„Raport z żelaznej góry” scenariuszem dla Nowego Porządku Świata (NWO)

Spiskowa teoria

Ogromna ilość faktów i wydarzeń potwierdza, że ten Raport sprzed pół wieku nie jest żadną „teorią spiskową” lecz udokumentowaną, realizowaną strategią. Wystarczy, że ludzie dociekliwi i samodzielnie myślący przyjrzą się panoramicznie otaczającej rzeczywistości zarówno w Polsce, jak i na świecie, włącznie z tym co dzieje się na Bliskim Wschodzie, na Ukrainie i problemowi exodusu emigracyjnego do Europy. Oczywiście znajdzie się wielu takich, co jeszcze dzisiaj będą używać słowa knebla, że to są „teorie spiskowe” a nie fakty spiskowe. Należy tu wśród osób posługujących się tym kneblem wyróżnić w pewnym uproszczeniu dwie kategorie:

  • pożytecznych idiotów, których nie stać na samodzielne myślenie, bo ich to męczy i powtarzają te słowa za świadomymi dezinformatorami, głównie w mediach, ale także w polityce, nauce i innych dziedzinach;
  • świadomych dezinformatorów, którzy wiedzą mniej lub więcej o co chodzi, ale ze względu na pozycję, wysokie uposażenie, lub aktywny udział w programach masowej kontroli umysłów – mają za zadanie deprecjonowanie i obśmiewanie analiz zdarzeń oraz faktów odbiegających od powszechnego rozumienia i poprawności politycznej oraz naukowej.

W związku z tym, przypomnijmy, kto wymyślił bardzo skuteczny knebel pod nazwą „teoria spiskowa”. Ten chwyt public relation wymyśliła CIA po zabójstwie prezydenta USA Johna Kennediego. Kiedy ktoś kwestionował, że nie zabił go jeden człowiek – Lee Oswald, lecz bardzo dobrze zorganizowana grupa przestępcza, ze szczytów władzy międzynarodowej finansjery, to obśmiewano go, że wymyśla teorie spiskowe. Był to bardzo skuteczny knebel przez kilkadziesiąt lat dla interpretacji wielu spraw, które były w sprzeczności z wersją oficjalną i jeszcze dzisiaj wielu go używa, chociaż jest to już znacznie mniej skuteczne. Powyższy obrazek jest odpowiedzią dla tych,  co jeszcze tym się posługują.

Poniższy tekst, należy przeanalizować razem z następującymi zamieszczonymi na tej stronie obok siebie tekstami ( w podanej kolejności):

Analiza tych tekstów pozwala zaoszczędzić dziesiątki tysięcy stron rozproszonej wiedzy. Po przeanalizowaniu tej lektury, robiącej przygnebiające wrażenie, nieuchronnie nasuwa się pytanie. Czy jesteśmy jako ludzkość bez szans ? NIE tak nie jest. Rosnąca szybko świadomość u ludzi na całym świecie, głównie dzięki internetowi i innym możliwościom komunikowania się z całym światem, powoduje, że te plany zaczynają się coraz bardziej „rwać’.  Chęć ich szybkiego nadrabiania  powoduje popełnianie większej liczby błędów, co skutkuje jeszcze większym przyspieszeniem świadomości ludzi, także w służbach siłowych i we władzy.

W związku z tym na podsumowanie tego wstępu do tych pięciu tekstów przytoczymy dwie „złote myśli”:

  • WIEDZA JEST NIEBEZPIECZNA, ALE NIEWIEDZA ZNACZNIE BARDZIEJ.
  • WIEDZA CAŁOŚCIOWA, HOLISTYCZNA – CHRONI I POMAGA. IGNORANCJA, NIEWIEDZA,  A NAWET WIEDZA WĄSKO-SPECJALISTYCZNA – NARAŻA I ZAGRAŻA.

Redakcja KIP

Do przypomnienia faktu istnienia „Raportu z żelaznej góry” skłonił mnie wywiad Jeffa Rense z Deborah Tavares. Tu jest orygonalny link, ale z jakichś przyczyn filmik jest w Europie zakazany. Ściągnąłem go sobie więc na dysk za pomocą keepvid.com i od razu zrozumiałem o chodzi. Deborah mówi wiele właśnie o „Raporcie” i o tym w jaki sposób jest obecnie realizowany. Okazuje się, że niemal całe zło, które doświadczamy jest konsekwencją ustaleń autorów, a ci z kolei byli wytypowani przez mafię Rotszyldów i Rockefellerów, czyli górę Illuminati – żydowskich rodzin banksterskich. Jest to więc niejako kontynuacja Protokołów Mędrców Syjonu, z uwzględnieniem postępu nauki i możliwości realizacji przez masonerię żydowską jeszcze bardziej perfidnych planów. Warto je znać, bo są i będą systematycznie wcielane, chyba że „ruskie i chińczyki” to powstrzymają, choć na razie niewiele wskazuje na to by byli poza kontrolą, Maurice Strong od lat działa z terenu Chin, a co do Rosji to mamy też swoje podejrzenia…
A może jakaś siła kosmiczna powie nie? Choć jak wynika z Raportu, też to przewidziano…

Raport z Żelaznej GóryRaport z Żelaznej Góry
Za: http://nwonews.pl/artykul,1853,raport-z-zelaznej-gory

Poniższy tekst stanowi tłumaczenie fragmentu książki Edwarda Griffina „The Creature from Jekyll Island – A Second Look at The Federal Reserve”, autorstwa jednego z użytkowników nieistniejącego już forum Nowy-Horyzont.pl o nicku Trott.

Z 24 rozdziału „The Creature from Jekyll Island – A Second Look at The Federal Reserve” Edwarda Griffina:

Istota tych matactw (służącym osłabieniu USA by łatwiej zatopić je w rządzie globalnym, bazującym na modelu kolektywistycznym) ma źródła w analizie wydanej w 1966 roku, zwanej „Raportem z Żelaznej Góry”. Chociaż pochodzenie tego raportu jest mocno dyskutowane, w samym dokumencie znajduje się stwierdzenie, że jego opracowanie zlecił Departament Obrony pod kierunkiem Sekretarza Obrony Roberta McNamara [latach 1961-1968 sekretarz obrony USA, w latach 1968-1981 prezes Banku Światowego.] i był opracowywany przez Instytut Hudsona [Amerykańska organizacja non-profit, konserwatywny think-tank ufundowany w 1961r. w Croton-on-Hudson w stanie New York przez futurologa, stratega wojskowego i cybernetyka Hermana Kahna i jego kolegów z RAND Corp.] zlokalizowany w bazie Camp Iron Mountain nieopodal wsi Croton-on-Hudson w stanie Nowy Jork. Zarówno McNamara jak i Kahn byli członkami CFR.

