potrzebny ustawodawcom w polskim parlamencie, do których należeć będzie przyjęcie lub odrzucenie załączonego programu; ważny jest on również dla prezydenta oraz premiera, którzy również staną przed proble­mem jego akceptacji bądź odrzucenia; ważny jest wreszcie dla innych przedstawicieli rządu, którzy w przypadku przyjęcia tego programu będą zobo­wiązani go realizować; ważny jest i dla opinii pub­licznej, w tym zwłaszcza dla młodszej generacji eko­nomistów polskich, których interesują nowe idee oraz interpretacje. Przyszłość, ta lepsza przyszłość Polski znajduje się w rękach młodszego pokolenia, wobec którego pokolenie obecne jest moralnie zobo­wiązane przekazać zdrowe dziedzictwo obciążone najmniejszym możliwie zadłużeniem państwowym i publicznym w rękach wierzycieli krajowych, a w szczególności zagranicznych.

CZĘŚĆ I. Element „O” lub diagnoza problemów stojących przed polską gospodarką

(Wyciąg ze specjalnego posłania do polskiego parlamen­tu i prezydenta Lecha Wałęsy z 10 maja 1992 roku)

  1. Niemającą pokrycia papierową złotówkę polską cechuje wewnętrzna niestabilność, z którą zgod­nie z teoremem niemożliwości praktycznej – o czym dalej – nie radzi sobie żadna racjonalna polityka.
  2. Nie istnieje efektywny i niezawodny (stały) in­strument służący przeprowadzaniu kalkulacji ekonomicznych w sektorach prywatnym i pańs­twowym, gdy tymczasem wymóg solidności ta­kiej kalkulacji – zgodnie z prawem stabilnej rów­nowagi ogólnej Leona Walrasa – spełnia tylko waluta mająca pełne pokrycie i pełniąca funkcję miernika.
  3. Kalkulacja ekonomiczna rozciąga się na procesy decyzyjne w sferze konsumpcji, oszczędzania (tworzenia kapitału) oraz inwestycji i dlatego is­tnienie waluty wymiernej bądź mającej pełne pokrycie, staje się elementem centralnym lub inaczej naturalnym parametrem gospodarki na­rodowej przy wykorzystaniu całego jej potencjału i pełnym zatrudnieniu.
  4. Brak jest niezależnego polskiego banku central­nego, który byłby zdolny emitować pieniądz i strzec jego stabilności. Niezależność oznacza w tym wypadku nieuleganie presji deficytu budżetowego państwa oraz trudnościom finansowym, wynikającym z błędów w założeniach menadżerów banków prywatnych i publicznych.
  5. Brak również sieci kompetentnych i działających na zasadach równowagi prywatnych banków ko­mercyjnych, które byłyby zdolne zapewnić pełną płynność na rynkach pieniężnych oraz dopływ wystarczającej ilości kapitału na cele inwestycyj­ne. W tym celu należałoby podzielić transakcje bankowe na te, które są związane z wypłatą żą­danych miesięcznie płynnych funduszy lub depozytów oraz na te, które są zaangażowane w średnio- i długoterminowe inwestycje.
  6. Występuje trwałe nawet wśród ekspertów pomie­szanie, takich pojęć, jak prosty, naturalny i rzeczywisty kredyt, który nie powoduje zmian w dopływie ilości pieniądza w obiegu nie będąc tym samym inflacyjnym czy deflacyjnym oraz czysty, sztuczny bądź nominalny „pieniądz kre­dytowy”, a więc zmonetyzowany przez banki i in­ne instytucje finansowe kredyt, który wpływa na zmianę dopływu ilości pieniądza i jest wskutek tego inflacyjny bądź deflacyjny.
  7. Niestabilność wewnętrzna pieniądza kredytowe­go, którego ilość jest zwykle wielokrotnie większa od ilości oficjalnego pieniądza papierowego i kre­dytowego, wyklucza jakikolwiek sukces – zgod­nie z teoremem praktycznej niemożliwości – wszelkiej polityki monetarnej i fiskalnej.

Czyste (nominalne) transakcje czyli czyste ope­racje spekulacyjne, podejmowane na zorganizo­wanych giełdach papierów wartościowych, towa­rów i walut obcych w celu osiągnięcia nadzwy­czajnego i spekulacyjnego zysku prowadzą do

Plon zależy od ziarna i gleby…………………………………………………………………………………………. 4

Niema „jedynie słusznych” dróg!………………………………………………………………………………….. 6

Teoria i praktyka przechodzenia od socjalizmu do wolnej, sprawiedliwej i stabilnej gospodarki społecznej    27

Nowe idee a sprawa polska………………………………………………………………………………………… 60

Przerwać „ terapię wstrząsową”, nim będzie za późno!……………………………………………………. 74

Problemy transformacji społeczno-gospodar­czych w Europie Centralnej i Wschodniej z perspektywy 1992 roku       83

Budżet a dekomunizacja. Ocena stanu i zarys programu…………………………………………………… 98

Ocena polityki budżetowej……………………………………………………………………………………….. 107

  1. Do powstawania i utrzymywania nierównowagi cen oraz niesprawiedliwości społecznych, przy­czyniają się też monopole prywatne i publiczne, krajowe i zagraniczne.
  2. Konstruowaniu zrównoważonego w normalny sposób budżetu państwa nie sprzyjają procedury budżetowe ani struktura finansów publicznych w Polsce i innych państwach Europy Wschodniej.
  3. Polska złotówka papierowa i kredytowa odzna­cza się wewnętrzną niestabilnością również na rynkach zagranicznych i niestabilności tej – zgodnie z teoremem niemożliwości praktycznej – nie sposób zaradzić żadną racjonalną polityką.
  4. Do ponownego zbadania kwalifikuje się problem pożyczek i kredytów zagranicznych, gdyż za­miast prowadzić do szybkiej poprawy, pożyczki te mogą opóźnić wszelki rozwój poprzez pobudze­nie czystej spekulacji i stworzenie trudności fi­nansowych w przyszłości. Polska posiada dosta­teczny kapitał znajdujący się w posiadaniu jej obywateli, ale jest on martwy, nieaktywny i bezużyteczny. Reforma systemu banków pry­watnych winna zmierzać do aktywizacji tego na­rodowego, acz martwego kapitału, a wówczas nie będzie potrzeby, przynajmniej na razie, sięgać po zagraniczne pożyczki i kredyty.
  5. Liberalizacja cen w warunkach głębokiej, stag­nacyjnej inflacji była wielkim błędem, albowiem na dzikim rynku kapitalistycznym, jak go naz­wano, zniknęły z pola widzenia mierzone skalą masową nierówności społeczne, a którym to nie­równościom plan ten jest w stanie zaradzić.
  6. Prywatyzacja handlu, rzemiosła i gospodarki mieszkaniowej była nakazem chwili, ale bez bo­lesnego doświadczenia szerokich rzesz ludności, co odnosi się zwłaszcza do wolnego handlu, który winien być włączony w struktury sprawiedli­wości społecznej i gospodarczej. Inaczej ludzie będą zdani na łaskę okrutnych spekulantów.
  7. Prywatyzację przemysłu ciężkiego, w tym rów­nież średniej wielkości fabryk należałoby odłożyć do czasu, kiedy gospodarka narodowa, w tym procesy produkcji, zacznie funkcjonować i wyt­warzać odpowiedni dochód i kiedy ludność bę­dzie w stanie oszczędzać, a tym samym bez­pośrednio uczestniczyć w operacjach prywatyza­cyjnych. Potrzeba na to przynajmniej jednego ro­ku. Nie należy jednak pozwolić należącym do państwa dużym firmom przemysłowym i hand­lowym na zajęcie pozycji monopolisty i eksploa­towanie społeczeństwa. Te duże i będące dotąd własnością państwa firmy winny być zarządzane zgodnie z zasadą sprawiedliwości społecznej oraz gospodarczej i powinno się od nich wyma­gać kalkulowania cen realnych równowagi, pod­obnie jak od całej reszty firm prywatnych.
  8. Niski, choć zrozumiały w pełni jest stan ducha polskiego społeczeństwa, które poddane zostało tragicznemu doświadczeniu pochodzącej z zew­nątrz „terapii wstrząsowej”. Naród polski obda­rzony jest wieloma zaletami i posiada dobrą tradycję opierania się wszelkiej obcej inter­wencji. Potrzebne jest wezwanie prezydenta, pre­miera i przywódców parlamentarnych obwiesz­czające kres ery „terapii wstrząsowej”, zapowia­dające zielone światło dla wszechstronnego prog­ramu uzdrowienia i zrównoważenia gospodarki oraz wskazujące drogę wyprowadzenia kraju z gąszczu sprzeczności oraz stanu ciężkich doświadczeń lat osiemdziesiątych bez żądania nowych poświęceń. Powinno to być równoznacz­ne z zapowiedzią rychłej możliwości zbierania owoców, które dojrzeją w klimacie szans tworze­nia dochodu na miarę godnego poziomu życia. Tylko wówczas duch społeczeństwa polskiego wzniesie się wysoko ponad spowitą we mgły górę i ukaże się niczym powstały z popiołów feniks w całej swej okazałości.

Można też byłoby wskazać na inne nie mniej istotne kwestie, jednakże tych 16 punktów wystar­czy do postawienia dokładnej diagnozy złożonych problemów, przed jakimi stoi dziś Rzeczpospolita Polska. Problemy te wymagają szybkich i radykal­nych rozwiązań, ale bynajmniej nie na zasadzie wy­izolowanych z kontekstu reform cząstkowych, któ­rych rozciągnięta na wiele lat realizacja służyć bę­dzie za temat niekończących się debat i dyskusji. Rozwiązanie tych problemów należy podjąć w ok­reślonym momencie po uprzednim, rzecz jasna, przygotowaniu całego przedsięwzięcia.

Przewiduję, że przy udziale młodych, nieza­leżnie myślących ekonomistów polskich niezbędne przygotowania mogłyby być ukończone w ciągu 30 – 45 dni, zaś parlament mógłby podjąć stosowne de­cyzje w ciągu jednego tygodnia, albowiem sprawy nie cierpią zwłoki. Macierz Polska jest w niebezpie­czeństwie i dlatego na prezydencie, premierze i każdym reprezentującym społeczeństwo parla­mentarzyście spoczywa moralny obowiązek jej oca­lenia.

Niech Bóg błogosławi Polskę!

TOREM PRAKTYCZNEJ NIEMOŻLIWOŚCI I NASTĘPSTWA

Jako podstawową część diagnozy powinniśmy też rozważyć kwestię następującą: czym tłumaczyć fakt, że marzenie Keynesa o zarządzanej w sposób demokratyczny gospodarce i finansach opartych na pieniądzu papierowym oraz zmonetyzowanym kre­dycie, czyli walucie nominalnej, którą nazwał on „pieniądzem reprezentatywnym” nie stało się, bo i nie mogło się stać, rzeczywistością?

Odpowiedź stanowi teorem praktycznej nie­możliwości, według którego w systemie nierówno­wagi, kiedy przedmiotem obiegu monetarnego jest pieniądz papierowy i zmonetyzowany kredyt w ja­kiejkolwiek postaci, nie jest możliwe jednoczesne wyliczenie i wprowadzenie zrównoważonego dopły­wu pieniądza w zgodzie ze stabilnością cen, pełnym zatrudnieniem, zrównoważeniem budżetu oraz upo­rządkowaniem bilansu płatniczego, a także ze spra­wiedliwie wyważonym podziałem dochodu narodo­wego. Twierdzenie to jest prawdziwe dla każdego systemu społecznego i politycznego.

Uzasadnienie: pieniądz papierowy i zmonetyzo­wany kredyt w każdej postaci skażone są wrodzoną niestabilnością, której nie sposób zaradzić przy po­mocy jakiejkolwiek racjonalnej polityki monetarnej czy fiskalnej. W rzeczywistości ilość tego rodzaju pieniądza, w szczególności zaś w kapitalizmie, au­tomatycznie wzrasta, kiedy z jakichkolwiek powo­dów dochodzi do podwyżek cen i w konsekwencji in­flacja w większej czy mniejszej skali, jawna czy ukryta, staje się nieunikniona. Może też dojść do sytuacji odwrotnej wtedy, kiedy ceny z tych czy in­nych powodów spadają i wówczas deflacja wraz z bezrobociem też jest nie do uniknięcia.

W tych warunkach rząd stając wobec inflacji nie ma innego wyboru, jak tylko czekanie, aż inflacja zaatakuje znaczne obszary gospodarki, i działanie w ciemno przy użyciu polityki antyinflacyjnej (pod­wyżka oficjalnego dyskonta bądź stopy procentowej albo redukcja wydatków publicznych i windowanie podatków). Wszystko to dzieje się przy braku obiek­tywnego instrumentu, który pozwoliłby wymierzyć dokładnie wysokość podwyżki stopy procentowej i podatkowej oraz redukcji wydatków publicznych.

Wartym bliższej analizy przykładem jest prak­tyka stosowana w USA, gdzie System Rezerw Fede­ralnych 6-krotnie w ciągu ostatnich dwóch lat zmie­niał oficjalną stopę procentową, ale organizm gos­podarczy kraju nie zareagował w sposób pozytywny i recesja postępuje od 1989 roku. Bank centralny USA toczy beznadziejną walkę z teoremem prak­tycznej niemożliwości. Decydując się na kolejną pró­bę użycia polityki fiskalnej (obniżenie wysokości podatków albo podniesienie wydatków publicznych, jak to zalecał ostatnio zespół Keynesowskich laure­atów Nagrody Nobla), Kongres Amerykański stanie znów przed tym samym dylematem nie wiedząc, w jakim stopniu i czy w ogóle w danych warunkach manewr ten spowoduje wzrost deficytu budżetowe­go (na lata 1992-1993 zaplanowany deficyt wyniesie 400 miliardów dolarów) oraz bardziej jeszcze niebez­pieczną zwyżkę długu państwowego.

Oto widmo, jakie stanie w latach 90-tych przed środowiskiem zawodowych ekonomistów w Amery­ce i wszędzie na Zachodzie. Zalecana przez Keynesa w latach 30-tych tradycyjna polityka monetarna i fiskalna już nie funkcjonuje w sposób efektywny i skuteczny, o ile założyć, że funkcjonowała ona kie­dykolwiek!

CZĘŚĆ II. Czynnik „M” albo model warunków stabilnej równowagi ogólnej

Leon Walras był pierwszym, który sformułował prawo równowagi ogólnej w latach 70-tych ubiegłe­go wieku, wskazując w swym ekonomicznym czysto modelu na dwa istotne elementy:

  1. Wszystkie rynki są wolne i otwarte, a wszystkie cechy monopolu prywatnego czy publicznego, wewnętrznego czy zagranicznego ulegają neutra­lizacji do poziomu zerowego, wobec czego życie gospodarcze rządzi się jedynie prawem czystej konkurencji.
  2. Wszystkie ceny i tym samym dochody są wyrażo­ne jedynie w kategoriach waluty wymiernej, a więc stuprocentowym pieniądzu towarowym bez względu na to, czy ma on pokrycie w złocie, srebrze bądź innym odpowiednim towarze.

Jeżeli na rynku rządzącym się czystą konkurencją do­chodzi do wymiany wielu towarów na inne (…) i jeśli ceny ich są wyrażone w kategoriach waluty wymier­nej, spełniony zostaje eo ipso warunek równowagi ogólnej (Walras L., Elements of Pure Economics, Homewood, I11., 1954, str. 173).

Utworzony z tych dwóch tylko elementów model Walrasa jest jednak niepełny, ponieważ żaden system gospodarczy nie jest w stanie funkcjono­wać poza właściwą strukturą prawną oraz insty­tucjonalną.

Jeśli użyjemy następujących oznaczeń:

M1 = model Walrasa

Ko = czysta konkurencja

Wy = waluta wymierna

S1 = struktura prawna i instytucjonalna,

wówczas bardziej pełną wersję modelu Walrasa oddać byłoby można jak następuje:

M1 = 100% (Ko + Wy) + S1

Model ten sięga granic swojej perfekcji. Jeśli po­czynimy odniesienie do realnego życia gospodar­czego, wówczas będziemy zmuszeni uwzględnić pewien stopień monopolizacji i niewymierności (na przykład sfałszowany pieniądz i niewielkie odstępstwa banków od nowego prawa bankowe­go, a także monetyzacja niewielkiego odsetka kredytów). Przyjmując, że stopień monopolizacji (Mo) wyniesie 5 proc. i tyleż samo wielkość nie­wymiernej waluty (anty-Wy), model Walrasa w warunkach praktyki zapisać będzie można jak następuje:

M2 = 95% (Ko + Wy) + 5% (Mo + anty-Wy) + S2

Z braku miejsca zatrzymajmy się jednak przy oryginalnym modelu Walrasa w jego bardziej pełnej postaci (M1). Wszystkie inne warunki bę­dą pochodną włączenia elementu „S” czyli struk­tury instytucjonalnej i prawnej, właściwej dla ta­kiego modelu, czyli S1 w jego postaci zbliżonej do granic perfekcji.

  1. Prawo do sprawiedliwości społecznej i gospodar­czej wymagać będzie, by wszystkie transakcje ekonomiczne i finansowe zawierane były w opar­ciu o ceny równowagi, czyli według kosztów re­alnych, kiedy będziemy mieli do czynienia z nor­malną stopą zysku oraz przewidywanym opodat­kowaniem z pozostawieniem niewielkiego margi­nesu dla innowacji i ulepszeń.

Realne ceny równowagi będą chronić konsumen­tów w środowisku, w którym popyt jest praktycz­nie nieograniczony (dziedzictwo po gospodarce socjalistycznej), zaś podaż jest nader ograniczo­na. W takich warunkach ochrona społeczna ze strony prawa do sprawiedliwości społecznej i gospodarczej staje się wymogiem konieczności. Z drugiej strony realne ceny równowagi nie szko­dzą producentom, którzy wytwarzać mogą tyle, ile to jest możliwe bądź ile wchłonie rynek.

Dzięki tej reformie, a ściślej dzięki prawu do sprawiedliwości społecznej i gospodarczej, wła­dza monopolu w jakiejkolwiek postaci ulegnie zredukowaniu do zera. Inaczej mówiąc, ceny mo­nopolowe staną się cenami konkurencyjnymi, które w takim systemie okażą się zawsze cenami równowagi.

  1. Poziom cen określać będzie popyt efektywny wraz z osiągalną podażą oraz dopływem znajdu­jącej się w obiegu waluty wymiernej.
  2. Popyt efektywny będzie wykazywał tendencję do zrównania się z osiągalną podażą po cenach rów­nowagi.
  3. Popyt nadmierny może prowadzić do czasowego i ograniczonego wzrostu cen z powodu zwyżki kosztów dyktowanych dążeniem do wzrostu pro­dukcji, jednakże wzrost ten bądź import będzie utrzymywał fluktuację cen w ryzach nie powodu­jąc jej kumulacji do momentu, kiedy podaż wy­równa się z efektywnym popytem na tym samym zagregowanym bądź różnym poziomie.
  4. Nadmierna podaż (na przykład w przypadku urodzaju plonów) może prowadzić do ograniczo­nego spadku cen (ale nie skumulowanego jak w kapitalizmie) do momentu, w którym zwięk­szona konsumpcja wewnętrzna bądź eksport doprowadzą znów do wyrównania poziomów podaży i popytu.
  5. Siła czystej konkurencji poddanej oddziaływaniu prawa do sprawiedliwości społecznej i gospodar­czej działać będzie w granicach wyznaczonych przez cztery czynniki:
  6. stałość naturalnego parametru wymierności zapewniającej stabilność waluty używanej do kalkulacji ekonomicznych we wszelkiego typu transakcjach;
  7. swoboda podejmowania decyzji przez kon­sumentów i producentów bez dodatkowego ryzyka ze strony dzikich rynków kapitalis­tycznych;
  8. wolne ceny w granicach prawa do sprawied­liwości społecznej i gospodarczej oraz
  9. swoboda przepływu towarów na rynkach po cenach równowagi.
  10. Wynagrodzenia okażą się realne, a więc takie, o których pracownik będzie pewny, że nie są oparte na oszustwie bądź inflacji.
  11. Oficjalna stopa procentowa na rynku będzie re­alna i naturalna w rozumieniu Wickselliańskim. Nie będzie też miejsca na cykle gospodarcze jak w kapitalizmie.
  12. Dochody pieniężne ogółem będą dochodami re­alnymi.
  13. Wysokość opodatkowania będzie wysokością re­alną.
  14. Funkcja waluty wymiernej stanie się podwójna i polegać będzie na:
  15. dostarczaniu stałej jednostki walutowej oraz
  16. spełnianiu roli amortyzatora wyrównujące­go brak inwestycji w realnym sektorze gos­podarki, bez względu na przyczyny tego sta­nu rzeczy.

Tak więc wielu, jeśli wręcz nie ogół, ekonomistów matematycznych dopuszcza się bardzo po­ważnego błędu, wprowadzając do swych równań licznik (numeraire) równy jedności i nie stwier­dzając żadnych zmian, jak gdyby licznik ów był zupełnie nieaktywny i nie odgrywał żadnej roli w procesie gospodarczym. Jest to zupełnie nie­prawdziwe, gdyż w ten sposób model Walrasa ulega zafałszowaniu. Nie spotkałem jednakże ani jednego z laureatów Nagrody Nobla, który opro­testowałby tę wyrządzoną Walrasowi niespra­wiedliwość; to oni faktycznie dopuszczają się błę­du metodologicznego, który jest trudny do wyk­rycia, o ile nie zidentyfikujemy obu tych funkcji wymierności.

  1. Istotne jest kompensacyjne prawo pełnego za­trudnienia, które mówi: w układzie stabilnej równowagi ogólnej występują dwa koliste stru­mienie realnych inwestycji, produkcji, dochodu i zatrudnienia; jeden w rzeczywistym sektorze gospodarki, a drugi w sferze monetarnej, to zna­czy w sferze towarów wymienialnych. Obydwa te strumienie przebiegają odwrotnie do ruchu wskazówek zegara i zapewniają tym samym sta­bilność produkcji, dochodu i zatrudnienia. Jest to urzeczywistnienie marzeń Keynesa o pełnym zatrudnieniu, ale nie po kosztach nadzwyczaj­nych w porównaniu z kosztowną i niepewną po­lityką monetarną i finansową, jaką zalecał Key­nes.
  2. Popyt na kapitał jest funkcją stopy procentowej oraz poziomu konsumpcji.
  3. Podaż kapitału jest funkcją stopy procentowej i poziomu dochodu.
  4. Stopa procentowa jest funkcją popytu i podaży kapitału.
  5. Zadaniem rynku pieniężnego jest zapewnienie płynności, czyli bezzwłoczne uruchamianie stoją­cych do dyspozycji funduszy na potrzeby gospo­darki; powinien on funkcjonować niezależnie od rynku kapitałowego, którego zadaniem jest dostarczanie krótko- i długoterminowych kapi­tałów na inwestycje.
  6. Ze względu na specyficzną funkcję związaną z zapewnieniem płynności, rynek pieniężny wi­nien być pokryty w stu procentach (płynny) przez cały czas, by nie dopuścić do ogólnego kry­zysu finansowego.
  7. Banki prywatne i inne instytucje finansowe mają pełną swobodę w zawieraniu swych normalnych transakcji, jednakże w myśl nowego prawa ban­kowego nie wolno im monetyzować kredytu ze względu na jego wewnętrzną niestabilność, pro­wadzącą do osiągania niezasłużonych zysków i finansowania czystych spekulacji oraz formowa­nia się korporacji monopolistycznych.

Działalność banków powinna być neutralna wo­bec procesów gospodarczych w tym sensie, że w normalnych warunkach równowagi interesy prowadzone byłyby w granicach zakreślonych przez pieniądz oficjalny wpuszczany do obiegu przez bank centralny. Depozyty a uista i rachun­ki bieżące przynależne do sfery rynku pieniężne­go powinny posiadać przez cały czas stuprocen­towe pokrycie, albowiem są one do dyspozycji właścicieli depozytów na każde żądanie.

  1. Bank centralny będzie emitował pieniądz oficjal­ny w postaci w stu procentach wymiernej waluty oraz posiadającej pokrycie w złocie, srebrze lub innym stosownym towarze. Cena towaru, który ma zapewnić wymierność, będzie stała, podczas gdy ceny wszelkich innych towarów będą wolne, ale podlegające prawu sprawiedliwości społecz­nej i gospodarczej.
  2. Emisja oficjalnego pieniądza dokonywać się bę­dzie niezależnie od budżetu publicznego, zadłu­żenia państwa i normalnej działalności banków komercyjnych oraz innych instytucji finanso­wych. Do statutu banku centralnego wprowadzić należy klauzulę o specjalnym zabezpieczeniu.
  3. Na zorganizowanych giełdach papierów war­tościowych, towarów i walut obcych dokonywa­ne będą jedynie transakcje rzeczywiste, odpowia­dające rzeczywistym potrzebom gospodarki. Za­kazane prawem będą natomiast wszelkie tran­sakcje o charakterze czysto spekulacyjnym oraz transakcje nominalne dlatego, iż wywołują one destabilizację cen, są źródłem niezasłużonych zysków i akumulacji majątku w rękach nielicz­nych, którzy wykazują nadto skłonność do ko­rupcji politycznej.
  4. Wszelki kredyt w gospodarce jest rzeczywisty, ograniczony przez wielkość i stopień rozwoju ekonomicznego oraz mający pełne pokrycie w dochodzie realnym, towarach i usługach.
  5. Finanse prywatne i publiczne podporządkowane są jednej i tej samej zasadzie równowagi: wpierw dochód, a dopiero potem wydatki. W ten sposób budżet (prywatny i publiczny) będzie zachowy­wać zawsze równowagę. W biznesie obowiązuje zasada: wpierw tworzenie kapitału poprzez dob­rowolne oszczędności, a dopiero potem inwesto­wanie.
  6. Wartość nowych inwestycji równa się wartości stworzonego kapitału.
  7. Wytyczną działania jest optymizacja produkcji, dochodu, konsumpcji, tworzenia kapitału oraz zatrudnienia.
  8. Informacja o bieżących cenach i jakości towarów jest dostępna bez specjalnych kosztów.
  9. Uprawianie czystej spekulacji nie daje szans na jakiekolwiek korzyści wynikające z braku lub po­noszenia kosztów zdobycia takiej informacji.
  10. Wewnętrzną (krajową) stabilność cechują takie elementy, jak:
  11. równowaga cen towarów rynkowych przy za­łożeniu prostej i ograniczonej fluktuacji ce­nowej;
  12. równowaga cen (dochód) na użytek wszys­tkich czynników produkcji, co eliminuje konflikty między pracą, kapitałem i zarzą­dzaniem;
  13. pełne wykorzystanie dostępnych sił ludz­iach i zasobów naturalnych;
  14. zbilansowany budżet publiczny;
  15. marginalna użyteczność jednej jednostki monetarnej, wypłacanej w formie podatku, co równa się marginalnej użyteczności tejże jednostki wydatkowanej w sektorze prywat­nym;
  16. postęp techniczny jest następstwem nor­malnego tempa równowagi w zgodzie z wiel­kością środków i życzeniami ludzi, którzy mają w tym swój udział poprzez tworzenie kapitału i korzystają z wyników zwiększonej produktywności.
  17. Zewnętrzną (zagraniczną) stabilność cechują ta­kie elementy, jak:
  18. zrównoważenie bilansu płatniczego, co oz­nacza tendencję do unikania deficytu oraz nadwyżki;
  19. kurs wymiany walut równy jest oficjalnemu parytetowi przy dopuszczeniu prostej i ogra­niczonej fluktuacji, której granice wyznacza wartość importu i eksportu towaru zapew­niających wymierność;
  20. zagregowane wpływy (roszczenia wobec za­granicy) wykazują tendencję do zrównania się z zagregowanymi wydatkami (należno­ściami wobec zagranicy);
  21. marginalna użyteczność jednej jednostki monetarnej w posiadaniu krajowców (war­tość wewnętrzna) równa jest marginalnej użyteczności jednej jednostki monetarnej w posiadaniu obcokrajowców (wartość zew­nętrzna). Oznacza to istnienie parytetu mię­dzy wartością wewnętrzną i zewnętrzną pie­niądza rozrachunkowego;
  22. nie zachodzi potrzeba dewaluacji lub walo­ryzacji waluty wymienialnej;
  23. nie istnieją trudności z utrzymywaniem międzynarodowych stosunków gospodar­czych i finansowych z jednym krajem bądź wspólnotą krajów (jak Wspólnota Europej­ska), skoro kurs wymiany walut zachowuje stabilność bez względu na warunki na ryn­kach światowych.

Istnieją cztery samoregulujące się mechanizmy, które zapewniają stabilność kursu wymiany walut:

  • mechanizm kursowy
  • mechanizm stopy procentowej
  • punkty importu oraz eksportu wybranych to­warów służących za miernik oraz
  • parytet siły nabywczej między wewnętrzną i zewnętrzną wartością waluty wymiernej.

Wszystkie te cztery mechanizmy działają auto­matycznie, stąd nie istnieje możliwość doprowadze­nia bilansu płatniczego do stanu deficytu bądź nad­wyżki.

Widać zatem, że gospodarka oparta na zasa­dach stabilnej równowagi ogólnej nie jest układem prostym ani kumulacją rynków typu leseferystycznego; jest ona bardzo złożoną i precyzyjną maszy­nerią z wieloma obracającymi się jednocześnie i sprawnie trybami. Najistotniejsze jest to, by ta skomplikowana maszyneria była skonstruowana z myślą o człowieku i służyła mu w sposób możliwie najlepszy, a nie tak, jak na rynkach dzikiego kapi­talizmu, gdzie człowiek zmuszony jest uzależniać swe decyzje od kaprysów rozchwianej i nieprecyzyj­nej polityki monetarnej i finansowej w płonnej na­dziei, że podejmowanie ich na chybił-trafił może się ewentualnie okazać dla niego korzystne.

CZĘSC III. Element „P” czyli scenariusz reform struktural­nych dla spokojnego przejścia od socjalizmu do wolnej, sprawiedliwej oraz stabilnej gospodarki i finansów

Znamy już z części I diagnozę przypadłości, na jakie cierpi Polska. Są nimi problemy nierównowagi, które wymagają rozwiązań. Z części II znamy nato­miast cel finalny, do jakiego powinna dążyć gospo­darka polska w czasie tak krótkim, jak to jest w ludzkiej mocy możliwe. Chodzi o odwrócenia ru­chu wskazówek zegara historii gospodarczej tego kraju we właściwym kierunku. Prowadzić on będzie ku pełnej swobodzie ekonomicznej, która nie jest bynajmniej w sprzeczności, ale w pełnej zgodności z dwoma innymi ideałami, czyli z zasadą sprawie­dliwego społecznie podziału dochodu narodowego oraz stabilności gospodarczej i finansowej.

