Madara: Odmienić los Polski. Zwycięska Strategia dla Polski, cześć I

Rozstaje drógRozstaje dróg 1

„Problemów współczesnego świata nie rozwiążemy tym sposobem myślenia, który je stworzył” (myśl przypisywana Albertowi Einsteinowi). Właśnie to jest kluczowy problem aby zmienić rzeczywistość – jak „odprogramować” nasze myślenie, wynikające z tego dyskusje i realne działanie. Aby rozpocząć ten proces warto zacząć wykonywać następujące ćwiczenie: stanąć niejako w drugiej osobie z boku i chłodnym analitycznym „okiem’ obserwować swoje zachowanie – co w tym zachowaniu ma sens, a ile jest bez sensu, czyli że działamy jak zaprogramowane automaty, niczym bioroboty. Podobnie można robić obserwując najbliższe otoczenie, środowisko zamieszkania, pracy czy w skali kraju.

Tym tekstem rozpoczynamy cykl 7 publikacji blogera pod pseudonimem MADARA pt. „ODMIENIĆ LOS POLSKI”, w których zawarte są szerokie, wielopłaszczyznowe systemowe analizy i koncepcje – jak to zrobić. Wyrażamy podziękowanie anonimowemu Autorowi za cenne zaawansowane przemyślenia i koncepcje. Będziemy te odcinki publikowali w blokach obok siebie z odcinkami „Korekcyjno-naprawczego programu gospodarczego” dr Ryszarda Ślązaka wybitnego praktyka, który w węższym zakresie pokazuje ogromną ilość karygodnych anomalii w działaniach Rządu w sferze gospodarki, i daje proste propozycje, jak to zmienić, gdyby politycy i urzędnicy chcieli chcieć.

Na podsumowanie „złota myśl” Seneki: „Kiedy po wypłynięciu z portu, nie wiesz do którego poru masz płynąć, to wszystkie wiatry są ci sprzyjające”.

Redakcja KIP

 

Think Tank po Polsku – Nowe, oryginalne spojrzenie z polskiej perspektywy na organizację państwa i politykę.

 

ZWYCIĘSKA STRATEGIA DLA POLSKI

Prolog

 Od początku czyli od środka

 

    Na wstępie kilka stwierdzeń, które dla wielu osób będą zapewne truizmami i rzeczami oczywistymi, jednak napisanie ich jest konieczne dla zachowania spójności i jasności tekstu w połączeniu z późniejszymi szczegółowymi wyjaśnieniami. Przedstawiając założenia Zwycięskiej Strategii dla Polski (ZSDP) mam świadomość że jej wcielenie w życie będzie możliwe tylko pod warunkiem przeprowadzenia poprzedzających działań, które będą opisane później (stąd tytuł posta).

     Sama strategia ma formę otwartą, tzn. jej modyfikowanie i ulepszanie jest wręcz wskazane, jedynym warunkiem oceny i ewentualnego wprowadzenia modyfikacji jest zgodność z początkowymi celami Strategii i lepsza, skuteczniejsza realizacja założeń Strategii, oceniana wg określonych kryteriów początkowych. Ze względu na ogromną obszerność zagadnienia, jego różnorodność oraz potrzebę zarówno wiedzy praktycznej jak i teoretycznej z bardzo wielu dziedzin, tylko taka forma szerokiego bezinteresownego zaangażowania i konstruktywnej dyskusji Polaków pozwala mieć nadzieję na skuteczność oraz jej wysoki poziom merytoryczny. Dodatkową korzyścią – „bonusem” o nieprzecenionej wartości będzie powstanie grupy osób działających pro publico bon o wspólnych skrystalizowanych poglądach oraz koncylacyjności pozwalającej na wspólnie, skutecznie działanie w interesie kraju. Jednocześnie mam świadomość że taka forma otwartej dyskusji będzie szczególnie narażona na mniej lub bardziej świadome próby jej rozbicia, zwłaszcza jeżeli będzie cieszyć się zainteresowaniem i zostanie odczytana na jako zagrożenie i realną siłę przemian, jednak korzyści wynikające z tej formy są zdecydowanie warte ryzyka.

