Płk w st. spocz. adw. Dariusz Raczkiewicz – Ludobójstwo jako kwalifikacja prawna zbrodni popełnionych wobec ludności polskiej przez faszystowsko – nacjonalistyczne organizacje ukraińskie

RaczkiewiczMotto do wystąpienia na Konferencji „KRESY – wczoraj, dzisiaj, jutro”: „Konieczne jest przyspieszenie likwidowania Polaków. Muszą zostać zgładzeni całkowicie, ich wioski spalone do gruntu samego (…)”. „Ludność polską należy absolutnie zniszczyć. Śmierć każdego Lacha to metr wolnej Ukrainy. Albo będzie lechicka krew po kolana — albo Ukrainy nie będzie. Musimy zatem Polaków w pień wyciąć”. Rozkaz Romana Szuchewycza z 1944 r.

 

(próba odpowiedzi na pytanie czy nieprawda polityczna zastąpi prawdę historyczną)

 

I. Ludobójstwo jako pojęcie prawne oraz jego znaczenie praktyczne.

Ludobójstwo (ang. genocide) – jako termin o znaczeniu naukowym został wprowadzony stosunkowo niedawno. Po raz pierwszy użyto go w książce Raphaela (Rafała) Lemkina pt. „Rządy Osi w okupowanej Europie”, która została wydana w 1944 w USA.

W toku działania Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze, który zajmował się karaniem zbrodniarzy nazistowskich Niemiec, nie wymieniano ludobójstwa jako odrębnego rodzaju przestępstwa, lecz posłużono się terminem ,,zbrodni przeciwko ludzkości”. To właśnie wyrażenie zostało bowiem użyte w akcie oskarżenia a następnie w wyroku wymienionego wyżej Trybunału skazującym nazistowskich liderów.

Do języka prawnego termin ,,Ludobójstwo” wszedł za sprawą Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa podpisanej 9 grudnia 1948, w której formalnie zdefiniowano znaczenie tego słowa.

W tym międzynarodowym akcie prawnym wskazano, że ludobójstwem jest każdy z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych: zabójstwo członków grupy, spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy, rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego, stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy(art. III).

 W warunkach polskich, już od drugiej połowy 1944r. powoływano sądy wojskowe, które na mocy dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku ,,o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego” zajmowały się ściganiem najcięższych przestępstw.

Na podstawie tego aktu prawnego zatrzymywano i sądzono również banderowców. W aktach oskarżenia kierowanych przeciwko nim nie formułowano jednak zarzutów ludobójstwa, ponieważ polski system prawny nie przewidywał wówczas takiego przestępstwa. Mordercy z OUN, UPA lub innych formacji banderowskich stawali wówczas pod zarzutami wojskowo-kryminalnymi, ujętymi w wym. dekrecie. Trzeba przyznać, że w okresie 1944r. – 1953r. skuteczność polskich organów ścigania wobec banderowców była stosunkowo wysoka. Z punktu widzenia prawnika, przyczyną takiego stanu rzeczy był łatwy system przekazywania podejrzanych między państwami (ZSRR, Czechosłowacją i Polską), uproszczone procedury śledcze oraz brak nacisków politycznych ukierunkowanych na stworzenie parasola ochronnego wobec tej grupy przestępców.

W miarę upływu czasu, kwestie związane ze ściganiem zbrodniarzy banderowskich przez polski wymiar sprawiedliwości, zaczęły się komplikować, doprowadzając w latach 60-tych do nieomal całkowitego wstrzymania działań na tym polu. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone, przy czym do najważniejszych powodów zaliczyć należy: radzieckie wytyczne w zakresie ,,kształtowania dobrosąsiedzkich kontaktów” (czyli pierwsza odsłona projektu fałszowania historii pod hasłem poprawności politycznej) oraz przenikanie osób o banderowskiej przeszłości lub członków ich rodzin do organów państwowych średniego szczebla.

W konsekwencji, dopiero w dniu 12.08.1991r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie wszczęła kompleksowe śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w latach 1939-1945 na terenach województwa wołyńskiego.

Podstawę wszczęcia tego postępowania stanowiła publikacja z 1990r. pt. ,,Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich dokonane na ludności polskiej na Wołyniu”, opracowana przez Józefa Turowskiego i Władysława Siemaszkę. Dodatkowo, prokuratorzy wzięli pod uwagę memoriał opublikowany przez Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu oraz integralne ustalenia OKBZH.