Cała kwestia sprowadza się do wprowadzenia w Polsce nowego i lepszego ładu społecznego oraz gospodarczego, który w odróżnieniu od kapitalizmu i socjalizmu w jego znanej w tym stuleciu postaci, a także od indywidualistycznego kapitalizmu i libe­ralizmu w ich XIX-wiecznej wersji leseferyzmu, można byłoby utożsamić z liberalizmem socjalnym. Jest to coś zupełnie nowego i lepszego od każdego innego społecznego eksperymentu z przeszłości. Jest to mianowicie urzeczywistnienie ideału, do któ­rego dążyło i o który walczyło nie tylko społeczeńs­two polskie, ale cała ludzkość szczególnie od Rewo­lucji Francuskiej w 1789 roku. Ideałem tym jest wspólne dobro społeczne wszędzie na tej ziemi, czyli wolna, sprawiedliwa i stabilna gospodarka, w której żaden człowiek nie padnie ofiarą oszustwa ani wy­zysku przez innego człowieka bądź instytucję.

Określenie „socjalny” kumuluje wszystko, co wiąże się ze sprawiedliwością i równością społeczną, zaś „liberalizm” wyraża pełnię swobód ludzkich w ich naturalnych ograniczeniach wynikających ze społecznej sprawiedliwości, stabilności oraz spoko­ju. Karol Marks zdefiniował pojęcie sprawiedliwości akcentując jedynie równość i doprowadzając w pra­ktyce do wykpienia sprawiedliwości. Z kolei Leon Walras, twórca prawa stabilnej równowagi ogólnej w gospodarce, dowiódł ponad sto lat temu, bo w 1860 roku, że nie ma sprzeczności między równością i sprawiedliwością pod warunkiem, że poję­cia te są właściwie rozumiane i stosowane.

Tym, co dalej prezentuję, jest program polityki i reform prowadzących do urzeczywistnienia i utrzy­mania demokratycznego w swej istocie społeczeństwa oraz gospodarki. W celu uniknięcia chaosu i wszelkich możliwych komplikacji wynikających z negatywnego działania skutków ubocznych, refor­my te powinny być wprowadzone w wybranym mo­mencie jednocześnie. Często słyszy się bowiem, że wszelkie zmiany należy wprowadzać stopniowo, by dać ludziom szansę przystosowania się do nowych warunków. Jest to słuszne wtedy tylko, kiedy nie jesteśmy do końca pewni wyników proponowanej polityki. Kiedy jednak decydujemy się na wprowa­dzenie całego systemu opartego na zasadach stabil­nej równowagi ogólnej, wówczas sytuacja staje się zupełnie inna, albowiem gdy coś jest dobre i słuszne a nie narzucone, oparte na przyzwoleniu ogólnym, czynnik czasu nie odgrywa żadnej roli, ponieważ lu­dzie będą w stanie dostosować się do lepszych warunków niejako automatycznie.

Ze względu na szczupłość miejsca czytelnik nie powinien oczekiwać, iż znajdzie w tym programie różnego typu szczegóły; nakreśliłem w nim główne tylko zarysy i podstawowe zasady praktyczne nowe­go ładu społecznego i gospodarczego.

  1. REFORMA MONETARNA

Reformie monetarnej nadajemy znaczenie prio­rytetowe dlatego, że pieniądz jest dla organizmu gospodarczego tym, czym krążąca krew dla organiz­mu ludzkiego. Dociera ona bowiem do każdej tkanki naszego fizycznego jestestwa. Jeśli pod względem czystości krew nie jest próby najwyższej i jeżeli nie krąży w tempie normalnym, wówczas popadamy w chorobę i nie jesteśmy w stanie rozwijać naszej działalności, a niekiedy możemy nawet umrzeć.

Dokładnie tak samo ma się rzecz z pieniądzem. Jeśli pieniądz w organizmie gospodarczym nie jest najwyższej jakości, czyli wymierny i jeśli nie krąży on w tempie normalnym, a więc nadawanym przez wyrównujące prawo pełnego zatrudnienia, wówczas gospodarka narodowa staje się chora, nie może właściwie funkcjonować i jak dowiodły tego rewolu­cje komunistyczne oraz faszystowskie, może nawet umrzeć. Obecne cierpienia społeczeństwa polskiego są w dużym stopniu wywołane przez istnienie pieniądza papierowego, czyli przez niemającą swego pokrycia złotówkę, która odznaczając się niestabil­nością wewnętrzną zakaża cały organizm gospodarczy.

Z matematyczną niemal precyzją można prze­widzieć, że dopóki utrzyma się w Polsce obecna zło­tówka papierowa, dopóty trudno żywić jakiekolwiek nadzieje na obfitość dóbr rynkowych po rozsądnych i najniższych możliwie cenach równowagi; nie bę­dzie też żadnej nadziei na społeczną sprawiedliwość oraz równość podziału dochodu narodowego; nie bę­dzie wreszcie nadziei na osiągnięcie stabilizacji fi­nansowej i zrównoważenie budżetu oraz bilansu płatności zagranicznych. Z tych przeto względów reformę monetarną należy umieścić na czele tego no­wego programu.

 Utrzymującą się inflację należy wyplenić z korzeniami poprzez wprowadzenie nowej, zdenominowanej i twardej złotówki

Polska cierpi wskutek negatywnych efektów głębokiej i dziedziczonej po starym reżimie rozległej inflacji stagnacyjnej, stymulowanej chaotycznymi zmianami w wyniku „terapii wstrząsowej”.

Nie powiedzie się żadna z zalecanych dalej re­form, o ile nie wykorzeni się tej zastałej inflacji po­przez wprowadzenie nowej, zdenominowanej zło­tówki. Kurs przeliczeniowy inflacyjnej złotówki – 50, 100 czy 1000 – zależeć będzie od odpowiedniej kal­kulacji, jakiej autor z braku odpowiednich danych statystycznych nie jest dziś jeszcze w stanie prze­prowadzić. W każdym bądź razie konieczność wy­miany starej złotówki na nową nie ulega najmniej­szej wątpliwości; wymiany tej powinno się dokonać w określonym momencie w sposób spokojny po­przez automatyczne zestrojenie wszystkich cen, dochodów, podatków oraz aktywów i płatności obcią­żających ludzi, biznes i rząd tak, by w wyniku tej reformy nikt nie stracił, ale i nie zyskał.

 Nowy, oparty na srebrze standard monetarny dla Polski

W planie tym zaleca się przyjęcie przez Polskę opartego na srebrze standardu monetarnego, który z pewnością zostanie przyjęty przez społeczeństwo polskie dlatego, że będąc zintegrowany z systemem stabilnej równowagi ogólnej zapewni stabilizację fi­nansową, nie będąc jednocześnie podatny na różne­go typu manipulacje wewnętrzne i zewnętrzne. Poz­woli on również osiągnąć rzeczywistą niezależność gospodarczą krajowi wraz z szerokim otwarciem się na wolny i korzystny handel z każdym innym kra­jem bez względu na jego ustrój społeczny. W takim układzie standard srebrny może okazać się równie stabilny co i autentyczny standard złoty. Używam słowa „autentyczny”, ponieważ stary oparty na zło­cie standard był w rzeczywistości złotym jedynie w 10 procentach (wymierny), zaś pozostałe 90 procent stanowił pieniądz papierowy i kredytowy (niewy­mierny). Z tych przeto względów nie mógł on funk­cjonować należycie.

Zakładając, że parlament polski zadecyduje o przyjęciu standardu opartego na srebrze, proponuje się w związku z tym, by oficjalny parytet nowej sreb­rnej złotówki równał się 218,75 gramów srebra, co automatycznie ustaliłoby oficjalną cenę srebra: 2 nowe złotówki stanowiłyby równowartość jednej un­cji srebra (28,3 grana).

Powinniśmy pamiętać, że bez srebrnej złotówki problem zobiektywizowanego i niezawodnego in­strumentu kalkulacji gospodarczej w sferze inwes­tycji, produkcji, konsumpcji i tworzenia kapitału pozostaje nierozwiązany.

  1. Nowy niezależny polski bank centralny

Na podstawie nowego aktu stabilizacyjnego obecny Narodowy Bank Polski będzie przekształco­ny w instytucję prawnie niezależną, której mocą prawa powierzy się zadanie emisji oficjalnego pie­niądza w postaci w pełni wymiernej i swobodnie wy­mienialnej na srebro waluty w zależności od potrzeb polskiej gospodarki. Bank centralny będzie też od­powiedzialny za stabilność polskiej złotówki w kraju i na rynkach międzynarodowych.

Określenie „niezależny” oznacza w tym kon­tekście niezależność banku od jakiejkolwiek presji budżetu publicznego oraz prywatnych banków komercyjnych. Bank centralny będzie nadto chronio­ny prawem przed bezpośrednim lub pośrednim wpływem mającego trudności natury budżetowej rządu oraz krajowych i zagranicznych banków ko­mercyjnych, które indywidualnie mogą dopuścić się błędów w zarządzaniu powierzonymi im przez lud­ność i biznes funduszami.

W celu przyjścia z pomocą rządowi i bankom komercyjnym w sytuacji przejściowych napięć fi­nansowych, należy powołać działającą niezależnie od banku centralnego instytucję, jaką będzie „bank wszystkich banków”.

Fundamentalna zasada, na jakiej wspierać bę­dzie swą działalność bank centralny, brzmi: jeśli w wolnym państwie demokratycznym wymiar spra­wiedliwości ma być neutralny oraz równy w swym podejściu do obywateli, to taki sam charakter trzeba nadać instytucji działającej w sferze pieniądza.

Powołanie opartego na srebrze funduszu stabilizacyjnego

W celu pozyskania zaufania społeczeństwa pol­skiego oraz w stopniu nie mniejszym społeczności międzynarodowej do nowej złotówki oraz zapewnie­nia, że nie ulegnie ona erozji inflacyjnej w przysz­łości, w akcie stabilizacyjnym przewidzieć należy, iż po pierwsze, wszelka emisja starej złotówki papiero­wej oraz nowego złotego będzie wstrzymana w okre­ślonym momencie oraz, po drugie, że fundusz sta­bilizacyjny srebra będzie ustanowiony jedynie do ce­lu zapewnienia swobodnej wymienialności twardej złotówki po kursie specjalnym.

Pełne zestrojenie wszystkich cen i dochodów z nowym dopływem pieniądza

Kolejnym niezwłocznym przedsięwzięciem pol­skiego banku centralnego w wybranym momencie będzie podjęcie koniecznych kroków zapobiegają­cych poddaniu gospodarki polskiej i społeczeństwa głębokiemu wstrząsowi, jaki nastąpi w tym czasie wskutek ogromnego ograniczenia dopływu pienią­dza. Będzie można to osiągnąć poprzez zawarcie w akcie stabilizacyjnym postanowienia, iż jedno­cześnie z wymianą starej złotówki na pieniądz nowy wszystkie ceny, dochody, zobowiązania kontrakto­we, oszczędności oraz depozyty w bankach, podatki i kursy wymiany zagranicznej będą zredukowane w tych samych proporcjach. Znaczy to, że wszelkie płatne w nowych złotówkach należności i zobowią­zania prywatne i publiczne, krajowe i zagraniczne będą zestrojone w tych samych proporcjach.

Emisja nowego pieniądza: 100-procentowa srebrna zło­tówka

Po dokonaniu w wybranym momencie emisji nowy pieniądz oficjalny przybierze postać pokrytej w stu procentach, swobodnie wymienialnej według oficjalnego parytetu srebrnej złotówki. Wymienial­ność będzie możliwa w kraju i na rynkach między­narodowych. Polski bank centralny będzie mógł emitować banknoty i pieniądz bankowy, ale jedynie z zagwarantowaniem 100-procentowego ich pokry­cia. W możliwie najkrótszym czasie będzie też można włączyć do obiegu monety srebrne.

Pojawienie się takich monet wywoła efekt psy­chologiczny, wyzwalając optymizm oraz zapał spo­łeczeństwa, a także odbijając się głośnym echem we wspólnocie międzynarodowej, a nawet więcej, w ca­łym świecie. Tym samym otworzy się nowy rozdział w dziejach gospodarki, zapowiadając postęp i pomyślność powiązaną po raz pierwszy w tym stuleciu ze społeczną sprawiedliwością i stabilnością finan­sową.

Kiedy polscy robotnicy i pracownicy umysłowi zobaczą srebrne monety, zmienią swój stosunek do pracy nie szczędząc trudu, który nie będzie już wy­muszony, jak to było w starym systemie, oraz dadzą z siebie w interesie własnym tyle, na ile ich będzie tylko stać. Będzie to dobre dla Polski i stanie się przykładem do naśladowania przez inne kraje, w których ludzie także chcą żyć nie tylko w warun­kach wolności, ale i sprawiedliwości społecznej oraz stabilności finansowej.

Znaczenie opartego na srebrze (towarze) systemu pieniężnego

Znaczenie to uzasadnić można wieloma wzglę­dami:

  1. system ten zapewni finansową stabilność w kraj u i na rynkach międzynarodowych, a tym samym pełną niezależność gospodar­czą;
  2. producenci polscy będą mogli oferować swo­je wyroby za granicą po zadowalających ce­nach, zaś polscy konsumenci uzyskają do­stęp do wyrobów zagranicznych również po cenach rozsądnych, podlegających niez­nacznej tylko fluktuacji;
  3. srebrny pieniądz nie będzie mógł być przed­miotem manipulacji dokonywanych przez pozostających u władzy polityków, ani też przez spekulantów w kraju i poza jego gra­nicami;
  • srebrny pieniądz nie popadnie w pułapkę teoremu niemożliwości praktycznej;
  1. srebrny pieniądz nie będzie też podatny na korupcję w wyniku manipulacji dokonywa­nych przez władającą pieniądzem papiero­wym i kredytem pieniężnym biurokrację, która kontroluje również wymianę walut poprzez kosztowne delegacje handlowe oraz łapówki, co prowadzi często do zmiany poro­zumień handlowych; wszystko to w układzie stabilnej równowagi ogólnej straci sens i znaczenie.

Dodatkowa emisja 100-procentowej złotówki towarowej

Słyszy się często głosy krytyczne o tym, że nie starcza złota lub srebra na to, by używać ich jako pieniądza wtedy, kiedy nowoczesna gospodarka wy­maga wielkiej ilości tych kruszców w kraju i że wy­móg ten spełnia tylko pieniądz papierowy i kredyto­wy. Krytycyzm ten nie jest w pełni uzasadniony dla­tego, że znaczenie dla gospodarki ma nie tylko ilość, lecz również jakość pieniądza. W rzeczywistości bo­wiem duża ilość pieniądza w obiegu powoduje utrzy­mywanie się wysokiego relatywnie poziomu cen; dzieje się odwrotnie, jeśli ilość pieniądza w obiegu jest mniejsza.

Istnieją jednak i takie aspekty problemu, jak elastyczność systemu monetarnego i bardziej wy­równany wzrost gospodarczy, co sprawia, że do przyjęcia jest monetyzacja innych, obok srebra, to­warów w postaci wymienialnej i mającej pełne pok­rycie waluty.

Ten sposób rozumowania pozwala zalecać do­puszczenie przez akt stabilizacyjny możliwości do­datkowej emisji towarowej złotówki obiegowej (TZO), która też będzie miała 100-procentowe pokrycie tym razem w towarach specjalnych, a które będąc rep­rezentatywne byłyby wybrane przez władze regio­nalne.

Będzie to w istocie absolutna nowość, która po­ciągnie za sobą daleko idące konsekwencje. Ozna­czać to będzie mianowicie, że w każdym z regionów Polski bank centralny otworzy swoje oddziały regio­nalne, wyposażając je w niezbędną infrastrukturę (odpowiednie składy i magazyny oraz wykwalifiko­wany personel), mającą za zadanie, według uznania i pod specjalnymi warunkami łącznie z pokryciem kosztów, monetyzację lub demonetyzację szczegól­nie trwałych towarów reprezentujących charakter gospodarczy każdego z poszczególnych regionów i podlegających standaryzacji oraz sprzedaży. Mogą to być takie, na przykład towary, jak pszenica, żyto, owies, jęczmień, cukier, wełna, drewno, cement, stal bądź inny dowolny towar.

Mówiąc krócej: zamiast oglądać się na fundusze z banków w Warszawie czy innych miastach, gospo­darka każdego regionu zyska własne źródła fundu­szy w postaci złotówek obiegowych, czyli pieniądza tego samego rodzaju i wartości, co oficjalna waluta narodowa (srebrna złotówka), dostosowywanych autentycznie do lokalnych potrzeb gospodarczych danego regionu.

Jak będzie funkcjonować TZO? Jeśli w regionie wystąpi niedobór emitowanego przez bank central­ny pieniądza (srebrnej złotówki), będzie można wy­mienić ów wyselekcjonowany w tym regionie towar specjalny na TZO w postaci banknotów lub depozy­tów bankowych. Powtórzmy: TZO będzie posiadała pełne pokrycie, pozostając pieniądzem swobodnie wymienialnym na odpowiedni towar tak jak srebrna złotówka. Ceny tych zmonetyzowanych towarów bę­dą ustalane swobodnie na otwartym rynku i wy­rażane w oficjalnych srebrnych złotówkach po to, by nie ulec działaniu prawa Greshama.

Ludzie z kolei będą mogli inwestować TZO w produkcję lub w konsumpcję; każda tego typu operacja oznaczać będzie wzrost produkcji i realne­go dochodu oraz zatrudnienia.

Jeśli natomiast zdarzy się, że w obiegu znajdzie się zbyt wiele pieniędzy, będzie można całe to dzia­łanie po prostu odwrócić, wymieniając posiadane banknoty i depozyty w postaci wyemitowanych wcześniej TZO na odpowiednie towary z przeznacze­niem ich na konsumpcję bądź zbyt na wolnym ryn­ku.

TZO pełnić będzie w gospodarce polskiej wielo­rakie funkcje, w tym zaś źródła:

  1. tworzenia kapitału na szczeblu lokalnym;
  2. stwarzania warunków pełnego zatrudnie­nia;
  3. zapewniania stabilizacji finansowej poprzez eliminowanie zjawiska inflacjo-deflacji na szczeblu lokalnym, a w makroskali również na szczeblu ogólnokrajowym.
  • REFORMA SPOŁECZNA W POWIĄZANIU Z REFORMĄ MONETARNĄ

Wspólne dobro sprawiedliwości społecznej i gospodarczej, czyli ochrona socjalna, pojmowana niejako cel pożądany, lecz jako rzeczywistość, jest pierwszą, po wolności osobistej, wartością, jaką ce­nią sobie najwyżej ludzie nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.

Zgodnie z nowym prawem do sprawiedliwości społecznej i gospodarczej, stanowiącym integralną część aktu stabilizacyjnego, każda transakcja w sektorze prywatnym czy publicznym powinna być zawierana w oparciu o realne i rozsądne ceny rów­nowagi, na które złożą się koszty zapłacone lub przy­pisane, jak dzierżawa, zarobek, oprocentowanie pożyczonego bądź oszczędzonego kapitału, podat­ków oraz normalnej stopy zysku oszacowanego jako możliwe koszty zarządzania plus rozsądny narzut z przeznaczeniem na zwiększenie produktywności oraz jakości towarów i usług.

Jakkolwiek sektor prywatny pozostaje wyraźnie oddzielony od sfery publicznej oraz przedsiębiorstw państwowych, to jednak stosowane prawo do spra­wiedliwości społecznej i gospodarczej winno działać w sposób, który będzie ujednolicać system cen w ca­łym kraju. Jednocześnie wymóg prawny kalkulowa­nia realnych i rozsądnych cen równowagi winien uderzać w monopole prywatne i publiczne, krajowe i zagraniczne. Innymi słowy ceny monopolowe po­winny być przekształcone w wolne i konkurencyjne ceny równowagi.

  • REFORMA SYSTEMU BANKOWEGO

1.

Nowe prawo banków komercyjnych 1 pieniądz kredytowy

Nowe prawo banków komercyjnych będzie ka­tegorycznie zakazywać monetyzowania kredytu, gdyż jest to wysoce szkodliwe społecznie z wielu względów:

  1. banki komercyjne w ich kapitalistycznej postaci pożyczają fundusze nominalne o charakterze raczej abstrakcyjnym, a więc nie istniejące, jednakże obciążają je regular­ną stopą procentową tak, jak gdyby fundu­sze te były rzeczywistym pieniądzem oficjal­nym, którym faktycznie nie są. Jest to pie­niądz prywatny uzupełniający pieniądz ofi­cjalny, którego dostarcza bank centralny.

Prywatne banki komercyjne drukowały własne banknoty, lokując je na rynku w postaci pożyczek oraz naliczając od nich rynkową stopę procentową. Praktykę tę do­strzegł i uderzył na alarm wielki ekonomista brytyjski David Ricardo dowodząc, że emito­wanie banknotów przez konkurujące ze so­bą banki prywatne przyczyniło się w znacz­nej mierze do pobudzania zjawiska inflacji.

Długim sporom wokół tej sprawy położyła w Anglii kres ustawa Roberta Peela z 1844 roku, zabraniająca prywatnym bankom dru­ku ich własnego pieniądza w formie bankno­tów. Za przykładem tym poszły wkrótce inne kraje i dziś nigdzie na świecie banki pry­watne nie są upoważnione do druku swych własnych banknotów.

Wraz z wprowadzeniem czeków przebiegli bankierzy kontynuowali, niestety, ten pro­ceder polegający na pożyczaniu funduszy, których nie posiadali, to znaczy udzielali zmonetyzowanego w swej księgowości kre­dytu w formie nominalnych depozytów ban­kowych, których używano na rynku w taki sam sposób jak wcześniejszych banknotów. Owe nominalne depozyty bankowe są ob­ciążone rynkową stopą procentową.

Zamiast więc zabronić uprawiania tego spo­sobu robienia interesów, banki centralne stają się dziś partnerem tej gry żądając, by banki komercyjne utrzymywały pewną sumę legalnych rezerw w pieniądzu oficjalnym (około 10 procent); tak więc banki mają nie­pisany przywilej monetyzowania kredytu w skali 10-krotnie większej od legalnych re­zerw. Mając swój udział w wynikających stąd zyskach, bank centralny staje się pro­tektorem banków prywatnych, wchodząc nadto w rolę pożyczkodawcy ostatniej in­stancji.

I tu kryje się problem o fundamentalnym znaczeniu dla stabilizacji finansowej pańs­twa, albowiem monetyzacja kredytu jest zja­wiskiem zmiennym, powodującym każdego dnia zwiększanie lub zmniejszanie się dop­ływu pieniądza w obiegu w proporcji 1 : 10. W tych warunkach nie jesteśmy pewni nig­dy, co nam zagraża: inflacja czy deflacja, do­póki gospodarka nie zarazi się takim czy in­nym złem społecznym. Nie jest to jednak tyl­ko kwestia niestabilności finansowej, gdyż w grę wchodzą inne szkodliwe społecznie as­pekty. Autor niniejszego dokumentu praco­wał w banku prywatnym, a także w Central­nym Banku Rumunii, zanim został obywa­telem amerykańskim, stąd też problem ten jest mu dobrze znany nie tylko z teorii, ale również i z praktyki;

  1. prywatne banki komercyjne i inne instytucje finansowe, które zajmują się monetyzacją kredytów, osiągają wysokie acz nieza­służone zyski wpływające na zmianę pod­ziału dochodu narodowego;
  2. prywatne banki przy pomocy pieniądza kre­dytowego finansują proces koncentracji wła­dzy gospodarczej i finansowej w rękach nie­licznych wielkich i bardzo wielkich korpora­cji oraz monopoli narodowych i wielonaro­dowych;
  3. prywatne banki przy użyciu pieniądza kre­dytowego finansują wreszcie czystą speku­lację na giełdach papierów wartościowych, towarów i obcych walut.

Wszystko to w ewidentny sposób uzasadnia postulat, by do aktu stabilizacyjnego wprowadzić zakaz monetyzowania kredytu w jakiejkolwiek for­mie przez banki prywatne i inne instytucje finanso­we. Otwarty pozostaje tylko problem: jak to uczynić i co zaproponować w miejsce pieniądza kredytowe­go.

2. Nowy typ stabilnego i zrównoważonego systemu bankowego

Codzienna działalność banków prywatnych i innych instytucji finansowych (prywatnych czy publicznych, krajowych czy zagranicznych) będzie koncentrować się na zawieraniu dwóch różnych ro­dzajów transakcji:

  1. Departament depozytów a vista i rachun­ków czekowych, w którym właściciel ra­chunku deponujący pewną sumę oficjal­nych pieniędzy (w naszym przypadku srebr­nych złotówek lub TZO) będzie ich potrzebował w dowolnym momencie w przyszłości. Za usługę tę uiszczałby on każdorazowo op­łatę, mogąc wycofać gotówkę bądź posłużyć się czekiem lub żądaniem wypłaty. Bank byłby zobowiązany nowym prawem banko­wym do prowadzenia takich rachunków z pełnym ich pokryciem w pieniądzu oficjal­nym przez cały czas;
  2. departament oszczędności, pożyczek oraz inwestycji, który przyjmuje oszczędności lu­dzi oraz przedsiębiorstw o różnym czasie ich wykupu i działając jako pośrednik obsługu­je ich inwestycje bądź udziela pożyczek po­przez synchronizowanie czasu ich wykupu z potrzebami inwestycyjnymi lub popytem na pożyczki. W ten sposób wielkość inwes­tycji (łącznie z pożyczkami) będzie dążyć do wyrównania się z wielkością oszczędności (tworzenia kapitału). Jest to jeden z podsta­wowych warunków zapewniających stabilną równowagę poza zjawiskiem cyklu gospo­darczego.

3. Powołanie „banku ubezpieczeń wszystkich banków” (BUWB)

Ponieważ w systemie stabilnej równowagi ogól­nej bank centralny nie jest już instytucją pożycza­jącą ostatniej instancji, zaś rząd nie ma możliwości interweniowania, plan ten przewiduje utworzenie „banku ubezpieczeń wszystkich banków” ze statu­sem specjalnym.

Nowe prawo bankowe będzie przewidywać, że wszystkie banki oraz instytucje finansowe, które przyjmują depozyty a vista i oszczędności od osób prywatnych i firm, są z mocy prawa zobowiązane do członkostwa w BUWB i zdeponowania w nim 1/10 procenta wszystkich depozytów i oszczędności stanowiących „fundusz ubezpieczeń wszystkich de­pozytów i oszczędności w systemie bankowym i fi­nansowym”. BUWB będzie działać pod nadzorem Narodowej Rady Banków, która z kolei będzie decydować o maksymalnej wysokości ubezpieczenia każdego deponującego w razie likwidacji.

BUWB będzie też udzielał pożyczek i kredytów bankom oraz instytucjom finansowym, które napot­kają na przejściowe trudności z utrzymaniem płynności, po niższej stopie procentowej o 1 proc. od sto­py rynkowej. Będzie on również udzielał pożyczek rządowi na tych samych warunkach krótkotermino­wych i po niższej o 1 proc. stopie procentowej.

BUWB nie będzie mógł jednak monetyzować kredytu udzielanego innym bankom, instytucjom fi­nansowym oraz rządowi.

Pieniądz kredytowy będzie zastąpiony emisją towarowej złotówki obiegowej oraz przez sieć realne­go kredytu udzielanego bezpośrednio przez biznes stowarzyszony z prywatnymi bankami, ale tylko na wypłaty kredytu realnego, który nie jest zmonetyzowany.

Trzeba będzie zachęcać do powstawania stowa­rzyszeń, których działalność będzie oparta o kredyt realny w sytuacji, w której monetyzowanie kredytu będzie zabronione.

  1. REFORMA CZYSTEJ SPEKULACJI PRZECIW NATURALNEJ SPEKULACJI

Prowadzone na zorganizowanych w kapitaliz­mie giełdach papierów wartościowych, towarów i walut obcych transakcje dzielą się na dwie różne kategorie. Jedną z nich jest bezpośrednie nabywa­nie papierów wartościowych, towaru lub waluty ob­cej i płacenie ceny pełnej. I to jest typ transakcji rze­czywistej oraz korzystnej dla obu jej stron, czyli nabywcy i sprzedawcy oraz dla gospodarki narodowej jako całości, albowiem rzeczywisty obrót może kre­ować w gospodarce dodatkowe wartości. Ten typ transakcji nazwać by można naturalną rzeczywistą spekulacją: sprzedawca posiada żądane dobro, któ­re chce mieć nabywca. Jeden i drugi czuje, iż następuje wzrost użyteczności, gdyż inaczej nie wcho­dziliby oni w taką transakcję.

Drugi jej rodzaj jest już czystą spekulacją, czyli transakcją nominalną. Sprzedawca nie posiada bo­wiem żądanej rzeczy, a nabywca nie jest zaintereso­wany wejściem w jej posiadanie. Owi czyści speku­lanci zakładają, że cena papierów wartościowych, towaru czy waluty obcej może spaść (dla sprzedaw­cy) lub wzrosnąć (dla nabywcy) w najbliższej przyszłości, a więc w okresie 30 dni lub 3-6 miesięcy i po tym czasie spekulanci mogą zamienić się rolami.

Czysta spekulacja może przynieść korzyści tym jedynie, którzy ją uprawiają, jednakże społecznie jest ona szkodliwa z wielu powodów:

  1. kreuje fluktuację sztucznych cen w górę i w dół, ponieważ tylko w ten sposób można osiągnąć spekulacyjny zysk. Fluktuacja sztucznych cen wywołuje zakłócenia w gos­podarce narodowej, napędzając bądź zwal­niając inflację wtedy, kiedy nie powinna ona mieć miejsca;
  2. jest źródłem nielegalnych zysków osiąga­nych bez przyczynienia się czymkolwiek po­zytywnym do wzrostu rzeczywistego produk­tu narodowego;
  3. umożliwia anormalną koncentrację władzy gospodarczej i finansowej w rękach nielicz­nych, którzy mogą stymulować korupcję po­lityczną.

Już w XVIII wieku stwierdzono, że czysta spe­kulacja jest społecznie szkodliwa. Joseph de la Vega nazwał ją la confusion des confiisions (bałagan bałaganów). Jakkolwiek ekonomiści matematyczni ut­rzymują, że jest to sposób na kształtowanie się kon­kurencyjnych cen równowagi, to jednak wyraźnie temu zaprzecza rzeczywistość. Jak dalece, patrząc z perspektywy czasu, miał rację Joseph de la Vega!

Z tych względów akt stabilizacyjny powinien za­wierać zapis o ustawowym zakazie uprawiania czys­tej spekulacji, co winno być podyktowane względa­mi sprawiedliwości społecznej i gospodarczej oraz społecznej wartości stabilizacji finansowej.

Jeśli ludzie zawierają zakłady stawiając na ko­nie lub uczestniczą w podobnych imprezach tylko dla rozrywki i przyjemności, to nie wyrządzają oni szkód społecznych, gdyż w wyniku zakładów rzeczy­wiste ceny koni na rynku nie ulegają zmianie. Sy­tuacja jest zupełnie inna, kiedy rynek opanowują czyści spekulanci i wówczas rzeczywiste ceny oferowanych papierów wartościowych, towarów i walut zmieniają się najczęściej w sposób drastycz­ny, wywołując poważne zaburzenia równowagi, któ­re wyrządzają szkody całej gospodarce i tym samym społeczeństwu.

