prof. dr hab. Artur Śliwiński – Wojna oligarchów

Zrozumienie co się dzieje w obecnym świecie, wymaga „odprogramowania” dotychczasowego sposobu myślenia ukształtowanego przez edukację, naukę, a zwłaszcza mendia i wypracowania samodzielnego sposobu myślenia na tak zwany „chłopski rozum”, czyli przyjęcia metody złotnika, który nic nie przyjmuje na „wiarę”, lecz zawsze sprawdza. Ten inny sposób rozumowania o uwarunkowaniach współczesnego świata, w tym i Polski, prezentują niewątpliwie artykuły prof. Artura Śliwińskiego, a między innymi: niżej prezentowany pt. „Wojna oligarchów” (2 części) i „Dziewięć oznak dysonansu poznawczego u polityków w Polsce” na naszej stronie: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/dziewiec-oznak-dysonansu-poznawczego-u-politykow-w-polsce/.

Także cztery inne prezentowane na naszej stronie teksty mają taki charakter:

Redakcja KIP

Wojna oligarchów

Wskutek totalnej propagandy i braku elementarnej wiedzy o zachodzących od lat 90. ub. wieku przemianach geopolitycznych fakt III Wojny Światowej jest przyjmowany z niedowierzaniem. A co dopiero mówić o stronach uczestniczących w tej wojnie oraz ich motywach?Oligarchia i ludNie jest to pierwszy taki przypadek ślepoty. Gdy w 2008 roku staraliśmy się (na szczęście skutecznie) opublikować w „Naszym Dzienniku” pierwszy w Polsce i już spóźniony tekst o wybuchu globalnego kryzysu ekonomicznego, redaktorzy zareagowali niedowierzaniem. Jeszcze dzisiaj w Polsce istnienie tego kryzysu – radykalnie zmieniającego realia światowe – jest przyjmowany raczej jako element folklorystyczny i nie mający istotnego wpływu na sprawy polskie. Zdecydowana większość polityków, publicystów i wielkiej rzeszy biurokratów w Polsce snuje swoje rozważania i diagnozy w taki sposób, jakby globalnego kryzysu ekonomicznego nie było. Tymczasem to właśnie ten potężny kryzys globalny jest zasadniczym komponentem przeobrażeń, konfliktów, agresji militarnej i zaskakujących zmian układu sił w skali międzynarodowej.

W ten sposób uchwyciliśmy pierwszą nić łączącą ignorowanie globalnego kryzysu ekonomicznego i nieprzyjmowanie do wiadomości faktu III Wojny Światowej. Jest to zjawisko bezkrytycznego, ślepego zaufania do „wiadomości” przekazywanych przez globalne sieci komunikacyjne, międzynarodowe instytucje, krajowe i europejskie partie polityczne, wybitnych „analityków” itp.

Skutek ślepoty jest w tych warunkach łatwy do przewidzenia. Pojawiają się przewodnicy, którzy pędzą stado baranów do rzeźni. Tą rzeźnią jest III Wojna Światowa.

Kto tu rządzi? Jest to pytanie, na które najczęściej padają powierzchowne lub fałszywe odpowiedzi.

Ukraina. W centrum naszych zainteresowań znajduje się Ukraina. W odniesieniu do tego kraju odpowiedź jest stosunkowo prosta: oligarchowie, którzy skorzystali z dobrodziejstw ukraińskiej „transformacji ustrojowej” po rozpadzie Związku Sowieckiego. Tak było za rządów Wiktora Junukowycza i wcześniej, tak jest obecnie. Gry i konflikty między oligarchami wypełniają przestrzeń polityczną barwnymi epizodami: bijatykami w parlamencie, walką najemników rekrutowanych przez oligarchów, aferami korupcyjnymi itp. Muszą więc śmieszyć hasła o popieraniu ukraińskiej demokracji. Na Ukrainie funkcjonuje system oligarchiczny, a nie system demokratyczny.