Zatrzymując się przez chwilę nad publikacją obu wyżej wymienionych autorów, należy podkreślić jej ogromne znaczenie. Otóż opracowanie to po raz pierwszy uczyniło wyłom o charakterze mentalno – prawnym, dotyczący ludobójstwa popełnionego na narodzie polskim. Po raz pierwszy bowiem, w sposób uporządkowany i systematyczny wykazano publicznie, że działania banderowskie – obok hitlerowskich i stalinowskich zasługują na zakwalifikowanie i ściganie jako przestępstwa polegające na popełnieniu LUDOBÓJSTWA.

Wracając do meandrów wspomnianego śledztwa (obejmującego wyłącznie miejsca zbrodni usytuowane na Wołyniu), zaznaczyć wypada, że w postanowieniu o jego wszczęciu nie wskazano, iż chodzi o ludobójstwo, a jedynie ,,zamordowanie przez nacjonalistów ukraińskich kilkudziesięciu tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci narodowości polskiej”. Po kilku latach przedmiotowe postępowanie zostało umorzone, z przyczyn proceduralnych, za którymi stały oczywiście motywy politycznej poprawności wobec rodzącego się niezawisłego państwa ukraińskiego…

Dnia 27.11.2000r. śledztwo wołyńskie zostało podjęte do prowadzenia przez nowo powstałą instytucję – Instytut Pamięci Narodowej, kierowany wówczas przez Leona Kieresa, przy czym prokuratorzy zmienili wówczas kwalifikację tej sprawy.

W oparciu o zgromadzone dowody uznali, że zachodzi uzasadnione podejrzenie, popełnienia przestępstwa z art. 118 par. 1 i 2 kk czyli zbrodni LUDOBÓJSTWA.

Tym samym, formalnie stwierdzono, że kierunkiem zainteresowania IPN jest wykazanie, że zabójstwa dokonane na ludności polskiej na Wołyniu nie były ,,klasycznymi” morderstwami ale zbrodniami o szczególnym charakterze, nie podlegającymi przedawnieniu oraz objęte obowiązkiem ścigania bez względu na miejsce pobytu sprawcy. Tego rodzaju kwalifikacja prawna obowiązuje do chwili obecnej.

 W tym miejscu wypada zadać pytanie o dynamikę ścigania zbrodni banderowskich popełnionych na ludności polskiej, która zamieszkiwała na innych obszarach niż Wołyń, a mianowicie w b. województwach: stanisławowskim, lwowskim, tarnopolskim oraz na terenach województw lubelskiego i rzeszowskiego.

Z posiadanych danych wynika, że w oddziałach IPN prowadzonych jest obecnie kilkanaście śledztw dotyczących przestępstw popełnionych na Polakach zamieszkujących te tereny. Śledztwa obejmują zdarzenia, zgrupowane w kilku lub kilkunastu powiatach, przy czym prowadzone są bardzo wolno, przy zaangażowaniu niewspółmiernie małej liczby prokuratorów. Na uwagę zasługuje jednak to, że wszystkie te postępowania prowadzone są również w oparciu o czyn z art. 118 par. 1 i 2 kk czyli w kierunku zarzutu ludobójstwa, zaś na stronach internetowych IPN widnieją komunikaty wzywające żyjących świadków do zgłaszania się w celu złożenia zeznań na okoliczności związane z dokonanymi morderstwami.

II. Perspektyw sfinalizowania postępowań karnych prowadzonych przez IPN w sprawach ludobójstwa dokonanego przez faszystów z organizacji banderowskich

Na wstępie omówienia tej problematyki godzi się zaznaczyć, że o ile sporo banderowców nie zostało schwytanych, to zdecydowaną większość ich dowódców odpowiedzialnych za ludobójstwo na Wołyniu spotkała zasłużona kara.