  1. REFORMA LIBERALIZACJI CEN

Z chwilą zakończenia reformy monetarnej libe­ralizacja staje się rzeczywistością niejako automa­tycznie i dzięki prawu do sprawiedliwości społecznej oraz gospodarczej, także kalkulowania cen rzeczy­wistych równowagi, proces przechodzenia od socja­lizmu do systemu wolnego rynku w gospodarce społecznej przyniesie społeczeństwu nie szkody, lecz dobro.

Wynikła z liberalizacji cen w Polsce i innych by­łych krajach socjalistycznych Europy Wschodniej tragedia polega na tym, że kierując się fałszywym przeświadczeniem o zbawiennych skutkach „terapii wstrząsowej”, operację tę przeprowadzono nagle i bez wcześniejszej reformy monetarnej, do której dotąd w ogóle nie doszło.

  1. PROBLEMY PRYWATYZACJI

Problemy prywatyzacji są niezwykle złożone i należy je podzielić na dwie kategorie. Handel i rze­miosło można i faktycznie trzeba zliberalizować niezwłocznie po podjęciu przez parlament ustawy o reformie monetarnej, podporządkowanej, rzecz zrozumiała, prawu do sprawiedliwości społecznej i gospodarczej.

Jeśli chodzi o przemysł ciężki i duże przedsię­biorstwa państwowe, to nie należy wystawiać ich na sprzedaż lub też pośpiesznie likwidować, ale raczej poddawać je reorganizacji po to, by stały się one ekonomicznie produktywne i przynosiły zyski. Po­winno się przyjąć okres oczekiwania jednego roku, aż nastąpi poprawa stanu gospodarki, ludzie zdoła­ją zgromadzić oszczędności, czyli fundusze umożli­wiające im udział w normalnym procesie prywaty­zacji. Inaczej wielkiej wartości własność, która na­leżała do tej pory do państwa, padnie łupem speku­lantów mających dostęp do procesów monetyzacji kredytu przez banki prywatne, a niekiedy i zagra­niczne.

  • PROBLEMY EKOLOGII I OCHRONY ŚRODOWISKA

W dawnym reżimie socjalistycznym problemy ekologii i ochrony środowiska nie były przedmiotem czyjejkolwiek uwagi. Teraz nadszedł czas na podję­cie przez parlament surowego prawa. Wprowadzone przez nie precyzyjne standardy winny być przestrze­gane przez firmy prywatne i państwowe, które w ra­zie omijania tego prawa będą podlegały rygorystycz­nym środkom penalizacji.

  • PROBLEM ZIEMI I REFORMA AGRARNA

Przymusowa kolektywizacja rolnictwa w Związ­ku Sowieckim i krajach satelitarnych była społecz­ną zbrodnią, doprowadzając w końcu nie tylko do pauperyzacji chłopów, lecz również wywołując kry­zys w dziedzinie wyżywienia ludności miast. W Pol­sce, być może, sytuacja nie była aż tak drastyczna jak w innych krajach, niemniej jednak rolnictwo również ucierpiało, albowiem marksistowska teoria rozwoju gospodarczego faworyzowała kosztem rol­nictwa przemysł ciężki. Politykę rolną w Polsce powinno się przeto zorientować na liberalizację warst­wy chłopskiej służącej ogółowi społeczeństwa.

Ziemi jako czynnikowi produkcji, przypisać na­leży funkcję społeczną, co znaczy, iż winna ona na­leżeć do tych, którzy na niej żyją i ją uprawiają. Obok posiadania ziemi nieodzowne jest dysponowa­nie środkami na jej efektywną uprawę, by uzyski­wany dochód nie tylko zapewniał utrzymanie, ale również pozwalał na gromadzenie oszczędności przeznaczonych na unowocześnianie rolnictwa oraz podnoszenie standardu życia chłopów.

Kolektywne i spółdzielcze formy, które były po­chodną przymusowej kolektywizacji, należałoby znieść i przekazać ziemię chłopom.

Ziemia powinna służyć celom produkcji a nie spekulacji, a przetwórstwo produktów rolnych na­leży lokować w pobliżu miejsc pochodzenia surow­ców, pomagając tym samym podnosić standard ży­cia na wsi.

  1. SADOWNICTWO SPECJALNE SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ I GOSPODARCZEJ

Wprowadzenie w życie prawa do sprawiedli­wości społeczne) i gospodarczej wymagać będzie po­wołania specjalnego systemu sądownictwa w celu rozstrzygania sporów na tle cen równowagi. Związki zawodowe mogłyby występować ze sprawami doty­czącymi płac i warunków pracy. Sprawy tego typu mogłyby być rozstrzygane przez lokalne sądy spra­wiedliwości społecznej i gospodarczej przy udziale przedstawicieli statystycznego centrum kalkulacji cen równowagi.

  1. STATYSTYCZNE CENTRUM KALKULACJI CEN RÓWNOWAGI

Ponieważ właściciele małych firm i warsztatów rzemieślniczych, a w szczególności drobni chłopi nie są ekspertami i nie mają czasu na kalkulowanie cen równowagi, w planie niniejszym zaleca się utworzenie działającego na zasadach służby pub­licznej statystycznego centrum kalkulacji cen rów­nowagi. Centrum to gromadziłoby niezbędne dane do obliczeń rzeczywistych cen ekonomicznych głów­nych produktów i usług. Byłyby to jednakże ceny symulowane w tym sensie, że nie obowiązywałyby one na rynku, ale byłyby ogłaszane dla orientacji konsumentów i producentów. Każdy biznesmen, farmer czy rzemieślnik miałby jednak pełną swobodę kalkulowania swych własnych cen równowagi i posługiwania się nimi w zwyczajowych transakc­jach. Jeśli jednak pojawiałyby się skargi, wówczas sąd sprawiedliwości społecznej i gospodarczej mógłby zwrócić się do takiego centrum o zbadanie przyczyn, dla których pewne ceny odbiegają od kalkulacji oficjalnych. Trzeba, oczywiście, założyć określony margines błędu.

  1. REFORMA ADMINISTRACJI PUBLICZNEJ I PROCEDUR BUDŻETOWYCH

W dawnym reżimie socjalistycznym istniała tendencja do biurokratyzowania wszystkiego ponad wszelką miarę, gdyż wymagało tego kontrolowanie społeczeństwa i gospodarki, której rozwój przybierał formę planów 5-letnich. Wynikiem tej praktyki było pojawienie się nowej klasy społecznej nazywanej „nomenklaturą”. W nowym systemie demokratycz­nym rangę zasady głównej zyskuje decentralizacja i stąd w ciągu jednego roku wszelka nomenklatura winna ulec redukcji do niezbędnego minimum warunkującego funkcjonowanie administracji publicz­nej.

Nowa polityka decentralizacji wymaga wprowa­dzenia odpowiednich szczebli, z których kilka ważniejszych wymieniam poniżej:

  1. liczbę ministerstw w Warszawie ograniczyć trze­ba do 10-12;
  2. decentralizacja w administracji winna objąć sfe­rę dochodów i wydatków;
  3. budżet publiczny winien być rozdzielony na dwie części:
  4. zwykły budżet, który byłby programowany i uchwalany na cały okres trwania 4-letniej kadencji władzy legislacyjnej oraz
  5. budżet nadzwyczajny związany z inwesty­cjami w wybranych dziedzinach;
  6. nowy kodeks administracji publicznej powinien opierać się na zasadzie autonomii finansowej przysługującej trzem szczeblom demokratyczne­go zarządzania: krajowemu, regionalnemu i lo­kalnemu.
  7. zaleca się wprowadzenie podstawowego i proste­go systemu podatkowego, by obywatele mieli możliwość wglądu w koszty, jakie pociąga za so­bą utrzymywanie systemu zarządzania; sferę produkcji obowiązywałby 20-procentowy poda­tek od wartości dodanej; zniesiony byłby podatek od dochodów z tego względu, że kalkulacja cen równowagi eliminuje większość, jeśli nie wszyst­kie zyski nadzwyczajne i monopolowe, które rodzą niesprawiedliwy podział dochodu narodowe­go. Ludzie pracowaliby więcej będąc pewni, że wszystko, co zarobią, stanie się ich własnością. Władze lokalne mogłyby wykorzystywać część podatków od nieruchomości na poprawę funk­cjonowania transportu i innych dziedzin służą­cych ogółowi społeczeństwa;
  8. dochody z jedynego podatku od produkcji winny być już w fazie powstawania podzielone w sto­sownej proporcji między każdy szczebel zarzą­dzania zgodnie z określonym przeznaczeniem i celem, co winno być zagwarantowane w kodek­sie administracji publicznej. Można rozważyć przykład następujący: 60% otrzymują władze krajowe, 20% regionalne oraz 20% lokal­ne. Przykład ten traktować należy jako rozwiąza­nie orientacyjne.

Taki podział dochodu pomiędzy trzy szczeble zarządzania wyraża logiczny sposób wdrożenia de­mokratycznych zasad decentralizacji oraz autono­mii finansowej władz lokalnych i regionalnych, któ­re nie byłyby już zdane wyłącznie na finansowe wspieranie z Warszawy; każdy szczebel zarządzania dysponowałby swym własnym źródłem dochodu publicznego i mając tym samym możliwość konku­rowania w sferze działalności publicznej byłby w stanie wnosić wymierny udział w dzieło prawdzi­wej odbudowy gospodarczej i społecznej kraju.

  • BILANS PŁATNOŚCI MIĘDZYNARODOWYCH

Bilans płatności międzynarodowych dzieli się na trzy części:

  • handel zagraniczny obejmujący import i eksport towarów oraz usług;
  • przepływ kapitału oraz
  • import i eksport złota i srebra.

Eksport towarów i usług oraz import kapitału, złota i srebra są elementami pozytywnymi, ponie­waż wyrażają wartości należne od zagranicy. Import towarów i usług oraz eksport kapitału, złota i srebra zaliczyć trzeba do elementów negatywnych, albo­wiem wyrażają wartości będące przedmiotem rosz­czeń zagranicy wobec osób, firm i rządu.

Bilans płatności międzynarodowych przyjąć może jedną z trzech pozycji: kraju-wierzyciela (nie­równowaga pozytywna), kiedy suma należności jest większa od zobowiązali wobec zagranicy; kraju-dłużnika, kiedy zobowiązania wobec zagranicy prze­wyższają wielkość posiadanych aktywów; i wreszcie bilans neutralny (pozycja równowagi), kiedy suma aktywów dorównuje zobowiązaniom wobec zagrani­cy.

Wprowadzając srebrny standard złotówki oraz stwarzając inne warunki niezbędne dla istnienia stabilnej równowagi ogólnej, Polska niejako automatycznie osiągnie zrównoważenie swego bilansu płatności zagranicznych wraz z prostą i ograniczo­ną czasowo pozycją nierównowagi (pozytywnej lub negatywnej).

Samoregulacja mechanizmu standardu srebra

W układzie stabilnej równowagi ogólnej z wy­mienialną i opartą na srebrze walutą istnieją cztery samoregulujące się mechanizmy, zapewniające sta­łą i samodzielnie wspierającą się stabilność kursu walutowego oraz bilansu płatności zagranicznych. Oto te mechanizmy:

  1. normalna, prosta i ograniczona fluktuacja kursu walutowego;
  2. stałe wartości importu i eksportu srebra;
  3. normalna, prosta i ograniczona fluktuacja stopy procentowej oraz

d)prawo parytetu między wewnętrzną i zew­nętrzną siłą nabywczą srebrnej złotówki.

Wszystkie te cztery mechanizmy zaczną działać w momencie, w którym widoczne staną się oznaki pozycji wierzyciela lub dłużnika.

Sposób funkcjonowania mechanizmów samoregulujących się

Załóżmy, iż znaleźliśmy się w niebezpiecznej sy­tuacji dłużnika, co oznacza deficyt (nierównowagę) bilansu płatniczego. Popyt na walutę zagraniczną, potrzebną do spłacenia importu towarów i usług oraz wykupu walorów zagranicznych (eksport kapi­tału) jest większy od dopływu obcej waluty z ekspor­tu towarów i usług bądź ze sprzedaży krajowych pa­pierów wartościowych zagranicę (import kapitału).

W tych warunkach kurs walutowy będzie wzrastać, w wyniku czego eksport stanie się bar­dziej opłacalny, zaś import dóbr bardziej kosztowny, czyli mniej korzystny. W tym stanie rzeczy nad­wyżka w bilansie handlowym i kapitałowym będzie rosnąć, a przejściowy deficyt okaże się możliwy do zrównoważenia.

Równowaga bilansu płatniczego zostanie przywrócona sama przez się, to znaczy dzięki nor­malnemu funkcjonowaniu gospodarki w warun­kach stabilnej równowagi. W kapitalizmie mecha­nizm ten nie funkcjonuje prawidłowo dlatego, że fluktuacja kumuluje się i nie daje się określić, zaś żadna racjonalna polityka nie może temu zapobiec, gdyż pieniądz papierowy oraz kredytowy są wewnęt­rznie niestabilne.

Jeśli z określonych przyczyn pierwszy z mecha­nizmów nie doprowadzi do pełnego rozwiązania problemu, wówczas relatywnie wyższy kurs wymia­ny walut może osiągnąć wartość eksportowanego srebra w wypadku jego wywozu w celu wyrównania różnicy negatywnej (deficytu) w bilansie płatności zagranicznych. Spadek dopływu srebrnej waluty nieznacznie wygasi ceny wewnętrzne, co z kolei po­budzi eksport do momentu, w którym deficyt zosta­nie pokryty i srebrna waluta zacznie powracać.

W tym czasie stopa procentowa może wzrosnąć i przyciągnąć więcej kapitału z zewnątrz. Import ob­cego kapitału jest elementem pozytywnym, który w ostatecznym rachunku zlikwiduje deficyt w każdej jego postaci.

W rezultacie prawo parytetu siły nabywczej, jeśli to konieczne, rozwiąże zupełnie problem prze­jawów deficytu bilansu płatniczego. Może stać się również odwrotnie w przypadku wystąpienia nad­wyżki, czyli znalezienia się w pozycji wierzyciela.

Polska złotówka srebrna a Wspólnota Europejska

Projektowana Europejska Unia Walutowa sta­nie się w ten czy inny sposób rzeczywistością, gdyż w grę wchodzą wielkie interesy kapitalistyczne. Przesądzą o tym nie tylko racje polityczne, lecz w większym znacznie stopniu interesy finansowe i handlowe zachodnich banków i korporacji wielonarodowych na Zachodzie, przewidujących nara­stanie trudności związanych z użytkowaniem dola­ra amerykańskiego jako waluty międzynarodowej.

Idący w setki miliardów dolarów wielki i chro­niczny deficyt w budżecie USA oraz w bilansie płat­niczym wespół z gigantycznym wzrostem amerykańskiego długu publicznego (wewnętrznego i zew­nętrznego), osłabi pozycję dolara w transakcjach międzynarodowych. Jen japoński nie jest w stanie zająć pozycji dolara amerykańskiego dlatego, że jego siła nabywcza uzależniona jest obecnie od słabego dolara, jednakże ten stan rzeczy nie będzie trwać w nieskończoność. Poza tym Japończycy oraz ich biznes w szczególności rozsmakowali się w czystej spekulacji i nominalnych zyskach do tego stopnia, że siła gospodarki japońskiej oraz ich finansów wy­nika bardziej z zysków papierowych niż z substancji rzeczywistej. Dlatego też międzynarodowe interesy finansowe będą w najbliższej przyszłości coraz bar­dziej orientować się na europejskiego ECU, który z kolei będzie stawać do konkurencji ze Specjalnymi Prawami Ciągnienia Międzynarodowego Funduszu Walutowego (jeszcze jedna specyficzna cecha pie­niądza papierowego), ale zwycięstwo należeć będzie do ECU.

Projektowany ECU – przynajmniej w świetle te­go, co zostało już dotąd opublikowane na ten temat – nie jest, niestety, rodzajem samodzielnie rządzącej się i wymiernej waluty, lecz raczej inną formą pie­niądza nierównowagi. Walucie tej grozi jednak prze­grana w walce z teoremem niemożliwości praktycz­nej, do czego wcześniej zmuszony został funt szterling oraz dolar amerykański. Oczywiście trudności z ECU nie będą początkowo widoczne ze względu na no­wość zjawiska oraz nadzieje pokładane w udogodnieniach międzynarodowych, a w stopniu niemnie­jszym ze względu na czystą spekulację uprawianą w pierwszych latach na korzyść ECU.

Europejski ECU w postaci, w jakiej się go pro­jektuje, nie będzie mógł jednak spełniać w sposób właściwy roli stabilnej waluty międzynarodowej w tym choćby stopniu, w jakim pełnił ją dolar ame­rykański do 1971 roku, a więc wtedy, kiedy był on swobodnie wymienialny na złoto, chociaż nie był prawdziwą walutą miernikową w samych USA. Tak więc z czasem ECU wejdzie na swą drogę przez mękę nie tyle ku stabilności, ile raczej ku większej niesta­bilności. Afiliowany aparat monetarny i finansowy różnych krajów członkowskich będzie musiał zma­gać się z przeciwnościami, jakie niosą czasy, ale nie będzie zdolny uczynić czegokolwiek, albowiem Europejska Unia Monetarna nie pozwoli poszczegól­nym krajom na przedsięwzięcie żadnych środków ochronnych przeciw ECU.

Co można byłoby w tym kontekście powiedzieć na temat polskiej srebrnej złotówki oraz całego za­lecanego w tym planie stabilizacyjnym systemu mo­netarnego i finansowego? Polska będzie, oczywiście mogła dołączyć w dowolnym momencie do Europej­skiej Unii Walutowej bez dodatkowych problemów, nie odstępując jednakże ani na jotę od swych zdrowych i solidnych podstaw równowagi struktury wa­lutowej i finansowej, ponieważ ta właśnie tylko struktura może dopomóc w uodpornieniu się na przyszłe trudności, przed jakimi stanie europejski ECU.

Polska srebrna złotówka może tymczasem stać się żywym przykładem wolnej i stabilnej waluty na­rodowej w otoczeniu narażonym na zaburzenia finansowe w większym czy mniejszym natężeniu. Siła żywego przykładu Polski mogłaby sprawić, że liderzy polityczni przyszłych Stanów Zjednoczonych Euro­py wolnej stabilnej zastanowią się wobec chwiejnej postawy rządu brytyjskiego oraz zażądają ponowne­go zbadania zasad użytych do utworzenia Europej­skiej Unii Monetarnej, zanim nie będzie na to za późno!

Istotę tego całego sporu można byłoby sprowa­dzić do problemu kalkulacji ekonomicznej w tran­sakcjach krajowych i zagranicznych oraz zapytać: czy projektowany papierowy i kredytowy ECU chce stać się obiektywnym i niezawodnym instrumentem kalkulacji ekonomicznej w pełnym tego pojęcia zna­czeniu, co będzie oznaczać pełnienie podwójnej funkcji waluty typu miernikowego i nacechowanego stabilną równowagą, czy też nie? Oto jest problem kumulujący wszystkie problemy związane z ECU, Specjalnymi Prawami Ciągnienia oraz innej dowol­nej jednostki monetarnej.

* * *

Konkludując stwierdzić należy, iż wprowadze­nie srebrnego standardu złotówki oraz spełnienie innych warunków stabilnej równowagi ogólnej sprawi, iż rząd polski, polski bank centralny oraz repre­zentowane w parlamencie i przez ten parlament społeczeństwo nie będzie miało podstaw do obawy o wewnętrzne i zewnętrzne funkcjonowanie polskiej gospodarki oraz jej finansów, ani też o przyszłe sto­warzyszenie i współdziałanie ze Wspólnotą Europej­ską, a tym samym z każdym dowolnym krajem na świecie.

Wymienione wyżej mechanizmy samoregulują­ce zabezpieczą krajowe i zagraniczne problemy gos­podarcze i finansowe z precyzją, jakiej – jak to zwykł twierdzić laureat Nagrody Nobla, Friedrich Hayek – nie zapewni żaden ludzki umysł ani komputer w układzie nierównowagi z pieniądzem papierowym i zmonetyzowanym kredytem, czemu, powtórzmy to raz jeszcze, nie jest w stanie zaradzić żadna rac­jonalna polityka monetarna czy finansowa.

Ten rodzaj problemów, nad którymi ciąży teorem praktycznej niemożliwości, nie poddaje się od­działywaniu najbardziej nawet wymyślnych modeli ekonometrycznych i matematycznych.

Wraz ze swymi złożonymi, co nie znaczy jeszcze, iż nie dającymi się rozwiązać problemami, Polska znalazła się na rozdrożu. Liderzy polityczni w parla­mencie i rządzie wespół z Prezydentem Rzeczypos­politej Lechem Wałęsą stoją wszak przed unikalną szansą wyboru między drogą wiodącą w przeszłość wraz z niedającą się opanować przy pomocy trady­cyjnej polityki monetarnej i finansowej złotówką papierową i kredytową oraz drogą wiodącą ku przyszłości ze srebrną złotówką i niezawodnym układem uwarunkowań stabilnej równowagi ogólnej, a więc najlepszym z rozwiązań, jakie mogą zaoferować nauki ekonomiczne.

Oddany z szacunkiem

Anghel N. Rugina

Prezydent ISINI

Boston, Mass., USA

20 maja 1992 roku

P.S. Copyright by Anghel N. Rugina

Transformacja

Z prof. Anghelem N. Ruginą rozmawia Lech Z. Niekrasz

Nowe idee a sprawa polska

Jak przedstawiłby Pan w sposób ogólny ISINI oraz zak­res działalności naukowej tej organizacji?

ISINI jest stowarzyszeniem międzynarodowym, które tworzą przedstawiciele nauk przyrodniczych i społecznych oraz intelektualiści, w tym literaci, historycy, publicyści i tym podobni, których intere­sują problemy naszych czasów, w tym zwłaszcza problemy nowoczesnej cywilizacji oraz społe­czeństwa, które z technologicznego punktu widze­nia poczyniło wielkie postępy, jednakże pozostało w tyle pod względem, który można byłoby ująć w ka­tegoriach społecznych, ekonomicznych, politycz­nych i finansowych. Od dłuższego już czasu świat literacki, a więc poeci, prozaicy i filozofowie zwra­cają uwagę na fakt, iż z nowoczesnym społe­czeństwem dzieje się coś niedobrego.

Mówiąc inaczej istnieje luka wywołująca konf­likt między nowoczesną cywilizacją a nowoczesną kulturą, która z niewyjaśnionych jeszcze do końca przyczyn pozostała parę kroków w tyle zatrzymując się w swym stadium krytycznym. Stąd też niektórzy wybitni intelektualiści, w tym również ludzie nauki, stwierdzają z niepokojem, że dzieje się coś niedobre­go, ale nie doszli oni jeszcze do stadium pozytywne­go, a więc takiego, w którym byliby w stanie przed­stawić przekonującą diagnozę oraz sposoby roz­wiązań konstruktywnych, prostych, jasnych oraz zrozumiałych dla każdego wykształconego człowie­ka.

ISINI, która poprzez swych członków rozprzes­trzeniła się już w 38 krajach na całym świecie, inte­resuje przede wszystkim kwestia, dlaczego i jak doszło do powstania owej luki między nowoczesną cywilizacją i nowoczesną kulturą, po wtóre, jak roz­wiązać ten problem poprzez zmianę kierunku roz­woju kultury z negatywnego na pozytywny i przy­wrócenie harmonii między postępem materialnym oraz duchowym. Jest to, żeby tak rzec, szerszy obraz filozoficzny. W kategoriach ekonomicznych nowo­czesny kapitalizm jest w stanie rozwiązać i faktycz­nie rozwiązał problemy produkcji tego zwłaszcza, co jest najbardziej opłacalne, ale nie zdołał poradzić sobie z rozwiązaniem problemów sprawiedliwości społecznej w zakresie podziału dochodu narodowe­go i bogactwa, ani też zapewnienia stabilności finansowej.

Eksperyment socjalistyczno-komunistyczny te­go stulecia, który, jak sądzono, rozwiąże sprzecz­ności nowoczesnego kapitalizmu, skończył się klęską. Eksperyment faszystowski podzielił ten sam los, rozpętując wcześniej i przegrywając drugą wojnę światową.

Okoliczności te sprawiły, że ludzkość znalazła się na rozdrożu i stąd wynika konieczność odwoła­nia się do nowych idei oraz ich interpretacji służącej lepszemu rozwiązywaniu tych problemów naszych czasów. Oto główny przedmiot zainteresowań ISINI.

Jakie stanowisko zajmuje ISINI wobec współczesnej myśli ekonomicznej i co je odróżnia od innych szkół eko­nomicznych w USA i gdzie indziej?

W naukach ekonomicznych dokonały się dotąd dwie rewolucje. Pierwszą była rewolucja klasyczna, która badała problemy ekonomiczne w kontekście lub modelu idealnych warunków równowagi stabil­nej, pozostawiając na boku badania stanu nie­równowagi oraz strony praktycznej tego zagadnie­nia. Szkoła ta datuje się od François Quesneya, Adama Smitha, Davida Ricardo i całej plejady kla­syków, jak Leon Walras, Carl Menger, Stanley Jevons, Vilfredo Pareto oraz Alfred Marshall.

Drugą była rewolucja nowoczesna, która zwró­ciła uwagę bardziej na badanie stanu nierównowagi oraz istniejących warunków gospodarczych, odwra­cając się jednak od badań dziedziczonego po Walrasie, choć w formie niedokończonej, problemu stabil­nej równowagi ogólnej, pozbawionego struktur ins­tytucjonalnych i prawnych, w jakich ów idealny system mógłby właściwie funkcjonować. Model Walrasa w swej formie dokończonej jest absolutnie nie­zastąpiony dlatego, iż jest to jedyny model gwaran­tujący stabilność cen, pełne zatrudnienie, zrówno­ważenie budżetu i zbilansowanie płatności zagra­nicznych oraz bardziej sprawiedliwy podział docho­du narodowego. Ludzie dzisiejsi, nie wyłączając ekonomistów, nie są jednak w stanie dostrzec w do­kończonym modelu Walrasa dobrego sposobu na efektywne rozwiązanie problemów praktycznych.

W rezultacie klasycy ponieśli klęskę dlatego, że nie docenili w należytym stopniu problemu nierównowagi. Ironia życia, a w świecie idei, jak sądzę, ironia życia duchowego polega na tym, że mo­derniści również nie odnieśli sukcesu dlatego, iż przyjęli podobną, co i klasycy, metodę badawczą nie uwzględniając należycie wagi i znaczenia układu równowagi stabilnej i niestabilnej, lekceważąc tym samym dziedzictwo klasyczne. Powstały w konsek­wencji zamęt spotęgował się jeszcze bardziej wsku­tek tego, że moderniści prezentują do dziś wyniki swoich badań, które negują bądź zastępują wyniki badań klasyków.

Wyniki dociekań ekonomistów nowoczesnych pod egidą Keynesa na Zachodzie i Marksa na Wschodzie okazały się fiaskiem, czego przyczyny wyjaśnia teorem niemożliwości praktycznej. Fiasko to stało się udziałem i klasyków, i modernistów i oto powód, dla którego znaleźliśmy się tam, gdzie jeste­śmy, pogrążając się w chaosie stanu nierównowagi, jaka ogarnęła cały świat, chociaż w różnych miej­scach występuje ona w różnym nasileniu.

ISINI nie neguje dokonań klasycznej i nowo­czesnej szkoły ekonomicznej, lecz interesuje nas sposób naprawienia błędów metodologicznych popełnionych w przeszłości i dzisiaj. Sposobem tym może być rozwinięcie nowego programu badawcze­go, który byłby syntezą dokonań dwóch poprzednich rewolucji, a więc trzecią rewolucją mającą na celu uzupełnienie tych dokonali o brakujące elementy.

ISINI różni się od innych organizacji profesjo­nalnych tym, że uważa się za rodzaj awangardy zmierzającej do trzeciej rewolucji w myśleniu ekonomicznym, stawiając przed sobą dwa cele: określe­nie, jak dalece wyniki badań szkoły klasycznej za­chowały swą wartość i w jakim stopniu posiadają ją wyniki szkoły nowoczesnej. W ten sposób będzie można zażegnać konflikt między ekonomią kla­syczną i nowoczesną oraz przywrócić ciągłość roz­woju naukowego; innym z naszych celów jest kon­tynuowanie badań w dziedzinie stabilnej i niestabil­nej równowagi oraz na szerokim polu zjawisk nierównowagi, co zachodzi też w dziedzinie fizyki, w której też mamy do czynienia z podobną luką me­todologiczną dzielącą fizykę klasyczną i nowo­czesną.

Czy zechciałby Pan zaprezentować who is who swojej organizacji?

Wśród swych członków ISINI posiada grono wy­bijających się na świecie młodych ekonomistów, w tym takich, jak Tomas J. F. Riha i Barry Gordon z Australii, Takatsugu Nato z Japonii, Henry K. H. Woo z Hongkongu, P. Jegadish Gandhi z Indii, Ezra Davar z Izraela, Dimitri J. Delivanis i Lazaros Houmanidis z Grecji, Aldo Montesano, Anna Pellanda, G. Caravali oraz G. Viaggi z Włoch, Kurt Dopfer ze Szwajcarii, Christian Watrin i Helmut Jenkis z Nie­miec, Jacob J. Krabbe i Jan van Daal z Nider­landów, Louis Baeck i Condis Y. Troyano z Belgii, Rene Passet, Christian Schmidt i Jacques Wolff z Francji, Barrie O. Pettman i John Vint z Anglii, Ronald G. Bodkin i John H. Hotson z Kanady, Paul F. Streeten, Ingrid Rima i John O’Brien z USA, Ed­gar Ortiz i Francisco Davila z Meksyku, Rodolfo Mendez-Quintero z Kolumbii, Charles C. Franęcois i Oreste Popescu z Argentyny, J. J. Botha z Afryki Południowej i John W. Forje z Republiki Kamerunu, a także 12 członków w Polsce, 14 w Rumunii, 12 na Węgrzech i ponad 50 w byłych republikach Związku Sowieckiego.

Skład członków w 38 krajach jest zróżnicowa­ny, jednakże wszyscy oni są zgodni w tym, że stoso­wanie przyjętych metod badawczych i kierowanie się dotychczasowym sposobem rozumowania nie prowadzi, ponieważ prowadzić nie może, do roz­wiązania problemów nowoczesnego społeczeństwa oraz gospodarki. Dlatego członkowie ISINI dążą do odkrycia i upowszechnienia nowych i lepszych idei oraz interpretacji.

Stowarzyszenie rozpoczęło działalność w 1988 roku w Bostonie, a jego pierwszy kongres światowy odbył się w Paryżu, drugi natomiast w Atenach.

Wśród honorowych i wspierających członków naszego stowarzyszenia figurują były premier Fran­cji Raymond Barre, były prezydent Akademii Nauk Moralnych i Politycznych w Paryżu Henri Guitton oraz laureaci Nagrody Nobla Friedrich A. Hayek z Niemiec, Ilya Prigogine z Belgii i Jan Tinbergen z Niderlandów.

ISINI publikuje International Journal oj New Ideas.

W jaki sposób doszło do tego, że zainteresował się Pan właśnie gospodarką polską, a nie czechosłowacką, węgierską czy rumuńską?