     Współczesna Polska potrzebuje skutecznej długoterminowej oraz doraźnej strategii działania i rozwoju. Brak takiej strategii skutkuje postępującą stagnacją i zwiększaniem wpływów innych państw oraz zewnętrznych międzynarodowych oraz wewnętrznych grup wpływu realizujących swoje cele, zarówno na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej czy duchowej. Polska bez określenia wyraźnych celów i priorytetów pozwalających na kontrolę realizacji przyjętych założeń oraz ewentualne korekty, skazana jest na ciągłe uleganie grupom realizującym swoje cele i powolną stopniową degradacją. na Na obecnym etapie, aparat administracyjny naszego państwa jak również elity polityczne w przeważającym stopniu realizują interesy grup wpływu, sprzeczne z interesem obywateli Polski. Warto tutaj zauważyć, że ostatnie wydarzenia kryzysu światowego, jasno pokazały że, problem ten dotyczy również większości krajów świata. Rządy teoretycznie mające chronić interesy obywateli, postanowiły ogromnymi, publicznymi środkami finansowymi, wbrew wszelkim racjonalnym przesłankom, ratować prywatne instytucje finansowe, kosztem własnych wyborców i obywateli, narażając ich na znaczące pogorszenie jakości życia, wzrost podatków i to na okres dziesięcioleci oraz stagnację gospodarczą, a nawet decydując się na konfrontację siłową skierowaną przeciw protestującym wobec tych praktyk.

 Powyższa konstatacja pozwala nam postawić trzy istotne tezy:

  1. Władza w wielu krajach demokracji pośredniej nie reprezentuje interesów swoich obywateli.
  2. Obecne elity polityczne nie są zainteresowane lub nie potrafią działać na rzecz społeczeństwa, widać to szczególnie wyraźnie jeżeli interesy obywateli wchodzą w konflikt z interesami rzeczywistych decydentów.
  3. Problemy z Polską klasą polityczną są częścią większego światowego problemu uzależnienia elit politycznych od grup wpływu w sposób niejawny.

       Powyższe tezy oraz wiele innych przesłanek jasno wskazują że istnieje potrzeba stworzenia całościowego planu dla Polski – z uwzględnieniem obywatela – jako podmiotu a nie przedmiotu oraz wspólnoty obywateli jako wspólnoty interesów, a nie jak obecnie skonfliktowanych wrogich grup społecznych walczących o swoje przywileje kosztem innych. To przewartościowanie kryteriów tworzenia nowego organizmu państwowego winno być mottem zmian poczynając od polityki międzynarodowej, poprzez politykę krajową, gospodarkę, a także sferę stosunków społecznych, informację, jak i sferę duchową, szczególnie ważną. Wszystkie przyszłe zmiany, MUSZĄ być weryfikowane na podstawie stałego kryterium: szeroko pojętego dobra wspólnoty i dobra indywidualnego obywatela. Musimy całe państwo przemyśleć od nowa, od najbardziej elementarnych podstaw z uwzględnieniem naszej specyfiki geograficznej, mentalnej i gospodarczej – Państwo znów ma służyć swoim obywatelom – To jest nasze wyzwanie.

               Jak ważna w trym planie jest sfera więzi społecznych nie opartych na przesłankach ekonomicznych ale na przesłankach nazwijmy do duchowych, wspólnotowych, posłuży nam przykład innych krajów. Warto tu np. przywołać przykłady protestów „oburzonych” w Hiszpanii, Grecji czy ruch „Occupancy wall street”. Wszystkie te ruchy miały jeden wspólny mianownik: protestujący mieli świadomość, że są oszukiwani i wykorzystywani przez władze i powiązany z nią sektor finansowy – ale mimo to nie potrafili przeciwstawić oszustom żadnej własnej strategii, własnej wizji rozwiązania tego problemu. Jedyne co byli w stanie zrobić to odgrzać komunistyczne i lewackie wyświechtane slogany, oraz liczyć że władza pod wpływem ich protestów zmieni swoje postępowanie, co rzecz jasna nie nastąpiło.