Celem analizy było rozpoznanie różnych sposobów „stabilizacji społeczeństwa”. Brzmi nieźle, jednak dalsza analiza raportu ujawnia, że słowo „społeczeństwo” jest używane jako synonim rządu światowego. Co więcej, słowo „stabilizacja” jest używane w znaczeniu „zachowywać”, „uwieczniać”. Od początku jasnym jest, że celem badań była analiza różnych sposobów, jakimi rząd może utrzymywać swoją siłę, kontrolować społeczeństwo i zapobiegać rebelii.

Na samym wstępie stwierdzono, że kwestia moralności nie była roztrząsana. Analiza nie skupiała się na tym, czy coś jest dobre czy złe, czy jest zgodne z koncepcją wolności lub prawami człowieka. Ideologia nie była przedmiotem dyskusji, podobnie jak patriotyzm, koncepcje religijne. Jedynym problemem było utrwalenie istniejącej władzy. W raporcie czytamy: „Poprzednie badania traktowały potrzebę pokoju, wartość ludzkiego życia, wyższość instytucji demokratycznych, utylitaryzm, „godność” jednostki, potrzeby zdrowotne, długowieczność i inne tego typu slogany jako wartości nie podlegające dyskusji, jako konieczne dla uzasadnienia badań w kwestii pokoju. Jak dotąd nie znaleźliśmy takich wartości. Usiłujemy zastosować standardy naukowe w naszym myśleniu, ich główną cechą nie jest kwantyfikacja, jak to się powszechnie uważa, lecz to co wyraził Whitehead [Alfred North Whitehead – Był twórcą tzw. filozofii organizmu oraz prekursorem nurtu współczesnej filozofii procesu.] w słowach: „… nie uwzględnia żadnych wyroków wartościujących; na przykład, żadnych estetycznych i moralnych osądów.””[1]

Główną konkluzją raportu było to, że dawniej, wojna była jedynym niezawodnym sposobem osiągania celów. Stwierdza, że tylko w czasie wojny i zagrożenia wojną, masy były na tyle uległe by znosić jarzmo władzy bez skargi. Strach przed podbojem i grabieżą przez wroga czyni niemal każdy ciężar akceptowalnym. Wojna może być użyta do wzbudzenia w ludziach pasji i uczuć patriotycznych, bycia lojalnym wobec przywódców. Żadne poświęcenie w imię zwycięstwa nie zostanie odrzucone. Opór widziany jest jako zdrada. Lecz w czasach pokoju, ludzi oburzają wysokie podatki, niedobory i biurokratyczne interwencje. Gdy społeczeństwo przestaje respektować władców, staje się niebezpieczne. Żaden rząd nie przetrwa długo bez wrogów i konfliktów zbrojnych. Dlatego też, wojna jest niezbędnym stanem „stabilizacji społecznej”.

Są to dokładne słowa z raportu:

„System wojenny jest nie tylko kluczowy dla narodów jako niepodległych podmiotów politycznych ale, jest równie niezbędny dla stabilności ich struktur politycznych. Bez niego, żadna władza nie jest w stanie utrzymać przyzwolenia, legitymacji lub prawa do rządzenia społeczeństwem. Prawdopodobieństwo wojny zapewnia poczucie zewnętrznego nacisku bez którego żadna władza nie utrzyma się w mocy. Dane historyczne są pełne przykładów gdzie niepowodzenie reżimu w utrzymywaniu wiarygodności zagrożenia wojną, doprowadziło do jego rozpadu, z użyciem siły korzyści osobistych, reakcji na niesprawiedliwość społeczną lub innych elementów destruktywnych.
Organizacja społeczeństwa pod prawdopodobieństwo wojny jest głównym stabilizatorem politycznym…. umożliwia społeczeństwom zarządzanie niezbędnymi różnicami klasowymi i zapewnia podporządkowanie obywateli państwu na mocy rezydentnych sił zbrojnych nieodłącznych w koncepcji państwowości.”[2
]

Nowa definicja pokoju

Następnie raport wyjaśnia, że zbliżamy się do takiego punktu w historii w którym stare formuły mogą przestać działać. Dlaczego? Ponieważ istnieje możliwość stworzenia rządu światowego, w którym wszystkie narody będą rozbrojone i zdyscyplinowane przez armię światową, stan taki będzie zwany pokojem. „Słowo pokój którego używamy na niniejszych stronach,… implikuje całkowite i powszechne rozbrojenie”[3]. W takim scenariuszu, niepodległe narody nie będą istnieć, a rządy nie będą miały zdolności do toczenia wojen. Mogą być prowadzone akcje militarne przez armię światową przeciwko renegackim politycznym pododdziałom, ale będzie to nazywane operacjami pokojowymi, a żołnierze będą zwani orędownikami pokoju. Nie ma znaczenia ile dobytku zostanie zniszczonego, ile zostanie przelanej krwi, pociski będą „pokojowymi” pociskami i bomby – nawet atomowe, jeśli to będzie konieczne – będą „pokojowymi” bombami.

Raport podnosi następnie kwestię czy kiedykolwiek będzie odpowiedni substytut wojny. Czego jeszcze może użyć rząd regionalny czy rząd światowy by utrzymywać się przy władzy? Dostarczenie odpowiedzi na to pytanie było celem raportu. Raport z Żelaznej Góry konkluduje, że nie może być substytutu wojny dopóki nie zostaną spełnione trzy cechy. Musi to być:

(1) ekonomicznie marnotrawne,

(2) reprezentować wiarygodne zagrożenie ogromnej wagi,

(3) dostarczać logicznej wymówki dla przymusowych usług dla władzy.