Interesuję się obecnie i śledzę rozwój sytuacji gospodarczej w całej Europie Wschodniej, ponieważ urodziłem się w Rumunii i w 1950 roku wyemigro­wałem do USA, gdzie w 1956 roku uzyskałem oby­watelstwo amerykańskie. Jako młody student w Bukareszcie oglądałem na własne oczy tragedię dzielnego polskiego narodu w czasie okupacji hitle­rowskiej. I wtedy powziąłem postanowienie, że jeśli kiedykolwiek będę w stanie dopomóc Polsce, to po­moc tę wyświadczę. Powstanie ruchu Solidarności stało się zachętą do realizacji tego postanowienia.

Kiedy Solidarność odniosła w końcu sukces, stawiając na czele rządu jednego ze swych członków, pana Tadeusza Mazowieckiego, skomple­towałem pospiesznie cały materiał, jaki wcześniej zgromadziłem, i napisałem studium pod tytułem Jak sprawić „cud gospodarczy ” w kraju socjalistycz­nym. Plan stabilizacji dla Polski, ponieważ w tym jeszcze czasie Polska była krajem socjalistycznym.

Pracę tę przesłałem takim osobistościom, jak ówczesny prezydent Rzeczypospolitej generał Woj­ciech Jaruzelski, laureat Nagrody Nobla Lech Wałęsa, wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz, spiker parlamentu Bronisław Gere­mek, prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka, minister handlu zagranicznego Mar­cin Święcicki, minister rozwoju wsi Artur Balacs oraz minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski. Nikt, niestety, z wyjątkiem ministra Sku­biszewskiego, nie raczył potwierdzić odbioru tego dokumentu. Chcąc upewnić się, czy mój plan dotarł przynajmniej do premiera, 22 sierpnia 1989 roku przesłałem jego kopię wraz z listem do Jego Świą­tobliwości papieża Jana Pawła II prosząc o spowo­dowanie doręczenia tego planu oraz kopii dwóch listów premierowi Mazowieckiemu, kanałami waty­kańskimi możliwie jak najszybciej. I otrzymałem z Rzymu potwierdzenie, iż dokumenty te zostały przesłane do Warszawy. Trudno mi stwierdzić, czy nie ukryli ich przed premierem otaczający go eks­perci.

Społeczeństwu polskiemu powiedziano, że zalecana przez Jeffreya Sachsa „terapia wstrząsowa” jest jedyną drogą do gospodarki rynkowej; co Pan o tym sądzi?

Zalecana przez Jeffreya Sachsa terapia wstrzą­sowa była zdecydowanie błędna i wysoce szkodliwa dla polskiej gospodarki oraz społeczeństwa, a mimo to znalazła dla siebie poparcie na najwyższym szcze­blu rządowym. Wicepremier i minister finansów Le­szek Balcerowicz oświadczył prasie: Jest to historycz­na zmiana i radykalne przejście do systemu gospodarki rynkowej typu zachodniego. Zapowiedział on również cięcia w wydatkach rządowych, uwolnienie cen i powołanie urzędu antymonopolowego ostrzegając je­dnocześnie, że zanim zniszczona gospodarka poprawi się, standard życia społeczeństwa musi się obniżyć, co doniósł Boston Globe 9 sierpnia 1989 roku. Profesor Jeffrey Sachs przebywał już wtedy w Warszawie od dwóch tygodni, a więc był to jego głos, czego dowodziły doniesienia prasowe z 30 sierpnia 1989 roku: Jeffrey Sachs, ekonomista z Uniwersytetu Harvard, przy­był do Polski w tym tygodniu, by służyć radą na temat przejścia od kontrolowanej przez 45 lat gospodarki do gos­podarki wolnej. W wypowiedziach prywatnych Sachs usilnie popierał podejście „wstrząsowe”, umożli­wiające uniknięcie w następstwie stopniowych kro­ków i wydłużonego procesu transformacji, boles­nych efektów w rodzaju inflacji. Mówiąc ściślej „końska pigułka”, jak to się nazywa w Polsce, ozna­cza bezzwłoczne wprowadzenie płynności złotówki, wstrzymanie subsydiów dla przemysłu, odejście od regulowania cen, zniesienie kontroli eksportu oraz importu, zawieszenie spłat zawrotnego długu państwowego i zniesienie wszelkich przeszkód dla prywatnej przedsiębiorczości. Komentator tygodni­ka Solidarność odniósł się krytycznie do tych planów z powodu pominięcia w nich kwestii dominującej pozycji państwa jako właściciela biznesu, ale powie­dział, że plan ten może funkcjonować, „jeżeli nie za­bije konia”. Napisał to dziennik Boston Globe.

W 1992 roku „koń”, czyli gospodarka polska ledwie dyszy. Zalecające „terapię wstrząsową” pro­pozycje Sachsa okazały się błędne od początku do końca, gdyż od początku gospodarkę polską zaczęły doświadczać niedobre efekty stagnacyjnej i skumu­lowanej inflacji, jaką odziedziczono po starym reżi­mie komunistycznym, kiedy była ona ukrywana pod płaszczykiem kontroli cen, a po 1988 roku proces jej narastania uległ przyśpieszeniu. Pierwszym obo­wiązkiem ekonomicznym w sierpniu 1989 roku było wprowadzenie reformy walutowej w celu wykorze­nienia inflacji, gdyż w przeciwnym razie żadna inna reforma nie rokowała powodzenia. Bieg wydarzeń potwierdził prawdziwość tego twierdzenia. Płynność złotówki, według rad laureata Nagrody Nobla, Mil­tona Friedmana, którego zastąpił profesor Sachs, w warunkach inflacji stagnacyjnej, to znaczy bez wprowadzenia stabilnej, mającej pełne pokrycie i wymienialnej waluty w rozumieniu Walrasa, pro­wadzi do gospodarczej i finansowej katastrofy w sferze handlu wewnętrznego i zagranicznego. I katast­rofa ta dosięgła Polski!

Dwa lata po katastrofie gospodarczej w Polsce, profesor Sachs, zamiast odebrać naganę za swe nie­obliczalne rady, został przez te same międzynarodo­we koła finansowe polecony Moskwie, powtarzając ten sam eksperyment. Prezydent Borys Jelcyn, który za poduszczeniem swych doradców gotów jest bronić publicznie zdyskredytowanego eksperymen­tu z terapią wstrząsową, nie wie, co go czeka. A cze­ka go również klęska, jeśli nie wstrzyma on natych­miast tej terapii, o czym ostrzegłem prezydenta Jel­cyna w moim liście otwartym z 17 kwietnia 1992 roku.

Na czym, zdaniem Pana, polega główmy błąd metodolo­giczny, jaki popełniono w Polsce?

Z punktu widzenia metodologii mówić można o dwóch podstawowych błędach, jakie zawierał plan profesora Sachsa: po pierwsze, jest nim oparta na leseferyzmie ślepa wiara w to, że wystarczy wprowa­dzić nieskrępowaną wolność na otwartym rynku, by mechanizmy rynkowe doprowadziły do rozwiązania każdego problemu. Jest to z gruntu błędne w wa­runkach każdego systemu, w którym nie są spełnio­ne rozliczne warunki stabilnej równowagi ogólnej. W Polsce 1989 roku tymczasem żaden z tych wa­runków nie był spełniony. Po drugie, czczą iluzją jest mniemanie, iż polityka fiskalna i monetarna, a więc taka, jaką zalecał Keynes, doprowadzi do wywołania na wolnym rynku pierwszego impulsu, który spra­wi, że sam tylko mechanizm rynkowy przywróci sta­bilizację. Jest to założenie równie fałszywe, co widać w świetle teoremu praktycznej niemożliwości.

Z czego, zdaniem Pana, wyrastają korzenie metodologiczne terapii wstrząsowej Jeffreya Sachsa?

Na ile potrafię tego dociec, w grę wchodzić mogą dwa czynniki: Keynesowska doktryna, jakiej naucza się na Uniwersytecie Harwardzkim oraz wpływ Mil­tona Friedmana i George’a Stiglera z Uniwersytetu Chicagowskiego.

Znany jest w Polsce pogląd, że inflacja stanowi funkcję polityki fiskalnej i stąd mówi się już czasem o taksflacji, czyli inflacji pobudzanej podatkami; co Pan o tym sądzi?

Inflacja polska wzięła się ze ślepej polityki fis­kalnej i monetarnej, uprawianej przez reżim komu­nistyczny, nasilonej w wyniku stosowania tego sa­mego typu polityki dyktowanej przez terapię wstrząsową.

Powiada się też w Polsce, iż mamy do czynienia z poli­tyką gospodarczą krótkiego cyklu, co podważa jakąkol­wiek stabilizację; czy zgadza się Pan z tym poglądem?

Aplikowana w wyniku terapii wstrząsowej po­lityka gospodarcza, monetarna i fiskalna podważa stabilizację w krótszym i dłuższym okresie, ponie­waż na długofalową stabilizację składają się okresy stabilizacji krótkookresowej.

Czy próbował Pan dociekać powodów, dla których wybór, jakiego dokonał pierwszy rząd postkomunistycz­ny, padł na tę właśnie terapię wstrząsową?

O wyborze tej zabójczej, moim zdaniem, terapii wstrząsowej przez pierwszy rząd postkomunistycz­ny zadecydowało prawdopodobnie wiele przyczyn. Zdany jestem, oczywiście, na domysły, ponieważ nie znam treści rozmów, jakie prowadził profesor Sachs z polskimi ekspertami, premierem i innymi dostoj­nikami. W każdym razie pierwszą z tych przyczyn mogło być dążenie do zdobycia przychylności zachodnich kół finansowych po to, by móc uzyskać pożyczki i kredyty z zewnątrz. Zaważyć mogło na tym błędne przekonanie, iż poprawa stanu polskiej gospodarki nie jest możliwa bez dopływu dużych sum dolarów amerykańskich i innych twardych wa­lut. Profesor Sachs posiada koneksje z młodszą, acz znajdującą się u szczytu, generacją urzędników Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, którzy myślą w podobny, jak i on, sposób.

Drugą z tych przyczyn upatrywałbym w tym, że polscy urzędnicy i eksperci wydają się posiadać niezbyt dogłębną wiedzę o naturze i sposobie funkcjonowania nowoczesnego kapitalizmu, który utożsamiają z państwem dobrobytu obdarzonego je­dynie zaletami, gdy tymczasem nie są mu obce również wady społeczne. Współczesny kapitalizm jest zdolny rozwiązywać problemy produkcji, ale nie radzi sobie nadal z rozwiązywaniem problemu spra­wiedliwego podziału dochodu narodowego i stabil­ności finansowej. Profesorowi Sachsowi i ekspertom z Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego nie zarzuciłbym nigdy braku szczerości w tym, co zalecają; mogę jedynie stwier­dzić, i to z matematyczną precyzją, że wszyscy oni są w wielkim błędzie. Mówiąc jeszcze inaczej, nie znają oni zdrowych zasad gospodarczych i finanso­wych, które są związane z modelem Walrasa i jego prawem stabilnej równowagi ogólnej w pełnej for­mie.

Trzecia z możliwych przyczyn jest równie istot­na. W grę wchodzą mianowicie interesy wielkich fi­nansów międzynarodowych Zachodu, jakie repre­zentują duże banki i korporacje wielonarodowe, w tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy. Pożyczają one nominalne fundu­sze, czyli udzielają kredytu zmonetyzowanego ob­ciążając go regularnym procentem nawet wtedy, kiedy jest on niższy od stawki rynkowej. Ponieważ bankierzy międzynarodowi nie są pewni sukcesu, narzucają surowe środki, które zamiast polepszać pogarszają warunki ekonomiczne kraju – dłużnika.

Jest to klasyczna sytuacja, w której nowoczes­ny kapitalizm jawi się z punktu widzenia wierzycieli zagranicznych normalnym biznesem, polegającym na świadczeniu pomocy finansowej krajom-dłużnikom, co okazuje się źródłem wielu dolegliwości spo­łecznych. Do tego właśnie doszło w Polsce, a wcze­śniej w Ameryce Południowej.

Dlaczego, pomimo ponurej rzeczywistości gospodarczej w Polsce specjaliści od terapii wstrząsowej uchodzą w oczach światowej finansjery za cudotwórców?

Pomimo ponurej sytuacji gospodarczej nie tylko w Polsce, ale i w Czechosłowacji, na Węgrzech, Ru­munii i teraz w Rosji oraz innych byłych republi­kach sowieckich, cieszą się oni reputacją dzięki skrzętnemu chronieniu tajemnicy. Jej przedmiotem stała się żywiona przez Keynesa i ugruntowana przez jego naśladowców iluzja naukowa, która stała się już bliska oszustwu. Polega ona na przekonaniu, że nie istnieje żaden inny sposób na utrzymanie wol­nego demokratycznego społeczeństwa oraz gospodarki z pełnym zatrudnieniem i względną stabil­nością, poza zarządzaniem pieniądzem, gospodarką i finansami przy użyciu polityki monetarnej i fiskalnej. Dzieje gospodarcze od 1930 roku po rok 1992 dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że droga ta nie prowadzi wcale do pełnego zatrudnienia, stabilności cen, zrównoważenia budżetu państwa oraz bilansu płatniczego, ani do lepszego podziału dochodu na­rodowego. Przeciwnie, zdrowe podstawy nowoczes­nego społeczeństwa ulegają każdego dnia erozji wskutek przyspieszonego wzrostu znajdującego się w rękach krajowych i zagranicznych długu publicz­nego, co prowadzi do wzrostu podatków i wyższej inflacji w przyszłości.

W naukach przyrodniczych taka iluzja bądź oszustwo trudne jest do utrwalenia z chwilą jego wykrycia. W naukach ekonomicznych i społecz­nych natomiast przeżyte poglądy utrzymują się, po­nieważ w tej dziedzinie nie jesteśmy w stanie prze­prowadzać określonych eksperymentów, chociaż na niewielką skalę i w ograniczonym zakresie jest możliwe, by ludzie mieli szansę wyrażać swą pos­tawę w sposób absolutnie wolny i demokratyczny. I nie jest nam potrzebny wynik z dokładnością do 99,9% jak w naukach fizycznych. W tej dzie­dzinie potrzebujemy nowych idei oraz nowych sposobów ich interpretacji.

Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, przed jakim stają kraje kapitalistyczne i byłe kraje socjalistycz­ne, które poważnie im zagrozi, jeśli będziemy kon­tynuowali tradycyjną politykę monetarną i finan­sową w celu obrony niedającego się obronić szal­bierstwa, jakie przybiera formę operowania pie­niądzem papierowym i zmonetyzowanym kredytem bankowym, obciążonym, powtórzmy to z całym na­ciskiem, niestabilnością wewnętrzną, z którą nie ra­dzi sobie żadna racjonalna polityka.

Złe funkcjonowanie polityki monetarnej i fis­kalnej prowadzi w rezultacie do powstania wa­runków większej jeszcze nierównowagi, a w konse­kwencji zwiększenia zakresu interwencji rządu. Następstwem tego jest wzrost nieproduktywnej biu­rokracji, umocnienie planowania centralnego oraz nawrót do starego systemu sowieckiego pod nowym szyldem i z innym uzasadnieniem. Inaczej mówiąc jest to „droga do poddaństwa”, jak to określił laureat Nagrody Nobla Friedrich A. Hayek w swej książce z 1944 roku.

W pierwszym liście do premiera Mazowieckiego napisał Pan, że wolność bez sprawiedliwości społecznej i stabil­ności w połączeniu z harmonią społeczną jest niepełna i ulega wypaczeniu wskutek pojawienia się niepożąda­nych efektów ubocznych natury społecznej; czy Polska jest rzeczywiście zmuszona do kopiowania modelu wol­ności w rozwiniętych krajach Zachodu, których gospo­darki powstawały i rozwijały się w diametralnie odmien­nych warunkach historycznych i społecznych?

W moim pierwszym liście z 19 sierpnia 1989 ro­ku napisałem rzeczywiście premierowi, że „uznanie i wprowadzenie ślepej wolności – to jeszcze nie wszystko”. Wszędzie na świecie ludzie łakną nie tyl­ko wolności, ale również sprawiedliwego społecznie podziału dochodu narodowego i stabilności finan­sowej. Nowoczesny kapitalizm jest w stanie zapew­nić wolność, ale nie może zagwarantować społecznej sprawiedliwości i finansowej stabilności. Polska nie potrzebuje zatem wzorować się na modelach niedos­konałej wolności w warunkach obfitości dóbr mate­rialnych w rozwiniętych krajach Zachodu, których gospodarki, jak trafnie pan stwierdza, powstawały w diametralnie odmiennych warunkach historycz­nych i społecznych.

Nowym przesłaniem mojego planu stabilizacyj­nego z 1989 i 1992 roku jest założenie, że Polska, podobnie jak inne byłe kraje socjalistyczne, może osiągnąć stan obfitości dóbr materialnych wraz z jednoczesnym zapewnieniem sprawiedliwości społecznej i stabilizacji finansowej, a tym samym wprowadzić wolność bardziej pełną dla wszystkich. Byłem jednak zaskoczony, iż żadna z wysokich oso­bistości rządowych nie zdołała wniknąć w istotę te­go przesłania, o ile założyć, iż plan mój w ogóle czy­tano na tym szczeblu.

W innym miejscu napisał Pan o „humanitarnej gospo­darce”; jak rozumieć to pojęcie w świecie zdominowa­nym przez ekonomikę nierównowagi?

Chciałbym przede wszystkim wyjaśnić, iż pojęcie „humanitarnej gospodarki” nie jest wyni­kiem moich własnych przemyśleń. Zapożyczyłem je od greckiego ekonomisty Lazarosa Houmanidisa i tylko je przytoczyłem. Moje rozumienie gospodarki społecznej jako „gospodarki humanistycznej” zakła­da, że człowiek – homo sapiens – znajduje się w sa­mym centrum porządku społecznego i ekonomicz­nego, albo inaczej, w kontekście takich struktur in­stytucjonalnych i prawnych, w których nie może on padać ofiarą oszustwa bądź wyzysku przez innego człowieka albo instytucję prywatną czy publiczną.

W drugim liście do premiera Mazowieckiego podkreślał Pan, iż należy ożywić twórcze siły ludzkie, jakie drze­mią w polskim społeczeństwie; czy rzeczywiście przy­wiązuje Pan wagę do roli czynników psychologicznych w procesach gospodarczych?

W moim drugim liście z datą 20 września 1989 roku podkreślałem, istotnie, że w Polsce, podobnie jak w innych byłych krajach socjalistycznych, prob­lemem wielkiej wagi jest wyzwolenie kreatywnych sił ludzkich, jakie drzemią w polskim i każdym innym społeczeństwie, a które w warunkach starego reżi­mu komunistycznego były w idiotyczny sposób spętane i zneutralizowane środkami represji. Dlate­go reżim komunistyczny stał się w swej istocie an­tyhumanitarny i wcześniej czy później drogą pokojową czy w wyniku gwałtownej eksplozji musiał zniknąć bądź też przekształcić się w humanitarny porządek społeczny i gospodarczy.

Dla aktywności gospodarczej i społecznej czyn­niki psychologiczne są niezwykle istotne, ponieważ dzięki nim właśnie człowiek może się czuć szczęśliwy bądź nieszczęśliwy. Wielu reformatorów popełnia dziś straszny błąd, domagając się „publicznego zau­fania” traktowanego jako element reformy. Jest to założenie ex-ante, podczas gdy w wyniku dobrze pojętej i sprawnie realizowanej reformy zaufanie publiczne winno wystąpić ex-post jako swego rodza­ju nagroda dla ludzi zadowolonych z wyników refor­my. Dobra reforma powinna zawsze pobudzać zau­fanie publiczne już w momencie wchodzenia w ży­cic, a nie odwrotnie występując niejako na kredyt. Zaufanie takie budzić może tylko reforma pro­wadząca do stabilnej równowagi ogólnej w momen­cie jej wprowadzania, gdyż leży to w interesie społe­czeństwa, ale nie ma nic wspólnego z terapią wstrząsową.

W tym samym liście ostrzegał Pan polskie koła rządowe przed wmawianiem ludziom, że ich poziom życia musi się obniżyć, zanim będzie mógł wzrosnąć; czy wie Pan, że tych wszystkich, którzy w Polsce myślą podobnie jak Pan, posądza się o głoszenie sprzecznego z programem budowy gospodarki rynkowej populizmu?

Prawdą jest, że apelowałem do premiera i rządu polskiego o zaprzestanie głoszenia społeczeństwu takich haseł, albowiem ludzie są już zmęczeni żąda­niem kolejnych ofiar i wyrzeczeń po 45 latach pono­szenia ich w warunkach dyktatury. Żądanie takie nie tylko nie umacnia, ale przeciwnie, osłabia proces reformy, ponieważ wywołuje w ludziach postawy negatywne i skłania ich do przedsiębrania środków obronnych w celu zwalczania reformy.

W rzeczywistości jeśli rząd zamierza prowadzić określoną politykę, domagając się dla siebie już na wstępie zaufania publicznego i traktując je jako klu­czowy element sukcesu, to albo rząd ten nie jest całkiem pewny skutków wprowadzanej reformy, al­bo też program reform jest błędny w swoim założe­niu i rząd nie wie, jak ukryć swoją słabość.

Powtórzmy: dobra i zgodna z zasadami stabilnej równowagi ogólnej reforma powinna niezwłocznie wywołać efekty pozytywne podnosząc poziom życia społeczeństwa oraz wywołując poczucie zadowole­nia oraz bezwarunkowe poparcie społeczne.

Głosiciele haseł, według których poziom życia musi wpierw obniżyć się, żeby mógł później wzrosnąć, nie zdają sobie najwidoczniej sprawy z te­go, iż operują sprzecznością samą w sobie, gdyż albo są im obce zdrowe zasady ekonomiczne i finansowe, albo też ulegają oni wpływom szarlatanów, którzy dążą do klęski w celu wywołania żądań powrotu do starej dyktatury. Chcę tutaj podkreślić, że budowa­nie gospodarki wolnorynkowej nie ma nic wspólnego ze stosowaniem terapii wstrząsowej, prowadzącej faktycznie do powstania dzikiego rynku kapitalis­tycznego.

Co, zdaniem Pana, stanowi główną przyczynę pogłębia­nia się stanu nierównowagi w gospodarce polskiej ostat­nich trzech lat?

Przyczyn jest wiele, a wśród nich te, które mają związek z pieniądzem, bankowością, czystą speku­lacją na giełdach towarów, usług i walut. I te właśnie przyczyny pogłębiają nierównowagę polskiej gospodarki w dobie postkomunistycznej. Wszystkie one posiadają jednak pewien wspólny mianownik, który dałoby się wyrazić następująco: jeśli na dzie­dziczony po komunizmie system nierównowagi nakłada się inny system nierównowagi, a mianowi­cie zachodnio kapitalistyczny, wówczas powstaje system-hybryda rodzący większe jeszcze trudności od tych, jakie występowały w starym reżimie.

Co stanowiło, krótko mówiąc, istotę planu stabilizacyj­nego dla Polski, z jakim wystąpił Pan w 1989 roku?

W sierpniu 1989 roku Polska była jeszcze kra­jem socjalistycznym z komunistycznym prezyden­tem i parlamentem, którego większość zdominowa­na była przez partię komunistyczną. Mając w tych warunkach na względzie wyrwanie Polski z objęć społecznej i gospodarczej dyktatury oraz otwarcie drogi dla przyszłej rzeczywiście wolnej, sprawiedli­wej i stabilnej gospodarki bez inflacji i bezrobocia, które było wtedy ukryte, zaleciłem plan przejścia oparty na warunkach stabilnej równowagi ogólnej. W ówczesnej wersji tego planu zalecałem nade wszystko odcięcie się od ukrytej i zastałej inflacji poprzez wprowadzenie nowego, ciężkiego złotego i stabilnego standardu monetarnego opartego o srebrną złotówkę, która byłaby w pełni i swobod­nie wymienialna na rynkach międzynarodowych po to, by uniezależnić w ten sposób gospodarkę polską od bloku socjalistycznego. Zalecałem dalej utworze­nie stabilnego i zrównoważonego systemu banków komercyjnych, otwartego rynku społecznego oraz z czasem powołanie giełd papierów wartościowych, towarowych i walutowych, które byłyby zdolne do podejmowania każdej transakcji, jednakże w opar­ciu o prawo do społecznej i gospodarczej sprawiedli­wości, co wymaga kalkulowania realnych cen równowagi we wszystkich rodzajach prywatnych i publicznych, krajowych i zagranicznych transak­cji handlowych. W ten sposób można byłoby ubezpieczyć Polskę przed wszelkim rodzajem spekulacji bądź wyzysku przez firmy państwowe czy prywatne.

Biorąc pod uwagę skład ówczesnego parlamen­tu użyłem wtedy określenia „socjalizm liberalny” wyjaśniając, że poprzez „socjalizm” rozumieć należy w tym kontekście społeczną sprawiedliwość i równość, zaś określenie „liberalny” oznacza afirmację swobód ludzkich.

Na czym miałoby polegać wykorzenienie inflacji, co stało się notabene celem terapii wstrząsowej i nie zbliżyło gospodarki polskiej do tego celu?

Gotowa jest już nowa, z 1992 roku, wersja pla­nu stabilizacji dla Polski, oparta na tych samych w gruncie rzeczy założeniach stabilnej równowagi ogólnej, ale uwzględniająca nowe uwarunkowania powstałe w wyniku fiaska eksperymentu z terapią wstrząsową. Sektor prywatny odgrywa teraz rolę najważniejszą mimo, że skoncentrowany w rękach państwa sektor publiczny, w tym zwłaszcza prze­mysł ciężki, nie powinien być przedmiotem lekce­ważenia bądź ulec likwidacji. Powinien on przejść pod zarząd sprawowany na zasadach tych samych reguł optymalnej efektywności i stanąć do konku­rencji z sektorem prywatnym, działającym na zasa­dach efektywności wyrażonej w kalkulacji realnych cen równowagi, czego wymaga prawo do sprawied­liwości społecznej i gospodarczej. Nazwałem ten system „liberalizmem socjalnym”. Termin „socjalny” wyraża społeczną i gospodarczą sprawiedliwość oraz równość, podczas gdy „liberalizm” oznacza możliwość realizacji swobód ludzkich w kontekście stabilności finansowej oraz harmonii społecznej.

Co się tyczy wykorzenienia inflacji, to byłoby to możliwe w dniu wejścia do obiegu nowej zdenominowanej i twardej złotówki oraz wprowadzenia nowego, opartego na srebrze standardu wraz z jedno­czesnym zestrojeniem wszystkich cen, dochodów i podatków, a więc jednym słowem wszystkich na­leżności i zobowiązań prywatnych i publicznych po to, by nikt na tym nie stracił, ale też i nie zyskał.

W świetle założeń Sachsa-Balcerowicza program Pański można byłoby uznać za zbyt optymistyczny; jak Pan motywuje swe podejście do problemu ?

Teoria Sachsa-Balcerowicza, którą oparli oni na nierównowadze, była niedobra, gdyż w praktyce prowadzi donikąd, co widać dziś w sposób oczywi­sty. Mój plan stabilizacji oparłem na teorii dobrej, opartej na prawie stabilnej równowagi ogólnej i stąd wcale nie sądzę, że jestem zbytnim optymistą. Jes­tem optymistą opierając się na założeniu, że rozum czysty i rozum praktyczny w Kantowskim rozumie­niu tych pojęć doprowadzi do dobrych rezultatów.

Czym tłumaczy Pan brak jakiejkolwiek reakcji ze strony rządu premiera Mazowieckiego na przedstawioną trzy lata temu ofertę?

Trudno mi odpowiadać za premiera Mazowie­ckiego, ale gotów jestem wziąć jego poglądy za dobrą monetę. Jeśli zna on angielski, to jest możliwe, iż nie czytał mojego planu, gdyż użycie terminu „socjalizm liberalny” mogło go zrazić oraz spowodować odrzu­cenie całego programu nawet przed dyskusją w gro­nie doradców. Jest wysoce prawdopodobne i to, że jego doradcy czytali mój plan, jednakże będąc już pod wpływem indoktrynacji profesora Sachsa mogli stwierdzić na użytek premiera, że chodzi tutaj o inną wersję socjalizmu. Jest też możliwe, iż pre­mier był głęboko przekonany o tym, iż profesor Uni­wersytetu Harwardzkiego, a więc Jeffrey Sachs, musi mieć rację, co miało się okazać przeświadcze­niem błędnym, i po prostu zrezygnował z zaznajo­mienia się z jakąkolwiek inną opinią. Tę próbę potrójnego wyjaśnienia traktuję jako swego rodzaju uzasadnienie zajęcia przez premiera postawy nega­tywnej czy wręcz obojętnej wobec mojego planu.

Czy próbował Pan wprowadzić swój plan stabilizacji w jakimkolwiek innym kraju poza Polską?

Próbowałem tego w moim rodzinnym kraju, czyli w Rumunii, w lutym 1990 roku, ale okazało się, że pozostający pod wpływem finansjery międzynarodowej rząd rumuński wierzy bardziej w to, co głosi profesor Milton Friedman i eksperci zachodni w rodzaju profesora Sachsa niż w to, co zaleca w oparciu o znajomość teorii i praktyki ekonomii pro­fesor Rugina.

Czy byłby Pan gotów raz jeszcze podjąć się swej misji dobrej woli w Polsce?

Polska doświadcza żałosnych efektów toczenia jej przez raka gospodarczego i finansowego, ja zaś występuję w roli lekarza, który odkrył właściwy me­dykament, jednakże inni, którzy robią pieniądze na zapewnianiu, że lek taki w ogóle nie istnieje, czynią wszystko, co w ich mocy, by zapobiec upowszech­nieniu informacji o istnieniu takiego leku. Jak każdy lekarz, którego obchodzi cierpienie jego pac­jentów bardziej niż wszystko inne, a w tym wypadku pacjentem tym jest Bogu ducha winne społeczeń­stwo polskie, gotów byłbym, oczywiście, podjąć się tej terapii w dowolnym czasie.

Co doradziłby Pan rządowi polskiemu dziś, po trzech la­tach uprawiania ekonomicznych meandrów, które za­wiodły gospodarkę polską do ślepego zaułka?

Doradziłbym prezydentowi Lechowi Wałęsie, premierowi Hannie Suchockiej i spikerowi parla­mentu Wiesławowi Chrzanowskiemu, by dokonali głębokiej analizy polityki przyjętej i realizowanej w latach 1989-1992 oraz poważnie podeszli do kwestii otwarcia dyskusji nad wersją mojego planu stabilizacyjnego dla Polski z 1992 roku, w którym zostały zawarte propozycje możliwie najlepszych rozwiązań, jakich można się doszukać w naukach ekonomicznych ostatnich dwóch stuleci.

Czy byłby Pan w stanie zagwarantować skuteczne wdrożenie swego programu stabilizacji polskiej gospo­darki?

Oczywiście, gdyż chętnie wybrałbym się do Pol­ski, by przy współpracy z grupą polskich członków ISINI poczynić w ciągu 30-45 dni stosowne przygo­towania do wdrożenia mojego programu. Jeśli w tym okresie pojawiłyby się jakiekolwiek wątpliwości, to sugerowałbym zwołanie prywatnego seminarium z udziałem trzech najwyższych przedstawicieli państwa oraz pięciu ekonomistów rangi międzyna­rodowej, włączając również profesora Sachsa, w ce­lu wyrażenia wszelkich możliwych zastrzeżeń do mojego planu stabilizacyjnego oraz stworzenia mi szansy złożenia stosownych wyjaśnień na miejscu.

