Prof. Artur Śliwiński: Czy Polskę czeka „kolorowa rewolucja” ?

Programowanie umysłówCztery cechy czynią człowieka głupcem: nie ważenie słów, zmiany bez postępu, ufanie obcym oraz przyjaźń z wrogami. (przysłowie arabskie).

Odpowiedź na nasze pytanie nie jest bynajmniej trudna. O wiele trudniej przekonać do niej polityków oraz opinię publiczną. Zarówno politycy, jak i szeroka opinia publiczna znajdują się bowiem pod wpływem środków odurzających.

Toteż warto zacząć od wytłumaczenia, o jakich tutaj środkach odurzających mówimy. Nie chodzi bynajmniej o specyfiki chemiczne, chociaż tych również nie brakuje. Chodzi o długotrwałe aplikowanie społeczeństwu polskiemu silnych i niszczących świadomość społeczną zabiegów, z wykorzystaniem nowoczesnych sieci informacyjnych. Już na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku społeczeństwo polskie zostało poddane agresywnym zabiegom „terapii szokowej”, z której do tej pory nie może się wyzwolić. Polski czytelnik od 2009 roku mógł się przekonać, że model ekonomicznej „terapii szokowej” był wzorowany na obserwacji skutków ubocznych stosowanej w psychiatrii terapii elektro-wstrząsowej; przy „usuwaniu z umysłu pacjenta starych wzorów zachowania” ( według „Doktryny szoku” Naomi Klein). Dynamiczny rozwój technologii informacyjnych w latach 1990-2015 sprzyjał wyparciu wiedzy uniwersyteckiej przez przekaz medialny, co miało tragiczne konsekwencje dla świadomości społecznej. Wraz z towarzyszącym temu głębokim spadkiem wiarygodności „informacji śmieciowej” następuje niespotykana dotychczas ideologizacja przekazu, przy której wcześniejsze oddziaływanie ideologii marksistowskiej było zaledwie przedszkolem. Innym skutkiem odcięcia społeczeństwa od rzetelnej wiedzy uniwersyteckiej było „przesterowanie” świadomości społecznej ze spraw najbardziej żywotnych dla społeczeństwa (zagadnień gospodarczych, narodowych, religijnych) na sprawy trywialne i bezsensowne reguły „poprawności politycznej”. Poziom wiedzy ekonomicznej Polaków (nie wyłączając polityków i … ekonomistów!) jest praktycznie zerowy. Świadomość społeczna została przesterowana również w innym, jeszcze ważniejszym wymiarze: od racjonalnego myślenia do motywacji emocjonalnych. W ten sposób społeczeństwo polskie pozbawione zostało świadomości społecznej, toteż nie jest na ogół zdolne (przynajmniej w najbliższych miesiącach) do zrozumienia rzeczywistości zarówno krajowej, jak i globalnej.

Regres świadomości społecznej

„Kolorowe rewolucje” są projektami, które wymagają tworzenia bazy społecznej. Podobnie jak przed rewolucją bolszewicką, taką bazę budowano z ludzi mających najniższy poziom świadomości społecznej, wywodzących się najczęściej z nizin społecznych i środowisk kryminalnych, tak też projekty „kolorowych rewolucji” przewidują posłużenie się ludźmi posiadających niski poziom świadomości społecznej; tym razem ludźmi nacechowanymi głupotą i pokorą.

W Polsce mamy do czynienia z powszechnym ograniczeniem zdolności poznawczych. Możliwe jest , że temu ograniczeniu towarzyszy narastająca kontrakcja ze strony ludzi przeciwstawiających się medialnym manipulacjom i krytycznie oceniających wydarzenia polityczne i gospodarcze, jak to się działo wiele razy w przeszłości. ”Kolorowe rewolucje” są często odpowiedzią na zagrożenie status quo.