Zaawansowana forma niewolnictwa

W temacie usług przymusowych, raport wyjaśnia, że jedną z zalet rezydentnej armii jest to, że dostarcza miejsca gdzie można umieszczać dysydentów i element antyspołeczny. Przy braku wojny tym przymusowo wcielonym batalionom zostanie powiedziane, że walczą z niedostatkiem lub oczyszczają planetę lub też służą powszechnemu dobru w jakiś inny sposób. Każdy nastolatek będzie służył – szczególnie w wieku w którym młodzi ludzie są najbardziej przeciwni autorytetom. Starsi ludzie będą również zaciągani [ORG drafted], w rozumieniu pracy na opłaty podatkowe i grzywny. Dysydenci staną twarzą w twarz z wysokimi grzywnami za „przestępstwa nienawiści” i niepoprawne politycznie postawy, ewentualnie, wszyscy oni będą przymusowo wcielani do batalionów. Raport mówi: „Zbadamy … tradycyjne użycie instytucji wojskowych w zapewnianiu elementowi antyspołecznemu akceptowalnej roli w strukturze społecznej. … obecne eufemistyczne frazesy – „przestępczość nieletnich” i „alienacja” miały swoje odpowiedniki w każdej epoce. W dawniejszych czasach te problemy były rozwiązywane bezpośrednio przez wojsko, zwykle przez przymusowe wcielenia lub bezpośrednią niewolę. …

Większość propozycji odnoszących się, wyraźnie bądź nie, do powojennej kontroli społecznie wyalienowanych zwraca uwagę, że rozwiązaniem mogą być pewne warianty Oddziałów Pokojowych lub tzw. Oddziałów Robotniczych. Upośledzeni społecznie, ekonomicznie nieprzygotowani, psychologicznie niepewni, recydywiści, zatwardziali „wywrotowcy” i reszta niewykwalifikowanych do życia w społeczeństwie, są widziani jako materiał do transformacji na mniej lub bardziej oddanych pracowników, poprzez dyscyplinę służby opartej na modelu wojskowym …

Innym możliwym zastępstwem kontroli potencjalnych wrogów społeczeństwa jest ponowne wprowadzenie niewolnictwa, w formie zgodnej z nowoczesną technologią i polityką. … Bardzo możliwe, że rozwijanie zaawansowanej formy niewolnictwa może być niezbędnym warunkiem kontroli społecznej w świecie pokoju. Z praktycznego punktu widzenia, konwersja kodeksu dyscypliny wojskowej do eufemistycznej formy zniewolenia, wiązała by się z zadziwiająco niewielką zmianą; Pierwszym logicznym krokiem była by adaptacja pewnej formy „uniwersalnej” służby wojskowej”[4]

Krwawe Zabawy

Raport podaje sposoby, dzięki którym ludzie byli by zaabsorbowani nieistotnymi zajęciami dzięki, czemu nie mieli by czasu uczestniczyć w debacie politycznej lub oporze. Odpoczynek, banalne widowiska, pornografia, komedie sytuacyjne mogą pełnić istotną rolę, ale Krwawe Zabawy zostały ocenione jako najbardziej obiecujące ze wszystkich. Krwawe Zabawy to rywalizacje pomiędzy osobami lub drużynami na tyle brutalne by widz pośrednio rozładował swoje frustracje. Krwawe Zabawy muszą przynajmniej wywoływać żarliwą drużynową lojalność u części fanów oraz muszą zapewnić ból i kontuzje u części graczy. Jeszcze lepiej by miało miejsce przelewanie krewi i istniało prawdopodobieństwo śmierci. Przeciętny człowiek ma chorobliwą fascynację przemocą i krwią. Tłum skandujący „Skacz! Skacz!” do osoby stojącej na skraju dachu, chcącej popełnić samobójstwo; kierowcy zwalniające by gapić się na zmasakrowane w wypadku ciała; szkolna bójka otoczona kręgiem obserwatorów. Mecze bokserskie, piłkarskie, hokejowe i wyścigi samochodowe są codziennie transmitowane w telewizji, przyciągając miliony dopingujących fanów, którzy są zachwyceni każdym niebezpiecznym momentem, każdym ciosem w twarz, każdą złamaną kością, knockoutem, każdym wynoszonym nieprzytomnym lub umierającym uczestnikiem. W ten sposób ich gniew na „społeczeństwo” jest rozładowywany i skupiany na drużynie przeciwnej.

Imperatorzy Rzymu wymyślili walki gladiatorów, publiczne egzekucje wykonywane z pomocą dzikich zwierząt z dokładnie tych samych powodów. Rozważając wszystkie konsekwencje Krwawych Zabaw, Raport z Żelaznej Góry zauważa, że nie są one adekwatnym substytutem wojny. Prawdą jest, że brutalne sporty są użytecznymi rozpraszaczami i umożliwiają ujście znudzeniu i zawziętej grupowej lojalności, ale efekt jaki wywierają na narodowej psychice nie może równać się z siłą histerii wojennej. Dopóki nie znajdzie się lepsza alternatywa, utworzenie rządu światowego musi być odłożone, by narody mogły kontynuować wszczynanie wojen.

Szukanie wiarygodnego globalnego zagrożenia

W czasach wojny, większość obywateli bez skargi akceptuje kiepskiej jakości życie i pozostaje gorączkowo lojalne swoim władcom. Jeśli znajdzie się odpowiedni substytut wojny, musi on wywoływać takie same reakcje. Dlatego, nowy wróg musi być znaleziony, musi zagrażać całemu światu a możliwość zostania pokonanym przez tego wroga musi być tak przerażająca jak sama wojna. Raport staje się stanowczy w tym punkcie: „Wierność wymaga sprawy; sprawa wymaga wroga. Jest to oczywiste; punktem krytycznym jest to, że wróg definiujący sprawę musi wydawać się autentycznie ogromny. Z grubsza ujmując, domniemana siła „wroga”, musi być wystarczająca by zagwarantować indywidualne poczucie wierności społeczeństwu, musi być proporcjonalna do  wielkości i złożoności społeczeństwa. Dziś, oczywiście, ta siła musi być bezprecedensowa i przerażająca.” [5]

Pierwsze przemyśleniem dotyczącym odpowiedniego zagrożenia, mogącego stać się wrogiem globalnym, było to, że nie musi być ono prawdziwe. Prawdziwe było by lepsze, ale wymyślone mogło działać równie dobrze, pod warunkiem, że masy zostaną przekonane o jego prawdziwości. Społeczeństwo uwierzy chętniej w pewne fikcje niż w inne. Wiarygodność będzie ważniejsza od prawdy.

