Kościół ludowy przeciw kolonializmowi

Franciszek w Boliwii 2 dzieńPapież Franciszek potępił w Boliwii globalny kapitalizm, kolonializm i przeprosił Indian za zbrodnie Kościoła Katolickiego z czasów podboju Ameryki przez Hiszpanów i Portugalczyków. Przeprosiny były znacznie bardziej radykalne i dobitne niż jego poprzedników – Benedykta XVI i Jana Pawła II. Tak druzgocącej krytyki kapitalizmu, niesprawiedliwości społecznej, egoizmu, współczesnego niewolnictwa, kolonialnego podporządkowania oraz eksploatacji krajów i ludzi, nie zrobił dotąd żaden Papież. Stwierdził m.in. że „Ten system jest nie do wytrzymania” i „pokój opiera się nie tylko na poszanowaniu praw człowieka, ale również na poszanowaniu praw ludów, a w szczególności prawa do niezależności”.

Morales FranciszkowiPrezydent Boliwii Evo Morales wręczył papieżowi krucyfiks w kształcie sierpa i młota. Ten prezent oburzył wielu watykańskich dygnitarzy (Osservatore Romano / AP / AP)

W warunkach ogromnych zagrożeń rozpadu obecnej cywilizacji i zachodzących w świecie wielkich przeobrażeń cywilizacyjnych oraz ustrojowych Papież Franciszek i poprzednik Benedykt XVI zdają sobie sprawę, że Kościół Katolicki nie przetrwa, jeśli będzie wspierał świecką władzę bogatych, tak jak to robił od czasu cesarza Konstantyna i I Soboru w Nicei w 325 r. Natomiast wydaje się, że obaj mają świadomość, że Kościół Katolicki musi zostać kościołem ludowym w sojuszu  ze zwykłymi ludźmi i realizować posłannictwo Jezusa czynem, aby mógł mieć szanse przetrwania.

Obecny Papież Jezuita opowiedział się za koncepcją „teologii wyzwolenia”, dzięki której jezuici zintegrowali kraje Ameryki Łacińskiej, uniezależniając je od Anglosasów i podnosząc w rozwoju. Chociaż Papież jako najwyższy przywódca Kościoła Katolickiego ma wielką władze, to jednak struktura, którą zarządza jest potężna i nadać jej nowy kierunek prowadzący do jego naprawy jest bardzo trudno.

Ten kierunek rozpoczął poprzedni Papież Benedykt XVI próbując m.in. uporządkować finanse watykańskie, lecz został zmuszony do dymisji. Jeszcze jako kardynał Joseph Ratzinger proroczo przewidział nieuchronność tego procesu, kiedy 24 grudnia 1969 roku, na zakończenie cyklu wykładów radiowych w rozgłośni Hessian Rundfunk (Hessischer Rundfunk Hr1?), wypowiedział słowa, z których wagi prawdopodobnie on sam nie zdawał sobie sprawy:

„Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi Wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tą małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.

Drugi silniejszy kierunek w Kościele Katolickim polega na kontynuacji sojuszu z władzą świecką i ludźmi bogatymi oraz stworzenia Nowego Porządku Świata w globalnym wydaniu anglosaskim, zawarty jest w encyklice „Laudato Si” omówionej przez Zbigniewa Jacniackiego w artykule pt. „Początek Nowego Kościoła-Kościoła XXI wieku.” Polski Kościół Katolicki jest w opozycji do słów ostatnich dwóch Papieży i stoi na straży doktryn Jana Pawła II, który, żyjąc w cieniu sowieckiego komunizmu, był zdecydowanym przeciwnikiem „teologii wyzwolenia”. Współczesny polski Kościół katolicki, a szczególnie Episkopat, realizuje ten już nieaktualny, drugi kierunek – sojuszu z liberalną władzą świecką, ludźmi bogatymi i współrządzeniu w ich interesie.

Poniżej prezentujemy wystąpienie Papieża Franciszka w Boliwii na antenie Telewizji Trwam i zamieszczamy pełny tekst najważniejszego wystąpienia.

Redakcja KIP


 

Przemówienie Papieża Franciszka wygłoszone podczas II Światowego Spotkania Ruchów Ludowych w Boliwii

Dobry wieczór wszystkim.

Przed kilkoma miesiącami zgromadziliśmy się w Rzymie i wciąż mam w pamięci to nasze pierwsze spotkanie. Przez ten czas nosiłem je w sercu i modlitwie. Cieszę się, że mogę was znowu zobaczyć, aby debatować nad najlepszymi sposobami przezwyciężenia poważnych niesprawiedliwości, jakie znoszą wykluczeni na całym świecie. Dziękuję panu prezydentowi Evo Moralesowi za tak zdecydowane wsparcie tego spotkania.

Wtedy w Rzymie usłyszałem coś bardzo pięknego: braterstwo, stanowczość, zaangażowanie, pragnienie sprawiedliwości. Dziś w Santa Cruz de la Sierra znowu słyszę to samo. Dziękuję za to. Dowiedziałem się również od Papieskiej Rady „Iustitia et Pax”, której przewodniczy kard. Turkson, że wiele osób w Kościele czuje się bliżej ruchów ludowych. Bardzo się z tego cieszę! Widzę Kościół z drzwiami otwartymi dla was wszystkich, który się angażuje, towarzyszy, programuje w każdej diecezji, w każdej komisji „Iustitia et Pax” rzeczywistą, stałą i zaangażowaną współpracę z ruchami ludowymi. Zachęcam wszystkich biskupów, kapłanów i osoby świeckie, w tym organizacje społeczne na peryferiach miast i na wsi do pogłębienia tego spotkania.

Bóg pozwala nam spotkać się dzisiaj ponownie. Biblia nam przypomina, że Bóg słyszy wołanie swego ludu i ja także pragnę dołączyć mój głos do waszego: ziemia, dom i praca dla wszystkich naszych braci i sióstr. Powiedziałem to i powtarzam raz jeszcze: są to święte prawa. Warto, warto o nie walczyć. Niech krzyk wykluczonych zostanie usłyszany w Ameryce Łacińskiej i na całej ziemi.