Obecnie regres świadomości społecznej w Polsce nie jest dostatecznie zbadany, toteż możemy jedynie ukazać niektóre aspekty ograniczenia zdolności poznawczych. Jest on efektem długotrwałego procesu demontażu dotychczasowej praktyki poznawania rzeczywistości, w tym instytucji naukowo-badawczych, systemu statystyki publicznej, dialogu społecznego, oświaty i wychowania, etc. Ponieważ pozostają nadal, zazwyczaj działające w sferze informacji, fasadowe instytucje rządowe, ów demontaż jest często słabo widoczny. Bezkrytyczne podejście do systemu rządzenia znakomicie ułatwia omawiany demontaż.

Demontaż poznawania rzeczywistości nie oznacza, że podlegające mu instytucje ograniczają swą aktywność. Przeciwnie, przekształcają się w biurokratyczne struktury ograniczające autonomię podległych im placówek. Przykład przeobrażeń uczelni wyższych wyklucza wszelkie wątpliwości. Szkoły wyższe w Polsce straciły na rzecz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego utrzymywaną, nawet w okresie komunistycznym, autonomię; w sferze nauczania, badań i awansu naukowego na rzecz zbiurokratyzowanego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Programowanie umysłu 1Okaleczający świadomość społeczną demontaż poznawania rzeczywistości nie jest procesem naturalnym. Jest on zamierzonym działaniem, które ma umożliwić sprawowanie rządów totalitarnych. Wprowadza on bowiem do świadomości ogółu chaos i dezorientację.

Szczególnie ważnym elementem demontażu poznania jest desocjalizacja. Desocjalizacji sprzyjają różne współczesne doktryny filozoficzne, religijne i ekonomiczne, które możemy objąć mianem indywidualizmu. Podważają one bowiem w świadomości społecznej istotne znaczenie więzi społecznych (wspólnotowych, narodowych). Zamierzona destrukcja świadomości społecznej, to przede wszystkim praktyka niszczenia tych więzi , ogołacania ludzi z wiedzy historycznej, z dorobku kultury narodowej, norm społecznych, odpowiedzialności wobec innych.

Desocjalizacja umożliwia kontrolę społeczeństwa. Jak zauważył jeden z wybitnych współczesnych ekonomistów rosyjskich Michaił Deljagin: „ W imię desocjalizacji podstawowym celem edukacji staje się znowu kontrola społeczeństwa: kształtowanie nie «człowieka myślącego», lecz «człowieka pokornego». W ten sposób wiedza i nauka stają się społecznie nieistotne, zaś   przygotowanie decyzji, w tym najważniejszych, coraz bardziej opiera się na emocjach i uprzedzeniach, a nie na faktach”.

„Walka o demokrację”

Stałym elementem „kolorowych rewolucji” jest hasło walki o demokrację. Uzasadnia ono wspieranie „opozycji demokratycznej” przez czynniki globalne (omówienie tych czynników wykracza poza wąskie ramy niniejszej publikacji). Chodzi zarówno o wsparcie polityczne i propagandowe, jak też – co najważniejsze – o wsparcie finansowe. Jednocześnie hasło to ustawia dotychczasowe rządy w skrajnej opozycji do demokracji.

Widzimy, że „walka o demokrację” nie jest w tym przypadku celem szczytnym i godnym społecznego poparcia. Jest standardowym hasłem, zawartym we wszystkich instrukcjach dla tworzonej w ramach projektu „kolorowej rewolucji” kontr-elity.