Jeśli któryś z międzynarodowych ekonomistów przedłoży lepszy plan stabilizacyjny, wówczas plan ten również należałoby poddać pod dyskusję, dając mi szansę wyrażenia moich z kolei obiekcji i uwag. W trakcie takiego seminarium pytania stawialiby również przedstawiciele rządu osobiście, choć mo­gliby im towarzyszyć doradcy.

Jedynie w toku takiego nieoficjalnego, robocze­go seminarium uczestniczący w nim osobiście lide­rzy polityczni kraju mogliby sur le vif, jak mówią Francuzi, przekonać się, gdzie leży prawda w teorii i praktyce oraz co należy niezwłocznie uczynić, by położyć kres zbędnym udrękom i wyrzeczeniom pol­skiego społeczeństwa.

Na łamach pisma „Principia Oeconomica” użył Pan pojęcia „wielka anomalia stulecia”, odnosząc je do stanu współczesnej gospodarki w ogóle; czy widzi Pan szansę uniknięcia przez Polskę tej anomalii i w jaki sposób?

Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie, co to jest ta „wielka anomalia stulecia” w sensie, w jakim pojęcie to zostało użyte w Principia Oeconomica. Oto wyjaśnienie: Dysponujemy dzisiaj bardziej wyrafinowa­nym narzędziem informacji statystycznej niż kiedykol­wiek w przeszłości; skonstruowaliśmy najbardziej wy­myślne modele matematyczne i ekonometryczne oraz sformułowaliśmy teorie, a mimo to nic nie wskazuje na to, że w drodze analiz ilościowych będziemy dziś lub w naj­bliższej przyszłości w stanie rozwiązywać w sposób za­dowalający największe z problemów naszych czasów, nie stwarzając nowych trudności.

O ile ekonomiści klasyczni mogli powoływać się na nieznajomość ekonomii nierównowagi, to ekonomistom współczesnym podobne usprawiedliwienie nie przysługuje, albowiem ekonomia stabilnej równowagi ogólnej czy­niła postępy od wielu pokoleń, poczynając od Quesneya i Smitha po Walrasa, Mengera, Jeuonsa, Pareto i Marshal­la, a więc jest dobrze znana, choć, niestety, nie zawsze właściwie interpretowana i stosowana.

Czy Polska może uniknąć wielkiej anomalii stu­lecia? Odpowiedź moja brzmi: zdecydowanie tak! Jeśli problem nie jest łatwy, to nie jest on niemożliwy do rozwiązania. Nie ulega wątpliwości, że panuje chaos i zamęt, a także, jak to obserwuję z drugiej strony Atlantyku, pojawiły się symptomy pewnej apatii w kołach ekonomistów polskich, niemniej jednak w świetle tego, co stało się w tym kraju w ok­resie minionych 45 lat, jest to zrozumiałe.

Kierując się troską o zachowanie wolności myśli apeluję do polskich intelektualistów i ludzi nauki, a szczególnie do młodego pokolenia. Wolność ta nie pozwala brać za pewnik każdej myśli płynącej z Za­chodu bądź ze Wschodu i uważać jej za dobrą także dla Polski. Każdą ideę z zewnątrz, nie wykluczając również mojej idei, należy poddać rzetelnej analizie, by upewnić się ponad wszelką wątpliwość, iż rzeczy­wiście pomoże ona w wyrwaniu Polski z obecnego stanu zamętu i apatii. Celem ostatecznym jest wyz­wolenie ogromnej a drzemiącej w społeczeństwie polskim energii, która zdolna jest sprawić, że każdy będzie pracować więcej i lepiej. Według mnie będzie to możliwe dopiero wtedy, kiedy cały kraj, sektor prywatny i publiczny zostanie ostatecznie pozba­wiony wszelkich elementów nierównowagi i powstaną jednocześnie nowe instytucjonalne oraz praw­ne struktury oparte na zasadach stabilnej równo­wagi ogólnej, na jakich oparłem mój plan stabilizacji w jego wersji z 1992 roku.

Powinno stać się jasne, że najbardziej groźne dla Polski nie są problemy natury ilościowej, ale ja­kościowej. W przekładzie na realia polskie oznacza to niską jakość tych instytucjonalnych i prawnych struktur, na jakich wspiera się polska gospodarka, polskie społeczeństwo oraz polski rząd. W celu opanowania sytuacji należy zdobyć się na jasną wizję stabilnej równowagi, gdyż to jedynie może stworzyć możliwość rozwiązania wielu problemów w sposób efektywny i skuteczny. I to jest sposób na unik­nięcie w Polsce i na świecie wielkiej anomalii stule­cia.

Pragnę tutaj wyrazić uznanie dla uczonego bry­tyjskiego, dra Reginalda W. Revansa, który również od 40 lat toczy pionierską walkę z ekspertami eko­nomicznymi pragnąc ich przekonać, że tylko nowe, lepsze idee prowadzą do rozwiązania problemów na­szych czasów. Dr Revans wykazał się twórczą akty­wnością w ISINI.

Zrozumiałe wyda się pytanie: jak w sposób pro­sty ocenić, czy określona instytucja, praktyka lub polityka rządowa jest obiektywnie słuszna lub błędna, opiera się na zasadach równowagi w życiu gospodarczym, społecznym lub politycznym? Odpo­wiedzi dostarcza to, co nazwałbym piramidą ludz­kiej mądrości. Można ją oddać przy pomocy nastę­pującego diagramu:

Stabilizacja wraz ze spokojem i społeczną harmonią
+ demokratyczny rząd o ograniczonych i delegowanych prerogatywach
Swobody ludzkie Waluta w pełni pokryta, i w 100% wymierna Sprawiedliwość społeczna i równość w dostępie do dochodu narodowego

 Tak więc piramidę mądrości ludzkiej tworzy pięć elementów: 1/ swobody ludzkie, 2/ sprawiedli­wość społeczna, 3/ stabilność oparta na spokoju i społecznej harmonii, 4/ demokratyczny rząd z og­raniczonymi uprawnieniami oraz 5/ stuprocentowa wymierność waluty, która posiada pokrycie w zło­cie, srebrze czy innym rzadko występującym i ma­jącym określone zastosowanie w życiu społecznym towarze. Elementy te stanowią najwyższą wartość dla każdego cywilizowanego życia i rzeczywistego postępu, będąc wzajemnie z sobą powiązane w taki sposób, iż tworzą logiczną i empiryczną jedność.

Cztery pierwsze z tych wartości uchodziły przez długi czas za pożądane ideały. Według mojej wiedzy piąta z tych wartości oraz jej organiczna więź z po­zostałymi czterema nie była w przeszłości docenia­na, ale jest to kwestia, która kwalifikuje się do badań w świetle historii gospodarczej, monetaryzmu oraz myśli ludzkiej. Mogę jedynie powiedzieć, że bez wa­luty wymiernej pozostałe cztery wartości są okale­czone i dalece niepełne.

Zastosowanie piramidy mądrości ludzkiej jest szerokie i jeśli jakakolwiek wartość, instytucja czy polityka jest sprzeczna z jednym z owych pięciu elementów, jak choćby dyktatura polityczna, spo­łeczna czy gospodarcza, należy ją całkowicie odrzu­cić. To samo jest prawdziwe dla pieniądza papierowego i zmonetyzowanego kredytu, gdyż ten rodzaj niewymiernej formy pieniądza jest społecznie szko­dliwy i sprzeczny z pozostałymi wartościami pod­stawowymi. Interpretowana we właściwy sposób historia potwierdza to w całej rozciągłości.

Boston, 1 czerwca 1992 r.

 transformacja 9

List otwarty do Prezydenta Borysa Jelcyna

Przerwać „ terapię wstrząsową”, nim będzie za późno!

 Drogi Panie Prezydencie,

Pod względem politycznym znalazł się Pan w końcu 1991 roku, jak powiadamy w Ameryce, „na szczycie świata”. Pod względem gospodarczym jed­nakże nie miał Pan takiego szczęścia. Według wszel­kiego prawdopodobieństwa zaważył na tym fakt, że przyjął Pan rady płynące ze sposobu obowiązują­cego na Zachodzie, sposobu myślenia ekonomiczne­go, które nie odpowiada potrzebom Wschodu, do czego przyjdzie powrócić w szczegółach.

Trudności, jakie przyniosła ze sobą zastosowa­na w Polsce terapia wstrząsowa, znane są dziś całe­mu światu: inflacja, bezrobocie, deficyt budżetu państwa i równowagi płatniczej oraz nierówności społeczne na wielką skalę. Zamiast więc poszukać nowych, lepszych koncepcji, rząd Pański zatrudnił tego samego co i Polska, głównego doradcę w osobie prof. Jeffrey’a Sachsa z Uniwersytetu Harwardzkiego, do którego dołączył prof. Anders Aslund ze Szwecji, by powtórzyć ten sam eksperyment w Rosji, a który jest nieuchronnie skazany na niepowodzenie.

Co było złego w terapii wstrząsowej?

Jeśli system gospodarczy jest w stanie nierównowagi, a gospodarka Rosji 1991 roku i wcześniej znajdowała się w pogłębionym stanie tej nierównowagi, zaś rząd kraju (w tym wypadku Fe­deracji Rosyjskiej) bez uprzedniego wprowadzenia innych zmian nakłada nań system inny, a miano­wicie kapitalistyczny system Zachodu, który jest również bardzo daleki od stanu równowagi i boryka się z problemami niestabilności finansowej oraz społecznych nierówności, powstaje wówczas trudny do uniknięcia system-hybryda, niosący z sobą więcej problemów niż było ich poprzednio. Mamy wtedy do czynienia dokładnie z tym, do czego doszło w Polsce w latach 1989-1992.

Po dwóch latach rząd polski zmaga się despe­racko z inflacją, bezrobociem, deficytem budżeto­wym i zachwianiem równowagi bilansu płatniczego, na co nakłada się bieda wynikająca z nierównego społecznie podziału dochodu narodowego. Nie poj­muję powodów, dla których ten sam eksperyment miałby być powtórzony w Pańskim kraju. Czy po stoczonej przez Pana walce o demokrację chciałby Pan rzeczywiście doprowadzić do podobnego stanu rzeczy? Co liczy się bardziej: interesy narodu rosyj­skiego, który pragnie lepszego życia, czy opinia dwóch bądź więcej ekspertów gospodarczych Zacho­du?

         Prawdą jest, że organizm gospodarki rosyjskiej był i pozostaje przeżarty do szpiku kości rakową tkanką i wymaga natychmiastowej pomocy. Stoso­wanie jednakże w warunkach takiej nierównowagi terapii wstrząsowej, prowadzi do uśmiercenia pa­cjenta, to znaczy do ściągnięcia na gospodarkę wię­kszych jeszcze nieszczęść od tych, jakie doświad­czają ją obecnie.

Co należy uczynić?

Prosta logika i obserwacja wskazują, że do roz­wiązania problemu prowadzą dwa różne typy działań. Jednym z nich jest interwencja chirurgicz­na, mająca na celu radykalne wyeliminowanie ra­kowej tkanki bez powodowania zagrożeń dla tkanek zdrowych. Drugi typ działań polega na zastosowa­niu łagodnej terapii z użyciem wypróbowanych leków bądź ćwiczeń w celu pełnego przywrócenia or­ganizmu gospodarczego do zdrowia.

Mówiąc inaczej potrzebny jest nowy, lepszy i bardziej dostosowany do celów program odbudowy i stabilizacji gospodarki rosyjskiej. Całość tych dzia­łań można byłoby wyrazić prostą for­mułą: P = O + M, gdzie P oznacza rozwiązanie, O – obecny stan gospodarki, zaś M – jej stan potencjalny w warunkach równowagi stabilnej.

Zgodnie z tą formułą należałoby wpierw zdobyć się na empiryczne i dogłębne rozpoznanie istniejącej rzeczywistości gospodarczej w celu zlokalizowania czynników jej nierównowagi. I to jest krok pierw­szy, bądź element „O”; krokiem drugim jest zdobycie równie dogłębnej wiedzy teoretycznej o ukrytych możliwościach gospodarczych w warunkach stabil­nej równowagi ogólnej, co jest równoznaczne z wy­pracowaniem modelu analitycznego, który posłuży za wskazówkę do rozważań natury praktycznej. I to jest ów element „M”. Krok trzeci jest już całkiem praktyczny, a mówiąc ściślej, prowadzi do wypraco­wania właściwej polityki reform, które doprowadzą obecną, brzemienną w problemy niestabilności i nierównowagi rzeczywistość gospodarczą (element „O”) do stanu ogólnej i stabilnej równowagi, w którym nie będzie już miejsca dla inflacji, bez­robocia, deficytu budżetowego i zachwiania równo­wagi bilansu płatniczego, a także dla społecznej nierówności, której rozmiary są typowe dla nowo­czesnej gospodarki kapitalistycznej. Na tym zasadza się istota elementu „P”.

Drogi Panie Prezydencie,

Jeżeli Pan chce, to może Pan, oczywiście, wpro­wadzić każdą instytucję bądź zastosować każdą praktyką kapitalistyczną wziętą z Zachodu, jed­nakże winien Pan w takim razie mieć świadomość tego, że konieczne jest oczyszczenie ich z właściwo­ści rodzących nierównowagę i społeczną nierówność oraz uodpornić się na ich wpływ. Jest to niezbędne przede wszystkim dlatego, ponieważ w Pańskim kraju, znajdującym się na etapie przejściowym, nie istnieją jeszcze wysoce sprawne i rozwinięte rynki pieniężne oraz finansowe Zachodu; brak też kwali­fikowanych kadr. Angażując się w czystą spekulację niedoświadczeni obywatele oraz instytucje w Pań­skim kraju ze słabym i miękkim pieniądzem będą jedynie tracić, zaś drogie pożyczki zagraniczne będą na próżno użyte do ochrony słabego pieniądza. Wys­tawienie Pańskiego kraju na kaprysy dzikiego wol­nego rynku kapitalistycznego niesie z sobą ogromne niebezpieczeństwo. Dopiero wtedy, kiedy uda się Pa­nu oczyścić importowane praktyki oraz instytucje z ich właściwości powodujących nierównowagę, Pański kraj może otworzyć się na wchodzenie we wszelkiego typu transakcje, na jakie pozwala wolny i korzystny dla wszystkich stron przepływ osób, to­warów, kapitałów oraz idei. Poprzez to oczyszczenie prowadzi droga do formuły rozwiązania każdego problemu praktycznego w wolnym i demokratycz­nym kraju:

P = O + M.

Od naukowej mrzonki do praktycznego oszustwa

Co upewnia, kwalifikując się do otwartej dysku­sji, profesorów Sachsa, Aslunda i innych ekspertów gospodarczych Zachodu, w tym również reprezen­tujących Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy w mniemaniu, iż mają oni rację, chociaż faktycznie jej nie mają, kiedy forsują terapię wstrząsową jako sposób przejścia od gospodarki socjalistycznej do wolnej gospodarki rynkowej?

Jest to stara mrzonka Lorda Keynesa, który wy­obrażał sobie, iż rząd zdający się na właściwe rady zawodowych ekonomistów potrafi zarządzać (czytaj: manipulować) gospodarką, pieniądzem i finansami w sposób, który możliwie najlepiej zapewni szansę rozwiązywania problemów niestabilności i nie­równości społecznej w nowoczesnej gospodarce ka­pitalistycznej. Zalecana przez Keynesa sztuczka po­legała na zastosowaniu właściwej polityki mone­tarnej i fiskalnej, jednakże nie zdołał on dokładnie sprecyzować, co miałoby oznaczać w praktyce pojęcie „właściwości” tej polityki. Polityka, o której mowa, stała się tradycyjnym już narzędziem przy­wracania gospodarczej i finansowej stabilności, jed­nakże pozostając w zawieszeniu okazała się ona tworem arbitralnym i opartym bardziej na rozważa­niach typu akademickiego niż na racjonalności nau­kowej .

Dzieje gospodarki, szczególnie w okresie lat 1934-1992 negują w sposób oczywisty realność założeń, jakie przyjął Keynes w latach 30-tych. Ekonomista niemiecki, Albert A. Hahn (były bankier, którego miałem sposobność spotkać w 1950 roku w Nowym Jorku), pokazał mi swą książkę opubliko­waną po wyemigrowaniu do USA, w której rozważał on ten właśnie problem. Tytuł książki brzmiał: Eko­nomika iluzji. Wyznał on, że nikt nie chciał go słu­chać, chociaż patrząc retrospektywnie to on właśnie miał rację!

Teorem praktycznej niemożliwości i skutki

Co sprawiło, że Keynesowskie mrzonki o gospo­darce i finansach zarządzanych demokratycznie i w oparciu o pieniądz papierowy oraz kredyt zmonetyzowany bądź też o nominalną walutę, którą nazwał on „pieniądzem reprezentatywnym”, okazały się w praktyce niemożliwe do realizacji?

Odpowiedź stanowi teorem niemożliwości prak­tycznej, który brzmi: w systemie nierównowagi, w którym obieg pieniężny tworzą pieniądz papiero­wy i kredyt zmonetyzowany w jakiejkolwiek postaci, nie jest możliwe wyliczenie i jednoczesne wprowa­dzenie zrównoważonej ilości pieniądza z zachowa­niem stabilnych cen, pełnego zatrudnienia, równo­wagi budżetowej i uporządkowaniem bilansu pła­tniczego, a także z rozsądnym w miarę podziałem dochodu narodowego.

Twierdzenie to jest prawdziwe dla każdego ust­roju społecznego czy politycznego.

Powód? Pieniądz papierowy i kredyt zmonetyzo­wany w każdej postaci cechuje wewnętrzna niesta­bilność, której nie sposób skorygować żadną racjo­nalną polityką, albowiem ilość tego rodzaju pie­niądza w warunkach zaufania publicznego ulega automatycznie zwiększeniu wraz ze wzrostem cen i stąd inflacja większa czy mniejsza, jawna bądź ukryta staje się nieunikniona. Może stać się również odwrotnie, kiedy ceny spadają i wówczas również trudno uniknąć deflacji oraz bezrobocia.

W tym stanie rzeczy rząd, w przypadku inflacji, nie ma wyboru i czeka do momentu, w którym in­flacja zaatakuje znacznie większy obszar gospodar­ki, po czym próbuje działać w ciemno, uciekając się do polityki antyinflacyjnej, czyli podnosząc oficjalną stopę procentową i obcinając wydatki publiczne al­bo też zwiększając podatki. Postępując w ten sposób rząd nie dysponuje jednak żadną niezawodną miarą, która pozwoliłaby dokładnie określić wyso­kość wzrostu oficjalnej stopy procentowej i podatko­wej bądź wielkość redukcji wydatków publicznych.

Wartym bliższej analizy przykładem jest prakty­ka stosowana w USA, gdzie System Rezerw Federal­nych 6-krotnie w okresie 2 lat zmienił oficjalną sto­pę procentową, jednakże organizm gospodarczy kraju nie zareagował na to w sposób pozytywny. System Rezerw Federalnych toczy więc beznadziej­ną walkę z teoremem praktycznej niemożliwości. Decydując się na kolejną próbę sięgnięcia po poli­tykę fiskalną (obniżanie podatków lub zwiększanie wydatków publicznych), Kongres Amerykański staje przed tym samym wciąż dylematem nie wiedząc, czy i w jakim stopniu manewr ten wywoła inne dodat­kowe problemy z deficytem budżetowym i niebez­piecznym wzrostem zadłużenia kraju. I to jest ów koszmar, jaki straszy zawodowych ekonomistów w USA i wszędzie na Zachodzie.

Użyta do celu przywrócenia stabilizacji w dzie­dzinie gospodarki i finansów tradycyjna polityka monetarna i finansowa przestaje już funkcjonować, o      ile założyć, iż funkcjonowała kiedykolwiek. Jeśli więc w USA, gdzie działają najbardziej wyrafinowa­ne rynki, polityka monetarna nie daje rezultatu, po­nieważ dać nie może, to czy jest możliwe, by dawała ona zadowalające rezultaty w Rosji, gdzie takie ryn­ki nie istnieją? Powody fiaska, jakie ponoszą współczesne rządy w dziedzinie stosowania takiej polityki, wyjaśnia teorem niemożliwości praktycz­nej.

Warto też przyjrzeć się innemu aspektowi pro­blemu. Otóż jeden z Pańskich ekspertów, profesor Aslund, dokonał wyliczenia, według którego w przy­padku przyjęcia funduszu stabilizacyjnego od Mię­dzynarodowego Funduszu Walutowego, Rosja może stanąć przed koniecznością obniżenia wartości rub­la w stosunku do dolara amerykańskiego do 4 cen­tów. Oznaczałoby to wyprzedaż cennych surowców naturalnych przez Pański kraj nieomal za bezcen. Tak drastyczna dewaluacja rubla rosyjskiego nie wydaje się jednak być konieczna, jeśli powiedzie się stworzenie warunków prowadzących do ogólnej i stabilnej równowagi. Poza tym tak niski kurs wy­miany rubla przy spłacie odsetek od długu zagra­nicznego, ocenianego na 100 miliardów dolarów (łącznie z zapowiedzianą ostatnio kwotą pomocy w wysokości 24 miliardów dolarów) spowodowało­by, iż Pański kraj spadnie do poziomu zacofanych krajów trzeciego świata.

Drogi Panie Prezydencie,

Nie chce Pan zapewne tego, by Pański kraj zna­lazł się w okowach tak arbitralnej, przynoszącej szkody i skazanej ab initio na niepowodzenie polityki monetarnej i fiskalnej. W imię dobra Pańskiego narodu i narodów innych byłych republik sowiec­kich, które idą Pańskim śladem, odwołuję się do Pa­na, radząc natychmiastowe przerwanie terapii wstrząsowej, nim będzie za późno. Jeśli Pan tego nie uczyni, cały Pański program reform będzie narażony na niebezpieczeństwo, które doprowadzi do gospo­darczego i finansowego fiaska oraz wzrostu zadłuże­nia zagranicznego o 20-30 miliardów, co legnie ciężkim brzemieniem na przyszłym wychodzeniu z kryzysu. Z oferowanych 24 miliardów pomocy międzynarodowej niech Pan przyjmuje możliwie najmniej i przeznacza na cele produkcyjne do mo­mentu, w którym zakończy Pan operację oczyszcza­nia swego gospodarstwa z dziedziczonych i wywołu­jących nierównowagę instytucji oraz praktyk, które przeszkadzają w dążeniu do budowy nowego, lep­szego ładu społecznego i ekonomicznego. Po tym do­piero niech Pan pozwoli na swobodny napływ obce­go kapitału.

Co szkodzi myśli ekonomicznej naszych czasów?

Przewidując możliwość fałszywej interpretacji tego listu, do której chciałbym się z góry ustosun­kować, zakładam, że będę posądzony o próbę pom­niejszenia rangi osobowości wielkiego ekonomisty brytyjskiego, Johna Maynarda Keynesa, znanego również jako Lord Keynes, który samodzielnie całkiem osiągnął sukces, dopingując polityków lat 30-tych, w tym zwłaszcza prezydenta USA, Franklina Delano Roosevelta, do podjęcia działań w owych trudnych dla gospodarki czasach. Wielkość dzieła Keynesa polegała na tym, że udało mu się nakłonić większość środowiska ekonomistów do przyjęcia je­go metody podejścia i sposobu rozumowania (patrz: List otwarty Keynesa do Prezydenta USA, opubliko­wany w New York Times 31 grudnia 1933 roku).

Autor niniejszego listu żywi pełne uznanie dla Keynesa (w szczególności dla jego Traktatu o pie­niądzu z 1933 roku oraz Teorii ogólnej z 1936 roku, w których to dziełach rzucił on w sposób skuteczny wyzwanie swoim czasom i zaproponował rozwiąza­nie wtedy, kiedy nikt inny nie zdobył się na jakąkol­wiek lepszą alternatywę). Nie mam wątpliwości, że Keynes w świecie idei, a Roosevelt w świecie polityki zasługują na takie uznanie dlatego, że zmienili oni bieg historii gospodarczej, a mówiąc ściślej, ocalili świat Zachodu przed możliwą pułapką, jaką stano­wił tragiczny ze wszech miar eksperyment w Zwią­zku Sowieckim.

W 1992 roku jednakże czasy są diametralnie inne i nawet jeśli Keynes miał rację, zalecając cza­sowe stosowanie polityki monetarnej i fiskalnej, to oceniając problem z dłuższej perspektywy dopuścił się on fatalnego błędu, jaki powielają wszyscy jego uczniowie i naśladowcy, w tym profesorowie Sachs i Aslund. Istotę tego błędu trudno zrozumieć temu, kto nie zna formuły P = O + M. Keynes uwzględnił jedynie element „O”, to jest aktualny stan gospodar­ki, która w owym czasie, podobnie zresztą jak i dzi­siaj, znajdowała się w stanie głębokiej nierównowa­gi, będąc zarażona rakową tkanką ekonomicznej i fi­nansowej niestabilności.

Stosując swą koncepcję, która każdemu myślą­cemu empirycznie wydać się może całkiem popraw­na, Keynes odrzucił teorię równowagi ogólnej, jaką sformułował Leon Walras oraz teorię stabilnego pie­niądza przeliczeniowego, rozwiniętą przez Marksa w trzech pierwszych rozdziałach jego „Kapitału” (tom pierwszy), a której nie uznało środowisko eko­nomistów. W grę wchodzi tymczasem element „P” z mojego równania, który nie był oczywiście znany ani Keynesowi, ani Marksowi.

Zniewolony swym własnym sposobem podej­ścia do problemu, czyli rozumując jedynie katego­riami empirycznymi, Keynes, jako wielki i oryginalny myśliciel, wpadł na pomysł ustrzeżenia się przed niebezpieczeństwem, ale nigdy nie udało mu się bliżej sprecyzować tego pomysłu. Jako rodzaj my­ślenia wstecz posłużył mu on do rozwiązywania problemów tamtych czasów. Prowadzący swoje se­minarium na Uniwersytecie Freiburskim (Niemcy), profesor Walter Eucken określił to podejście mia­nem „myślenia globalnego”. Mówiąc ściślej, jeżeli istniało coś, co Keynes słusznie nazwał „przymuso­wym bezrobociem” i które występowało wówczas powszechnie, mając tym samym do czynienia z niekwestionowanym zjawiskiem nierównowagi, to zalecał on redukcję oficjalnej stopy procentowej do możliwie najniższego, bliskiego zeru, poziomu; i jeśli nie było to skuteczne, proponował on z kolei, to, co nazywał „finansowaniem wydatków z deficytu budżetowego”, czyli rozwiązanie oparte na nierównowadze. I na tym polegał jego fatalny błąd.

Zwykłą w końcu iluzją okazało się rozumowanie Keynesa, że wywołana w ten sposób poprawa stanu gospodarki doprowadzi do wielokrotnego wzrostu dochodu narodowego (osławiony „efekt mnożniko­wy”), co z kolei pozwoli uzyskać nadwyżkę budże­tową wystarczającą do pokrycia początkowego deficytu. Powtórzmy: z praktycznego punktu widzenia był to wielki błąd. Otóż przyjęcie opartego na nierównowadze (finansowanie wydatków rządowych z deficytu budżetowego) rozwiązania problemu nierównowagi (bezrobocie) prowadziło jedynie do niezauważonego początkowo, ale widocznego z czasem pogłębienia stanu tej nierównowagi. Do powstania nadwyżki budżetowej nie doszło i w konsekwencji wyłonił się problem nowy, kumulujący się stopniowo w postaci długu publicznego. I to jest dziś większym, niż w latach 30-tych, zagrożeniem, które przeradza się w międzynarodowy kryzys finansowy.

Reasumując przychodzi stwierdzić, że oparte na nierównowadze rozwiązywanie problemu nierówno­wagi jest grzechem pierworodnym Keynesa i że po­dejście to zostało utrwalone przez jego uczniów i naśladowców. Z drugiej strony prawdą jest, że Keynes, jako naukowiec, wypełnił swój moralny obowiązek głosząc prawdę taką, jaką znał. I to jest wszystko, czego można oczekiwać po naukowcu.

Na każdym wszak spoczywa również moralny obowiązek wyciągania nauki z doświadczeń prze­szłości osadzonych w realnym świecie faktów oraz idei. W tym przypadku nauka ta prowadzi do wnios­ku, że stosowanie właściwej metodologii do roz­wiązywania problemów natury praktyczne) wymaga wypracowania metody stabilnej równowagi jako sposobu podejścia do wszelkich zjawisk nierówno­wagi. Tylko, wówczas będziemy mieli prawo powie­dzieć, że rozwiązaliśmy problem nie tylko na krótką metę, ale i na dłuższą i, co ważniejsze, nie doprowa­dziliśmy do powstania problemów dodatkowych dziś i w przyszłości.

Nowe myślenie ekonomiczne i perspektywa lepszych czasów

Drogi Panie Prezydencie,

Jest Pan w stanie odwrócić bieg historii gospo­darczej we właściwym kierunku nie tylko dla dobra Pańskiego kraju, lecz również dla dobra innych re­publik oraz byłych sojuszników w Europie Wschodniej, a tym samym, być może również, dla dobra reszty świata, ponieważ wszędzie na tej ziemi ludzie pragną nowego ładu społecznego i gospodarczego, który zapewniłby im możliwość korzystania z owoców własnej pracy w warunkach wolności, społecznej sprawiedliwości i równości oraz stabili­zacji finansowej i gospodarczej. I to jest ten nowy, lepszy ustrój społeczny oraz gospodarczy jutra, któremu patronuje The International Society for In­tercommunication of New Ideas (ISINI). Ideał ten do­czeka się w końcu spełnienia nie dlatego, że tak chcą eksperci gospodarczy, lecz dlatego, iż domaga się tego ogromna większość ludzi na całym świecie.

ISINI posiada swoich członków w ponad 30 kra­jach, w tym również w Moskwie, Mińsku, Kijowie, Kiszyniowie, Nowosybirsku i Ałma-Acie. Jak Pan widzi, zainteresowanie nowymi ideami, a w konse­kwencji i lepszymi warunkami życia, jest w Pań­skim kraju i w innych byłych jego republikach og­romne.

Na świecie wzbiera nowy duch protestu, którego eksperci ekonomiczni nie dostrzegają bądź nie chcą tego przyjąć do wiadomości, zajmując stare postawy doktrynerskie oraz przyjmując punkt widzenia, który nie odpowiada już społecznym i gospodar­czym realiom naszych czasów.

Zalecana przeze mnie formuła P = O + M jest prosta i efektywna, a na przygotowanie do jej wdrożenia potrzeba 30 dni. Nie widziałbym trud­ności z zaakceptowaniem jej przez Kongres Deputo­wanych Ludowych w Moskwie, ponieważ stanowi ona najlepsze z możliwych rozwiązań, jakie jest w stanie zaoferować nauka ekonomii. Jest nim stworzenie warunków stabilnej równowagi ogólnej wraz ze stabilizacją cen, pełnym zatrudnieniem, zrównoważeniem budżetu, uporządkowaniem bi­lansu płatniczego oraz sprawiedliwym podziałem dochodu narodowego. Przy właściwym wdrożeniu tego programu wystarczyłoby 6 miesięcy na ograni­czenie rozmiarów bezrobocia, deficytu budżetowego oraz poprawę bilansu płatniczego. Inflację można byłoby wykorzenić w pierwszym dniu wejścia w ży­cie tego programu. W ciągu roku doprowadzić było­by można do eliminacji bezrobocia i likwidacji defi­cytu budżetowego oraz zrównoważenia bilansu płat­niczego. Byłoby to równoznaczne z „cudem gospo­darczym” w byłych państwach socjalistycznych.