Rosja. Mniej natomiast interesujemy się systemem rządów w Rosji. Wielu ludziom wystarczy wbijana do głowy myśl, że Rosją rządzi prezydent Władimir Putin lub po prostu „Putin”. Tymczasem ze źródeł rosyjskich słyszymy zarzut, że Putin jest managerem rosyjskich oligarchów. Fakt zatrudnienia Putina przez wpływowych oligarchów jest szeroko komentowany. Dla rosyjskiej opinii publicznej nie jest tajemnicą, że kandydatura Putin była najlepsza z możliwych, gdyż potrzebne było „zrobienie porządku” w państwie. Nawet oligarchowie potrzebują państwa. Dzięki umiejętnościom politycznym Putina udało się wypracować consensus (podobny do consensusu „wasz prezydent, nasz premier” w Polsce po 1989 roku). Władza ekonomiczna w całości znalazła się w rękach oligarchów i związanych z nimi tzw. liberalnych reformatorów. Znaczna część władzy politycznej trafiła do administracji prezydenckiej oraz do… drugiej generacji oligarchów.

Jeden ze znanych intelektualistów rosyjskich wybór Putina na prezydenta scharakteryzował żartobliwie za pomocą następującej anegdoty: mający IQ 120 Borys Bieriezowski wybrał Władimira Putina na prezydenta myśląc, że ten ma IQ 90; popełnił błąd, ponieważ Władimir Putin też miał IQ 120.

Nic nie zdoła podważyć faktu, że również w Rosji funkcjonuje system oligarchiczny. Popularne w Polsce przekonanie, iż w Rosji panuje twarda „dyktatura Putina” jest równie naiwne i bezmyślne, jak przekonanie jakoby Polska leżała na księżycu.

Stany Zjednoczone. Brak rzetelnej wiedzy sprawia, że wielu Czytelników ad hoc odrzuci myśl, iż również w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje system oligarchiczny. Niestety, to prawda. Jest to oczywiście system odmienny od ukraińskiego czy rosyjskiego. O ile bowiem w krajach postkomunistycznych znaleźć się w wąskim gronie oligarchów można było wyłącznie dzięki władzy politycznej, w Stanach Zjednoczonych odwrotnie – dostać się do kręgu władzy politycznej można tylko dzięki posiadaniu bogactwa. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że to nie są oderwane od siebie (a tym bardziej sobie wrogie) grupy oligarchów. Łączą się one w jedną, globalną sieć oligarchii finansowej.

Kto z kim walczy? Z tych pobieżnych korekt popularnych przekonań geopolitycznych w Polsce wynika, że wojna nie toczy się między Rosją i Ukrainą. Nie toczy się również między Rosją i Stanami Zjednoczonymi. I oczywiście nie toczy się między Polską i Rosją. Toczy się ona między światową oligarchią finansową z jednej strony i narodami z drugiej strony. Kontrolowane przez oligarchię państwa, rządy, instytucje są wystawiane do wojny.                                                                                                                                                                     

Wielkim mankamentem współczesnych rozważań geopolitycznych jest tradycyjne podejście do stosunków międzynarodowych. Polega ono na milczącym założeniu, że stosunki międzynarodowe są kształtowane przez rządy poszczególnych krajów, a także przez łączące te kraje sojusze i porozumienia.

Oligarcha

Tymczasem coraz wyraźniej widać, że rządy wielu krajów w większym lub mniejszym stopniu są podporządkowane oligarchii światowej. Ledwie zauważono, że relacje między wpływowymi grupami wielkiego biznesu a poszczególnymi rządami są istotnym aspektem analizy zjawisk politycznych, prawnych, a nawet ideologicznych. Ten istotny aspekt współczesnej ekonomii politycznej nie został jednak dobrze przetrawiony przez analityków geopolitycznych. Toteż nadal zakładają, że wszelkie perturbacje międzynarodowe można sprowadzić do osobistych rozgrywek między wpływowymi politykami.

Znajdujemy trzy odmienne interpretacje światowych problemów politycznych.

Pierwsza, iż rządzący nie potrafią sprostać złożonej sytuacji. Taka interpretacja otwiera szerokie możliwości krytyki politycznej: za nieudolność, za brak profesjonalizmu, za krótkowzroczność, za niezrozumienie problemów, za niechęć do współpracy, za lekceważenie społeczeństwa, etc. Jednocześnie stwarza również szerokie pole dla usprawiedliwienia działalności politycznej: z powodu obstrukcji ze strony przeciwników politycznych, z powodu ograniczeń finansowych, wskutek globalnego kryzysu ekonomicznego, ze względu na brak alternatywy, etc.

Druga interpretacja polega z kolei na eksponowaniu czynników emocjonalnych. Chodzi przede wszystkim o eksponowanie dramatyzmu sytuacji lub nadzwyczajnych zagrożeń, ale także o demonizację i niszczenie wizerunku przeciwników politycznych. Również ta interpretacja może służyć krytyce politycznej, zaś z drugiej strony – usprawiedliwieniu działalności politycznej.