  1. Zacznijmy od uznania, że potrzebujemy zmiany. Chcę wyjaśnić, aby nie było nieporozumień, że mówię o problemach wspólnych wszystkim mieszkańcom Ameryki Łacińskiej i ogólnie całej ludzkości. Problemach, które mają formę globalną i których dziś żadne państwo nie może rozwiązać na własną rękę. Uczyniwszy to wyjaśnienie, proponuję abyśmy postawili sobie następujące pytania:

– Czy uznajemy, że nie jest dobra sytuacja w świecie, w którym jest tylu chłopów bez ziemi, tyle rodzin bez domu, tylu pracowników bez praw, tyle osób zranionych w swej godności?

– Czy uznajemy, że sytuacja nie zmierza ku lepszemu, kiedy wybucha wiele bezsensownych wojen, a w naszych dzielnicach narasta bratobójcza przemoc? Czy uznajemy, że sytuacja nie zmierza w dobrym kierunku, gdy gleba, woda, powietrze i wszystkie byty stworzone są nieustannie zagrożone?

Powiedzmy zatem bez lęku: potrzebujemy i pragniemy zmiany.

W waszych listach i podczas naszych spotkań informowaliście mnie o licznych formach wykluczenia i niesprawiedliwości, jakich doznajecie w waszej pracy, w każdej dzielnicy, na każdym obszarze. Jest ich wiele i są bardzo różnorodne, podobnie jak istnieje wiele różnych sposobów radzenia sobie z nimi. Istnieje jednak niewidzialna nić łącząca wszystkie te wykluczenia. Czy możemy ją rozpoznać? Nie chodzi bowiem o wyizolowane problemy. Zastanawiam się, czy jesteśmy w stanie uznać, że ta destrukcyjna rzeczywistość wynika z jakiegoś systemu, który stał się światowym. Czy uznajemy, że system ten narzucił logikę zysku za wszelką cenę, nie myśląc o wykluczeniu społecznym lub zniszczeniu natury?

Skoro tak jest, to nalegam, powiedzmy to bez lęku: chcemy zmiany, prawdziwej zmiany, zmiany struktur. Ten system jest już nie do wytrzymania, nie mogą go znieść chłopi, pracownicy, wspólnoty, narody… Nie znosi go już ziemia, siostra Matka Ziemia, jak mawiał św. Franciszek.

Chcemy zmiany w naszym życiu, w naszych dzielnicach, w umiłowanej ojczyźnie, w naszym najbliższym sąsiedztwie. A także zmiany, która dotknęłaby całego świata, ponieważ dzisiejsza współzależność globalna wymaga globalnej odpowiedzi na problemy lokalne. Globalizacja nadziei, rodząca się w narodach i narastająca wśród ubogich musi zastąpić ową globalizację wykluczenia i obojętności!

Chciałbym się dziś z wami zastanowić nad zmianą, jakiej chcemy i której potrzebujemy. Wiecie, że ostatnio napisałem o problemach zmiany klimatu. Ale tym razem chcę mówić o zmianie w innym sensie. O zmianie pozytywnej, o zmianie, która przyniesie nam dobro, zmianie – moglibyśmy powiedzieć – zbawiennej. Ponieważ jej potrzebujemy. Wiem, że staracie się o zmianę, i nie tylko wy: podczas różnych spotkań, podczas różnych podróży odkryłem, że istnieje pewne oczekiwanie, intensywne poszukiwanie, pragnienie zmiany obecne we wszystkich narodach świata. Nawet w tej malejącej mniejszości, która sądzi, że korzysta z tego systemu panuje niezadowolenie, a zwłaszcza smutek. Wielu oczekuje zmian, które uwolniłyby ich od tego indywidualistycznego smutku, który zniewala.

Bracia i siostry, wydaje się, że nadeszła już najwyższa pora; nie dość, że spieraliśmy się między sobą, to jeszcze poróżniliśmy się z naszym domem. Dziś wspólnota naukowa przyjmuje to, o czym od dawna alarmują ubodzy: w ekosystemie dochodzi do szkód być może nieodwracalnych. W niemal dziki sposób karzemy Ziemię, ludy i osoby. Po wielkim cierpieniu, śmierci i zniszczeniach czujemy smród tego, co Bazyli z Cezarei nazywał „gnojem diabła”. Panuje niepohamowana ambicja pieniądza. Służba na rzecz dobra wspólnego schodzi na dalszy plan. Kiedy kapitał staje się bożkiem i kieruje decyzjami człowieka, kiedy zachłanność na pieniądze sprawuje kontrolę nad całym systemem społeczno-gospodarczy, to rujnuje społeczeństwo, skazuje człowieka, czyni go niewolnikiem, niszczy braterstwo międzyludzkie, popycha naród przeciw narodowi i, jak widać, zagraża także temu naszemu wspólnemu domowi.

Nie chcę nazbyt długo opisywać złych skutków tej subtelnej dyktatury: znacie je. Wystarczy jedynie zwrócić uwagę na strukturalne przyczyny współczesnego dramatu społecznego i ekologicznego. Cierpimy na pewien nadmiar diagnozy, który niekiedy prowadzi nas do zwodniczego pesymizmu lub nurzania się w tym, co negatywne. Widząc codzienną kronikę kryminalną, jesteśmy przekonani, że nic nie można zrobić, jedynie zadbać o siebie oraz mały krąg rodziny i przyjaciół.