Ubóstwo było rozważane jako potencjalny światowy wróg, ale zostało odrzucone jako niedostatecznie straszne. Większość świata już znajdowała się w ubóstwie. Tylko ci którzy nigdy nie doświadczyli ubóstwa, widzieli je jako globalne zagrożenie. Dla reszty, był to zwyczajny fakt codziennego życia. Inwazja kosmitów była poważnie rozważana. Raport mówi, że eksperymenty o podobnym charakterze były już prowadzone. Jednak reakcja społeczeństwa nie była odpowiednia, gdyż zagrożenie nie było wiarygodne. Oto co ma do powiedzenia raport:

„Wiarygodne kłamstwa to główny problem wynalezienia politycznego substytutu wojny. W to miejsce zaproponowano rasę kosmiczną, w wielu miejscach pasującą do ekonomicznego substytutu wojny, pomysł ten szybko upadł. Najbardziej ambitny i nierealny projekt kosmiczny nie może wygenerować wiarygodnego zewnętrznego zagrożenia. Było gorąco argumentowane, że takie zagrożenie zaoferuje „ostatnią najlepszą nadzieję na pokój,” itd., jednocząc ludzkość przeciwko niebezpieczeństwu zagłady przez „potwory” z innych planet czy innego świata. Zaproponowano eksperymenty mające na celu zbadanie wiarygodności zagrożenia inwazją nie z tego świata; możliwe, że kilka trudnych do wyjaśnienia „latających spodków” były takiego typu eksperymentami. Jeśli tak, można je ocenić jako zachęcające.”[6]

Raport został wydany w 1966 roku, gdy idea istnienia kosmitów wydawała się nieprawdopodobna przeciętnej osobie. Jednak w następnych latach postrzeganie zmieniło się. Coraz większa część populacji wierzy w inteligentne formy życia poza naszą planetą, które mogą monitorować naszą cywilizację. Czy to przekonanie jest słuszne czy nie, nie ma tutaj znaczenia. Chodzi o to, że dramatyczny wzrost ilości filmów z kosmitami – nawet jeśli są pełne efektów specjalnych – może być użyty do wywołania popłochu narodów, by zjednoczyły się pod globalnym rządem w celu obrony Ziemię przed inwazją. Z drugiej strony, jeśli obcy będą postrzegani jako nastawieni pokojowo i z przyjaznymi intencjami, scenariusz może potoczyć się w kierunku uformowania globalnego rządu, reprezentującego zjednoczoną ludzkość w jakiejś galaktycznej federacji. Każdy z tych scenariuszy, może być teraz bardziej wiarygodny niż w 1966 roku.

Model zanieczyszczenia środowiska

Ostatecznym kandydatem na użyteczne zagrożenie globalne, było zanieczyszczenie środowiska. Wiązano z nim największe nadzieje na powodzenie, gdyż może być odniesione do obserwowalnych warunków np.: smog, zanieczyszczenie wody – innymi słowy, może częściowo opierać się na prawdzie i przez to być wiarygodne. Prognozy mogą pokazywać scenariusz końca świata, tak straszny jak wojna atomowa. Dokładność prognoz nie byłaby ważna. Celem byłoby zastraszenie a nie informowanie. Mogłoby się okazać koniecznym celowe trucie środowiska, by uczynić przewidywania bardziej przekonywującymi i by skupić ludzkie umysły na walce z nowym wrogiem, straszniejszym niż każdy najeźdźca z innego państwa – lub nawet z innego świata. Masy znacznie chętniej zaakceptowały by malejący standard życia, wzrost podatków i biurokratyczną ingerencję w ich życie – „To cena którą musimy zapłacić za uratowanie Matki Ziemi”. Masowa batalia przeciwko śmierci i zniszczeniu od globalnych zanieczyszczeń, mogłaby prawdopodobnie zastąpić wojnę jako usprawiedliwienie kontroli społecznej. Czy Raport z Żelaznej Góry rzeczywiście tak twierdzi? Oczywiście, to i jeszcze więcej. Oto kilka z odpowiednich fragmentów:

„Kiedy dojdzie do postulowania przekonywującego substytutu wojny … „wróg alternatywny” musi pociągać za sobą bardziej naglące, pilne i bezpośrednio odczuwalne zagrożenie zniszczenia. Musi usprawiedliwiać potrzebę podejmowania i płacenia „daniny krwi” w rozległych obszarach ludzkiej działalności. Pod tym względem, substytucyjni wrogowie wymienieni wcześniej, będą niewystarczający. Wyjątkiem może być model zanieczyszczenia środowiska, jeśli niebezpieczeństwo dla społeczeństwa będzie rzeczywiście nieuchronne”. … może być na przykład tak, że groźba zanieczyszczenia środowiska, zastąpi groźbę masowego zniszczenia przez broń nuklearną w miejscu głównego zagrożenia dla przetrwania rodzaju ludzkiego. Zatruwanie powietrza, głównych źródeł jedzenia i zapasów wody, jest już bardzo zaawansowane, i na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco pod tym względem; tworzy groźbę z którą można sobie poradzić jedynie przy pomocy zorganizowania społecznego i siły politycznej….

Prawdą jest, że wielkość zanieczyszczenia może być w tym celu selektywnie zwiększona … lecz problem zanieczyszczenia został tak bardzo upubliczniony, w ostatnich latach, że jest raczej niemożliwe, by program zamierzonego trucia środowiska mógł być wprowadzony w politycznie akceptowalny sposób. Jednakże mało prawdopodobne jest, by niektórzy z możliwych wrogów alternatywnych których wymieniliśmy pojawili się sami, musimy podkreślić, że odpowiedni wróg, musi odznaczać się się wiarygodną jakością i siłą, jeśli przejście w stan pokoju ma się kiedykolwiek odbyć bez rozpadu społeczeństwa. W naszej opinii, że takie zagrożenie musi zostać najprawdopodobniej wymyślone.”[7]