Trzecia interpretacja problemów politycznych jest niechętnie przyjmowana; zakłada bowiem, że działania polityczne są podporządkowane realizacji ogólnego planu. Kwestionuje się więc spontaniczny i autonomiczny charakter tej działalności. Trudność polega na tym, że wymagana jest znajomość dwóch obszarów rzeczywistości: ogólnego planu oraz powiązań (organizacyjnych, personalnych, finansowych i informacyjnych) umożliwiających realizację planu. To zaś zdecydowanie wykracza poza kompetencje politologiczne. O wiele łatwiejsza jest ucieczka od „teorii spiskowej”.

Niestety, współczesne stosunki międzynarodowe nie dają się ująć w karby dwóch pierwszych interpretacji, które oślepiają ludzi i rozmiękczają umysły. Istnienie potężnej, zorganizowanej i wpływowej oligarchii światowej jest bowiem niepodważalnym faktem.

W analizach geopolitycznych zdecydowanie najsłabszym punktem jest niezrozumienie znaczenia zaszłości. Historia jest traktowana jako obszerny magazyn faktów historycznych, do których zawsze można sięgnąć, aby podeprzeć zazwyczaj wątłe oceny polityczne. To jest wyrafinowany przejaw manipulacji opinią publiczną, który zyskał ostatnio niezasłużone miano „polityki historycznej”. Jednocześnie lekceważy się skutki złej polityki, które najchętniej uznaje się jako chwilowe i odwracalne. Czyli zła polityka jest niczym złym, gdyż jej efekty są przejściowe, nie mające poważnych konsekwencji geopolitycznych, a tym bardziej konsekwencji w kategoriach życia i śmierci; spektakl, a nie katastrofa, kiedy po upadnięciu kurtyny można spokojnie pójść do domu.

Kto w Polsce zastanawia się poważnie nad konsekwencjami procesu degradacji ekonomicznej, moralnej i politycznej kraju? Z pewnością ci, którzy włączyli się w ten proces degradacji, nie są zainteresowani odpowiedzią na to pytanie, a przynajmniej na dostarczenie opinii publicznej rzetelniej odpowiedzi. Raczej są szczęśliwi, gdy mogą swobodnie żonglować różnymi figurami politycznymi, teoretycznie grać na wielkiej szachownicy Zbigniewa Brzezińskiego oraz upajać się własnym brakiem odpowiedzialności. Fakt, że woły, które wciągają wóz w bagno topią się pierwsze, na ogół nie jest uwzględniany. To nie jest geopolityka.

Niekonsekwencje interpretacyjne

Gdyby chodziło o drugorzędne punkty sporne lub chwilowe tarcia polityczne, nie musielibyśmy przywiązywać większej uwagi do błędów (lub manipulacji) politycznych. Jednak mamy globalny kryzys ekonomiczny, który po kilku latach przechodzi w fazę ostrego kryzysu politycznego, a także we wzrastającą falę agresji ekonomicznej i militarnej. Ukraina, Grecja i tzw. państwo islamskie są synonimami geopolitycznych punktów zapalnych. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z długofalowymi projektami politycznymi. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z potężnym ładunkiem niepohamowanej agresji. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z wszechobecną wojną informacyjną.

Pierwsza niekonsekwencja dotyczy Ukrainy. Z jednej strony, trudno nie zauważyć szeroko i szczegółowo relacjonowanego w mediach konfliktu Rosja – Ukraina, z przypisaniem Rosji – z nastawieniem emocjonalnym – roli bezwzględnego agresora. Z drugiej strony trudno pominąć fakty, iż Rosja nadal jest głównym partnerem handlowym Ukrainy, że dostarcza Ukrainie energię i gaz po cenach preferencyjnych, że jest największym i niezwykle łagodnym kredytodawcą Ukrainy, że ukraińskie firmy rozbudowują linie moskiewskiego metra, że Rosja wspiera finansowo pomoc MFW dla Ukrainy, że uznaje nazistowski rząd w Kijowie powstały w wyniku zamach stanu itp. Jest oczywiste, że takie stosunki Rosji i Ukrainy graniczą ze schizofrenią polityczną, której nie daje się pokryć zasłoną milczenia.