Co mogę zrobić ja, zbieracz kartonów, odpadów, sprzątaczka, recyklerka w obliczu tak wielkich problemów, skoro z trudem zarabiam na jedzenie? Co mogę zrobić ja, rzemieślnik, wędrowny handlarz, przewoźnik, pracownik wykluczony, jeżeli nie przysługują mi nawet prawa pracownicze? Co mogę zrobić ja, wieśniaczka, Indianka, rybak, który ledwo mogę stawić opór uzależnieniu od wielkich korporacji? Co mogę zrobić z mojej wioski, mojej chaty, mojej dzielnicy, mojego gospodarstwa, kiedy jestem dyskryminowany i zepchnięty na margines? Co może zrobić ów student, ten młody człowiek, aktywista, misjonarz przemierzający slumsy i osiedla z sercem pełnym marzeń, ale niemal bez żadnych rozwiązań moich problemów? Dużo! Możecie wiele zrobić. Wy, najpokorniejsi, wykorzystywani, ubodzy i wykluczeni możecie zrobić wiele. Śmiem twierdzić, że przyszłość ludzkości jest w dużej mierze w waszych rękach, w waszej zdolności do organizowania i wspierania twórczych alternatyw w codziennym dążeniu do trzech T: trabajo, techo, tierra [praca, mieszkanie, ziemia], a także w waszym czynnym udziale w najważniejszych procesach zmian na szczeblu narodowym, regionalnym i globalnym. Nie dajcie się zastraszyć!

  1. Jesteście siewcami zmian. Tutaj w Boliwii usłyszałem wyrażenie, które bardzo mi się podoba: „proces zmian”. Zmian pojmowanych nie jako, coś co nadejdzie pewnego dnia, bo zostało narzucone taką czy inną decyzją polityczną lub dlatego, że powstała taka czy inna struktura społeczna. Mamy bolesną świadomość, że zmiana struktury, której nie towarzyszy szczere nawrócenie postaw i serca doprowadza na dłużą czy krótszą metę do zbiurokratyzowania, skorumpowania i przegranej. Dlatego bardzo lubię obraz procesu, gdzie pasja siania, spokojnego podlewania tego, czego rozkwit będą widzieli inni, zastępuje dążenie do tego, by zająć wszystkie dostępne miejsca władzy i widzieć natychmiastowe rezultaty. Każdy z nas jest tylko częścią złożonej i zróżnicowanej całości, wzajemnie na siebie oddziałując w czasie: ludzi walczących o sens, o cel, o to, by żyć godnie i dobrze.

Wy, należący do ruchów ludowych podejmujecie prace zawsze motywowani miłością braterską, przejawiającą się w działaniach wymierzonych w niesprawiedliwość społeczną. Kiedy spoglądamy w oblicze osób cierpiących, w oblicze chłopa, stojącego wobec zagrożenia, robotnika wykluczonego, uciśnionego rdzennego mieszkańca, rodziny bez domu, prześladowanego imigranta, bezrobotnego młodego człowieka, wyzyskiwanego dziecka, matki, która utraciła syna w strzelaninie, ponieważ dzielnica została opanowana przez handlarzy narkotykami, ojca, który stracił córkę, bo została zniewolona, kiedy wspominamy te „twarze i imiona” jesteśmy dogłębnie wstrząśnięci w obliczu wielkiego cierpienia i wzruszamy się… Ponieważ „widzieliśmy i usłyszeliśmy” nie zimne statystyki, ale rany cierpiącej ludzkości, nasze rany, nasze ciało. Różni się to zdecydowanie od abstrakcyjnego teoretyzowania lub eleganckiego oburzenia. To nas dotyka, porusza i poszukujemy drugiego, aby coś wspólnie zrobić. Tych emocji, które stają się działaniem wspólnotowym nie można pojąć samym tylko rozumem: mają większe znaczenie, niż to, co ludzie jedynie rozumieją, i nadają prawdziwym ruchom ludowym specyficzną mistykę.

Każdego dnia żyjecie pośród ludzkich udręk. Mówiliście mi o waszych sprawach, uczyniliście mnie uczestnikiem waszych zmagań i jestem wam za to wdzięczny. Drodzy bracia, często pracujecie na niewielką skalę, w najbliższym sąsiedztwie, w narzuconych wam niesprawiedliwych realiach, a mimo to się nie poddajecie, przeciwstawiając czynny opór bałwochwalczemu systemowi, który wyklucza, poniża i zabija. Widziałem, jak bez wytchnienia pracujecie na rzecz ziemi i drobnego rolnictwa, na rzecz waszych terytoriów i wspólnot, na rzecz nobilitacji gospodarki ludowej, na rzecz integracji z miastem waszych slumsów i osiedli, na rzecz budownictwa indywidualnego oraz rozwoju infrastruktury osiedlowej a także wielu działań społecznych, zmierzających do potwierdzenia czegoś tak podstawowego i niezaprzeczalnie koniecznego jak prawo do „trzech T”: ziemi, mieszkania i pracy.

To przywiązanie do dzielnicy, do ziemi, do terytorium, do zawodu, do związku zawodowego, to rozpoznanie siebie w obliczu drugiej osoby, owa codzienna bliskość z ich niedolami i ich codziennym heroizmem pozwala wypełniać przykazanie miłości nie na podstawie idei czy koncepcji, ale w oparciu o prawdziwe spotkanie między ludźmi, bo nie kochamy ani koncepcji ani idei: miłuje się osoby. Dawanie siebie, autentyczne dawanie siebie pochodzi z miłowania mężczyzn i kobiet, dzieci i osób w podeszłym wieku, miejscowości i wspólnot – twarzy i imion wypełniających serce. Z tych ziaren nadziei posadzonych cierpliwie na zapomnianych peryferiach planety, z tych pędów czułości, które walczą o przetrwanie w ciemnościach wykluczenia wyrosną wielkie drzewa, wyłonią się gęste lasy nadziei, aby dotlenić ten świat.

Z radością widzę, że pracujecie w swej okolicy, troszcząc się o pędy; ale jednocześnie, z szerszą perspektywą, chroniąc zagajnik. Pracujecie z perspektywą, która nie tylko bierze pod uwagę realia jakiejś dziedziny, jaką każdy z was reprezentuje i w której jest dobrze zakorzeniony, ale staracie się także radykalnie rozwiązywać ogólne problemy ubóstwa, nierówności i wykluczenia.