Autentyczność raportu

Raport z Żelaznej Góry stwierdza, że został przygotowany przez specjalną grupę badawczą piętnastu osób, których tożsamość ma pozostać tajemnicą i że nie był przeznaczony do publikacji. Jednak jeden z członków grupy, poczuł, że raport jest zbyt istotny, by miał zostać utrzymany w tajemnicy. Zgadzał się z wnioskami z raportu. Po prostu wierzył, że więcej osób powinno go przeczytać. Dostarczył swoją osobistą kopię do Leonarda Lewina, znanego autora i felietonisty, który z kolei wynegocjował z Dial Press publikację raportu. Następnie był przedrukowany przez Dell Publishing. Działo się to w czasach administracji Johnsona, Walt Rostow prezydencki asystent specjalny NSA był członkiem CFR. Rostow szybko ogłosił, że raport był fałszywy. Herman Kahn(CFR), kierownik Instytutu Hudsona, stwierdził, że raport nie jest autentyczny. The Washington Post – kierowany przez członka CFR Katharine Graham – nazwał go „zachwycającą satyrą”. Magazyn Time, założony przez członka CFR Henryego Luce, pisał o raporcie, że był zręczną mistyfikacją. 26 listopada 1967 roku, Raport został zrecenzowany w dziale książek w Washington Post przez Hershela McLadressa – pseudonim literacki Johna Kennetha Galbraitha, profesora Harvardu. Galbraith (który również należał do CFR) pisał, że może potwierdzić autentyczność raportu, ponieważ był zaproszony do uczestnictwa w pracach nad nim. Nie był członkiem głównej grupy badawczej, a jedynie od czasu do czasu konsultantem. Proszono go o utrzymanie tego w tajemnicy. Ponadto, wątpił w sens upublicznienia Raportu i całkowicie zgodził się z jego wnioskami. Pisał:

Gdybym chciał postawić mój osobisty autorytet za autentycznością tego dokumentu, to świadczył bym za słusznością jego wniosków. Moje zastrzeżenia dotyczą jedynie jego upublicznienia”[8]

Sześć tygodni później, Galbraith poszedł jeszcze dalej, żartując, że był „członkiem spisku”[9]. To jednak nie zamknęło problemu. Następnego dnia, Galbraith wycofał się. Pytany o jego „konspirację”, odpowiedział: „Pierwszy raz od czasów Karola II, The Times jest winny nieporozumienia … Nic nie zachwieje moim przekonaniem, że zostało to napisane przez Deana Ruska albo panią Clare BootheLuce”[10] Reporter przeprowadzający wywiad był zakłopotany przez te insynuacje i przeprowadził śledztwo. Sześć dni później, raportował: „Nieporozumienie wydaje się być zagrożeniem, na które narażony jest profesor Galbraith. Ostatni numer gazety „Varsity” z Cambeige cytuje następującą wymianę zdań:

przeprowadzający wywiad: „Czy znasz autora Raportu z Żelaznej Góry?”

Gelbraith: „W zasadzie byłem członkiem konspiracji, ale nie jestem autorem. Zawsze przypuszczałem, że jest to człowiek który napisał wstęp – pan Lewin””[11]

Przynajmniej trzy razy, Gelbraith publicznie potwierdził autentyczność Raportu, ale zaprzeczył by go napisał. W takim razie kto to zrobił? Leonard Lewin? W 1967r. stwierdził, że nie. W 1972r. przyznał, że to on. Pisząc w The New York Times Book Review Lewin wyjaśnia: „Napisałem cały Raport … moim zamiarem było po prostu ująć zagadnienie wojny i pokoju w prowokacyjny sposób”[12]

Chwileczkę! Kilka lat wcześniej, felietonista William F. Buckley powiedział New York Times, że to on jest autorem. To oświadczenie było bez wątpienia ironią, ale komu i w co uwierzyć? Czy Raport napisał Herman Kahn, John Kenet Galbraith, Dean Rusk, Clare Booth Luce, Leonard Lewin czy William F.Buckley?

Ostatecznie nie robi to wielkiej różnicy. Najważniejsze, że Raport, czy też napisany przez grupę badawczą, czy też jako satyra polityczna, wyjaśnia otaczającą nas rzeczywistość. Bez względu na swoje pochodzenie, zaprezentowane pomysły zostały wdrożone niemal w każdym szczególe. Trzymając w jednej ręce Raport, a w drugiej codzienną gazetę, można zdać sobie sprawę, że każdy główny trend amerykańskiego życia pasuje do planu. Tak wiele rzeczy, które w innym przypadku są niezrozumiałe, nagle stają się jasne: pomoc zagraniczna, rozrzutność, niszczenie przemysłu amerykańskiego, korpusy pracy [job corps], kontrola dostępu do broni, siły policyjne, upadek potęgi sowieckiej, siły ONZ, rozbrojenie, bank światowy, światowy pieniądz, kapitulacja narodowej niepodległości poprzez traktaty i ekologiczna histeria. Raport z Żelaznej Góry jest dokładnym podsumowaniem schematu, który tworzy naszą rzeczywistość. Teraz kształtuje naszą przyszłość.

Ochrona środowisk – substytut wojny

Udowodnienie, że obecne przewidywania zagłady środowiska oparte są na wyolbrzymionych i fałszywych „badaniach naukowych”, wykracza poza to opracowanie. Lecz takie dowody może znaleźć każdy, kto zapozna się z surowymi danymi i przypuszczeniami, na których oparto takie przewidywania. Ważniejsze jest pytanie, dlaczego powojenne scenariusze bazujące na fałszywych badaniach naukowych – albo wręcz nie opierające się na żadnych – są bezkrytycznie publikowane przez media kontrolowane przez CFR? Dlaczego radykalne grupy ekologiczne broniące doktryn kolektywistycznych i antybiznesowych, są sowicie dotowane przez fundacje zdominowane przez CFR? takie jak banki i korporacje, które najwięcej na tym tracą? Raport z Żelaznej Góry odpowiada na te pytania.

Jak zauważono w Raporcie, prawda nie jest ważna w tym przypadku. Ważne jest co można zrobić by w to uwierzono. To „wiarygodność” jest kluczowa a nie rzeczywistość. Jest już wystarczająco dużo szumu wokół zanieczyszczenia środowiska, by przypuszczenia co do katastrofy planetarnej w dwa-tysiące którymś – tam były wiarygodne. Wszystko czego potrzeba, to współpracujące media, które będą to powtarzać. Plan najwyraźniej działa. Ludzie w krajach rozwiniętych zostali poddani zalewowi dokumentów, dramatów, filmów fabularnych, ballad, poematów, naklejek na zderzaki, plakatów, marszów, przemówień, seminariów, konferencji i koncertów. Rezultat jest fenomenalny. Politycy nie muszą robić nic innego, jak tylko wyrażać zaniepokojenie środowiskiem i obiecywać skończenie z trucicielskimi branżami. Nikt nie pyta o szkody wyrządzone ekonomii i społeczeństwu. Nie robi różnicy, czy faktycznie planeta na której żyjemy jest chora i umierająca. Nikt nie kwestionuje zasadniczych szczegółów. „Przecież to musi być prawdą! Spójrz na te wszystkie gwiazdy filmowe i estradowe które przyłączyły się do ruchu.”