Jest to schizofrenia polityczna. Jej przyczyn nie można jednakże wyjaśnić bez uwzględnienia roli oligarchii światowej. Jak sygnalizowaliśmy w części pierwszej, zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie, w gospodarce dominują oligarchowie (należący do oligarchii światowej). Nic więc dziwnego, że pojawiło się charakterystyczne pęknięcie: „rządy sobie, oligarchowie sobie”. Rządy zwalczają się wzajemnie, oligarchowie wspierają się wzajemnie, a przynajmniej ze sobą nie walczą (z nielicznymi wyjątkami, o czym powiemy później). Współpraca gospodarcza Rosji i Ukrainy przebiega po ich myśli.

Druga niekonsekwencja dotyczy Grecji. Najogólniej mówiąc, przed kilkoma laty Grecja padła ofiarą ataku spekulacyjnego, będącego powtórką kryzysu argentyńskiego z przełomu lat 2001-2002. Mniej zorientowanym czytelnikom warto zasygnalizować, że Grecja nie górowała nad innymi krajami pod względem zadłużenia zagranicznego. „Społeczność międzynarodowa” przygotowała program pomocy dla Grecji, który okazał się programem niszczenia Grecji i zwielokrotnienia jej zadłużenia. Gdy Grecy w lipcowym referendum sprzeciwili się kontynuacji podobnej pomocy, parlament grecki przyjął kolejny program pomocowy, który z pewnością okaże się dla Grecji jeszcze bardziej niszczący. W normalnym suwerennym kraju byłoby to niemożliwe, podobnie jak masowe samobójstwo.

Na ten brak konsekwencji więcej światła rzuca rozpoznanie głównych figur greckiego dramatu. Pierwszą figurą jest potężny bank amerykański Goldman Sachs, który we współpracy z lokalnymi politykami zorganizował wspomniany atak spekulacyjny. Drugą figurą jest tzw. trojka występująca w roli „społeczności międzynarodowej”, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny oraz Niemcy (występujący pod egidą Unii Europejskiej). Otóż nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Goldman Sachs, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny – to główne agendy oligarchii światowej. Wygląda na to, że agresorzy z łatwym do przewidzenia skutkiem „pomagają” ofierze.

WAR, who pays, who dies, who profits

Trzecia niekonsekwencja dotyczy tzw. państwa islamskiego. Nikt nie ukrywa, że jego ojcem chrzestnym były amerykańskie i izraelskie służby specjalne. Po spektakularnych sukcesach militarnych oraz masowych zbrodniach wojennych owo „państwo” zostało zaprezentowane opinii światowej jako zagrożenie dla stabilności świata, chociaż musi dziwić fakt, że nie zastosowano wobec niego tradycyjnych sposobów przeciwdziałania: blokady źródeł finansowania i embarga, presji na nieformalnych sojuszników czy wreszcie nalotów lotniczych. Taka niekonsekwencja jest niemożliwa do ukrycia, toteż podejrzenia co do rzeczywistych intencji zachodnich przeciwników tego „państwa” rosną i będą nadal wzrastać.

Jaki jest wspólny mianownik trzech omawianych przypadków? Wielu czytelników zapewne przyjmie odpowiedź z niedowierzaniem: eksterminacja i zarazem degradacja ekonomiczna ludności (Ukrainy i Rosji, Grecji, a w dalszej kolejności innych krajów Europy, krajów arabskich). Na Ukrainie trwa czystka etniczna i narasta kryzys humanitarny. Ludność Grecji wskutek wywołanemu kryzysem spadkowi urodzeń i emigracji ulega gwałtownej redukcji, zaś warunki życia stają się nie do zniesienia. Animowane z zewnątrz walki na półwyspie arabskim osłabiają potencjał ludnościowy i gospodarczy krajów arabskich.

Czy potrafimy znaleźć przyczyny niespotykanej dotychczas fali agresji ze strony oligarchii światowej wymierzonej w ludność wielu krajów? Dlaczego ludność tych krajów jest całkowicie bezbronna? Skąd bierze się powszechne lekceważenie, a nawet akceptacja okrutnych zbrodni? Odpowiedzi na te pytania zamieścimy w trzeciej części niniejszej publikacji.

CDN.                                                                                             Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Źródło: http://www.polishclub.org/2015/08/01/prof-artur-sliwinski-wojna-oligarchow-2/

Prof. dr hab. jest wiceprezesem zarządu Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”.

Redakcja

Wypowiedz się