Przykładowo:

- Dmytro Klaczkiwśkyj, ps. „Kłym Sawur”, „Ochrym” – został zabity w 1945 r. w walce z NKWD,

- Iwan Łytwynczuk, ps. „Dubowyj” – zginął w styczniu 1952 r. w walce z sowieckimi funkcjonariuszami bezpieczeństwa,

- Petro Olijnyk, ps. „Enej” – zginął 17 lutego 1946 r. w pobliżu wsi Rudniki na Wołyniu w walce z NKWD,

- Jurij Stelmaszczuk, ps. „Rudyj” – został zatrzymany przez NKWD a następnie skazany na karę śmierci i stracony w sierpniu 1945r.

- Wasyl Iwachiw („Som”, „Sonar”) – zginął w maju 1943 r. w pobliżu wsi Czernyż, rejon maniewicki, w walce z jednostką niemiecką,

- Panas Kowalczuk („Zalisnyj”, „Petro”) – zginął w 1949 r. w pobliżu wsi Chorochoryń zabity przez jednostkę specjalną MSW ZSRS,

- Anatolij Koziar („Gaj”, „Wołodymyr”) – zginął w lipcu 1945 r. w lesie w pobliżu wsi Sadów.

Nie wolno zapomnieć jednak, że część banderowców, szczególnie najniższych szczebli uniknęła sankcji i nie budzi żadnej wątpliwości, że demonstrujący swoją przeszłość tzw. ,,kombatanci” OUN i UPA pokazywani podczas licznych obecnie manifestacji na Ukrainie – to autentyczni zbrodniarze wojenni.

Perspektywy skutecznego ścigania i ukarania banderowskich sprawców ludobójstwa są w obecnych warunkach prawnych – iluzoryczne. Należy mieć świadomość, że skuteczne ściganie tej grupy zbrodniarzy jest możliwe aktualnie jedynie wobec tych, którzy zamieszkują w Polsce. Nie będzie to możliwe natomiast wobec osób z terenów dzisiejszej Ukrainy. Główny powód tej sytuacji opiera się na zawartej w Kijowie, w maju1993r. umowie pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Ukrainą ,,o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych i karnych”

Przedmiotowa umowa została sporządzona wyjątkowo nieudolnie, przy marginalnej dbałości o interesy naszego kraju, wynikające z obowiązku ścigania winnych zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Jak powszechnie wiadomo, prokurator może ogłosić zarzut osobie, która zostanie do niego doprowadzona. W przypadku przestępstw o charakterze międzynarodowym, możliwość doprowadzenia sprawcy przed oblicze prokuratora jest realizowana na zasadzie ekstradycji. Jednak w art. 61 przedmiotowego kontraktu przewidziano, że trybowi ekstradycyjnemu nie podlegają ,,obywatele wezwanej umawiającej się strony lub korzystający w tym państwie z prawa azylu”.

W konsekwencji, na mocy tego przepisu – żaden Polak mieszkający w Polsce nie może być wydany państwu ukraińskiemu, jak również Ukrainiec będący w swoim kraju również nie może podlegać ekstradycji.

Ten pozornie równoważny zapis był w istocie rozwiązaniem krzywdzącym stronę polską. Wynikało to z faktu, że to właśnie organa wymiaru sprawiedliwości naszego kraju były żywotnie zainteresowane zachowaniem prawa ekstradycji zbrodniarzy wojennych i ludobójców z terenów Ukrainy, podczas gdy strona ukraińska nie miała w zasadzie żadnych powodów aby domagać się działań ekstradycyjnych od Polski.

W rezultacie, przyjęte w cyt. umowie bilateralnej ,,rozwiązanie” postawiło polskie organa ścigania, zajmujące się zbrodniami ludobójstwa banderowskiego, w bardzo trudnej sytuacji. Zostały one bowiem pozbawione możliwości domagania się ekstradycji podejrzanych, wobec których materiał dowodowy pozwalał na przedstawienie zarzutów, zatrzymanie oraz tymczasowe aresztowanie. W konsekwencji, państwo ukraińskie (już na swoim starcie) zapewniło sobie komfortową sytuację, polegającą na uniemożliwieniu organom polskim skutecznego ściągania (wydawania) do Polski (na potrzeby procesowe) ludobójców – będących obywatelami ukraińskimi zamieszkałymi w tymże kraju.