Jeśli ma Pan Prezydent jakiekolwiek wątpli­wości, to proponuję zwołanie prywatnego semina­rium z udziałem pięciu ekonomistów międzynaro­dowych łącznie z profesorem Sachsem oraz jednym z Pańskich ekspertów w celu przygotowania w cią­gu 30 dni raportu na temat zaleceń dotyczących sposobu przejścia od istniejących i dolegliwych wa­runków dnia dzisiejszego (mam na myśli chaotyczne zmiany w systemie gospodarki socjalistycznej) do gospodarki wolnorynkowej, ale bez inflacji, bezrobo­cia, deficytu budżetowego oraz nierównowagi bilan­su płatniczego. Niech Pan Prezydent pozwoli tym ek­spertom na wymianę poglądów w Pańskiej obec­ności; niech Pan postawi im pytania na miejscu, a jestem przekonany, że w wyniku dokonanej w ten sposób analizy podejmie Pan decyzje właściwe, służące dobru Pańskiego kraju, a pośrednio również światu, ponieważ eksperyment Pański stanie się przedmiotem bacznej uwagi wielu obserwatorów międzynarodowych.

Stawką jest nowy, lepszy ład społeczny i gospo­darczy w Pańskim kraju. Żywię nadzieję, że ten ob­szerny list stanie się przedmiotem Pańskiej uwagi i że działanie Pana w odpowiedzi na wyzwanie na­szych czasów będzie pozytywne w rozumieniu, jakie zaprezentował wielki historyk brytyjski Arnold Jo­seph Toynbee twierdząc, że te jedynie cywilizacje, których żyjące pokolenia reagowały w sposób pozy­tywny, zdołały przetrwać i poczynić postępy; inne utonęły i zniknęły z powierzchni ziemi. Wystawiona na ciężką próbę bezprecedensowego kryzysu Matka-Rosja musi przetrwać i Opatrzność powierzyła tę misję właśnie Panu.

Kończąc pragnę poinformować, że latem 1991 roku w ciągu półtora miesiąca zwiedziłem w celach studyjnych republiki Mołdowy oraz Ukrainy i stąd znam istniejące tam warunki oraz problemy. Plan gospodarczej i finansowej stabilizacji dla Rosji wi­nien uwzględniać następujące, między innymi, re­formy:

  1. reformę monetarną i powołanie niezależnego banku centralnego; bez wykorzenienia inflacji nie powiedzie się jednak żadna inna reforma;
  2. reformę społeczną zmierzającą do umocnienia rynku wewnętrznego i stworzenia warunków sprawiedliwości społecznej, w tym dania lu­dziom swobodnej szansy gromadzenia kapitału;
  3. reformę bankową zgodną z warunkami stabilnej równowagi;
  4. reformę, która umożliwi zorganizowanie rynku papierów wartościowych, a także giełd towaro­wych i pieniężnych, zorientowanych na ustano­wienie rzeczywistych cen równowagi;
  5. niezwłoczną reformę gospodarki mieszkaniowej, umożliwiającą ludziom nabycie na własność mieszkań pod warunkiem jedynie, iż przejmą oni na siebie koszt ich utrzymywania;
  6. reformę rolną znoszącą wszelkie formy wymu­szonej kolektywizacji w rolnictwie; tym, którzy chcą żyć i pracować na wsi, należy ułatwić two­rzenie zdolnych prosperować farm;
  7. prawo regulujące problemy zanieczyszczenia po­wietrza i wody;
  8. reformę administracji publicznej i procedur budżetowych w sposób, który zapewni funkcjo­nowanie zasady efektywnego optimum w odnie­sieniu do sektorów prywatnego i publicznego;
  9. prawo zapewniające, wszelkim międzynarodo­wym transakcjom gospodarczym i finansowym oparcie w tej samej zasadzie efektywnego opti­mum i chroniące swobodną, elastyczną stabil­ność rubla rosyjskiego na rynkach międzynaro­dowych;
  10. prawo regulujące sferę ochrony społecznej i eko­nomicznej równości, co wymagać będzie przeli­czenia cen realnej równowagi przy uwzględnie­niu normalnej stopy zysku z wszelkiego typu transakcji zawieranych przez sektory prywatny i publiczny.

Z najlepszymi życzeniami osiągnięcia przez Pa­na Prezydenta sukcesu i w oczekiwaniu na odpo­wiedź, pozostaję z szacunkiem

Anghel N. Rugirici

Prezydent ISINI

Profesor emerytowany Uniwersytetu Northeastern

Boston, 17 kwietnia 1992 roku

 Wolność
AGENDA’92
Problemy transformacji społeczno-gospodar­czych w Europie Centralnej i Wschodniej z perspektywy 1992 roku

Pogoń za interesem własnym, nie ograniczonym przez odpowiednie instytucje, nie gwarantuje niczego poza chaosem

Lord Robbins

Natura nonfacit saltum

Alfred Marshall

Stałe stosunki, jakie łączą wierzycieli i dłużników,

stanowią podstawowy fundament kapitalizmu.

M. Keynes

Dokument ten powstał przy udziale uczonych, którzy reprezentują:

  • Austrian Academy of Science: Institute of De­mography and Research Unit for Socio-Econo­mics, Wiedeń
  • Austrian Institute of Economic Research, Wie­deń
  • Czechoslovak Academy of Sciences: Institute for Forecasting, Praga
  • Free University: Institute for Economic Policy, Berlin
  • Harward University: Law School, Cambridge, Mass
  • Institute for Economic Policy and Planning of the Ministry of Finance, Budapest
  • Institute for Security and Co-operation in Euro­pe, Berlin
  • Institute of World Economy and International Relations, Moskwa
  • International Institute for Peace, Wiedeń
  • Jawaharlal Nehru University, New Delhi
  • Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, War­szawa
  • Science Centre for Social Research (WZB), Re­search Area Labour Market and Employment, Berlin
  • The Vienna Institute for Comparative Econo­mic Studies, Wiedeń
  • Universita degli Studi: Dipartamento di Scienze Economiche, Bolonia
  • University of Bremen: Departament of Econo­mics, Brema
  • University of Ljubljana: Department of Econo­mics, Lublana
  • Vienna University of Technology: Institute of Public Finance, Wiedeń

Z początkiem 1992 r. stało się oczywiste, że ra­dykalne i wstrząsowe programy transformacji, które przyjęto w procesie zastępowania gospodarki komunistyczno-nakazowej innym systemem, albo wkró­tce ulegną załamaniu albo się już załamały. Odnosi się to również do krajów, w których przeobrażenia społeczno-gospodarcze rozpoczęto bez zastosowa­nia wielkiego uderzenia („big bang”). I tam spadek produkcji, inwestycji i zatrudnienia, który towarzy­szył eliminacji systemu planowania, nie został pow­strzymany albo odwrócony.

Skutki Rewolucji Październikowej 1917 roku udowodniły ponad wszelką wątpliwość, że komuniz­mu nie można stworzyć drogą rewolucyjną. Dalsze doświadczenia, wynikające z funkcjonowania reżi­mów komunistycznych, wykazały, że społeczeństwa bezklasowego nie da się ustanowić na zasadzie „za­dekretowania”. Rok 1989 i lata następne przyniosły aż nadto dowodów, że ani kapitalizm, ani gospodar­ka rynkowa nie mogą powstać jedynie w wyniku re­wolucji politycznej i przyjęcia odpowiednich aktów prawnych. Podobnie jak w czasach Lenina, który po gorzkich doświadczeniach porewolucyjnej euforii zainicjował nową politykę ekonomiczną (NEP), również obecnie należy odwołać się do zdrowego rozsądku po to, by wyzbyć się idealistycznego i oder­wanego od życia podejścia do budowy stosunków rynkowych.

Staje się coraz bardziej oczywiste, że zmiany po­lityczne, które dokonywały się w Europie Wschod­niej, są dostatecznie głębokie i daleko idące, ażeby powrót do rządów komunistycznych i nakazowego systemu ekonomicznego był wiarygodnym niebez­pieczeństwem. Stało się ono raczej upiorem, który straszy, ale nie ma żadnych szans na reinkarnację. Natomiast zagrożenia dla demokracji mogą się wyła­niać, podobnie jak w latach trzydziestych, z całkiem innej strony. W tych warunkach kontynuacja ude­rzeniowych programów ekonomicznych i nieskrępo­wanej liberalizacji gospodarczej traci uzasadnienie jako metoda zagrodzenia powrotnej drogi ku komu­nizmowi. Na tym tle coraz bardziej ważną staje się ocena stosowanych do tej pory strategii transforma­cji. Wszystkie one mają swoje źródła w tym, co zna­ne jest pod nazwą „warunkowości Międzynarodowe­go Funduszu Walutowego” jako przesłanki udziela­nia przez MFW i Bank Światowy kredytów dla sła­bych finansowo kapitalistycznych gospodarek ryn­kowych, wśród których przeważają rozwijające się gospodarki krajów trzeciego świata.

W pierwszym rzędzie ocena ta winna koncen­trować się na identyfikacji mocnych stron i słabości dotychczas stosowanych konwencjonalnych strategii transformacji. Na tym tle powinno się wyodrębnić problemy, które zasługują na poważne rozpatrzenie w procesie formułowania alternatywnych progra­mów przeobrażeń społeczno-ekonomicznych. Takie motywacje przyświecają opracowaniu Agenda’92. Nie ma wątpliwości, że konkretyzacja środków roz­patrywanych w Agendzie’92 w odniesieniu do każdego kraju nie może być dokonana ani przez gro­no nierzadko bujających w obłokach myślicieli z Waszyngtonu, Bonn, Brukseli lub przez znakomi­te ośrodki intelektualne Uniwersytetu Harvarda ani też nawet przez międzynarodowe, interdyscyplinar­ne grupy robocze, takie właśnie jak ta, która podjęła wysiłek opracowania prezentowanej Agendy’92. Ar­gumenty przedstawione w tym opracowaniu sfor­mułowane są w takim właśnie duchu. Autorzy uważają, że istnieje potrzeba znacznie szerszego i całościowego przemyślenia dotychczasowej stra­tegii transformacji i podjęcia próby sformułowania problemów, których rozwiązanie przyczynić się może do zastosowania bardziej właściwych prog­ramów przeobrażeń społeczno-ekonomicznych. W Agendzie’92 starano się ustosunkować do naj­ważniejszych pytań, które powinny znaleźć się w spisie problemów, stojących na porządku dnia 1992 roku.

  1. DLACZEGO NIE POWIODŁY SIĘ KONWENCJO­NALNE STRATEGIE TRANSFORMACJI

Podstawową cechą konwencjonalnych strategii transformacji jest odrzucenie idei centralnego plano­wania i zastąpienie go systemem zdecentralizowa­nej inicjatywy poszczególnych podmiotów gospodar­czych. Strategie konwencjonalne zawierają szereg ważnych elementów, dotyczących takich kwestii, jak rola własności prywatnej w sferze produkcji, podziału i finansów, charakter uprawnień prywat­nych podmiotów gospodarczych, zakres i konsek­wencje koordynacji prywatnej inicjatywy przez ry­nek, stopień ograniczeń interwencjonizmu pań­stwowego i regulacji działalności ekonomicznej oraz znaczenie stabilności monetarnej i zmienności cen. Istnieje szeroka zgodność poglądów w kwestii pod­stawowych zalet strategii, opartej o założenia zde­centralizowanej inicjatywy, a także innych komponentów programu przeobrażeń systemowych. Z wie­loma z tych poglądów zgadzają się również autorzy Agendy’92.

Dlaczego więc programy inspirowane przez MFW są oceniane jako chybione? Oczywiście pod­stawowym kryterium oceny w tym zakresie są konkretne rezultaty ich zastosowania. Nie można przy tym pominąć faktu, że rozpiętość między obietnica­mi zawartymi w programach i ich wynikami może być w znacznym stopniu rezultatem niedociągnięć i wad ich realizacji. Źródła niepowodzeń tkwić też mogą w przyjęciu fałszywych przesłanek programowych.

W naszym przekonaniu podstawowy błąd tkwi w przyjęciu założenia, że pojawienie się kapitalis­tycznej gospodarki rynkowej może nastąpić żywiołowo, gdy tylko zostanie stworzona własność prywa­tna, nastąpi zliberalizowanie cen i ustabilizowanie pieniądza oraz wprowadzony będzie nieregulowany rynek wolnej konkurencji. „Błąd żywiołowości” rodzi poważne konsekwencje. Po pierwsze, nie uwzglę­dnia faktu, że rynek jako struktura społeczna może powstać jedynie w wyniku działalności ludzkiej. Po­lityka, która zmierza do stworzenia rynku, nie może więc abstrahować od roli tych, którzy rynek ten tworzą (market makers). W kapitalistycznej gospo­darce rynkowej twórcą rynku jest przede wszystkim pośrednik, który ustanawia kontakty między jed­nostkami produkcyjnymi a nabywcami. Jego dzia­łanie jest ściśle związane z istnieniem określonego systemu finansowania, w którym podstawową rolę odgrywają banki komercyjne. Zarówno „twórca rynku”, jak i bankier zawierają kontrakty, pozwalające na uzyskanie środków finansowych dla produkcji i dystrybucji w zamian za obietnicę ich zwrotu wraz z procentem. Stwarza to potrzebę monitoringu reali­zacji kontraktów przez obie strony. Kontrakt jest źródłem tego, co nazywamy „ograniczeniami twar­dego budżetu”, oznacza bowiem konieczność zwrotu pożyczki wraz z procentem ze środków pieniężnych, pochodzących ze sprzedaży dóbr na wolnym i kon­kurencyjnym rynku. Tego typu kontrakty tworzą ry­nek, zespalający produkcję i podział. Rynek, na którym kredyt-produkcja-dystrybucja oraz kredyt-proces inwestycyjny łączą się w harmonijną całość, nie może powstać żywiołowo.

Równie poważnym zaniedbaniem programo­wym jest pominięcie socjalno-ekonomicznego kon­tekstu procesu transformacji jako niezbędnej prze­słania dla racjonalnego zagospodarowania tego, co już zostało stworzone, i kreowania właściwych wa­runków dla powstawania nowych wartości. Ten as­pekt problemu pozostaje całkowicie poza sferą zainteresowania programów inspirowanych przez MFW.

Głównym błędem programów MFW jest przypi­sywanie szczególnego znaczenia wyłącznie trzem środkom oddziaływania: po pierwsze, stabilizacji waluty, po drugie, deregulacji cen i eliminacji ryn­kowej interwencji państwa i po trzecie, prywatyza­cji. Radykalne uruchomienie tych trzech środków nie zahamowało ani spadku produkcji, ani zatru­dnienia. Jest naiwnością sądzić, że zastosowanie wymienionych wyżej zabiegów może stworzyć właściwe przesłanki społeczno-ekonomiczne, na podstawie których poszczególne podmioty gospo­darcze dążąc do realizacji swoich własnych inte­resów mogą równocześnie zapewnić korzyści dla całego społeczeństwa. Przeciwnie – terapia szokowa pogarsza w znacznym stopniu kontekst społeczno-ekonomiczny, w którym przebiega proces transfor­macji. Oddziaływując w kierunku ograniczenia pro­dukcji i zatrudnienia, strategia ta utrwala zasadę gry o sumie negatywnej, w której korzyści prywatne osiągane są w warunkach zmniejszania się produk­cji. Stworzenie kontekstu społeczno-ekonomiczne­go, który pobudza korzystne przemiany ekonomicz­ne i socjalne, jest – jak to pierwszy podkreślał Adam Smith – głównym celem i odpowiedzialnością twór­ców prawa. Nie można natomiast oczekiwać, że rozwój spontaniczny doprowadzi do eliminacji gry o sumie negatywnej bądź zerowej.

Główne wady konwencjonalnych strategii:

  1. Przyspieszona prywatyzacja hamuje niezbędny proces wzrostu i doskonalenia produkcji. Zanim zostanie w pełni przeprowadzona, tłumi inicja­tywę menagerów. Dodać trzeba, że nawet później nie zawsze pobudza do rozszerzania produkcji, ponieważ nowi właściciele mogą uważać za bar­dziej rentowne spekulowanie już nagromadzony­mi zasobami (np. ziemi). W obecnej sytuacji for­sowanie prywatyzacji pogłębia kryzys systemu produkcyjnego.
  2. Uwolnienie cen w warunkach poważnego zach­wiania proporcji gospodarczych i nierównowagi nie musi spełnić roli stymulatora wzrostu pro­dukcji i racjonalnego podziału dóbr oraz usług. Wobec braku stabilizacji monetarnej i walutowej może ono zachęcać do spekulacji finansowych, które stają się bardzo atrakcyjne dla wielu przed­siębiorstw, ale niewiele wnoszą do tworzenia no­wych wartości.
  3. Programy stabilizacyjne, które ignorują asymet­rię między restrukturyzacją podaży i strukturą popytu – jak wykazuje praktyka – mogą sprzyjać pojawianiu się tendencji do redukcji podaży. W ten sposób nierównowaga nie może zostać trwale ograniczona, a najczęściej pojawia się onana innym poziomie. Doświadczenia historyczne stabilizacji według formuły MFW sugerują, że re­alizacja programów stabilizacyjnych nie stwarza żadnej gwarancji przywrócenia harmonijnego wzrostu gospodarczego.
  4. Wprowadzenie wymienialności w krajach byłego RWPG stwarza dodatkowe ograniczenia dla wzrostu produkcji ze względu na wzrost cen to­warów importowanych będących czynnikami procesu produkcyjnego. Dodać trzeba, że wów­czas, gdy za towary eksportowane bądź importowane zaczęto płacić w twardych walutach wy­mienialnych, nastąpiło ograniczenie produkcyj­nych więzi rynkowych między tymi krajami.
  5. Rola państwa w dziedzinie ekonomicznej została ograniczona do podstawowych funkcji związa­nych z legislacją procesów prywatyzacji, a także do inspirowania i kontrolowania reform mone­tarnych, regulacji cen oraz redukcji wydatków publicznych.
  6. Doświadczenia historyczne „cudu ekonomiczne­go”, który obserwowano w okresie powojennej rekonstrukcji Europy Zachodniej, wyraźnie przeczą przekonaniu, że spontaniczność rozwoju skraca drogę do kapitalizmu. W okresie rekon­strukcji gospodarki Europy Zachodniej: 1/ kur­sy walut były kontrolowane, obroty kapitałem ściśle regulowane, a wymienialność w odniesie­niu do transakcji handlowych była wprowadza­na w okresie przynajmniej 10 lat, 2/ kontrola i subsydiowanie cen podstawowych towarów były utrzymywane prawie przez cały ten okres, a w niektórych przypadkach (np. w rolnictwie) są w dalszym ciągu stosowane, 3/ prywatyzacja nigdy nie zyskała najwyższego priorytetu, a wiele spośród dobrze funkcjonujących kompanii (np. Volksvagen) było przez dziesięciolecia pozbawio­ne korzyści płynących z własności prywatnej bez widocznie negatywnego wpływu na ich efektyw­ność gospodarczą, 4/ wymienialność międzyna­rodowa była regulowana środkami przystosowanymi do dobrze przemyślanego schematu euro­pejskiej unii płatniczej, która stawiała sobie za cel przywrócenie wielostronnego handlu między krajami OEEC poprzez zmniejszenie ograniczeń wynikających z niedoboru lub braku dolarów, 5/ racjonalne planowanie ekonomiczne, a także narodowe systemy rachunkowości zostały wpro­wadzone i były wspierane przez Plan Marshalla. Sprzyjało to przebudowie infrastruktury, a także rekonstrukcji kluczowych gałęzi przemysłu w odpowiednim porządku, niezbędnym dla za­pewnienia właściwie zsynchronizowanej odbu­dowy zdolności produkcyjnych, 6/ finansowa i techniczna pomoc ze strony USA w ramach Pla­nu Marshalla była uwarunkowana zastosowa­niem się do wymogów wymienionych w pkt. 4 i 5, a eksperci Stanów Zjednoczonych zarówno wspierali jak i kontrolowali działalność w tym zakresie, 7/ reformy monetarne i fiskalne, a także polityka stabilizacyjna były rozpatrywa­ne jako instrument sprzyjający rekonstrukcji i ekspansji systemu produkcyjnego – w żadnym wypadku nie dopuszczano, ażeby realizacja ab­strakcyjnych celów monetarnych burzyła założe­nia dotyczące wykorzystania zasobów produk­cyjnych, 8/ aktywne państwo, zdolne do regulo­wania i podtrzymywania rynku poprzez kreowa­nie instytucji i struktur prawnych, a także prog­ramów podatkowych i budżetowych, było trakto­wane jako główna dźwignia tworzenia środowis­ka, sprzyjającego przedsiębiorczości i aktyw­ności gospodarczej. Za bardzo ważną lekcję historyczną uznać trzeba wyniki udanej moderniza­cji i ekspansji gospodarki japońskiej, jak również przykład dynamicznego rozwoju gospodarczego tzw. „małych tygrysów” – Hongkongu, Tajwanu, Singapuru i Południowej Korei. Ich sukcesy oparte zostały na niedogmatycznym założeniu, że rynkiem należy kierować po to, ażeby zapew­nić wsparcie dla inicjatywy prywatnej, powsta­jącej w zgodzie z założeniami strategii rządowej. Żaden z tych „cudów ekonomicznych” w wymie­nionych krajach nie mógł by się zdarzyć wów­czas, gdyby przyjęły one drogę na skróty do ka­pitalizmu, tak jak to się zaleca w programach transformacji dla byłych gospodarek nakazo­wych krajów Europy Wschodniej.
  7. TEMATY DLA AGENDY’92

Agenda’92 nie może być budowana jedynie na fundamentach krytyki istniejącego stanu rzeczy. Wymaga ona uwzględnienia argumentów promujących aktywną politykę społeczną i gospo­darczą. Wiodącym motywem Agendy’92 jest przyjęcie założenia o niezbędności pobudzania procesu rekonstrukcji społeczno-gospodarczej, wzrostu produkcji, zatrudnienia i dobrobytu. Cele te wymagają podjęcia świadomych działań, przez jednostki, podmioty gospodarcze, zespoły ludzkie i władze publiczne. Działania te mogą być stymu­lowane i koordynowane na drodze tworzenia warunków społeczno-gospodarczych, w których realizacja indywidualnych interesów współgra z osiąganiem zarówno prywatnych, jak i społecznych korzyści. Taki kontekst stwarzają siły rynkowe kształtowane przez właściwe instytucje (łącznie z formami własności i kontraktów) oraz regulowane odpowiednimi instrumentami polityki gospo­darczej. Środki działania nie mogą stanowić celów samych dla siebie. Dlatego też założenia progra­mowe powinny znaleźć swoje odzwierciedlenie na liście konkretnych tematów, składających się na porządek dnia roku 1992.

Temat 1

Stabilizacja produkcji i zatrudnienia

Spadek produkcji wewnętrznej musi zostać zahamowany. Prywatyzacja własności państwowej powinna być ograniczana do przypadków, gdy produkcja ma szanse na stabilizację i rozwój. Nacisk powinien być położony przede wszystkim na pry­watyzację zarządzania przedsiębiorstwami państwowymi. System wynagrodzeń powinien być zwią­zany z ekspansją produkcji, sprzedaży i wzrostem produktywności zasobów. Prywatyzacja własności publicznej powinna być z reguły powstrzymywana aż do momentu, w którym grupy zarządzające albo inne podmioty gospodarcze będą w stanie albo nabyć określone aktywa albo nimi zarządzać w imie­niu innych właścicieli. Takim problemom socjal­nym, związanym z procesem prywatyzacji, jak kon­sekwencje bezrobocia, spadek standardu życio­wego, trudności realokacji pracowników, powinno się nadać priorytetowe znaczenie. Terapia szokowa traktowana w oderwaniu od rzeczywistości, podob­nie jak inne eksperymenty socjalne podejmowane w imię lepszej przyszłości, nie powinny uzyskiwać ak­ceptacji, jeśli w obecnej sytuacji prowadzą do ekonomicznej katastrofy i politycznego rozprzę­żenia. Ponieważ cywilizowane społeczeństwo nie może zagrodzić dostępu do podstawowych środków utrzymania bezrobotnym, a także ludziom starym, chorym i niezdolnym do pracy, dostępność do pomocy socjalnej powinna zostać zracjonalizowana. Zawsze, gdy to możliwe, pomoc społeczna winna być świadczona w taki sposób, ażeby sprzyjała rekon­strukcji społeczno-ekonomicznej. Odnosi się to w szczególności do bezrobocia. Dochód społeczny, przeznaczany dla tej grupy, winien pobudzać realizację programów podnoszenia kwalifikacji i rekwalifikacji. Programy w tym zakresie powinny wiązać dochody oraz premie z postępem procesu przekwalifikowań, a także podejmowaniem pro­dukcji w dziedzinach, które charakteryzuje wysoki poziom potencjalnego popytu. Jest ważną lekcją historyczną, z której wyciągnąć należy wnioski, że w okresach silnych niedoborów, a nawet głodu bezpłatne rozdzielnictwo nigdy nie rozwiązywało problemu. Nawet w bardzo trudnych warunkach należałoby preferować programy, w których pomoc socjalna dla bezrobotnych powinna być świadczona w zamian za ich udział w robotach publicznych. To bardzo istotne, ażeby każdy członek społeczeństwa uczestniczył w produkcji i tym samym przyczyniał się do bardziej sprawiedliwego podziału brzemienia trudności. W przeciwnym wypadku trudno będzie osiągnąć nawet minimalny poziom zgody spo­łecznej, bez której skuteczna rekonstrukcja sys­temu staje się niemożliwa.

Temat 2

Tworzenie właściwych warunków dla wzrostu produkcji

Istotę gospodarki rynkowej określają warunki, w których podmioty gospodarcze w sferze produkcji i podziału są zainteresowane powiększaniem przyszłej produkcji i tworzeniem dochodu. Założenie to jest spełnione przy ukształtowaniu właściwego stosunku między obecnymi nakładami i przyszłymi wynikami. Ustanowienie odpowiedniego systemu finansowania działalności produkcyjnej jest zatem niezbędnym warunkiem harmonijnego rozwoju produkcji i podziału. Stworzenie właściwych prze­słanek dla całokształtu działań produkcyjnych zorientowanych na wzrost gospodarczy wymaga przynajmniej:

  • istnienia dostatecznie ustabilizowanych stosunków pieniężnych, które pozwalałyby wiązać działania obecne z przyszłymi wynikami i odpowiednio je zabezpieczać;
  • wzmocnienia zaufania do kontraktów pieniężnych;
  • ukształtowania prywatnego zarządzania firmami publicznymi, w których za­rządzający odpowiadaliby za wyniki swoich działań i byli opłacani zgodnie z tymi wynikami;
  • stworzenia właściwego „pośrednika”, który byłby w stanie zapewnić adekwatną więź między ogniwami produkcji i sprzedaży (wchodzi tu w grę przede wszystkim właściwy system sprzedaży hurtowej oraz działalności banków handlowych, inwes­tycyjnych, które zapewniają odpowiedni kredyt wiążący produkcję i dystrybucję);
  • prowadzenia stosunkowo ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej, która pozwalałaby na rozwój produkcji w waru­nkach rosnącego poziomu efektywnego popytu;
  • prowadzenia polityki dochodowej sprzyja­jącej procesom przeobrażeń społeczno-ekonomicznych i opartej na porozumieniu między związkami zawodowymi i organi­zacjami pracodawców.

Nie należy uważać za pilne dokonanie takich operacji, jak pełna prywatyzacja zasobów produk­cyjnych, całkowita liberalizacja cen i dochodów, a także wprowadzenie na pełną skalę wymienialności waluty i swobodnej sprzedaży akcji. Wszystkie te poczynania, odnoszące się do czystej gospodarki rynkowej, nie są w pełni zrealizowane w żadnej z gospodarek Zachodu. Mogą być one wprowadzane jedynie pod warunkiem, że stwarzają bodźce dla roz­woju produkcji i zmniejszają dysproporcje stanowiące źródło nierównowagi. Kapitalizm wymaga istnienia instytucji, które sprzyjają temu, ażeby działania związane z inwestycjami kapitałowymi przynosiły pozytywne efekty. Kapitalizm w postaci zderegulowanej i pozbawionej odpowiednich in­stytucji nie jest w stanie zapewnić wzrostu gospodarczego i spełnić oczekiwań społeczeństw krajów postsocjalistycznych. Staje się niczym innym, jak jednym wielkim kasynem gry, w którym przedmiotem hazardu są stworzone uprzednio war­tości.

Temat 3

Polityka przemysłowa i regionalna

W historii rozwoju kapitalizmu „spóźnieni przybysze” nigdy nie zdawali się na łaskę ży­wiołowego działania sił rynkowych. Zwiększanie intensywności pracy i obniżanie cen może oczy­wiście zmniejszyć lukę w ich pozycji konkurencyj­nej, jednakże działania te nie są wystarczające dla zdobycia trwałej pozycji na rynku. Przykładem mogą służyć zarówno doświadczenia Japonii, jak i tzw. „małych tygrysów”, ażeby wspomnieć tylko o doświadczeniach z niedalekiej przeszłości. Najbar­dziej pouczającym jest jednak przykład europej­skich krajów OECD po drugiej wojnie światowej. Polityka przemysłowa i regionalna tych krajów była przede wszystkim skierowana na pobudzanie pro­dukcji zarówno antyimportowej, jak i proekspor­towej. Doświadczenia tego okresu wskazują na to, że aktywna polityka regionalna i przemysłowa była zawsze nieodłączną częścią każdej strategii, która przynosiła pozytywne wyniki. Nie ma potrzeby pod­kreślać, że w krajach Europy Środkowej i Wschod­niej powstała określona baza produkcyjna i ukształtował się specyficzny model specjalizacji produkcji. Mimo, że model ten obarczony jest po­ważnymi wadami, które są pozostałością upadłego już systemu planowania centralnego i dyktatury komunistycznej, istniejąca baza przemysłowa i charakter specjalizacji mogą i powinny stanowić punkt wyjścia dla formowania właściwej polityki przemysłowej i regionalnej. Rekonstrukcja systemu wymaga drastycznych i głęboko sięgających prze­obrażeń, które w części już się dokonały i będą się dokonywać w dalszym ciągu. Jednakże po to, ażeby uchronić gospodarkę od całkowitego załamania, proces rekonstrukcji musi przebiegać w warunkach selektywnej ochrony. Ochrona jest niezbędna po to, ażeby potencjalnie konkurencyjnym przed­siębiorstwom stworzyć szansę przystosowania się do nowych okoliczności. Dostosowania do nowych warunków konkurencji muszą być oparte o wyko­rzystanie innowacyjnego potencjału myśli i aktywności inżynierów oraz organizatorów produkcji, handlu i usług. Muszą być oni chronieni przed skut­kami prymitywnej strategii zmierzającej na ogół do krótkookresowego ograniczenia kosztów, a nie podejmowania działań zwiększających efektywność ekonomiczną w dłuższej perspektywie. Rozwój regionalny i przemysłowy w krajach postkomunisty­cznych nie może się odbywać zgodnie z formułą, według której wystarczy odwołać się do „rynku”, ażeby uzyskać racjonalne rozwiązania. Trudno się bowiem spodziewać, że dobrze działający rynek, a przede wszystkim wszystkie jego komponenty, decydujące o sprawności funkcjonowania, będą wyrastały jak grzyby po deszczu (…) prywatyzacji! Muszą być one tworzone świadomie i znaleźć swoje właściwe odzwierciedlenie w polityce gospodarczej państwa.