                     Mamy więc ciekawą sytuację – świadome, rozwinięte intelektualnie społeczeństwa nie potrafią skupić się wokół wspólnej idei, ludzie są świadomi ale pozbawieni umiejętności wspólnego konstruktywnego działania. Przyczyną tego stanu rzeczy jest zanik więzi społecznych, poczucia wspólnoty duchowej, nie opartej na bezpośrednim zysku finansowym lub osobistych korzyściach. Problem ten dotyczy też naszego kraju – dlatego odbudowa tych więzi nazwijmy ich wspólnotowi- duchowych jest jednym z pierwszych kroków we wprowadzaniu ZSDP.

spiacy-rycerze-w-tatrachŚpiący rycerze w Tatrach

Napisane przez: Madara

Opublikowano za: http://3obieg.pl/zwycieska-strategia-dla-polski

Comments

  1. nana says:

    Hu-hu-husaria to już przeżytek. Po do dodawać sobie animuszu pokrzykując szeptem?

    „Aby rozpocząć ten proces warto zacząć wykonywać następujące ćwiczenie: stanąć niejako w drugiej osobie z boku i chłodnym analitycznym „okiem’ obserwować swoje zachowanie – co w tym zachowaniu ma sens, a ile jest bez sensu, czyli że działamy jak zaprogramowane automaty, niczym bioroboty.”
    – zdanie mogło by być prawdziwe, ale nim nie jest. „Stanąć z boku” mogą naprawdę nieliczne, bardzo nieliczne osoby i to stąd ta cała mizeria /z/ ludzkości.
    Istnieje realna przeszkoda, nie pozwalająca ludziom postrzegać własnego postępowania. Jest nią utożsamianie się w „własnymi” myślami, z wizerunkiem „własnym”. Ludzie na przykład mówią lekkomyślnie: a niech to szlag trafi! a potem płaczą, że trafił.
    Biorąc pod uwagę, że człowiek może myśleć wyłącznie tylko przy pomocy własnego mózgu jest oczywiste, że obserwacje otoczenia każdy prowadzi na swój sposób i jest on mocno różny od sposobu postrzegania, w jaki robią to osoby choćby najbliższe. Stąd różnice zdań i kłótnie.
    Nie wiem, gdzie jest druga część do tego artykułu startowego, więc być może napiszę coś, co tam już jest. Ale ja tego przecież nie wiem. Co tam, zaryzykuję.
    Więc parę słów o tym wstępie: nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba jeszcze mówić do ludzi – jak to kiedyś pisało w dobrym, PRLowskim „Przekroju”.
    Dla mnie ten wstęp jest zbyt nadęty. Coś, co dotyczy mojego życia musi mi „pasować”, musi budzić moje zaciekawienie, musi dawać mi jakieś nadzieje na dowiedzenie się czegoś przydatnego. A co my tu mamy? „podmiot nie przedmiot” biorąc pierwsze z brzegu. A ile osób wie dziś, co to jest podmiot?
    Tak zwany język naukowy nigdy nie przemawiał do ludzi i nie inaczej jest z tym i tutaj.
    Co to jest język naukowy? powiem to na przykładzie dowcipu, jaki opowiedziała mi koleżanka pracująca w szpitalu: na porannym obchodzie ordynariusz pyta pacjenta
    – wiatry były?
    Na co pacjent odpowiada
    – nie wiem, bo spałem.
    – Ale pierdział pan? – pyta ordynariusz.
    – Aaaa, pierdzieć to ja pierdziałem!
    Co więc komu z pięknego nazewnictwa, gdy nie może on zrozumieć o co chodzi?
    Nazywanie rzeczy po imieniu nie tylko ułatwia komunikację, ale także pozwala uniknąć nieporozumień.
    Co oczywiście nie jest jednoznaczne z wulgarnością. Choć co do tego, co jest wulgarne a co nie też można mieć swoje zastrzeżenia. Bo tu akurat wypadało by się zastanowić, co to jest właściwe „słowo”, czy „nazwa” i dlaczego jedno jest uważane za „be” a drugie za „cacy”.
    No dobrze, ale wracając do tematu, dlaczego ludzie nie widzą, co robią i nie rozumieją, co myślą, to ja uważam, że dowiedziałam się tego już trzydzieści prawie lat temu.
    Wówczas zetknęłam się z człowiekiem, praktykującym Sahaja Yogę. Nie jest to stanie na głowie, nie jest to żaden zbiór ćwiczeń. Sahaja Yoga oznacza spontaniczne połączenie z Bogiem.
    Tak więc w broszurze wyczytałam, że istnieje „nerw Vagusa”, czyli niewielka przerwa w sensie fizycznym w centralnym systemie nerwowym, powiedzmy w kręgosłupie. Jest to powodem, że człowiek żyje w oceanie złudzeń, zwanym Maha Maya. Potrzebne to było, ta przerwa do tego, by człowiek w wyniku ponownych narodzin, czyli oświecenia, czyli samorealizacji, połączył się ze swoją właściwą, duchową istotą. I odbywać się to miało i ma na zasadzie dobrowolności, jako że Bóg Wszechmogący dał ludziom wolną wolę. Mówiąc obrazowo: Bóg zrobił małe „ciach”, czyli zrobił przerwę w nerwie Vagusa po to, by człowiek mógł swoją wolną wolę realizować, czyli by mogła istnieć Gra Kosmiczna, czyli Ewolucja. Ale jednocześnie Bóg stworzył człowiekowi szansę ucieczki od tych złudzeń i każdy, kto chce może ponownie zjednoczyć się z Bogiem i wyjść z oceanu złudzeń.