Nie jest to niestety jedyny mankament omawianej umowy. Kolejną, nie mniej kuriozalną konsekwencją wspomnianego zapisu jest to, że w jego następstwie, w sytuacji kiedy polski prokurator zbierze dowody winy sprawcy – bandyty z OUN, UPA czy SS Galizen, będzie on w zasadzie zmuszony do przekazania ścigania tego sprawcy władzom Ukrainy. Stanie się tak jeśli ustalenia prokuratorskie wskażą, że osoba ta zamieszkuje na terenie Ukrainy i jest jej obywatelem.

Sytuacja procesowa, w której znajdzie się wówczas prokurator będzie lapidarnie rzecz ujmując następująca: Wobec braku możliwości skorzystania z ekstradycji sprawcy, wyjściem z tego rodzaju sytuacji jest: zawieszenie sprawy i czekanie aż ten sprawca przyjedzie do Polski dobrowolnie albo przesłanie sprawy do prowadzenia władzom ukraińskim, które w oparciu o własne prawo będą na (zasadzie wyłączności) prowadzić w dalszym ciągu postępowanie.

Nawet kompletny ignorant prawny zdoła dostrzec, że oba rozwiązania są tak samo absurdalne i nijak nie dadzą się pogodzić ze zdrowym rozsądkiem. Trzeba jednak pamiętać, że wina za taki stan rzeczy obciąża wyłącznie polityków. Ich krótkowzroczność i brak profesjonalizmu spowodowały, że IPN jako jedyna instytucja ścigania zbrodniarzy banderowskich została sprowadzona do roli psa, któremu kazano ścigać bandytów, ale uprzednio wybito zęby i wyposażono w krótki łańcuch.

 Analizując powody dostrzegalnej powolności i nieskuteczności prowadzonych przez IPN postępowań nie sposób pominąć aspektu politycznego czyli – kuriozalnej sytuacji, którą mamy w Polsce, polegającej na tym, że główne środowiska polityczne oraz prawie wszystkie media main-stream’u – negują albo nie przyjmują do wiadomości faktu ludobójstwa Polaków przez faszystów ukraińskich.

Jak wskazałem wcześniej, we wszystkich śledztwach dotyczących krwawych zbrodni na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej i terenach woj. lubelskiego i rzeszowskiego, prokuratorzy polscy przyjęli jednoznacznie kwalifikacje wskazujące na popełnienie ludobójstwa.

Dlaczego więc z takim trudem przychodzi politykom, mediom oraz części historyków, określenie tego co się stało ,,po imieniu”?

Dlaczego prezydenci i dziennikarze naszego kraju uporczywie powtarzają nieprawdę wskazując na żołnierzy Hitlera i Stalina – jako jedynych sprawców ludobójstwa na naszym narodzie?

Czy to brak elementarnej wiedzy historycznej czy też konsekwencje tzw. ,,polskiej murzyńskości”, o której było ostatnio tak głośno za sprawą niesławnego Ministra Spraw Zagranicznych?

Na powyższe pytania próbowałem ostatnio (maj 2015r.) uzyskać odpowiedź w rozmowie z urzędnikami tego właśnie resortu (MSZ). Byli oni delegowani na konferencję mającą miejsce w sejmie, poświęconą trzem tzw. ,,ustawom historycznym” określanym również jako ,,ustawy banderowskie” – przyjętym na początku kwietnia przez parlament ukraiński. Rozmowa ta ukazała zupełny brak wiedzy tych osób w zakresie genezy banderyzmu oraz jego skutków. Urzędnicy polskiego MSZ sprawiali wrażenie osób bagatelizujących znaczenie aktów prawnych przewidujących kary za krytykę banderyzmu i jego ,,dorobku” w umacnianiu patriotyzmu na Ukrainie. Co więcej, nie przyjmowali oni do wiadomości jakie konsekwencje, niosą za sobą te ustawy wobec spraw prowadzonych przez IPN (polski), traktując ich przyjęcie za wewnętrzną sprawę naszego sąsiada…

A przecież, funkcjonowanie rzeczonych ustaw całkowicie wyeliminuje możliwość prowadzenia jakichkolwiek spraw przeciwko banderowskim przestępcom ludobójcom), w sytuacji gdyby prokuratorzy IPN zdecydowali by się skorzystać z ewentualności polegającej na przekazaniu ścigania sprawcy krajowi macierzystemu.