Mogą oczywiście powstawać zastrzeżenia, że są to propozycje zmierzające do ponownego wprowa­dzenia planowania. Nie można temu zaprzeczyć. Pamiętać jednak trzeba, że skuteczne operacje związane z wykorzystaniem funduszów Planu Marshallla opierały się na stworzeniu właściwego sys­temu rachunkowości narodowej i planowania go­spodarczego. Również każda skuteczna operacja poszczególnych firm kapitalistycznych opiera się na planowaniu strategicznym, w ramach systemu rynkowego. Korzyści całkowicie wolnej konkurencji rynkowej można osiągnąć jedynie za cenę powię­kszającej się niepewności w rozwoju warunków ekonomicznych. Właściwą przesłanką podejmowa­nia racjonalnych decyzji jest próba przewidywania przyszłego rozwoju sytuacji. Planowanie nie spełniło oczekiwań w warunkach gospodarki nakazowej z różnych powodów. Jednym z nich jest fakt, iż opierało się ono na założeniu, że samo jego istnienie może dyktować kierunki przyszłego rozwoju. Gospodarki, które podjęły wysiłek transformacji, mogą liczyć na znalezienie właściwego miejsca w układzie międzynarodowym tylko wówczas, jeśli wyciągną wnioski z przeszłości i nauczą się wyko­rzystywać planowanie jako racjonalny instrument przystosowywania się do nowych warunków i wol­nego wyboru w procesie podejmowania decyzji.

Temat 4

Kontekst międzynarodowy

W chwili obecnej podmioty gospodarcze w by­łych krajach komunistycznych nie są przystosowa­ne do wolnej konkurencji na rynku światowym. Z tego względu proces przemian społeczno-ekonomi­cznych musi być w jakiś sposób chroniony, ażeby w ogóle mógł się odbywać. Ograniczanie działań prote­kcjonistycznym jest ważnym instrumentem kreo­wania gospodarki rynkowej, ale może być traktowa­ne jedynie jako proces długookresowy. W krajach OECD podstawowe cele pełnej liberalizacji handlu i wymienialności walut zostały zrealizowane w ciągu przynajmniej dwóch dziesięcioleci. Proces ten nie wszędzie został dotychczas ukończony. Z tego wzglę­du środki, które należy włączyć do porządku dnia roku 1992, winny uwzględniać następujące elemen­ty:

  1. Wymienialność pieniądza krajowego na waluty „twarde” powinna być zarezerwowana dla po­dmiotów gospodarczych i regulowana zgodnie z potrzebami konsumpcyjnymi.
  2. Powstać powinna unia płatnicza między krajami byłej RWPG. Jej celem byłoby regulowanie bi­lansów płatniczych między członkami unii na bazie multilateralnej. Pozwoliłoby to na utrzyma­nie poziomu dostaw i respektowanie kontraktów, które zostały zawarte w starym systemie RWPG. Pozwoliłoby to na równoważenie bilansów han­dlowych bez uciekania się do dodatkowych kre­dytów lub ograniczania obrotów. Problem ten stanowić powinien ważną część tematu 1. Stabi­lizacja produkcji i zatrudnienia, ponieważ do­tychczas brak możliwości pełnego zastąpienia rynku byłych krajów RWPG rynkami obszaru walut wymienialnych.
  3. Rodzą się tu poważne zadania dla krajów OECD dysponujących nadwyżkami walut wymienial­nych. Po pierwsze, gospodarki tego obszaru po­winny zwiększyć import z krajów, które wkro­czyły na drogę transformacji systemowych. Poz­woliłoby to w oczywisty sposób zwiększyć ich do­chody z eksportu. Po wtóre – powinno się znacz­nie rozszerzyć eksport kapitału z krajów, w któ­rych występują jego nadwyżki. Eksport prywat­nego kapitału powinien być wkomponowany do programu odbudowy krajów Europy Wschodniej i Centralnej na podobnej zasadzie, w oparciu o którą realizowano po II wojnie światowej Euro­pejski Program Rekonstrukcji. Zasoby finanso­we powinny być mobilizowane przez instytucje wielonarodowe i ponadnarodowe. W ciągu okre­su pięcioletniego fundusze te powinny trafiać do krajów reformujących się w celu finansowania gwarancji dla importu kapitału o wyraźnie celo­wym przeznaczeniu (przede wszystkim służącym realizacji programu rekonstrukcji). W każdym kraju otrzymującym wsparcie finansowe powinien powstać fundusz w walutach miejscowych, stanowiący ekwiwalent środków dewizowych uzyskanych na cele rekonstrukcji społeczno- gospodarczej. Możliwość dysponowania tymi funduszami powinna być uzależniona od speł­nienia określonych warunków. Obok przestrze­gania praw człowieka, dwa warunki są szcze­gólnie istotne. Jeden powinien dotyczyć zasady kształtowania programu rekonstrukcji we współpracy z krajami zapewniającymi pomoc fi­nansową, drugi natomiast winien uzależniać rozdysponowanie środków od realizacji progra­mu współpracy w dziedzinie wzajemnych rozli­czeń finansowych między krajami, które wkro­czyły na drogę transformacji. Dodatkowy kapitał dla Funduszu Rekonstrukcji Krajów Europy Śro­dkowej i Wschodniej mógłby być uzyskany w przypadku, gdyby NATO podjęło się zakupów broni nuklearnej w celu jej zniszczenia. I na ko­niec program współpracy powinien również za­wierać założenia wzajemnej wymiany ekspertów w dziedzinie przemysłu i sfery usług, a także ad­ministracji publicznej i badań. Powinien on do­tyczyć wszystkich szczebli kompetencyjnych i służbowych w tym zakresie.

Temat 5

Rola państwa

Projekt przeobrażeń społeczno-ekonomicznych, który nie opiera się na założeniach spontaniczności rozwoju jako głównej podstawy przeobrażeń, zakła­da aktywną rolę państwa. Jego zadania są wie­lostronne. Jeśli uwzględnić tylko najważniejsze, to wchodzą tu w grę przede wszystkim problemy kształtowania instytucji i systemu prawnego, które wspierają proces rekonstrukcji, przeprowadzanie reform monetarnych i fiskalnych, pobudzanie roz­woju przemysłu, rozwiązywanie problemów regio­nalnych i promocję eksportu. Wchodzi tu w grę również polityka selektywnego protekcjonizmu oraz promocji przeobrażeń strukturalnych w dziedzinie zatrudnienia. Przede wszystkim jednak aktywna ro­la państwa staje się niezbędnym warunkiem kreo­wania przesłanek społeczno-ekonomicznych, które przesądzają o tym, czy udział poszczególnych osób i grup socjalnych w procesie rekonstrukcji jest rze­czywiście traktowany przez nie jako realizacja włas­nego interesu. Dotyczy to również oddziaływania na funkcjonowanie rynku, czyli – podkreślamy to raz jeszcze – realizacji zadań związanych z opanowa­niem jego żywiołowości. W warunkach przeobrażeń społeczno-gospodarczych na państwie spoczywa obowiązek kojarzenia interesu prywatnego i pub­licznego. Jest to klasyczna rola państwa, tak jak ją określał jeszcze Adam Smith. Państwo jako „niewi­dzialna ręka” powinno ograniczać działalność moty­wowaną interesem indywidualnym w przypadku jej niezgodności z ogólnymi celami społecznymi.

Gospodarki okresu transformacji ze swej natu­ry muszą odznaczać się niedostatecznie efektywnym systemem zarządzania i ograniczoną sprawnością administracyjną. Sfera polityki musi być przystoso­wana do tych realiów. Oddawanie większych prero­gatyw administracyjnych słabemu państwu może być racjonalne tylko wówczas, gdy istnieje szansa budowania trwałych mostów i consensusu między poszczególnymi klasami społecznymi. Polityka, która służy rozwojowi współpracy społecznej i nie rozbudza konfliktów, powinna być oczywiście wspierana i odpowiednio korygowana w świetle zmieniających się zadań procesu rekonstrukcji społeczno-gospodarczych. Współpraca społeczna opiera się na działalności zespołów, których spra­wne funkcjonowanie chroni interesy indywidualne. Związki zawodowe, federacje przemysłowców, aso­cjacje rzemieślnicze i inne organizacje gospodarcze stają się więc coraz ważniejszymi partnerami w grze społecznej, której celem jest osiąganie społecznego consensusu dla przeobrażeń systemowych. W przeciwieństwie do poglądów, które leżą u podstaw prog­ramów transformacji według formuły MFW, Agenda’92 przypisuje działaniom zbiorowym (jeśli wyra­stają one na właściwym gruncie prawnym) rolę wy­soce kreatywną, którą należy umiejętnie wykorzy­stać w procesie organizacji współczesnego społe­czeństwa przemysłowego.

  1. PERSPEKTYWY

Ważną przesłanką procesu transformacji jest powstawanie światowej opinii publicznej, sprzy­jającej przeobrażeniom społeczno-ekonomicznym. Programy przemian strukturalnych, modernizacji i wzrostu, oparte na założeniu wykorzystania inicja­tywy prywatnej i zabezpieczenia interesów indywi­dualnych, stwarzają klimat, w którym interakcja społeczna następuję w warunkach stosunkowo skromnego poziomu koordynacji. Ten punkt wyjścia sprzyja jednak uzyskaniu szerszej akceptacji dla działań, które cieszą się szerokim zrozumieniem w społeczeństwie. To samo dotyczy także roli państwa. Po II wojnie światowej efektywne partner­stwo społeczne pojawiło się w wielu demokratycz­nych krajach Europy Zachodniej. Społeczeństwa postkomunistyczne mają jeszcze długą drogę do przebycia, aby osiągnąć podobny model par­tnerstwa społecznego, gorzej, że w niektórych z nich rozwój dokonuje się w przeciwnym kierunku. Stare paradygmaty związane z funkcjonowaniem ekono­miki centralnie planowanej legły w gruzach. Zostały one zastąpione niepewnością i nadziejami na od­nowę poprzez nieukształtowaną dotychczas gospo­darkę rynkową. W konsekwencji powstało zjawisko, które przyjęło się nazywać „kryzysem interakcji”. Autorytet władz publicznych, wobec małej skutecz­ności rozwiązywania problemów codziennych, jest bardzo niski. Urzędy i administracja publiczna są dalekie od osiągnięcia właściwego poziomu kontroli nad działalnością, która stanowić winna ich do­menę. Nie zawsze jest ona przy tym wyraźnie zdefi­niowana. Skuteczność starych zasad organizacji działalności publicznej załamała się razem z obale­niem władzy partii komunistycznej. Jak wiadomo, w warunkach starego reżimu partia działała jako siła napędowa i równocześnie sternik nadający kie­runek ruchowi. W 1990 r. „kryzys interakcji” dop­rowadził do chaosu, który w szeregu krajów postkomunistycznych zagraża wybuchem. Powstaje realne niebezpieczeństwo pogłębiania się konfliktów społecznych i etnicznych, które nie wykluczają starć zbrojnych i dyktatur wojskowych. Kuszące wizje państwa autorytarnego mogą stać się ponownie realnym zagrożeniem. Lekcje płynące z niedawnych doświadczeń komunistycznej dyktatury nie powin­ny jednak być zapomniane. Państwo autorytarne nie jest zdolne wyjść naprzeciw problemom, które tu omawiamy. Przeobrażenia społeczno-ekonomicz­ne wymagają umocnienia państwa demokratyczne­go, zdolnego inspirować swych obywateli do działań opartych o dobrowolną współpracę w imię inte­resów jednostki i społeczeństwa.

Powstaje pytanie, jakie szanse realizacji ma projekt przeobrażeń społeczno-gospodarczych, oparty na założeniach przedstawionych w Agendzie’92? Trzeba zdawać sobie sprawę, że wśród społeczeństw krajów, które znalazły się na granicy chaosu, nasilają się pragnienia stabilizacji i racjo­nalności działania. Najłatwiejszą strategią, która w tych warunkach mogła by prowadzić do zjedno­czenia narodu jest strategia oparta o walkę z wro­giem zewnętrznym, którego zawsze można sobie stworzyć. Zjednoczenie narodu wokół programu konstruktywnego jest niepomiernie trudniejsze. Pierwsza trudność to sam proces tworzenia takiego programu. Druga tkwi w odnalezieniu społecznego consensusu dla jego wykonania. Celem Agendy’92 jest wysunięcie argumentów, które sprzyjałyby po­szukiwaniu rozwiązywania obydwu tych trudności.

Podsumowanie głównych tez opracowania:

  1. Wraz z pogarszaniem się warunków ekonomi­cznych proces transformacji gospodarek krajów Europy Centralnej i Wschodniej coraz bardziej zaczyna przypominać sytuację lat dwudziestych (bardziej nawet niż lat pięćdziesiątych). Jej sym­ptomy to: utrzymująca się inflacja, spadek produkcji i zatrudnienia oraz brak oznak poprawy warunków życia szerokich rzesz ludności.
  2. Czy takie pogorszenie warunków życia jest niezbędne w warunkach budowy gospodarki rynkowej? W naszym przekonaniu to nie tylko nie jest konieczne, ale może stanowić podsta­wową barierę na drodze transformacji systemo­wych.
  3. Realizowane obecnie programy przemian oparte są na eliminacji kontroli cen i produkcji, prowa­dzeniu restrykcyjnej polityki podaży pieniądza dla utrzymania kursu walutowego i równoważe­nia budżetu oraz sprzedaży własności państwo­wej w ręce prywatne. Wszystkie te środki wywie­rają podobny wpływ na gwałtownie postępujący spadek poziomu produkcji i zatrudnienia oraz powodują znaczne obniżenie się standardu ży­ciowego. Dodać trzeba, że realizowany program nie stwarza przy tym żadnych pozytywnych przesłanek dla ukształtowania się właściwych mikroekonomicznych zależności rynkowych, niezbędnych dla trwałego ożywienia koniunktury.
  4. W wyniku „nietwórczej” destrukcji większość gospodarek krajów Europy Środkowej i Wschod­niej nie ma możliwości zapewnienia swym obywatelom minimum standardu życiowego, który mógłby być aprobowany przez społeczeństwo, a w wielu krajach warunki życia są znacznie gor­sze niż w okresie komunizmu. Priorytetowym za­daniem stać się więc musi sformułowanie „pro­gramu ratunkowego”, który pozwoliłby na usta­bilizowanie produkcji i zatrudnienia. Pilną po­trzebą jest przywrócenie społeczeństwom wiary w to, że warunki poprawią się w przyszłości. Można tego dokonać jedynie poprzez rozwijanie istniejących zdolności produkcyjnych, a nie ich niszczenie.
  5. Decyzje o szybkiej prywatyzacji własności pań­stwowej w rzeczywistości hamują proces rekon­strukcji. Skupiają one zainteresowanie na wykorzystaniu istniejących zasobów, które w warun­kach „nietwórczej destrukcji” już nie mają wiel­kich perspektyw. Odwracają natomiast uwagę od rzeczywistego problemu, którym jest zapew­nienie warunków tworzenia nowych wartości. Przekazanie istniejącej własności w ręce prywat­ne w niewielkim stopniu sprzyja uruchomieniu bodźców dla pomnażania bogactwa. Ważnym krokiem w tej dziedzinie powinno być podniesie­nie prestiżu, ale równocześnie odpowiedzialności finansowej grup menedżerskich w przedsiębior­stwach niezależnie od tego, kto jest ich właści­cielem. Może być to osiągnięte przez stworzenie menedżerom właściwych bodźców zarówno w zakresie wiązania ich wynagrodzeń z wynika­mi działalności, jak i perspektywy przyszłego przejmowania własności.
  6. W jaki sposób można stworzyć przesłanki niezbędne dla kreacji nowych wartości i bogac­twa? Po pierwsze, powinny zostać zmienione wa­runki społeczno-ekonomiczne, które wpływają na charakter decyzji podejmowanych przez pod­mioty gospodarcze. Po drugie, należałoby stworzyć instytucje, które pozwalałyby kreować tzw. „twórców rynku” i zachęcały ich do działania. I po trzecie, kraje rozwinięte powinny sprzyjać tworzeniu właściwego „kontekstu międzynaro­dowego” dla rozwoju krajów znajdujących się na drodze transformacji.
  7. Ważnym krokiem powinno być rozpoczęcie tran­sformacji technologicznej, niezbędnej dla osią­gnięcia wyższego szczebla konkurencyjności na rynkach wewnętrznych i zewnętrznych.
  8. Trzeba wziąć pod uwagę, że tylko po przebyciu określonego etapu procesu transformacji pełne otwarcie rynku wewnętrznego dla konkurencji międzynarodowej może być korzystne dla rozwo­ju gospodarczego. Oznacza to, że niezbędne jest zachowanie określonego stopnia kontroli i inter­wencji gospodarczej ze strony rządu dla ochrony rynku wewnętrznego.
  9. Stworzenie właściwego kontekstu „międzynaro­dowego” dla rozwoju ekonomicznego wymaga utrzymania szeregu dotychczasowych powiązań ekonomicznych z zagranicą, zwłaszcza w rejo­nie Europy Środkowej i Wschodniej. Stosunko­wo najłatwiej można by to osiągnąć poprzez powołanie strefy wolnego handlu krajów centralnej i wschodniej Europy bądź też utworzenie unii cle­aringowej, która umożliwiałaby posługiwanie się kredytem wzajemnym bez uciekania się do fi­nansowania w walutach wymienialnych. Wyma­gać to będzie również aktywnej polityki regional­nej dla ożywienia okręgów przemysłowych, które zostały zniszczone przez monopol centralnego planowania. System banków regionalnych, finansujących handel i rozwój, a także udzielają­cych kredytu pośrednikom i „twórcom rynku” powinien stanowić ważną część polityki regional­nej. Aktywna polityka kreowania „twórców ryn­ku” wymaga także określonej regulacji prawnej samego rynku. Musi się to odnosić nie tylko do prawa dysponowania istniejącymi aktywami, ale i do zagwarantowania nienaruszalnych praw własności również na przyszłość.

W płaszczyźnie międzynarodowej kraje rozwi­nięte muszą podjąć działania pobudzające eks­pansję inwestycji bezpośrednich w kierunku krajów dokonujących transformacji. Ważnym elementem polityki w tym zakresie winno być przyznawanie gwarancji inwestycyjnych, zabez­pieczających również od ryzyka zmian kursów wymiennych. W przeciwieństwie do funduszów kierowanych na stabilizację monetarną – ten ro­dzaj kredytów eksportowych wiąże bezpośrednio pomoc finansową z rozwojem inwestycji w sferze produkcji.

  1. Kluczowymi kategoriami Agendy’92 są: kontekst społeczno-ekonomiczny, „twórcy rynku”, stabili­zacja produkcji cywilnej i zatrudnienia, reforma monetarna i stabilizacja waluty, rozbudowy in­frastruktury i zdolności produkcyjnych, prywa­tyzacja i zarządzanie, reorganizacja produkcji, regionalna sieć produkcji przemysłowej, przygo­towanie do konkurencji międzynarodowej po­przez selektywną i degresywną protekcję, libera­lizacja cen i ograniczanie nierównowagi, wielo­stronna unia płatnicza, otwarcie rynków OECD dla importu z krajów, które wkroczyły na drogę transformacji, stopniowe i rozsądne wprowadza­nie wymienialności walut, program rekonstruk­cji dla Europy Środkowej i Wschodniej oparty na średniookresowej pomocy technicznej i finanso­wej, aktywna rola państwa w budowie instytucji, kreowanie prawa, programy rozbudowy infrastruktury, promocja procesu przekwalifikowy­wania pracowników, pobudzanie rozwoju regio­nalnego i na koniec rząd i współpraca społeczna.

Nota wyjaśniająca

Niniejszy dokument jest podsumowaniem wy­ników kolokwium, które zostało zorganizowane przez Austriacką Akademię Nauk wespół z Międzynarodowym Instytutem Pokoju w Wiedniu, w pa­ździerniku 1991 roku. W kolokwium uczestniczyli naukowcy z krajów Europy Wschodniej i Zachod­niej. W dyskusji dominował pogląd, że droga, którą w krajach postkomunistycznych wybrano dla wpro­wadzenia gospodarki rynkowej, może do niej nie doprowadzić. Istniej wielkie niebezpieczeństwo, że sama gospodarka rynkowa może być zdyskredyto­wana poprzez przyjęcie przy jej wprowadzaniu fałszywych strategii. W języku politycznym oznacza to, że młodym demokracjom zagrozić może w tych warunkach nacjonalistyczna dyktatura. Z tych więc powodów Agenda’92 stanowi próbę wysunięcia alternatywnych sugestii programowych odnoszących się do przeobrażeń społeczno-ekonomicznych w byłych krajach komunistycznych. W Agendzie’92 starano się wyciągnąć wnioski z doświadczeń mniej lub bardziej skutecznie realizowanych programów rekonstrukcji po obydwu wojnach światowych.

Komplet dokumentów Agendy’92 został opubli­kowany w języku angielskim (podsumowanie rezul­tatów jest również dostępne w językach krajów Europy Środkowej i Wschodniej oraz w językach francuskim, hiszpańskim i niemieckim). Podsumo­wanie zostało przedstawione 25 i 26 maja 1992 r. na międzynarodowych konferencjach prasowych w Pradze i Wiedniu. Dokument jest dostępny na żądanie w Międzynarodowym Instytucie Pokoju w Wiedniu (Mollwaldplatz 5, A-1040 Wien, tel. 0222/65 64370 albo 0222/505 32360, Fax 0222/65 643722 i 0222/505 323622), jak również w Research Unit Socio-Economics of the Austrian Academy of Sciences (Kegelgasse 27).

 transformacja cd

Czy Georg Soros kontynuuje neoliberalną transformację za pomocą II „kolorowej rewolucji” z  nowym „Balcerowiczem” ?
Prof. Andrzej Krawczewski
Budżet a dekomunizacja. Ocena stanu i zarys programu

Każda polityka zmian systemu ekonomicznego zawiera w sobie ryzyko niepowodzenia związane z niedoskonałą przewidywalnością następstw podejmowanych działań, a także z możliwością wystą­pienia okoliczności, których nie można było przewi­dzieć w momencie podejmowania decyzji. Wskutek tego niepowodzenie reform nie jest zawsze spowodo­wane błędem reformatora, ale błąd zawsze staje się przyczyną niepowodzenia. Na szczęśliwy przypadek lub zbieg wyjątkowo korzystnych okoliczności liczyć nie można.

Doświadczenia historyczne wielu europejskich społeczeństw wskazują wyraźnie, że reformy syste­mów ekonomicznych tylko tam zakończyły się suk­cesem, gdzie przygotowane zostały warunki skute­cznego działania parlamentów, rządów i innych ośrodków władzy ekonomicznej w postaci:

  • rzetelnej analizy stanu systemu ekonomicz­nego i stanu gospodarki narodowe);
  • przyjęcia skonkretyzowanego docelowego modelu systemu ekonomicznego za podsta­wę polityki wprowadzania zmian systemowych;
  • opracowania harmonogramu (scenariusza, programu) zapewniającego maksymalną bezkolizyjność i minimalizację strat w okre­sie zasadniczych zmian systemowych;
  • uwzględnienia prawdopodobnych reakcji zagranicznych partnerów na zmiany insty­tucjonalne w układzie wzajemnych sto­sunków.

Ani jeden z wymienionych warunków powodze­nia reformy nie został spełniony w „programie Bal­cerowicza” w taki sposób, na jaki pozwalał stan wie­dzy ekonomicznej. Pierwszy postkomunistyczny rząd premiera Mazowieckiego miał czas, ale nie podjął kompleksowych prac nad programem zmian systemowych. Drugi rząd, premiera Bieleckiego, po­mimo widocznych już objawów potęgującej się klęski gospodarczej i nieskuteczności polityki ogło­sił się rządem kontynuacji programu Balcerowicza. Klęska polityki zmian systemowych i stan klęski gospodarczej nie dały już czasu na opracowanie programu gospodarczego rządowi premiera Olszew­skiego. Powstała paradoksalna sytuacja. Z braku czasu i wbrew własnej woli, pod presją wydarzeń rząd „przełomu” i „dekomunizacji” przyjmuje prowi­zorium budżetowe opracowane zgodnie z założenia­mi „programu Balcerowicza” i staje się kontynuato­rem polityki pro recesyjnej.

Wbrew rozpowszechnionym opiniom o nowa­torstwie programu Balcerowicza i zastosowaniu sprawdzonych wzorców polityki ekonomicznej pod­jęte w dniu 1 stycznia 1990 r. działania rządu były powtórzeniem operacji rządu PRL z 1 lutego 1982 r. Odmienna była tylko sytuacja historyczna. Fiskalno-drenażowa operacja rządu PRL z 1 lutego 1982 r. przeprowadzona została dla sfinansowania stanu wojennego i pod osłoną stanu wojennego. Pierwsza fiskalno-drenażowa operacja programu Balcerowi­cza miała przywrócić równowagę budżetową kosz­tem likwidacji autonomicznego popytu firm i kon­sumentów i przeprowadzona została pod osłoną społecznego zaufania i nadziei, jakie obudziło pow­stanie pierwszego postkomunistycznego rządu. Pod względem ekonomicznym obie operacje różniły się tylko niektórymi szczegółami techniczno-operacyjnymi i skalą podwyżek. Podobieństwo tych dwóch operacji zostało jednak zatarte w odbiorze społe­czeństwa, a także części ekonomistów przez wpro­wadzenie wewnętrznej wymienialności złotego za­bezpieczonej miliardowym funduszem stabilizacyj­nym z zachodnich źródeł, podczas gdy w 1982 r. zablokowano konta walutowe i ograniczono swo­bodę obrotu walutami. Trzeba jednak pamiętać o tym, że zawyżenie kursu walutowego miało także fiskalno-drenażowy charakter, choć okresowo były korzystne dla krajowych posiadaczy walut (i tu­rystów zagranicznych) oraz eksportu, sprzyjało roz­powszechnieniu mitów wokół programu Balcerowi­cza i przypisywaniu mu (programowi oczywiście) właściwości kompleksowego programu rozwoju, jakich oczywiście nie miał i mieć nie mógł. Warto się przez chwilę nad tym zatrzymać.

W 1990 r. dominowały opinie, że program Bal­cerowicza prowadzi wprost od socjalizmu do kapita­lizmu. Kapitalizm jawił się jako model docelowy wszystkich przemian systemowych, a rosnące bez­robocie jako optymistyczny znak zbliżania się do ce­lu. W 1991 r. wobec widocznych już oznak niepowodzenia reformy zaczęto lansować opinie, że cel nie został osiągnięty, socjalizm w Polsce istnieje nadal i proces „budownictwa kapitalizmu” należy podjąć od początku. Taki sposób rozumowania prezento­wali politycy, liderzy partii (nawet takiej miary jak liberał-erudyta Janusz Korwin-Mikke) i publicyści nie zauważając, że prezentują sposób rozumo­wania swoich przeciwników komunistów: marksis­towsko-leninowską teorię formacji społeczno-ekonomicznych. Kapitalizmem nazwał Karol Marks system gospodarki rynkowej powstały w toku i w wyniku pierwszej rewolucji przemysłowej, socja­lizm zaś, pomyślany jako antyteza kapitalizmu, ni­gdy nie znalazł swego realnego odwzorowania. So­cjalizm, jako antyteza kapitalizmu, stał się ideą fun­kcjonalną niezadowolonych z rzeczywistości, dos­konałym instrumentem indoktrynacji i panowania nad masami. Ta właściwość idei socjalizmu wyko­rzystana została przez dwa największe reżimy tota­litarne: faszyzm (narodowy socjalizm) i komunizm (rewolucja socjalistyczna i budownictwo socjaliz­mu) do zdobycia władzy i usankcjonowania agresji militarnej, ale nie do tworzenia systemu ekonomicz­nego i programów polityki gospodarczej. W tych sprawach panował bezwzględny pragmatyzm „pań­stwa wojny”.

W latach 1948-1952 wprowadzony został w Pol­sce system ekonomiczny wzorowany na radzieckim systemie gospodarki wojennej. Następstwa tego fak­tu kształtują do dziś ekonomiczne i społeczne realia Polski i dlatego hasło dekomunizacji systemu może stać się punktem wyjścia dla opracowania realnego programu rozwoju gospodarczego, o ile nie zostanie uwikłane w archaiczny spór niemniej archaicznych idei. Do następstw tych należą: podział gospodarki narodowej na sferę produkcji materialnej i sferę nieprodukcyjną, dominująca rola budżetu central­nego i sposób podejmowania decyzji makroekono­micznych.

Radziecki system ekonomiczny posiadał właści­wość różniącą go od innych typów gospodarki wo­jennej. Był nim podział gospodarki narodowej na sferę produkcji materialnej i sferę nieprodukcyjną, a w ślad za tym podział zatrudnienia na pracowników produkcyjnych, tworzących dochód naro­dowy i nieprodukcyjnych, utrzymywanych przez państwo z części produkcji wytworzonej w sferze produkcji materialnej. Do sfery nieprodukcyjnej za­liczono naukę, oświatę i wychowanie, ochronę zdro­wia, kulturę, sądownictwo i inne, i zorganizowano ją na podstawie dwustronnego monopolu państwa: monopolu pracodawcy i monopolu odbiorcy „usług nieprodukcyjnych”. W ten sposób komunistyczny reżim uzyskał absolutne panowanie nad kapitałem intelektualnym (human Capital) społeczeństwa i pro­cesami jego tworzenia oraz bezpieczeństwo ideolo­giczne: panowanie „jedynie słusznej” doktryny poli­tycznej i ekonomicznej, a także pełną dyspozycyj­ność wykwalifikowanej kadry zarówno w czasie gorącej, jak i zimnej wojny i wyścigu zbrojeń.