Gratuluję wam z tego powodu. Konieczne jest, aby wraz z domaganiem się należnych wam praw, narody i ich organizacje społeczne budowały humanitarną alternatywę dla globalizacji wykluczającej. Jesteście siewcami zmian. Niech Bóg obdarzy was odwagą, radością, wytrwałością i pasją do dalszego zasiewu! Bądźcie pewni, że wcześniej czy później zobaczymy owoce. Przywódców proszę: bądźcie twórczy i nigdy nie traćcie waszego zakorzenienia w bliskości, bo ojciec kłamstwa potrafi przywłaszczać sobie szlachetne słowa, promować mody intelektualne i przyjmować pozy ideologiczne, ale jeśli będziecie budować na solidnych fundamentach, na rzeczywistych potrzebach i żywym doświadczeniu waszych braci, chłopów i rdzennej ludności, robotników wykluczonych i rodzin zepchniętych na margines, z pewnością nie pobłądzicie.

Głosząc Ewangelię Kościół nie może i nie powinien być obcy temu procesowi. Wielu księży i asystentów duszpasterskich wypełnia ogromne zadanie towarzysząc i wspierając wykluczonych na całym świecie, oprócz spółdzielni wspomagając przedsiębiorczość, budując mieszkania, pracując ofiarnie w dziedzinie ochrony zdrowia, sportu i edukacji. Jestem przekonany, że naznaczona szacunkiem współpraca z ruchami ludowymi może wzmóc te wysiłki i wzmocnić procesy zmian.

Zawsze miejmy w sercu Maryję Pannę, skromną dziewczynę z małej wsi zagubionej na peryferiach wielkiego imperium, matkę, która nie miała dachu nad głową, a kilkoma pieluszkami i ogromem czułości potrafiła przekształcić grotę dla zwierząt w dom Jezusa. Maryja jest znakiem nadziei dla ludów, które znoszą bóle rodzenia, aż zakwitnie sprawiedliwość. Modlę się do Matki Bożej z Góry Karmel, patronki Boliwii, aby sprawiła, by to nasze spotkanie było zaczynem zmiany.

  1. Ponadto chciałbym, abyśmy razem przemyśleli kilka ważnych zadań w tym momencie historycznym, ponieważ, jak wiemy, chcemy pozytywnych zmian dla dobra wszystkich naszych braci i sióstr. Wiemy też, że chcemy zmian wzbogaconych wspólnym wysiłkiem rządów, ruchów oddolnych i innych sił społecznych. Ale nie tak łatwo określić treść zmian, można by rzec programu społecznego, który odzwierciedla ten projekt braterstwa i sprawiedliwości, jakiego oczekujemy. W tym sensie nie oczekujcie od tego papieża recepty. Ani papież, ani Kościół nie mają monopolu na interpretację rzeczywistości społecznej i propozycji rozwiązań współczesnych problemów. Ośmielam się powiedzieć, że nie istnieje recepta. Historię budują pokolenia, które następują jedno po drugim w obrębie ludów, które idą poszukując własnej drogi, w poszanowaniu wartości, jakie Bóg umieścił w sercu.

Chciałbym jednak zaproponować trzy główne zadania, które wymagają zdecydowanego wsparcia wszystkich ruchów ludowych:

3.1. Pierwszym zadaniem jest umieszczenie gospodarki w służbie ludów. Ludzie i natura nie powinni służyć pieniądzom. Powiedzmy NIE ekonomii wykluczenia i nierówności, w której pieniądz panuje zamiast służyć. Taka ekonomia zabija. Taka ekonomia wyklucza. Taka ekonomia niszczy Matkę Ziemię.

Gospodarka nie powinna być mechanizmem gromadzenia, ale odpowiednim zarządzaniem wspólnym domem. Oznacza to zazdrosne strzeżenie domu i właściwą dystrybucję dóbr między wszystkich. Jej celem jest nie tylko zapewnienie żywności lub „godziwego życia”. Ani nawet zapewnienie dostępu do „3 T”, o co walczycie – chociaż byłoby to dużym krokiem naprzód. Gospodarka prawdziwie wspólnotowa, powiedziałbym gospodarka o inspiracji chrześcijańskiej powinna zapewnić ludom godność, „dobrobyt, nie wykluczając żadnego dobra” . Pociąga to za sobą „3 T”, ale także dostęp do edukacji, ochrony zdrowia, innowacyjności, wydarzeń artystycznych i kulturalnych, komunikacji, sportu i rekreacji. Sprawiedliwa gospodarka musi stworzyć warunki, aby każdy mógł cieszyć się dzieciństwem bez niedostatków, rozwijać swoje talenty w młodości, pracować ciesząc się pełnią praw podczas lat aktywności zawodowej oraz mieć dostęp do godziwej emerytury na starość. Chodzi o gospodarkę, w której człowiek, w zgodzie z przyrodą organizuje cały system produkcji i dystrybucji, tak aby możliwości i potrzeby każdego znalazły właściwe miejsce w wymiarze społecznym. Wy, a także inne narody podsumowujecie to pragnienie w prosty i piękny sposób: „dobrze żyć”.

Taka gospodarka jest nie tylko pożądana i konieczna, ale także możliwa. Nie jest jakąś utopią czy fantazją. Jest to perspektywa niezwykle realistyczna. Możemy to zrobić. Dostępne zasoby na świecie, będące owocem międzypokoleniowej pracy ludzi i darów stworzenia, są więcej niż wystarczające dla integralnego rozwoju „każdego człowieka i całego człowieka” . Problem tymczasem jest inny. Istnieje system z innymi celami. System, który przyspieszając nieodpowiedzialnie tempo produkcji, wdrażając w przemyśle i rolnictwie metody, które niszczą Matkę Ziemię w imię „wydajności”, stale odmawia miliardom braci najbardziej podstawowych praw gospodarczych, społecznych i kulturowych. Ten system jest wymierzony w projekt Jezusa.

Sprawiedliwy podział owoców ziemi i ludzkiej pracy nie jest zwykłą filantropią. Jest obowiązkiem moralnym. Dla chrześcijan ten obowiązek jest jeszcze silniejszy: jest to przykazanie. Chodzi o oddanie ubogim i ludom tego, co do nich należy. Powszechne przeznaczenie dóbr nie jest ozdobnikiem katolickiej nauki społecznej. Jest czymś uprzednim względem własności prywatnej. Własność, zwłaszcza gdy chodzi o zasoby naturalne, zawsze musi być zależna od potrzeb ludów. A te potrzeby nie ograniczają się do konsumpcji. Nie wystarcza tylko upuścić kilka kropel, kiedy ubodzy wymachują tym kielichem, który nigdy nie napełnia się sam. Plany pomocowe, służące w pewnych sytuacjach awaryjnych, należy uważać tylko za odpowiedzi tymczasowe. Nigdy nie będą w stanie zastąpić prawdziwej integracji: tej, która daje pracę godną, wolną, twórczą, uczestniczącą i solidarną.