Na koniec należałby się jednak podzielić pewnym spostrzeżeniem, dotyczącym naszej przeszłości, które jakkolwiek bolesne – musi napawać optymizmem środowiska Kresowe. Otóż, zważcie Państwo, że do 1989r. w naszej ojczyźnie, zarówno politycy jak również media lansowały nieprawdziwy pogląd, w myśl którego Polacy doświadczyli zbrodni przeciwko ludzkości wyłącznie ze strony faszystowskich Niemiec.

Dopiero po 1989r. – na skutek zmian politycznych, zarówno środowiska władzy jak i medialne autorytety ,,odkryły”, że ludobójstwo na obywatelach polskich czynione było również rękami radzieckich żołnierzy i funkcjonariuszy. Dlaczego doszło do tej spóźnionej aczkolwiek prawdziwej konstatacji? Odpowiedź wydaje się oczywista:

Po pierwsze: Zerwane zostały polityczne więzy nakazujące propagowanie nieprawdy, a w zasadzie przemilczanie prawdy – w imię absurdalnie pojętej przyjaźni między narodami.

Po drugie: Szeregi dziennikarzy, polityków i historyków utrzymujących się z fałszowania naszej przeszłości nie mogły dalej funkcjonować w duchu obrony koncepcji geocentryzmu – bez narażania się na śmieszność oraz ostracyzm przyzwoitych naukowców, mogących wreszcie publikować swój dorobek.

 Mamy rok 2015, który obnażył ,,anty-demokratyczność” przemian na Ukrainie oraz ułudę poparcia dla neo-banderowskich środowisk. Nie sposób zanegować, że podobnie jak w 1989r., tak i obecnie doszło do swoistego tąpnięcia, przełamania zmowy milczenia o ludobójstwie trzecim – zaplanowanym i zrealizowanym przez faszystowskie organizacje ukraińskie, których celem było bestialskie wyniszczenie Polaków – ,,od kołyski po starców”

Podobnie jak w pamiętnym 1989r. ludzie pokroju Pawła Kowala, Mirosława Czecha, Bogumiły Berdychowskiej czy Romana Drozda – pomimo piastowanych funkcji przestają być traktowani poważnie. Zupełnie tak samo jak 25 lat temu ci, którzy przekonywali nas o tym, że agresja z 17 września 1939r. była koniecznością zaś Katyń był dziełem Niemców… Herbertowska ,,sprawa smaku”, nakazująca pogardę wobec takich zachowań znów powraca. Przeciwnikom naszym już teraz brakuje argumentów i jedyną ich bronią staje się kolosalny wysiłek polegający na synchronizacji udawania, przemilczania i dozowania kłamstwa.

 Rok 1989 kołem się toczy.

Musimy tylko pilnować aby nie został ponownie zaprzepaszczony…

 

Płk w st. spocz. adw. Dariusz Raczkiewicz

Członek Zarządu

Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich

 

PS. Pełny tekst wystąpienia płk w st. spocz. adw. Dariusza Raczkiewicza, na Konferencji pt. „KRESY – wczoraj, dzisiaj, jutro”w dniu 10 lipca 2015 r. w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Konferencja została zorganizowana przez: Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i KombatanckichMuzeum NiepodległościMuzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, pod Patronatem Honorowym: Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika i Prezesa Krajowej Rady Spółdzielczej Naczelnego Organu Samorządu Spółdzielczego Alfreda Domagalskiego, przy współudziale programowym i organizacyjnym członków Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”. Prezentujemy drugą grupę 3 referatów (obok siebie na stronie) z zakresu sytuacji obecnej –„dzisiaj”. Pierwszą grupę referatów historycznych z zakresu „wczoraj”, zaprezentowaliśmy wcześniej i dostępne są na linkach poniżej. Ostatnią 3 grupę referatów w zakresie, co wynika z historii i dnia dzisiejszego dla sytuacji Polski na przyszłość, czyli – „jutro”- opublikujemy w ciągu 2-3 tygodni. Nagrania filmowe wystąpień na Konferencji, w części różniące się od tekstów, opublikujemy za 2-4 miesięcy. Całość materiałów w wydaniu książkowym opracowywana przez Muzeum Niepodległości będzie wydana do końca roku.

Pierwsza, opublikowana na naszej stronie grupa referatów dostępna jest na następujących linkach:

 

Redakcja KIP

Wypowiedz się