    U mnie polegało to na tym, że ten znajomy Yogin położył mi rękę na głowie. Przedtem mnie zapytał, czy ja chcę dostać samorealizację. Ja chciałam, bardzo chciałam, czuła tą potrzebę w środku, w sercu. Było to w kawiarni, w centrum miasta, wśród tłumu ludzi, w południe. I po chwili on mi z głowy zdjął swoją rękę, a mnie ogarnęła radość niesamowita, wesołość taka, że śmiałam się na głos, że to wszystko takie łatwe. On mi wyjaśnił, że Jezus dawał ludziom samorealizację i oni dlatego szli za Nim bezwarunkowo czując jedność Ducha. Samorealizację dostaje się tak, jakby od zapalonej świeczki zapalić inną świeczkę. Więc osoba nie oświecona nie może oświecić nikogo. Ja śmiem twierdzić, że ja mogę. A także parę milionów ludzi oświeconych żyjących na Matce Ziemi w niemal każdym kraju na świecie. W Polsce jest takich ludzi parę set, może tysiąc.
    Nikt nikogo do tego namawiać nie może i nie można nikogo do tego zmusić. Jest to wyłącznie akt wolnej woli, własna i niezależna decyzja. W Ewolucji każdy ma swoją drogę i nie ma drogi na skróty. Z jakiegoś powodu mnie było akurat dane iść drogą właśnie taką, ale dlaczego tak jest – nie wiem.
    Nieraz spotykam się z tym, że ktoś o mnie mówi, że ja jestem mądra. Ja nie wiem, czy jestem mądra i nie wiem, co to jest mądrość. Jako całość, bo ułamki tego od czasu do czasu człowiek dostaje dzięki wzrostowi świadomości.
    Oczywiście, nie będę miała za złe Klubowi Inteligencji Polskiej, jeżeli tego wpisu nie puści cenzurując go w całości. Dla mnie to żadna różnica.
    Piszę to, co właśnie piszę, bo być może już jest ten moment właściwy, by Polacy – przynajmniej część z nich – dostali szansę jak ja ją niegdyś dostałam. Jest to jednocześnie i przywilej i niewielka uciążliwość, jako że człowiek narażony jest na dziwaczne uwagi osób mniej otwartych na Prawdę. Za to można – mając czystą uwagę – wchodzić w rejony Czystej Wiedzy. Czyli wszystkiego tego, czego mózg ludzki nie jest w stanie wymyślić.
    W Rosji są dziesiątki tysięcy Sahaja Yoginów. Nie jest to żaden monolit i są problemy między tworzącymi się grupami, ale wynika to z ego, bo nie każdy jest od razu swoim własnym mistrzem. Więc co nieco trzeba przepracować. Ale ogólnie widać przecież, że Rosja ma ogromny potencjał duchowy i to on właśnie chroni Rosję przed zgniłym i śmierdzącym zachodem. A także umożliwił ten potencjał duchowy Rosjanom znaleźć wspólny język z dobrymi krajami. Tak, z dobrymi krajami. Czyli takimi, w których biorąc sumarycznie jest więcej energii dobrej niż negatywnej.
    Kto i dlaczego przeszkadza rozprzestrzenianiu się dobrych energii, czyli dobrych wibracji nie ma najmniejszego znaczenia. Bo do rozwoju człowiekowi nie jest potrzebna żadna walka, lecz poszerzona świadomość.
    Więc tylko od woli ludzi zależy, czy dobre wibracje przeważą nad złymi czy im ulegną.
    Bóg stworzył raj w postaci Matki Ziemi. Stworzył go po to, żeby mógł istnieć człowiek.
    Wszystko, czegokolwiek człowiek potrzebuje, Matka Ziemia mu to daje i to w wielkiej obfitości.
    Człowiek ma podstawy do tego, by być hojnym.
    I dopiero chciwość, zachłanność i poczucie winy spowodowały poważne zakłócenia w przepływie dobrej energii, no i mam teraz to, co mamy.
    Ale od uleczenia sytuacji ludzie stoją o krok. Na wyciągnięcie ręki. Uwarunkowania nie pozwalają ludziom tej ręki wyciągnąć. Ale nikt ich do szczęścia zmuszać nie będzie, bo nie może. Nie ma takiej możliwości. Bóg wszakże dał ludziom wolną wolę. I jest to w całej rozciągłości respektowane przez Najwyższego. Ludzie siebie wzajemnie zniewalają na wszystkie możliwe sposoby. Ale Bóg – Bóg dał ludziom wolność bezwzględną, choć ludzie jej nie mogą zobaczyć.