Podczas gdy członkowie ruchów ekologicznych są pochłonięci wizją zagłady planety, zobaczmy co też myślą przywódcy. Pierwszy Dzień Ziemi został proklamowany 22 kwietnia 1970 roku na spotkaniu w Rio de Janeiro, z udziałem ekologów i polityków z całego świata. Szeroko rozpowszechnioną publikacją na spotkaniu, była „Environmental Handbook”. Główny temat książki był podsumowany przez cytaty Richarda A. Falka profesora Princenton i członka CFR. Falk pisał, że istnieją trzy związane ze sobą zagrożenia planetarne – wojna z użyciem broni masowego zniszczenia, przeludnienie, zanieczyszczenie i wyczerpywanie się surowców. I dalej „podstawą wszystkich czterech problemów jest nieudolność suwerennych państw do zarządzania sprawami ludzkości w dwudziestym wieku”[13]. Publikacja kontynuuje w tonie CFR, zadając retoryczne pytanie: „Czy państwa mają faktycznie możliwość zniszczenia siebie nawzajem podczas jednego popołudnia? … Jaką cenę będzie zmuszona zapłacić większość ludzi za trwałą ludzką strukturę – więcej podatków, oddanie flagi narodowej, być może poświęcenie ciężko zdobytych praw?”[14]

W 1986 roku, należący do CFR Wshington Post, opublikował artykuł członka CFR Georgea Kannana, w którym czytamy: „Musimy przygotować się na … wiek w którym największym wrogiem nie jest Związek Radziecki, a rosnące zniszczenie naszej planety, jako struktury podtrzymującej cywilizowane życie”[15].

27 marca 1990 roku, w kontrolowanym przez CFR New York Times, członek CFR Michel Oppenheimer pisał: „Globalne ocieplenie, dziura ozonowa, zanikanie lasów i przeludnienie to czterej jeźdźcy zbliżającej się apokalipsy … jak niedawna zimna wojna, środowisko staje się numerem jeden międzynarodowych obaw o bezpieczeństwo”[16] Członek CFR, Laster Brown, przygotował kolejny think-tank – Worldwatch Institute. W corocznym raporcie instytutu, zatytułowanym „State of the World 1991″, Brown pisze: „batalia o ratowanie planety, zastąpi bitwę ideologiczną jako temat przewodni nowego porządku świata”[17] W oficjalnej publikacji ze Szczytu Ziemi z 1992 roku, znajdujemy: „Światowa społeczność stoi teraz w obliczu większego zagrożenia, dla wspólnego bezpieczeństwa spowodowanego naszym wpływem na środowisko, niż tradycyjnych konfliktów wojskowych razem wziętych” Jak wiele razy to musi być tłumaczone? Ruch ekologiczny został stworzony przez CFR. Jest substytutem wojny, wiąże się z nim nadziej, że stanie się emocjonalnym i psychologicznym fundamentem rządu globalnego.

Ludzkość jest celem

The Club of Rome – Klub Rzymski to grupa międzynarodowych planistów, która corocznie wydaje katastroficzne scenariusze, bazujące na prognozach przeludnienia i głodu. Należą do nich dobrze znani członkowie CFR np. Jimmy Carter, Harlan Cleveland, Claiburne Pell i Sol Lintowitz. Ich pomysł na przeludnienie? Rząd Światowy kontrolujący przyrost naturalny i jeśli trzeba eutanazja. To delikatne słowo na zabijanie starych, słabych i oczywiście niewspółpracujących. Podążając za rozumowaniem z Żelaznej Góry, Klub Rzymski doszedł do wniosku, że strach przed katastrofą środowiska może zostać użyty jako substytut wroga, w celu zjednoczenia mas pod ich dyktando. W 1991r. w książce „The first Global Revolution”, znajdujemy coś takiego: „Szukając nowego wroga by nas zjednoczyć, doszliśmy do wniosku, że zanieczyszczenie, groźba globalnego ocieplenia, niedobór wody, głód i tym podobne będą odpowiednie … te niebezpieczeństwa są spowodowane przez człowieka … prawdziwym wrogiem jest człowiek we własnej osobie”[18] Teoretycy kolektywizmu zawsze byli zafascynowani możliwością kontroli przyrostu społecznego. To pobudza ich wyobraźnię bo jest to ostateczne zbiurokratyzowanie. Jeśli prawdziwym wrogiem jest ludzkość, jak twierdzi Klub Rzymski, to ludzkość musi stać się celem.

Fabianin, socjalista Bertrand Russell wyraził to w ten sposób:

„Nie twierdzę, że kontrola urodzin jest jedynym sposobem na powstrzymanie przyrostu populacji … wojna, jak przed chwilą zauważyłem, była jak dotąd rozczarowująca pod tym względem, lecz wojna bakteriologiczna może być bardziej efektywna. Jeśli dżuma mogła by być rozprzestrzeniona po świecie raz na generację, ocaleni mogli by rozmnażać się bez zbytniego obciążenia dla świata …światowa społeczność naukowa nie może być stabilna chyba, że istnieje rząd światowy. … Koniecznym będzie zalezienie metod na zapobieganie przyrostowi światowej populacji. Jeśli ma się to stać bez wojen, zarazy i głodu to wymagać będzie potężnego międzynarodowego autorytetu. Autorytet taki powinien rozdzielać żywność różnym narodom proporcjonalnie do ich populacji [Monsanto?]. Jeśli jakiś naród nadmiernie zwiększy swoją populację, nie powinien dostać więcej pożywienia niż powinien. Powód by nie zwiększać populacji będzie zatem bardzo istotny”[20]

Kolektywiści nie żartują. Na przykład, jednym z najbardziej znanych „ekologów” i orędowników kontroli populacji był Jacques Cousteau. W wywiadzie dla „UNESCO Courier” w listopadzie 1991 roku, Cousteau powiedział:

„Co powinniśmy zrobić by wyeliminować cierpienie i choroby? To piękna idea lecz prawdopodobnie niekorzystna na dłuższą metę. Jeśli spróbujemy ją wprowadzić, narazimy na niebezpieczeństwo przyszłe pokolenia. Ciężko to mówić. Światowa populacja musi być ustabilizowana i by tego dokonać musimy eliminować 350 000 osób dziennie. To jest tak straszne, że nie powinno się o tym mówić, lecz źle jest o tym nie mówić”[21]

Gorbaczow staje się ekologicznym wojownikiem

Teraz możemy zrozumieć jak Michaił Gorbaczow, uprzednio lider jednego z najbardziej opresyjnych rządów jakie poznał świat, stał się twarzą nowej organizacji zwanej „International Green Cross”, rzekomo nastawionej na problemy środowiska naturalnego. Gorbaczow nigdy nie potępił kolektywizmu, a tylko komunizm. Jego prawdziwym interesem nie jest ekologia, a rząd światowy i zapewnienie sobie głównej pozycji w kolektywistycznej strukturze władzy. W publicznym wystąpieniu w Fulton, pochwalił Klub Rzymski, którego jest członkiem, za jego zdanie na temat kontroli populacji. „Jedno z najgorszych, nowych niebezpieczeństw ma charakter ekologiczny … zmiana klimatu, efekt cieplarniany, dziura ozonowa, kwaśne deszcze; skażenie atmosfery, ziemi i wody przez odpady przemysłowe i domowe; zniszczenie lasów itd. są zagrożeniem dla stabilności planety”[22]

Gorbaczow głosił, że rząd globalny jest odpowiedzią na te zagrożenia i użycie siły globalnej jest nieodzowne. „Wierzę, że nowy porządek świata nie zostanie całkowicie zrealizowany dopóki Narody Zjednoczone i ich Rada Bezpieczeństwa nie utworzy struktur … upoważnionych do nakładania sankcji i czynienia użytku z innych środków przymusu”[23]

Oto kryminalista który wywalczył sobie drogę przez szczeble sowieckiej partii komunistycznej, stał się protegowanym Jurijego Andropowa, szefa przerażającej KGB, był członkiem politbiura w czasie sowieckiej inwazji na Afganistan, i tym który został wybrany w 1985 roku na lidera światowego komunizmu. Wszystko to w ponurym okresie łamania praw człowieka i wywrotowej działalności przeciw wolnemu światu. Co więcej, podczas jego rządów, zanotowano jeden z najgorszych okresów dewastacji środowiska. Nigdy gdy był u władzy, nic nie wspomniał o trosce o Ziemię, ani nic nie zrobił w tym kierunku.

Wszystko to poszło w zapomnienie. Gorbaczow został transformowany przez media, będące pod kontrolą CFR, na ekologicznego wojownika. Nawołuje do globalnego rządu i mówi nam, że taki rząd użyje problematyki środowiska jako usprawiedliwienia dla sankcji i innych „środków przymusu”. Nie możemy mówić, że nas nie ostrzegano.

Stany Zjednoczone ekologicznym agresorem

Użycie przymusu jest istotnym punktem planu. Ludzie w krajach rozwiniętych nie będą raczej współpracować na swoją zgubę. Muszą zostać do tego zmuszeni. Nie będą zadowoleni, gdy będzie im się zabierać żywność w celu światowej dystrybucji. Nie zgodzą się na podatek światowego autorytetu, finansującego obce projekty polityczne. Nie będą porzucać ochoczo swoich samochodów ani przeprowadzać do mniejszych domów lub wspólnych baraków by spełnić limity relokacji zasobów Narodów Zjednoczonych. Członek Klubu Rzymskiego Maurice Strong:

„W efekcie, Stany Zjednoczone stwarzają agresję środowiskową przeciwko reszcie świata … Na szczeblu wojskowym, Stany Zjednoczone są dozorcą. Na szczeblu środowiska, Stany Zjednoczone są oczywistym zagrożeniem … Jednym z największych problemów w Stanach Zjednoczonych są ceny energii – są zbyt niskie … Jasne jest, że obecny styl życia i wzory konsumpcyjne zamożnej klasy średniej … powodują wysokie spożycie mięsa, spożywanie wielkich ilości mrożonej żywności i fast food, posiadanie pojazdów silnikowych, różnych elektrycznych urządzeń gospodarstwa domowego, klimatyzacji w domu i w pracy … drogich mieszkań na przedmieściach … jest niepoprawne”[24]

Słowa pana Stronga zostały entuzjastycznie przyjęte przez światowych liderów ochrony środowiska, ale również wywołały gniewny odzew w Arizonie: „Tłumacząc z eko-języka, oznacza to dwie rzeczy:

(1) zredukowanie standardu życia w krajach zachodnich poprzez wiele nowych podatków i regulacji

(2) masowy transfer bogactwa z krajów industrialnych do rozwijających się.

Wątpliwym założeniem jest, że jeśli gospodarka U.S. zostanie zredukowana do rozmiaru np. Malezji, świat będzie lepszym miejscem … Większość Amerykanów, oprze się idei Narodów Zjednoczonych – zakazowi samochodów w U.S.”[25]

Kim jest Maurice Strong który widzi Stany Zjednoczone jako światowego agresora? Żyje w ubóstwie? Przybył z zapóźnionego kraju oburzonego amerykańską prosperity? Ogranicza spożycie by chronić zasoby naturalne? Nic z tych rzeczy. Jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Żyje i podróżuje w wielkim komforcie. Oprócz tego posiada wielkie bogactwo z kanadyjskiego przemysłu naftowego – który pomógł znacjonalizować.
Maurice Strong był Sekretarzem Generalnym na Szczycie Ziemi w 1992 roku; przewodniczącym konferencji Narodów Zjednoczonych na temat ludzkiego środowiska w Sztokholmie w 1972 roku; pierwszym sekretarzem generalnym programu środowiskowego Narodów Zjednoczonych; prezydentem Światowej Federacji Narodów Zjednoczonych; współprzewodniczącym Światowego Forum Ekonomicznego; członkiem Klubu Rzymskiego; zarządcą Aspen Institute i kierownikiem World Future Society.