W tej drodze ruchy ludowe odgrywają istotną rolę, nie tylko wymagając i protestując, ale zasadniczo tworząc. Jesteście poetami społecznymi: twórcami miejsc pracy, budowniczymi domów, producentami żywności, przede wszystkim dla odrzuconych przez światowy rynek.

Z bliska poznałem różne doświadczenia, w których pracownikom zjednoczonym w spółdzielniach i innych formach organizacji wspólnotowej udało się stworzyć dzieło, w którym były tylko odpady gospodarki bałwochwalczej. Odzyskane firmy, jarmarki z produktami regionalnymi oraz spółdzielnie zbieraczy tektury są przykładami tej gospodarki ludowej, która wyłania się z wykluczenia i krok po kroku, z wysiłkiem i cierpliwością, nabiera form solidarnych, nadających jej godność. Jakże to odmienne od tego, iż odrzuceni z oficjalnego rynku są wykorzystywani jako niewolnicy!

Rządy, które postawiły sobie za zadanie nakierowania gospodarki na służbę ludzi powinny wspierać umacnianie, doskonalenie, koordynację i rozszerzenie tych form gospodarki ludowej oraz produkcji wspólnotowej. Wiąże się to z poprawieniem warunków pracy, zapewnieniem odpowiedniej infrastruktury i zagwarantowaniem pełnych praw pracownikom tego sektora alternatywnego. Kiedy państwo i organizacje społeczne wspólnie podejmują misję „trzech T”, uaktywniają się zasady solidarności i pomocniczości, umożliwiające budowanie dobra wspólnego w pełnej i uczestniczącej demokracji.

3.2. Drugim zadaniem jest zjednoczenie naszych narodów na drodze pokoju i sprawiedliwości.

Ludy świata pragną być architektami własnego losu. Chcą iść w pokoju swoją drogą ku sprawiedliwości. Nie chcą kurateli czy ingerencji, w których silniejszy podporządkowuje sobie słabszego. Chcą, aby szanowano ich kulturę, język, procesy społeczne i tradycje religijne. Żadne mocarstwo faktyczne czy ustanowione nie ma prawa, by pozbawiać kraje ubogie pełnego korzystania z ich suwerenności. A kiedy to czyni, wówczas widzimy nowe formy kolonializmu, które poważnie wpływają na szanse na pokój i sprawiedliwość, ponieważ „pokój opiera się nie tylko na poszanowaniu praw człowieka, ale również na poszanowaniu praw ludów, a w szczególności prawa do niezależności” .

Ludy Ameryki Łacińskiej w bólach zrodziły swą niezależność polityczną i od tego czasu trwa niemal dwieście lat historii dramatycznej, pełnej sprzeczności, zmierzającej do zdobycia pełnej niezależności.

W ostatnich latach, po tylu nieporozumieniach, wiele krajów Ameryki Łacińskiej było świadkami wzrastania braterstwa między swymi narodami. Rządy regionu połączyły siły, aby szanować swoją suwerenność: każdego kraju oraz regionu jako całości, który w sposób tak piękny nasi ojcowie nazywali Wielką Ojczyzną. Proszę was, bracia i siostry z ruchów ludowych, byście troszczyli się o tę jedność i ją pogłębiali. Utrzymywanie jedności wobec wszelkich prób podziału jest niezbędne, aby region wzrastał w pokoju i sprawiedliwości.

Pomimo tych postępów, nadal istnieją czynniki, które zagrażają sprawiedliwemu rozwojowi ludzkiemu i ograniczają suwerenność krajów Wielkiej Ojczyzny oraz innych regionów planety. Nowy kolonializm przybiera rozmaite fasady. Czasami jest to anonimowa siła bożka pieniądza: korporacje, kredytodawcy, niektóre umowy o rzekomym „wolnym handlu” oraz narzucanie programów „oszczędnościowych”, które coraz bardziej „zaciskają pasa” pracownikom i ubogim. Biskupi Ameryki Łacińskiej bardzo jasno to ujawnili w dokumencie z Aparecidy, stwierdzając, że „instytucje finansowe i korporacje międzynarodowe umacniają się do tego stopnia, że podporządkowują sobie gospodarki lokalne, osłabiając zwłaszcza państwa, które zdają się być coraz bardziej bezsilne, by przeprowadzić projekty rozwoju służące ich mieszkańcom” . Przy innych okazjach, pod szlachetnym pretekstem walki z korupcją, handlem narkotykami i terroryzmem – poważnego zła naszych czasów, wymagającego skoordynowanych działań międzynarodowych – widzimy, że narzucane są państwom środki, które mają niewiele wspólnego z rozwiązywaniem tych problemów i często pogarszają stan rzeczy.

Podobnie, monopolistyczna koncentracja środków przekazu dążąca do narzucenia wyobcowujących wzorców konsumpcji i pewnej jednolitości kulturowej jest inną formą, jaką przyjmuje nowy kolonializm. Jest to kolonializm ideologiczny. Jak mówią biskupi Afryki, często usiłuje się przekształcić kraje ubogie w „elementy mechanizmu, tryby wielkiej machiny” .