    No dobrze, znowu nie wiem, ile i co napisałam. Z łorda nie korzystam, bo jest to własność tego łysego tasiemca uzbrojonego w miliardy dolców, więc mnie mierzi.
    Nic to, i tak nie wiadomo, czy post przejdzie.

  2. nana says:

    A tu parę linków, jak sobie Rosja radzi i dlaczego było takie korzystne, by na Rosję zachód nałożył sankcje:
    http://lavkalavka.com/farmers
    —–

    Russia is Handing Out Cash to Start-up Small Farmers

    Small farming is taking off in Russia, thanks to sanctions
    http://russia-insider.com/en/business/grants-worth-23000-give-russian-farmers-boost/ri9166
    —-
    https://www.youtube.com/watch?v=y-8HQKsByqU

  3. nana says:

    No jeszcze przypomniałam sobie program w niemieckiej tv, w którym pokazywano ussa. Tam istnieją farmy „na utrzymaniu” mieszczuchów. Polega to na tym, że mieszczuchy płacą farmerom ileś tam dolarów, wychodzi to kilkadziesiąt centów dziennie i te mieszczuchy – o obrębie do 300km, bo dalej to się nie opłaca – mogą jechać na tą farmę po wałówkę i biorą w zależności od sezonu. Wszyscy sobie chwalą, a mieszczuchy mają nawet prawo do prac fizycznych na tej farmie.
    U Niemców też są podobne projekty. Tam wykupują jakąś farmę kolektywnie, część ludzi mieszka na wsi a część pracuje w mieście by mieć pieniądze na pokrycie kosztów utrzymania farmy. Dzieci są szczęśliwe, mają do czynienia z przyrodą, ze zwierzętami i mogą jeść zdrowe warzywa prosto z grządek.
    Na własne oczy oglądałam te filmy więc piszę prawdę.
    W Polsce, z racji tego, że mamy aż tyle gospodarstw rolnych indywidualnych, byłoby idealne pole do wdrożenia takich właśnie rozwiązań. Dodatkowo można byłoby rozparcelować ziemie państwowe tak, by pozostały one własnością państwa, ale by ludzie mogli z nich korzystać.

  4. nana says:

    Ja również bardzo dziękuję.
    Pozdrowienia szczerze odwzajemniam.

Trackbacks

Wypowiedz się