W radzieckim systemie ekonomicznym budżet państwa był jedyną instytucją ekonomiczną, doko­nującą dystrybucji i redystrybucji produktu spo­łecznego brutto. Wszystkie jednostki gospodarcze sfery produkcyjnej wchodziły do budżetu swoimi wynikami (za wynik uznawano także amortyzację), a jednostki sfery nieprodukcyjnej wszystkimi do­chodami i wydatkami. Wskutek tego budżet pań­stwa stał się substytutem rynku pieniężno-kredyto­wego, rynku kapitałowego i budżetów sektora pub­licznego współczesnej gospodarki rynkowej. Taką rolę mógł spełniać budżet centralny tylko dzięki wykluczeniu obrotu gotówkowego i wekslowego, oraz wyeliminowaniu jakichkolwiek form wzajem­nego kredytowania przedsiębiorstw. Pieniądz został w ten sposób pozbawiony siły nabywczej, a gospo­darka możliwości tworzenia autonomicznego efek­tywnego popytu. Jedynie w dystrybucji finalnych dóbr konsumpcyjnych pojawiał się pieniądz o ogra­niczonej sile nabywczej. Deficytowe dobra konsum­pcyjne rozprowadzane były odpłatnie w systemie uznaniowego rozdzielnictwa, a dobra masowego spożycia w systemie sprzedaży detalicznej zgodnie z rozdziałem terytorialnym puli zaopatrzeniowej. Ten konsumpcyjny quasi-rynek przysparzał władzy radzieckiej nieustannych kłopotów, ujawniając roz­bieżność preferencji rządzącej biurokracji i społe­czeństwa w postaci autonomicznego pieniężnego popytu, który można było likwidować tylko przez wykorzystanie fiskalno-drenażowych funkcji ceny. Autonomiczny popyt pieniężny, obojętnie firm czy konsumentów, był wrogiem wewnętrznym numer 1 radzieckiego systemu ekonomicznego.

Radziecki system ekonomiczny nie został je­dnak w Polsce wdrożony w swej doskonałej postaci. Nie powiodła się kolektywizacja, nie udało się zlikwidować do końca prywatnej przedsiębiorczości, a biurokracja administracji gospodarczej nigdy nie osiągnęła sprawności swego radzieckiego wzorca. Wskutek tego sfera realnego obiegu pieniężnego obejmowała większy obszar gospodarki narodowej, pozostawiając możliwości powstawania autono­micznego popytu pieniężnego, zagrażające stabil­ności systemu. Z tego względu w Polsce fiskalno-drenażowe podwyżki cen stały się od 1951 r. ruty­nową formą działalności gospodarczej, choć nigdy nie przynosiły zamierzonego efektu.

Kolejną przyczyną niestabilności systemu eko­nomicznego w Polsce był brak szczelnej osłony ide­ologicznej. Komunistyczna indoktrynacja nie była zupełna. Silna pozycja Kościoła pozwalała na utrzy­manie, skromnego wprawdzie, ale niezależnego obiegu idei, a doktryna marksizmu-leninizmu nie spotkała się z bezkrytycznym przyjęciem przez polską inteligencję. Konfrontowana z intelektualny­mi tradycjami polskiej lewicy uległa erozji w licz­nych nurtach reformistycznych prowadzących do wykrystalizowania się koncepcji polskiej drogi so­cjalizmu lub modelu socjalizmu rynkowego. Stopniowo koncepcja socjalizmu rynkowego uzyskiwała pozycję dominującą i w latach 1980/1981 określiła kształt instytucjonalnej reformy systemu ekono­micznego w Polsce. Nie oznaczało to jednak odrzu­cenia radzieckiego wzorca, a tylko jego modyfikację i lepsze przystosowanie do warunków pokoju.

Reforma, rozpoczęta w 1981 r. w oparciu o kon­cepcję socjalizmu rynkowego miała wprowadzić zmiany systemowe mające na celu:

  • utrzymanie i usprawnienie władzy ekono­micznej centralnej administracji gospodar­czej (rządu) przez podział i nadanie cząstkowych praw własności tj. przez podniesienie ich do „rangi” organu założycielskiego,
  • zwiększenie operatywności rządu i admini­stracji gospodarczej przez redukcję, a nawet zniesienie bezpośredniego rozdzielnictwa zasobów materialnych i zastąpienie ich fi­nansowo-ekonomicznymi instrumentami kierowania procesami gospodarczymi,
  • przystosowanie systemu finansowego do no­wych zadań kierowania gospodarką przez rozbudowę i wprowadzenie podatków, ceł, opłat, stawek procentowych, kursów walu­towych lip.,
  • utrzymanie absolutnej władzy ekonomicznej rządu przez zachowanie monopolu, jego ini­cjatywy ustawodawczej oraz biernej akcep­tującej roli Sejmu (prymat władzy wykonaw­czej nad ustawodawczą sprzeczny nawet z odpowiednim zapisem konstytucji PRL) w sprawach gospodarczych, a w szczegól­ności ustawy budżetowej i ustaw towa­rzyszących,
  • przerzucenie odpowiedzialności za gospoda­rowanie w skali mikro na przedsiębiorstwa za pomocą formuły „trzech S” (samodzielne, samorządne, samofinansujące się),
  • zastąpienie cen administracyjnych cenami monopolu (błędnie nazywanymi cenami wol­nymi lub rynkowymi), likwidującymi automatycznie każdą nadwyżkę popytu pienię­żnego nad podażą na rynku konsumpcyj­nym,
  • utrzymanie sfery nieprodukcyjnej i systemu świadczeń bez zasadniczych zmian.

Przypisanie systemowi, który miał powstać w wyniku reformy, miana socjalizmu rynkowego było tylko swoistą deklaracją lojalności reforma­torów wobec Układu Warszawskiego, RWPG i ra­dzieckiego sąsiada. W rzeczywistości reforma była oparta na zasadach czystego etatyzmu i fiskalizmu. Dzięki temu żadna zmiana szyldu politycznego i ideologicznego oraz koloru rządzących elit nie zagra­żała już bezpośrednio podstawowym instytucjom systemu. Droga do dziedziczenia systemu ekono­micznego przez kolejne ekipy władzy została otwar­ta.

Wprowadzenie stanu wojennego nie przerwało procesu reformowania systemu ekonomicznego, ale spowodowało znaczącą modyfikację pierwotnych założeń. Okresowe przywrócenie bezpośredniego rozdzielnictwa zasobów materialnych miało raczej znaczenie incydentalne, natomiast potrzeby sfinan­sowania kosztów stanu wojennego spowodowały rozbudowę systemu wielokrotnego opodatkowania czynników produkcji i dochodów finalnych oraz oparcie całego systemu finansowego na zasadzie maksymalizacji dochodów budżetowych. Nie znie­siono dotacji państwowych ani cen administracyj­nych. Swobodę manewru reformatorów ograniczyły czynniki zewnętrzne: barterowa wymiana z krajami RWPG i ograniczenia handlu z Zachodem wprowa­dzone w odpowiedzi na ogłoszenie stanu wojennego. Zachowanie administracyjnych cen pozwoliło na zlikwidowanie pieniężnego popytu ludności przez jednorazową podwyżkę ich poziomu (ponad 200 punktów procentowych) i redukcję podaży o ponad 40%. Była to ostatnia wielka operacja fiskalno-drenażowa przeprowadzona w „starym stylu” radzie­ckiej polityki inflacyjnej (podwyżek cen administra­cyjnych), która oprócz funduszy na sfinansowanie stanu wojennego zapewnić miała warunki funkcjo­nowania nowego systemu finansowego państwa.

Nadzieja ta nie mogła być spełniona, gdyż nowy system finansowy był z istoty swej inflacjogenny, niestabilny i antypodażowy. W miarę jak redukowa­no obszar cen administracyjnych, zastępując je ce­nami monopolu, wzrastało znaczenie „pośrednich” instrumentów fiskalno-drenażowych: podatków, opłat, ceł, kursów i procentów. Kreowana przez sys­tem inflacja coraz wyraźniej nabierała cech taksflacji (inflacji pobudzanej przez podatki). Wskutek tego dziesięciolecie, które otworzyła lutowa operacja fiskalno-drenażowa stanu wojennego, a zamyka nowa fala inflacji spowodowanej realizacją prowizorium budżetowego na pierwszy kwartał 1992, można naz­wać okresem taksflacji.

Przyczyny destabilizacji i taksflacji tkwią w odziedziczonym po komunistycznym etatyzmie spo­sobie podejmowania decyzji makroekonomicznych, w opartym na skrajnym fiskalizmie systemie finansowym i archaicznym, również pokomunistycznym, podziale gospodarki narodowej na sferę produk­cyjną i nieprodukcyjną (budżetową).

Prymat władzy wykonawczej nad władzą usta­wodawczą, zachowany dzięki faktycznemu monopo­lowi inicjatywy ustawodawczej rządu, nadaje usta­wie budżetowej i towarzyszącym jej ustawom gospo­darczym lub ich nowelizacjom, ustalającym nowe zmienione warunki gospodarowania wszystkich podmiotów gospodarujących, charakter ustawy za­sadniczej, kształtującej system gospodarczy, a więc czegoś w rodzaju „konstytucji gospodarczej” trwającej jeden rok, a nawet krócej, gdy zamiast budżetu uchwalano prowizoria budżetowe lub no­welizowano ustawę budżetową w ciągu roku. Pomi­jając jednak „poślizgi” legislacyjne i ustawy o cha­rakterze interwencyjno-koniunkturalnym można przyjąć, że roczny budżet nadawał roczny rytm zmianom instytucjonalnym systemu ekonomiczne­go a działalność gospodarczą zamykał w rocznym cyklu gospodarowania uniemożliwiając, podejmo­wanie decyzji gospodarczych o dłuższym czasie realizacji. W ten sposób cała gospodarka narodowa stawała się „gospodarką krótkiego okresu”.

Przebieg krótkiego cyklu gospodarowania wyz­naczają mechanizmy taksflacji. Na początku pod­wyżki podatków, opłat, kursów i oprocentowania uruchamiają mnożniki inflacyjne tj. przenoszenie podwyżek na koszty i ceny spotęgowane przez za­sadę wielokrotnego opodatkowania (np. podatek płacony od czynników produkcji stanowi podstawę opodatkowania obrotu itp.). W efekcie następują: szybki wzrost dochodów budżetowych i narastanie zaległości płatniczych oraz raptowny wzrost cen. Nowy nominalny poziom cen i wynikający z tego zwiększony volumen nominalnych obrotów pie­niężnych stwarza popyt na dodatkowe środki płat­nicze (w procesach taksflacji nie drukuje się „pus­tego” pieniądza a tylko pieniądz o zmniejszonej sile nabywczej na potrzeby obsługi nominalnego obie­gu), które rosną pomimo malejącego realnie docho­du narodowego i realnego volumenu transakcji. Pierwotne impulsy podwyżek podatkowych wyga­sają, wzrost kosztów i cen wytraca tempo i rozpo­czyna się druga faza rocznego cyklu taksflacji. W drugiej fazie cyklu przystosowane już do nowych warunków finansowych przedsiębiorstwa aktywi­zują działalność gospodarczą, a budżet zaczyna od­czuwać skutki wzrostu cen i zwiększający się ciężar wydatków budżetowych. W trzeciej fazie (odpowiada ona zazwyczaj trzeciemu kwartałowi roku) aktyw­ność przedsiębiorstw jeszcze nie maleje, ale rezerwy budżetowe są już wyczerpane, luka w dochodach budżetowych przekracza „planowany deficyt” a wy­datki budżetowe rosną coraz szybciej. Czwarta, ostatnia faza rocznego cyklu rozpoczyna się gorączko­wymi działaniami resortu finansów, mającymi na celu uzyskanie nowych dochodów i redukcję wy­datków. Następują zamrożenia płac, emerytur i rent oraz redukcje innych wydatków w sferze budżeto­wej. Równolegle nasila się kampania propagandowa o zagrożeniach, jakie dla gospodarki stwarza rosnąca luka budżetowa i trwają przygotowania do wprowadzenia nowych podatków i nowych pod­wyżek podatkowych w nowej ustawie budżetowej. Rośnie niepewność gospodarowania, firmy redu­kują te wszystkie rodzaje działalności, które grożą wejściem w „pułapkę podatkowo-kredytową”, lecz mimo spadku aktywności ostatnią fazę cyklu cha­rakteryzuje przyspieszony wzrost cen.

W gospodarce krótkiego okresu irracjonalna polityka finansowa spotyka się z racjonalną reakcją przedsiębiorstw. Firmy, które podejmują działania krótkookresowe mają szanse przetrwania i rozwoju, natomiast firmy, które opierają się lub muszą opie­rać swoją działalność na długookresowym rachun­ku efektywności kapitałowej, skazane są na upadki i bankructwa (dotyczy to zarówno gospodarstw chłopskich, przedsiębiorstw rolnych jak i wielkiego przemysłu). Niektóre z nich szukają ratunku w re­dukcji produkcji, zatrudniania i dekapitalizacji, zmniejszając obciążenia finansowe z tytułu dywi­dendy, popiwku i innych podatków. Inne, które przystosowały się do krótkiego cyklu obrotu kapi­tałem, podejmują krótkie serie produkcji, często zmieniają asortyment wykorzystując okazje lub chwilową koniunkturę (modę), preferują transakcje natychmiastowe i nie prowadzą gospodarki zapasa­mi i rezerwami płynności. Głównymi barierami przed angażowaniem się w dłuższe cykle obrotowe są podatki (szczególnie wyraźnie destrukcyjne zna­czenie ma podatek obrotowy płacony w trakcie ope­racji zakupu a przed sprzedażą w imporcie tzw. po­datek graniczny) oraz wysokie oprocentowanie kre­dytów krótkoterminowych. Skłaniają one do gospo­darowania przede wszystkim własnym kapitałem i redukują wielkość transakcji i gospodarkę zapasa­mi. Wskutek tego równowaga na rynku towarowym jest chybotliwa, nie zapewnia ciągłości podaży i niezmienności asortymentowej sprawiając, że na­wet małe firmy zdobywają pozycje monopolu i są w stanie poprawiać swoją kondycję podwyżkami cen. Ceny monopolowe stały się zjawiskiem pow­szechnym w Polsce, a inflacja pobudzana pozycją monopolu szybko wzrasta w trzeciej i czwartej fazie rocznego cyklu gospodarczego; ale tego typu inflacja nie zwiększa dochodów budżetowych, lecz wydatki, pobudzając resort finansów do intensyfikacji polity­ki fiskalno-drenażowej i propozycji podwyższenia wszystkich podatków w nowej ustawie budżetowej, która otworzy nowy krótki cykl gospodarczy.

System finansowy w Polsce jest antypopytowy i kryzysogenny. Na początku cyklu taksflacja ogra­nicza autonomiczny popyt firm i konsumentów, w środkowych fazach poprawia się sytuacja firm, które zdołały się przystosować do nowych wa­runków, ale pogarsza położenie gospodarstw domo­wych wskutek spadku realnej siły nabywczej do­chodów nominalnych. W końcowej fazie cyklu bez­pośrednie ograniczenia dochodów sfery budżetowej i świadczeń pieniężnych dokonują kolejnej redukcji efektywnego popytu. Malejący popyt nie pobudza podaży nawet podstawowych dóbr konsumpcyj­nych. Roczny cykl gospodarczy kończy się kolejnym spadkiem podaży i stanem pogłębionej recesji. Wy­nika z tego, że w Polsce nie działa ani jeden z me­chanizmów rynkowych wyrównujących podaż do poziomu efektywnego popytu. Pomimo dziesięciole­cia reformy prowadzonej pod hasłami socjalizmu rynkowego, a następnie liberalnej koncepcji wolne­go rynku, system ekonomiczny funkcjonuje nadal na zasadach skrajnego fiskalizmu i etatyzmu. Jedy­na możliwość przerwania tego zaklętego kola taksflacji i recesji tkwi w zmianie sposobu podejmowania decyzji makroekonomicznych:

  • ranga ustawy budżetowej musi być obniżo­na do właściwych wymiarów, tj. rocznego planu (preliminarza) dochodów i wydatków państwa, bez towarzystwa ustaw zmie­niających system ekonomiczny i podpo­rządkowujących równowagę gospodarki na­rodowej krótkookresowym potrzebom rów­nowagi budżetowej,
  • zniesienie monopolu inicjatywy ustawodaw­czej rządu w sprawach dotyczących wyboru i kształtowania systemu ekonomicznego oraz kierunku i treści długookresowej poli­tyki państwa,
  • przejęcie przez Sejm procesu kształtowania instytucji tworzących system ekonomiczny byłoby zerwaniem z tradycją prymatu wła­dzy wykonawczej nad ustawodawczą, bierno-akceptacyjnej roli mono partyjnego par­lamentu i tym samym ukoronowaniem pro­cesu dekomunizacji systemu,
  • przejęcie przez Sejm procesów kształtowania systemu ekonomicznego oznaczałoby, że procesy prywatyzacji i przekształceń sfery nieprodukcyjnej w sektor gospodarki pub­licznej musiałyby zostać wydzielone z zakre­su bezpośrednich uprawnień rządu, a zwła­szcza resortu finansów i budżetu,
  • zaprzestanie terapii szokowej wobec społe­czeństwa i zastosowanie jej wobec resortu fi­nansów i budżetu poprzez zmodyfikowanie podatku dochodowego przez system ulg ste­rującym popytem prywatnym, przyspiesze­nie wprowadzenia podatku od wartości do­danej i instytucjonalizację długu publiczne­go (sprzedaż zobowiązań skarbu państwa na rynku prywatnym).

Własność państwa, nawet w brzmieniu konsty­tucji PRL, stanowi mienie ogólnonarodowe i z tego względu nie może podlegać wyłącznej gestii organów wykonawczych, tj. rządu i administracji gospodar­czej.

Stalinowski postulat jedności władzy politycz­nej i gospodarczej nie powinien obowiązywać w sys­temie prawnym III Rzeczypospolitej. Proces prywa­tyzacji, polegający na sprzedaży majątku państwo­wego przez resort finansów i resort przekształceń własnościowych i przejmowaniu uzyskanych do­chodów przez budżet centralny, jest w rzeczywis­tości równoznaczny z wywłaszczeniem społeczeń­stwa i dekapitalizacją majątku narodowego. Trzeba zatrzymać go natychmiast, zanim klęska gospodar­cza nie przekształci się w katastrofę narodową. Możliwe są następujące rozwiązania:

  1. w procesie przekształcania przedsiębiorstw państwowych w spółki akcyjne dochody ze sprzedaży akcji pozostają w przedsiębior­stwach i służą ich własnemu rozwojowi,
  2. dochody ze sprzedaży udziałów lub części majątku narodowego nie wpływają do budżetu państwa, lecz tworzą samoodtwarzające się pozabudżetowe fundusze inwestycyjne gospodarki narodowej, gospodarki komunalnej, a także sektora gospodarki publicznej,
  3. emisja akcji, obligacji przedsiębiorstw (niezbędna dla instytucjonalizacji zadłuże­nia przemysłu), a także obligacji skarbu państwa powinna być skierowana, w pew­nym procencie bezpłatnie, na uwłaszczenie sfery nieprodukcyjnej, tj. tworzenie samo­dzielnych funduszy ubezpieczeń społecz­nych, zdrowotnych i oświatowych. Przeksz­tałcenie sfery nieprodukcyjnej w gospo­darkę publiczną nie może dokonać się przez prostą redukcję wydatków budżetowych i wprowadzanie odpłatności usług i świad­czeń rzeczowych, lecz przez usamodzielnie­nie finansowe tej części gospodarki narodo­wej.

Prywatyzacja i usamodzielnianie sektora gos­podarki publicznej potrwa z pewnością kilka lat, ale z ich rozpoczęciem nie można czekać na decyzję ministra finansów, lecz rozpocząć natychmiast, jako program leczenia systemu i gospodarki po skutkach ostatniego prowizorium budżetowego i instytucjo­nalne zabezpieczenie przed nawrotem fiskalizmu i etatyzmu.

Wbrew pozorom przedstawiony tu zarys zmian w sposobie podejmowania decyzji makroekono­micznych nie zmierza do osłabienia rządu, wręcz przeciwnie, zwiększa jego operatywność i odpowie­dzialność za politykę finansową i gospodarczą. Rządy, które prowadzą równolegle bieżącą politykę gospodarczą i politykę ekonomiczną, tworzącą dłu­gookresowe instytucjonalne warunki gospodarowa­nia, narażone są na spotęgowane ryzyko błędu po­legającego na podporządkowaniu długookresowych zmian systemowych, potrzebom chwili, tj. zmianom koniunkturalnym i destabilizującym zarówno sys­tem jak i gospodarkę narodową.

 Andrzej Krawczewski

Prof. Andrzej Krawczewski pracuje na stanowisku profesora zwyczaj­nego w Akademii Ekonomicznej im. Oskara Langego we Wrocławiu; wcześniej był pracownikiem naukowym PAN.

 

Rafał Krawczyk
Ocena polityki budżetowej

Rząd przesłał do parlamentu projekt kolejnej zmiany ustawy budżetowej na rok 1993, która za­wiera propozycję dalszych cięć po stronie wydatków budżetu państwa. Tym razem jednak zmieniła się wielkość „nieprzekraczalnej bariery” deficytu bu­dżetowego. O ile dotąd uważano ją za 5% Produktu Krajowego Brutto, o tyle obecnie tą „magiczną gra­nicą” (np. bez głębszego uzasadnienia) ma stać się wielkość 8% PKB.

Projekt nowelizacji ustawy budżetowej opiera się na prostej arytmetyce: skoro dochody są niewystarczające dla zachowania równowagi budżetowej, należy po prostu obniżyć przede wszystkim poziom wydatków. Nowość polega jedynie na tym, iż rząd zgadza się obecnie z twierdzeniem dotąd niedopuszczanym do świadomości, a mianowicie z tym, że po­ziom deficytu budżetowego w warunkach Polski A. D. 1992 musi być wyższy aniżeli 5% PKB. Należy jednak w tym miejscu podkreślić, że manipulowanie poziomem deficytu budżetowego stanowić może in­strument wpływania rządu na koniunkturę gospo­darczą pod jednym wszakże warunkiem, a miano­wicie takim, że deficyt ten jest świadomie zaprogra­mowany i chłodno realizowany, nie zaś wymuszony sytuacją polityczną czy społeczną. Deficyt budżeto­wy wymuszony sytuacją nie pełni roli instrumentu wpływania przez rząd na koniunkturę gospodarczą, ale jest narzędziem ratunkowym, „ślepym” czyli bro­nią, której skutek poddaje się bardziej losowi, niż świadomemu zaprogramowaniu. Tak więc podsta­wowy zarzut, jaki można sformułować wobec sposo­bu konstruowania noweli budżetowej, to stwierdze­nie, iż jest ona wypadkową nacisków, konieczności i niemożności, nie zaś świadomym zamiarem i jako taka nie może spełnić jakiejkolwiek roli antyrecesyjnej. Ta sama wielkość deficytu na rok 1992, zapla­nowana w końcu ubiegłego roku mogła, taką rolę odegrać. Deficyt wymuszony funkcji tej nie spełnia, ponieważ strumienie dodatkowego pieniądza idą tam, gdzie jest siła polityczna, nie zaś tam, gdzie są naprawdę potrzebne.

Projekt zmian w ustawie budżetowej jest wyni­kiem tej samej filozofii ekonomicznej, jaka jest sto­sowana w Polsce od końca roku 1989 i która to filo­zofia stanowi podstawową przyczynę pogłębiania się (incydentalne wskaźniki wzrostu produkcji niczego tu nie zmieniają) recesji gospodarczej w naszym kraju. Filozofia ta nie jest prostą transplantacją monetaryzmu. Jakkolwiek ten kierunek myślenia gos­podarczego ma głęboki sens, to jednak tak samo jak aprobata dla jazdy na rowerze nie mogła być równoznaczna z przekształceniem Armstronga, zdo­bywcy Księżyca, w kosmicznego cyklistę, tak samo monetaryzm w teorii gospodarki rynkowej nie może być przeniesiony ze stabilnych i ukształtowanych jej warunków do „księżycowej” i oczekującej dopiero swej transformacji gospodarki postsocjalistycznej. W systemie gospodarki rynkowej ilość pieniądza w obiegu ma podstawowe znaczenie dla koniunktu­ry gospodarczej [3]. I nic ma wątpliwości co do tego, że spadek ilości pieniądza w obiegu ma tam z reguły skutek dla gospodarki negatywny. Uważa się nawet dzisiaj, że światowy Wielki Kryzys 1929-1933 został wywołany zbyt późną i nieumiejętną reakcją urzę­dników administracji amerykańskiej na wzrost po­pytu na pieniądz kredytowy ze strony rynku kapi­tałowego.

Ograniczenie obiegu pieniądza w Polsce w wa­runkach transformacji systemowej ma skutek pod­wójnie negatywny: (i) zwyczajnie negatywny, ponie­waż w rezultacie obiegu pieniądza pojawia się deko­niunktura, jako naturalny efekt tego zjawiska w ra­mach mechanizmu rynkowego; (ii) … negatywny, ponieważ rodząca się w bólach gospodarka rynkowa odziedziczyła po komunizmie systemowy niedobór pieniądza w obiegu. Nie należy tego mylić ze zjawis­kiem tzw. „nawisu inflacyjnego” spowodowanego tym, że pieniądz był w komunizmie kierowany jedy­nie na „rynek indywidualnego konsumenta”, co przy braku innych rynków (inwestycyjnego, kapitałowe­go czy rynku nieruchomości) i jego względny nad­miar (kolejki w sklepach) wynikał z wąskiego pola, na jakim operował pieniądz. „Nawis” został zdjęty operacją zwolnienia cen spod kontroli państwa z początkiem 1990 r. Późniejsze procesy recesyjne, trwające do dzisiaj, są spowodowane niedoborem pieniądza, powstałym w wyniku gwałtownego rozszerzenia się rynku o dobra dotąd nierynkowe, a więc dobra kapitałowe, nieruchomości, maszyny i urządzenia, środki transportu, linie telekomunika­cyjne, pola golfowe, konie arabskie z państwowych stadnin, usługi konsultingowe etc. etc. etc. Te nowe wartości przestały być „nieruchomym zasobem”, ale stały się potencjalną podstawą uruchomienia stru­mieni dochodów i wydatków. Potencjalnym, ponie­waż nie został do tego nowego zjawiska dopasowany rynek przepływów.

Gospodarka socjalistyczna sukcesywnie ogra­niczała obieg pieniądza, a powiększała zasoby pań­stwowe administrowane decyzjami centralnymi z pominięciem pieniądza. Pamiętajmy, że dążyła ona do „komunizmu, czyli gospodarki bezpieniężnej”. Transformacja systemowa oznacza zawróce­nie jej z uprzednio obranej drogi, ergo ożywienie „martwych rynków”, czego nie da się zrobić (co wi­dać) bez zaopatrzenia tych rynków w odpowiednie strumienie pieniądza. Warto pamiętać, że świat zre­zygnował z waluty złotej na korzyść papierowej je­dynie z powodów technicznych: produkcja złota nie nadążała za wzrostem produkcji, która nie mogła się rozwijać bez zwiększonej ilości pieniądza. To samo dotyczy gospodarki postkomunistycznej.

Rzecz jest prosta teoretycznie, chociaż niełatwa w realizacji, jeśli jednorodny pieniądz ma poruszać się w strumieniach pożądanych, powodujących wzrost gospodarczy, nie zaś w kierunkach powo­dujących inflację czy obecną stagflację. Jednakże je­den przykład z propozycji noweli budżetowej da się użyć jako klasyczny przykład tworzenia pozornej i kryzysogennej równowagi budżetowej. Nowela pro­ponuje zdjęcie 100 mld złotych kredytów dla rol­nictwa. Co to oznacza? Za pozornie słusznym dąże­niem do zrównoważenia budżetu państwa kryje się instrument pogłębiający recesję. Niewydane 100 mld, to nie po prostu oszczędność budżetowa, ale decyzja o tym, że rolnicy nie kupią środków do pro­dukcji za 100 mld zł. Oznacza to, że istniejąca dzisiaj produkcja wartości 100 mld zł nie trafi do nabywcy. Efektem tego zabiegu będzie nie tylko „oszczędność budżetowa”, ale również określony spadek produk­cji. Spadek produkcji obniży dochody przedsię­biorstw, pogorszy poziom rentowności i obniży w konsekwencji ich wpłaty do budżetu. Czyli dzisiej­sza „oszczędność” odbije się przyszłorocznym odpo­wiednim spadkiem dochodów budżetu, co z kolei – jeśli ta dziwaczna filozofia będzie kontynuowana – spowoduje konieczność dalszych cięć budżetowych w roku 1993. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, gdzieś istnieje „dno” dla takich operacji. Godzi się jednak wspomnieć, że dążenie do „samoczynnego stuknięcia o dno” jest najkosztowniejszym sposo­bem prowadzenia polityki gospodarczej.

Wiedza istnieje po to aby ją wykorzystywać. Ina­czej polityka gospodarcza sprowadza się do „wy­ważania otwartych drzwi”, czyli powtarzania stale tych samych błędów.

Podsumowanie

Gospodarka polska dla pobudzenia wzrostu gospodarczego wymaga stałego wyrównywania po­ziomu obiegu pieniądza równolegle z procesem „wyjmowania” wartości z sektora państwowego (nie­pieniężnego) do sektora rynkowego (pieniężnego). Każda fabryka, pałac, dom czy PGR, przesunięty z „zasobu” do obrotu rynkowego wymaga zaopatrze­nia gospodarki w odpowiedni strumień pieniądza.

Zaopatrzenie gospodarki w pieniądz może mieć dwojaki charakter: (i) wprost, czyli wzrost ilości pie­niądza w obiegu przez zwiększoną jego emisję lub świadome powiększanie, nie zaś pomniejszanie de­ficytu budżetowego. Do tej kategorii zaliczyć też można operacje podmiotów zagranicznych na kra­jowym rynku kapitałowym lub zagraniczne inwes­tycje bezpośrednie; (ii) kumulatywny poprzez stałe powiększanie podaży kredytu hipotecznego; każda nieruchomość czy dobro trwałe może być w gospo­darce rynkowej użyte jako zabezpieczenie pożyczki. W ten sposób świat zachodni w 90% opiera się na , pożyczonym, nie zaś własnym kapitale obrotowym. W Polsce to pożądane zjawisko ma charakter mar­ginalny, staje się przyczyną trwałej recesji, która nie ma prawa zakończyć się samoczynnie, albowiem brakuje mechanizmu zaopatrywania wzrostu pro­dukcji w odpowiednie strumienie pieniądza.

Obecna propozycja zmian w budżecie państwa na 1993 rok jest kontynuacją dotychczasowej filo­zofii gospodarczej, to znaczy nieprowadzenia ener­gicznej polityki finansowania rozwoju gospodarcze­go. Sprowadza się ona do oczekiwania na cud, który na pewno nie nadejdzie.

 Rafał Krawczyk

Październik 1993 r.

Rafał Krawczyk Jest profesorem nauk ekonomicznych, wykłada na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim

[1]

         [1] Miesiąc później wysyłka podobnego listu z Polski do USA kosztowała już 39 000 złotych polskich.

[2]

         [2] The International Society for Intercommunicatlon of New Ideas, Inc. (ISINI) z siedzibą w Bostonie.

[3]

                        [3] Milton Friedman tak pisze na ten temat: Czy zmiany ilości pieniądza w obiegu mają znaczenie? Istnieje olbrzymi zasób dowodów historycznych świadczący o tym, że tak. Każda recesja gospodarki Stanów Zjednoczonych w ubiegłym stuleciu, prócz jednej, była poprze­dzona spadkiem tempa wzrostu ilości pieniądza. I im ostrzejszy spadek, tym silniejsza była następująca po nim recesja.

Wypowiedz się