Trzeba przyznać, że żaden z wielkich problemów ludzkości nie może być rozwiązany bez współdziałania między państwami i narodami na poziomie międzynarodowym. Każde poważne działanie dokonane w jednej części planety rzutuje na całość z gospodarczego, ekologicznego, społecznego i kulturowego punktu widzenia. Zglobalizowały się nawet przestępczość i przemoc. Dlatego żaden rząd nie może działać poza wspólną odpowiedzialnością. Jeśli naprawdę chcemy pozytywnej zmiany, to musimy z pokorą przyjąć naszą współzależność. Ale współdziałanie nie jest równoznaczne z narzucaniem, nie jest podporządkowaniem jednych interesom innych. Kolonializm, stary i nowy, który sprowadza kraje ubogie jedynie do roli dostawców surowców i taniej siły roboczej, rodzi przemoc, ubóstwo, wymuszoną emigrację i wszelkie nieszczęścia, które idą ręka w rękę – z tego właśnie powodu, że podporządkowując peryferie centrum, odmawia się im prawa do integralnego rozwoju. Jest to niesprawiedliwość, a niesprawiedliwość rodzi przemoc, której żadna policja, wojsko czy tajne służby nie są w stanie powstrzymać.

Powiedzmy NIE starym i nowym formom kolonializmu. Powiedzmy TAK spotkaniu między narodami i kulturami. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój.

W tym miejscu chcę się zatrzymać na ważnej kwestii. Ponieważ ktoś mógłby słusznie powiedzieć, że „kiedy papież mówi o kolonializmie, zapomina o pewnych działaniach Kościoła”. Mówię wam z żalem: w imię Boga popełniono wiele poważnych grzechów przeciwko rdzennym mieszkańcom Ameryki. Uznali to moi poprzednicy, powiedziała to CELAM i ja też pragnę powiedzieć. Tak jak święty Jan Paweł II, proszę, aby Kościół „uklęknął przed obliczem Boga i błagał o przebaczenie za dawne i obecne grzechy swoich dzieci” . I chcę wam powiedzieć, chciałbym to stwierdzić bardzo jasno, tak jak to uczynił Jan Paweł II: pokornie proszę o przebaczenie, nie tylko win samego Kościoła, ale także za zbrodnie przeciwko ludności tubylczej podczas tak zwanego podboju Ameryki.

Proszę również wszystkich wierzących i niewierzących, by pamiętali o wielu biskupach, kapłanach i świeckich, którzy głosili i głoszą Dobrą Nowinę o Jezusie z odwagą i łagodnością, szacunkiem i w pokoju; którzy na swej życiowej drodze pozostawili poruszające dzieła pomocy w rozwoju i dzieła miłości, często u boku pierwotnych mieszkańców, czy też towarzysząc ruchom ludowym, nawet aż po męczeństwo. Kościół, jego synowie i córki stanowią część tożsamości narodów Ameryki Łacińskiej. Tożsamości, którą czy to tutaj, czy też w innych krajach, niektóre władze starają się wymazać, może dlatego, że nasza wiara jest rewolucyjna, ponieważ nasza wiara stanowi wyzwanie dla tyranii bożka pieniądza. Widzimy dziś z przerażeniem, jak na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata wielu naszych braci jest prześladowanych, torturowanych, zabijanych z powodu swojej wiary w Jezusa. Także i o tym musimy głośno mówić: na tej przeżywanej przez nas trzeciej wojnie światowej „na raty” dokonuje się coś w rodzaju ludobójstwa, które musi się skończyć.

Pozwólcie mi wyrazić moją najgłębszą miłość względem braci i sióstr z ruchu rdzennej ludności Ameryki Łacińskiej i pogratulować im poszukiwania jedności ich ludów i kultur, tego, co nazywam wielościanem – takiej formy współistnienia, w której części zachowują swoją tożsamość, budując wspólnie różnorodność, która nie zagraża, lecz umacnia jedność. Ich poszukiwanie owej międzykulturowości, łączące potwierdzenie praw rdzennych ludów z poszanowaniem integralności terytorialnej państw wszystkich nas wzbogaca i umacnia.

3.3. Trzecie zadanie, być może najważniejsze, jakie powinniśmy dziś podjąć, to obrona naszej Matki Ziemi.

Wspólny dom nas wszystkich jest plądrowany, dewastowany, bezkarnie upokarzany. Tchórzostwo w jego obronie jest grzechem ciężkim. Z rosnącym rozczarowaniem widzimy, że kolejne szczyty międzynarodowe nie przynoszą żadnych istotnych rezultatów. Istnieje jasny, zdecydowany i nieodraczalny, etyczny imperatyw działania, który nie jest realizowany. Nie można pozwolić, aby pewne interesy o charakterze globalnym, choć nie powszechnym, narzucały się, podporządkowywały sobie państwa i organizacje międzynarodowe i nadal niszczyły stworzenie. Ludy i ich ruchy są powołane do podnoszenia głosu, mobilizowania, do żądania – pokojowo, lecz stanowczo – natychmiastowego podjęcia odpowiednich kroków. Proszę was, w imię Boga, abyście bronili Matki Ziemi. Na ten temat wypowiedziałem się wystarczająco w encyklice „Laudato si’”.

  1. Na zakończenie chcę powiedzieć raz jeszcze: przyszłość ludzkości jest nie tylko w rękach wielkich przywódców, wielkich mocarstw i elit. Jest ona przede wszystkim w rękach ludów; w ich zdolności do organizowania się, a także w ich rękach, które nawadniają pokorą i pewnością ten proces zmian. Ja wam w tym towarzyszę. Powiedzmy razem z głębi serca: żadna rodzina nie może być bez domu, żaden rolnik bez ziemi, żaden pracownik bez praw, żaden naród nie może być pozbawiony suwerenności, żadna osoba – godności, żadne dziecko – dzieciństwa, żaden człowiek młody nie może być pozbawiony szans, żadna osoba starsza – czcigodnej starości. Kontynuujcie wasze zmagania i, proszę was, dbajcie bardzo o Matkę Ziemię. Modlę się za was, modlę się z wami i pragnę prosić Boga, naszego Ojca, aby wam towarzyszył i błogosławił, aby was napełnił swoją miłością i bronił was na waszej drodze, obdarzając was obficie tą siłą, która nas utrzymuje przy życiu: tą siłą jest nadzieja, nadzieja, która nie zawodzi. Dziękuję. I proszę, proszę was, módlcie się za mnie.