Spisek w celu wywołania kryzysu ekonomicznego

Maurice Strong wierzy – a przynajmniej tak twierdzi – że światowy ekosystem może zostać zachowany tylko, gdy kraje zamożne będą zmuszone do obniżenia standardu życia. Produkcja i konsumpcja musi być uszczuplona. By tego dokonać, narody muszą poddać się racjonalizacji, opodatkowaniu i politycznej dominacji światowego rządu. Prawdopodobnie nie zrobią tego z własnej woli, więc należy je zmusić. By tego dokonać, konieczne będzie stworzenie globalnego kryzysu monetarnego, który zniszczy ich struktury ekonomiczne. Wtedy nie będą miały wyboru jak tylko zaakceptować wsparcie i kontrolę Narodów Zjednoczonych.

Strategia ta została wyjawiona w maju 1990 roku, w magazynie „West” wydawanym w Kanadzie. W artykule zatytułowanym “The Wizard of Baca Grande”, dziennikarz Daniel Wood opisał swoje tygodniowe przeżycie na prywatnym ranczu Stronga w południowym Kolorado. Ranczo to odwiedzili tacy notable CFR jak David Rockefeller, sekretarz stanu Henry Kissynger, założyciel Banku Światowego Robert McNamara i właściciele takich organizacji jak IBM, Pan Am, Harvard. [spotkanie grupy Bilderberg?] Podczas pobytu Wooda na ranczu, potentat mówił otwarcie o ekologizmie i polityce. By wyrazić swój pogląd na świat, powiedział, że planował napisanie powieści o grupie światowych przywódców, którzy zdecydowali się uratować planetę.

„Każdego roku odbywa się , wyjaśniał podłoże powieściowej zmowy, Światowe Forum Ekonomiczne w Davos w Szwajcarii. Ponad tysiąc dyrektorów generalnych, przemierzy, ministrowie skarbu, wiodące ośrodki akademickie zbierają się w Lutym by uczestniczyć w spotkaniach i ustanowić ekonomiczne agendy na rok w przód. Co jeśli mała grupa tych światowych przywódców dojdzie do wniosku, że największe ryzyko dla Ziemi pochodzi od bogatych krajów? I jeśli świat ma przetrwać, te bogate kraje muszą podpisać porozumienie redukcji wpływu na środowisko. Co wtedy zrobią? … decydują się odmówić, bogate kraje tego nie zrobią. Nie zmienią się. Więc by ratować planetę, grupa ta decyduje: Czy upadek cywilizacji industrialnej nie jest jedyną nadzieją dla planety? Czy nie jest naszym obowiązkiem zatroszczyć się o to? … Ta grupa przywódców tworzy sekretne stowarzyszenie w celu wywołania upadku ekonomicznego. Jest luty. Wszyscy są w Davos. Nie są terrorystami to światowi przywódcy. Ustawili się na światowych surowcach i rynku akcji. Wywołali panikę, używając dostępu do giełdy, komputerów i zasobów złota. Uniemożliwili zamknięcie giełd. Zablokowali stery. Ich najemnicy zatrzymali resztę liderów jako zakładników. Rynku nie można zamknąć. Bogate kraje … Strong robi lekki ruch palcami jakby wyrzucał niedopałek papierosa przez okno.

Siedzę tam zafascynowany. To nie jest gadanina jakiegoś bajkopisarza, to Maurice Strong. Zna tych władców. W końcu jest współprzewodniczącym Światowego Forum Ekonomicznego. Znajduje się w samym środku. Ma możliwość by to zrobić. „Chyba nie powinienem mówić takich rzeczy” – mówi Strong”[26]

Wymyślny spisek Stronga nie powinien być raczej brany zbyt serio, przynajmniej nie dosłownie. To niemożliwe by zrobili to w ten sposób – to raczej niemożliwe. Nie będzie potrzeby trzymania na muszce liderów państw rozwiniętych. To oni będą kierować tym spiskiem. Władcy z trzeciego świata nie mają środków na wywołanie globalnego kryzysu. To musi wyjść z centr pieniężnych w Nowym Jorku, Londynie lub Tokio. Co więcej, organizatorzy takiego scenariusza, dążący do globalnego rządu, zawsze znajdowali się w krajach rozwiniętych. Przychodzili z szeregów CFR w Ameryce i z innych gałęzi międzynarodowego okrągłego stołu w Anglii, Francji, Belgi, Kanady, Japonii. Są ideologicznymi potomkami Cecila Rhodesa, spełniającymi jego sen. Nie jest ważne czy spisek Mauricea Stronga powinniśmy brać dosłownie czy nie. Ważne jest to, że ludzie tacy jak on myślą właśnie w taki sposób. Jak już zauważył Wood, mają możliwość by to zrobić. To lub coś podobnego.

Jeśli to nie ten scenariusz, rozważą inny, z podobnymi konsekwencjami. Jeśli historia dowodzi czegokolwiek, to tego, że ludzie posiadający władzą finansową i polityczną są zdolni do haniebnych spisków przeciwko swoim kolegom. Wszczynali wojny, powodowali kryzysy i głód by wprowadzać swoje rządy. Mamy niewiele powodów by sądzić, że dzisiejsi przywódcy są bardziej święci od swoich poprzedników. Ponadto, nie możemy dać się ogłupić przez fałszywą troskę o Matkę Ziemię. Bicie na alarm by ratować planetę jest gigantycznym podstępem. Jest już wystarczająco wiele szumu wokół zanieczyszczenia środowiska by uczynić je „prawdopodobnym”, jak to określił Raport z Żelaznej Góry, lecz scenariusze końca świata które to napędzają są fikcją. Prawdziwym celem tego wszystkiego jest rząd światowy, ostateczna machina zagłady przed którą nie będzie ucieczki. Zniszczenie siły ekonomicznej rozwiniętych społeczeństw jest jedyną wymogiem by usidlić je w globalną sieć. Zaufanie dla obecnych ruchów ekologicznych, poprowadzi nas do ostatecznego końca.

Opublikowano za: http://www.monitor-polski.pl/raport-z-zelaznej-gory-scenariuszem-dla-nwo/#more-11062

Comments

  1. minddancer says:

    Dziękuję za artykuły. Może przyda się komuś moja ‚holistyczna wiedza’:
    http://tomasz_kwiecien.republika.pl/filozofia/filozofia.htm#341

Trackbacks

  1. […] PS. Materiał ten należy połączyć dla lepszego zrozumienia z poprzedzającymi tekstami, w tym zwłaszcza z tekstem: „Raport z żelaznej góry” scenariuszem dla Nowego Porządku Świata (NWO)na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/09/raport-z-zelaznej-gory-scenariuszem-dla-nowego-porzad… […]

Wypowiedz się