Również ostatnio w Polsce hasło „walki o demokrację” jest eksponowane przez specyficzny sojusz ugrupowań opozycyjnych. Jest to jeden z kilku sygnałów realizacji scenariusza „kolorowej rewolucji”, tym razem wymierzonej w rządy Prawa i Sprawiedliwości, lecz z pewnością planowanej z kilkuletnim wyprzedzeniem (projekty „kolorowych rewolucji” mają charakter długoterminowy). Trudno wszakże przeoczyć dwa poważne błędy polityczne realizowanego scenariusza. Pierwszy z nich dotyczy nazwy animowanego ruchu: „Komitet Obrony Demokracji”. Nazwa ta sugeruje, że celem ruchu jest raczej obrona, podważanego przez Prawo i Sprawiedliwość, układu interesów politycznych i ekonomicznych, które wyłoniły się w latach 2007-2015. Nie ma to nic wspólnego z demokracją, co zostało łatwo wypomniane organizatorom ruchu. Drugi, być może jeszcze poważniejszy błąd polityczny polega na przejęciu inicjatywy politycznej przez skompromitowanych przywódców i aktywistów Platformy Obywatelskiej, PSL oraz ugrupowań lewicowych. Czym innym jest przecież ruch demokratyczny, a czym innym konglomerat polityków „przegranych” w ostatnich wyborach parlamentarnych; czym innym ulica, a czym innym gabinety poselskie.

Brakuje nam wyników analizy struktury społecznej kilkudziesięciotysięcznego protestu „ w obronie demokracji” przed Sejmem RP w dniu 13 grudnia 2015 roku. Z pewnością w składzie protestujących znaleźli się aktywiści wspomnianych partii, ugrupowań lewicowych oraz efemerycznej „Nowoczesnej.pl”. Ale za organizacyjnymi fasadami kryje się wielobarwna menażeria polityczna: ludzie mafijnego biznesu, biurokraci warszawscy, obcokrajowcy, homoseksualiści, skompromitowani politycy, zwolennicy aborcji, ateiści i inni.

programowanie umysłu 2Wiele wskazuje na to, że główny nurt protestu stanowili ludzie o zatrważająco niskim poziomie świadomości społecznej, kierujący się raczej motywami emocjonalnymi, aniżeli rozeznaniem sytuacji. Ci ludzie (w odróżnieniu od cynicznych i skompromitowanych polityków) bez zastrzeżeń przyjmują, że dotychczas funkcjonowali w państwie demokratycznym. Nie przyjmują do wiadomości antydemokratycznych zachowań popieranych przez siebie polityków. Nie potrafią nawet pojąć, z kim mają do czynienia.

Kryzys demokracji a „kolorowe rewolucje”

Sprawa wydaje się banalnie prosta, skoro powszechnie wiadomo, że żadna z dotychczasowych „kolorowych rewolucji” nie zakończyła się wprowadzeniem demokratycznego systemu rządów. Widzimy to przeglądając całe spektrum „kolorowych rewolucji”: od Jugosławii do Syrii.

Lecz także w tej sprawie napotykamy na efekty niszczenia świadomości społecznej. Nikt nie zaprzecza, że „kolorowe rewolucje” są jednym z najsilniejszych narzędzi geopolityki Stanów Zjednoczonych. Również poważni amerykańscy stratedzy nie podważają faktu przeprowadzania tych rewolucji. A jednak równolegle w obiegu publicznym funkcjonują slogany podważające te fakty. Na przykład ukraiński Majdan jest prezentowany jako wyraz dążeń Ukraińców do demokracji, jako zryw wolnościowy albo nacjonalistyczny, a nie jako długoterminowy projekt destabilizacji postsowieckiego Wschodu według standardowych technologii „kolorowych rewolucji”. Jeszcze bardziej żenujące są oświadczenia polityczne i medialne o wspieraniu demokratycznej opozycji w Syrii, chociaż od dawna wiadomo, że w Syrii demokratyczna opozycja wobec prezydenta Bashara al- Assada praktycznie nie istnieje.