Tłumaczenie: vatican.va

Franciszek w Boliwii

Opublikowano za: http://www.radiomaryja.pl/kosciol/przemowienie-papieza-franciszka-wygloszone-podczas-ii-swiatowego-spotkania-ruchow-ludowych-w-boliwii/

Comments

  1. nana says:

    „W warunkach ogromnych zagrożeń rozpadu obecnej cywilizacji”
    – to nie jest żadna cywilizacja, lecz totalny upadek i obyczajów, i państw oraz narodów. Jest to próba desperacka wymieszania wszystkiego ze wszystkim: chłopów z babami, prawa z bezprawiem, prawdy z fałszem. Wyjść z tego ma totalny chaos i totalne zniszczenie. I wcale nie jest to dziełem przypadku, lecz zamierzonym działaniem pewnych sił – czyli demonów przebranych za ludzi.

    „Kościół Katolicki nie przetrwa, jeśli będzie wspierał świecką władzę bogatych”
    – a jakie inne ma wyjście ten kościół katolicki, jeżeli to do niego praktycznie większość na świecie należy? Jest to jedyna instytucja (oprócz tych „żydowskich”), która miała niemal dwa tysiące lat czasu, by się zakamuflować i dobrze urządzić. Istnienie kościoła katolickiego zawsze polegało na wspieraniu bogatych i łupieniu biednych. Jest wręcz śmieszne, że kościół katolicki zauważył po lat tysiącu, że łupienie biednych nie pomoże mu w przetrwaniu. Jak wiemy, chłop niegdyś wolny i posiadający ziemię został wpędzony najpierw w alkoholizm (coniedzielna droga z kościoła do karczmy i chlanie na krechę; chleba na krechę nie sprzedawali, ale wódę tak. Kto był wówczas tą siłą zasadniczą w – na przykład – Polsce? był nią kościół katolicki. A więc to za jego przyzwoleniem żyd chłopa polskiego rozpijał i potem wyrzucał go za długi z ziemi.) by następnie móc narzucić na niego, tego biednego polskiego chłopa, ciężary w postaci świętopieprz, dziesięciny i odrobku na pańskim i księżym polu. Tak, że chłop nie miał czasu na pracę na własnej ziemi, nie miał czym spłacać długów i stawał się CHŁOPEM PAŃSZCZYŹNIANYM.
    Niepotrzebnie papież udaje dziewicę, bo cnotę to kościół katolicki stracił już dawno przyjmując, że ją kiedykolwiek miał.

    „Natomiast wydaje się, że obaj mają świadomość, że Kościół Katolicki musi zostać kościołem ludowym w sojuszu ze zwykłymi ludźmi i realizować posłannictwo Jezusa czynem, aby mógł mieć szanse przetrwania.”
    – to jest naturalnie niewykonalne, bo kościół zrównując się „z ludem” straci wpływy. Także te do kasy. Jeżeli przyjmiemy, że w Polsce jest 10.000 parafii, w każdej po 3000 owieczek, i co niedzielę barany dają na tacę co najmniej 10zł od rodziny, czyli 1/4 z tych trzech tysięcy, no to jest to 750×10=7.500 a to z kolei razy 52, bo tyle tygodni jest w roku, daje to sumę niebagatelną 390.000 zł od jednej parafii rocznie.
    Do tego dochodzą opłaty za pogrzeby – ok. 5.000zł od nieboszczyka, śluby – wg uznania ponoć, ale nie mniej niż 1.000zł, chrzciny i inne, to taka parafia ma obroty jak średnia fabryka.
    A gdzie miliony eurasów dopłat unijnych dotujących kościelne ziemie wyłudzone bezprawnie od państwa polskiego? I skąd wiemy, jakie grunty należą do kościoła i są dzierżawione na przykład firmom zagranicznym? Za darmo tych gruntów nie oddają.
    No więc jakim to cudem chce papież spowodować, by kościół był bliżej ludzi, czyli biedny jak ludzie? No bo jeżeli kościół biedny być nie chce, to znaczy, że chce pozostawić swoją pozycję jaką ma teraz, a tylko opracować na nowo świadomość naiwnych owieczek.

    „Kościół Katolicki musi […] realizować posłannictwo Jezusa”
    – a kto tak mówi? skąd to „musi”? Czy taki obowiązek nałożył Jezus na kościół katolicki osobiście? Przecież nie! bo wówczas żadnego kościoła katolickiego nie było, a sam Jezus twierdził, że kościołem jest serce.

    „Obecny Papież Jezuita opowiedział się za koncepcją „teologii wyzwolenia”, dzięki której jezuici zintegrowali kraje Ameryki Łacińskiej, uniezależniając je od Anglosasów i podnosząc w rozwoju.”
    – kto to są jezuici?
    za wikipedią:
    męski papieski zakon apostolski Kościoła katolickiego, założony w 1534 roku przez św. Ignacego Loyolę.
    Cechą charakterystyczną jezuickiego charyzmatu jest dyspozycyjność do służenia papieżowi we wszelkich możliwych dziedzinach, a zwłaszcza w zadaniach najtrudniejszych; w związku z tym zakon nie ma ściśle ustalonego zakresu działania, gdyż wyznaczają go znaki czasu.
    Jak pisał Ignacy Loyola w Ćwiczeniach duchownych w ramach Reguł o trzymaniu z Kościołem – np. …trzeba być zawsze gotowym wierzyć, że to, co ja widzę jako białe, jest czarne, jeśli tak to określi Kościół Hierarchiczny
    nacisk na bycie tam „gdzie decydują się losy świata” – a więc wśród elit społecznych kształtujących w danym momencie historycznym większościowe poglądy oraz mających silny wpływ na sprawowanie władzy świeckiej.
    brak sztywnych reguł działania, wykonywanie zadań aktualnie najpotrzebniejszych, pełna dyspozycyjność.
    —-
    ale obecny papież twierdzi, że on chce być z ludem. I twierdzi, że jezuici „zintegrowali kraje Ameryki Łacińskiej”. A kto ich o to prosił? I na czym to „integrowanie” polegało? Polegało ono na tym, że ludzi wynarodowiano przymusem i narzucano katolicką zwierzchność. Niszczono kulturę autochtonów i mordowano ich przywódców zarówno plemiennych jak i duchowych. Dopisywano im historię zgodną z polityką kościoła katolickiego, czyli odbierano tym skolonizowanym ludziom ich tożsamość.
    Czyżby dla dobra ludu? Czy może była to realizacja planu mającego za cel totalne opanowanie całej Ziemi?
    Josef Ratzinger został papieżem być może na skutek tego, co my wszyscy widzieliśmy na własne oczy, ale co nam z pamięci usiłują wyprzeć. Otóż, Ratzinger wyszedł przed wrota watykańskie i oświadczył, że JPII nie żyje. Wkrótce potem wrota otwarto i ogłoszono, że papież ma się lepiej! Ale gdy jednak umarł, to nowym papieżem został Ratzinger. A Niemcy ogłosili „my jesteśmy papieżem” (wir sind papst). Więc dali Ratzingerowi nieco popapieżować, ale nie odszedł nagle z tego życia jak poprzednicy (na przykład JP I) bo widać miał i ma „argumenty”.