Zatrzymajmy się nad tą schizofrenią. Przede wszystkim warto zauważyć, że mamy do czynienia z dwoma przeciwstawnymi orientacjami. Pierwsza z nich demaskuje „kolorowe rewolucje”, zaś druga jest integralnym elementem tych rewolucji lub co najmniej ich wsparciem politycznym i medialnym. Żaden rozumny człowiek, dotknięty destabilizacją wywołaną przez „kolorową rewolucję”, nie może jej aprobować. Poparcie dla tych rewolucji jest bezsensowne. Ale ludzi trzeźwych, twardo trzymających się rzeczywistości, ludzi nie ulegających czynnikom emocjonalnym, ludzi wyposażonych w dociekliwość, ludzi sięgających po doświadczenie historyczne, jest coraz mniej. Zaczyna przeważać tłum głupców, którzy nie tylko domagają się uznania publicznego, lecz są wrogo usposobieni, wobec osaczonej przez nich, warstwy ludzi mądrych. To jest właśnie baza rewolucji kolorowych.

Kreatorzy i strażnicy „kolorowych rewolucji”

Jedno jest pewne. Wszyscy kreatorzy „kolorowych rewolucji”, w odróżnieniu od ogłupiałej masy kierujących się owczym pędem zwolenników takich rewolucji, z demokratycznymi dążeniami nie mają nic wspólnego. Gdy piszemy o kreatorach „kolorowych rewolucji” powinniśmy najpierw zastrzec, że tego rodzaju rewolucje mają jednego zbiorowego organizatora. Nie są nimi Stany Zjednoczone. Tym zbiorowym organizatorem jest światowa oligarchia finansowa. Toteż pierwsze nieporozumienia wynikają z personifikowania „kolorowych rewolucji”, czyli przypisywania sprawstwa pojedynczym, wpływowym osobom. W praktyce zaś mamy do czynienia z rozległymi sieciami globalnymi, które głęboko przenikają w struktury państwowe. Wpływowe osoby (takie jak Soros, Buffet, Gates) kontrolują niektóre z tych sieci, więc ich rola nie jest marginesowa. Lecz łatwo ulec złudzeniu, że na ich osobistej inicjatywie sprawa się kończy. Łatwo też demonizować te osoby, przypisując im nadludzkie możliwości.

Przyjęcie do wiadomości faktu, że za „kolorowymi rewolucjami” stoi światowa oligarchia finansowa, a nie poszczególne państwa lub osoby, zasadniczo zmienia punkt widzenia. Mamy bowiem do czynienia z koncentracją władzy w wąskiej grupie światowych potentatów finansowych, czyli z oligarchicznym systemem rządów. Jest to skrajne przeciwieństwo systemu demokratycznego.

Znowu daje o sobie znać niewiedza i głupota, która przyjmuje niekiedy wręcz karykaturalną formę. W tym zakresie pouczający może być przykład Ukrainy. Na Ukrainie funkcjonuje system władzy skupionej w rękach uwłaszczonych na majątku sowieckim oligarchów, swobodnie dysponujących głosami Rady Najwyższej (należy do nich nawet prezydent Poroszenko – „król czekolady”). Nie ulega wątpliwości, że należą oni do oligarchii światowej, podobnie jak oligarchowie Rosji. Z pewnością nie jest to demokratyczny system sprawowania władzy i demokratycznym być nie może. Toteż w obecnych warunkach „wspieranie demokracji” na Ukrainie jest głupie i bezsensowne. Tak przynajmniej powinno być postrzegane przez polityków i opinię publiczną. A jednak nadal politycy w Polsce głoszą potrzebę „wspierania demokracji” na Ukrainie, nawet nie czerwieniąc się ze wstydu. Co gorsze, znajdują zwolenników wpatrzonych w nich z podziwem.

Czy stojący u steru władzy politycy w Polsce nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą być również zmiecieni ze sceny politycznej jak były prezydent Ukrainy Janukowicz i jego równie oligarchiczny system rządów?. Czy znają mechanizm „rewolucji kolorowych”?

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Autor jest Wiceprezesem Zarządu Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

Artykuł zamieszczony w miesięczniku „Polityka Polska” nr 1 (9) styczeń 2016

programowanie umysłu 3

Wypowiedz się