    „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początków.”
    – o jakim kryzysie mowa? pewnie ekonomicznym, a kościół jako udziałowiec pójdzie częściowo z torbami. Czyli to, co kościół katolicki posiada jest w stanie przejąć ktoś inny. W przyrodzie nic nie ginie, lecz zmienia właściciela. Jak będzie musiał kościół katolicki rozpocząć „mniej więcej od początków”? Na początku wylansowano rabina Szawła, ten ogłosił się Pawłem i rozpowszechniono, że miał on wizje budowy kościoła. Jako podporę wybrał sobie najsłabszego ucznia Jezusa. I już mamy podwaliny kościoła katolickiego.

    „Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku.”
    – a chłopom płacącym daniny dzieci z głodu umierały na przednówku. A kościół katolicki miał „czasy dostatku”.

    „Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych.”
    – do czego kościołowi katolickiemu były potrzebne te przywileje społeczne? – do bogacenia się kosztem społeczeństwa w celu posiadania władzy nad społeczeństwem.

    „Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego,”
    – jeżeli kościół katolicki w przyszłości „nie przypisze sobie mandatu politycznego” to znaczy, że obecnie ten mandat sobie przypisał. Do czego było mu to potrzebne? czyżby ludzie dobrowolnie nie chcieli chodzić do kościoła i dawać na tacę bijąc się w piersi?

    „Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tą małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”.”
    – jeżeli poprzedni papież takie zdania wygłaszał, to nic dziwnego, że konieczne było wybrać nowego papieża.
    Ubogi kościół katolicki to nieistniejący kościół katolicki. A to by oznaczało dwa tysiące lat kreciej pracy na darmo.

    „Drugi silniejszy kierunek w Kościele Katolickim polega na kontynuacji sojuszu z władzą świecką i ludźmi bogatymi oraz stworzenia Nowego Porządku Świata w globalnym wydaniu anglosaskim,”
    – nie jest to żaden drugi kierunek, lecz jest to jedyny kierunek jaki kiedykolwiek miał kościół katolicki. Po co mącić w głowach ludziom „wydaniem anglosaskim”? Wszystkie „głowy królewskie” żyjące dziś na świecie maja niemiecką krew.
    [ z tym, że nie wiadomo, kto to są ci „Niemcy”. Najpierw był to nie wiadomo kto, potem trzysta księstewek szczutych na siebie wzajemnie papieską polityką skłócania, mordowanie szło na całego, a jako efekt końcowy przekazywać swoje geny mogły jednostki tchórzliwe i fałszywe, jako że wszystkie inne padły w boju. Dodatkowo kobiety były gwałcone i nie wiadomo czyje dzieci rodziły. No i z tego nagle zrobić udało się „Rzymskie Cesarstwo Narodu Niemieckiego”. Dlaczego nie niemieckie cesarstwo narodu niemieckiego? A no dlatego, że tzw. Niemcy zostali poddani rzymskiej okupacji. Na terenie obecnych Włoch też były setki księstewek niezależnych, używających różnych języków i dopiero ktoś zrobił z nich Włochów. Tak jak tam z tych innych zrobił Niemców. I teraz widzimy, że nagle ci ludzie, Niemcy, mają jakąś tożsamość narodową. I są w stanie kolektywnie iść na wojnę. I. wojnę światową. Ale zadania nie wykonali, no to zrobili im taką Republikę Weimarską, że ludzie głodowali i szukali na śmietnikach obierek z kartofli. Bułka kosztowała więcej niż mógł „Niemiec” zarobić na dniówkę. Czyli przygotowano ich do II. wojny światowej. Dodano im „rasę nordycką”, a ich działania błogosławił papież. Mordowano Słowian (może w tych wojenkach między księstewkami „niemieckimi” też chodziło o wymordowanie Słowian zamieszkujących nasze prasłowiańskie tereny do Łaby?)bezlitośnie i na celowniku było przejecie ziem Związku Radzieckiego, na których też zamieszkiwali Słowianie. Niemcy dostali baty, za to ukarali ich alianci zrzucając tysiące ton bomb na miasta – być może bomby te były przeznaczone na ZSRR, gdyby Hitlerowi udało się wejść głębiej do Związku Radzieckiego? – a Niemcom utworzyli „alianci RFN. Natomiast przez Watykan prowadziły drogi ewakuacji dla szarych eminencji sterujących aparatem Rzeszy. Zanim jednak to się stało, po I. wojnie utworzona została Polska. W granicach niekorzystnych etnicznie. Polacy zabrali się energicznie do pracy, chcąc dźwignąć kraj z zacofania. Wówczas Niemcy zrobili u nas „przewrót majowy” i osadzili swojego człowieka Piłsudskiego. (Przy grobie Piłsudskiego Hitler wystawił wartę honorową – są zdjęcia). Piłsudski jako pierwsze zaczął wojenki z ZSRR. Korzystał z momentu, kiedy zachód robił tam rewolucję i wojnę domową. Piłsudskiemu udało się zająć pewien obszar i obsadził go Polakami, ponoć „najwaleczniejszymi żołnierzami” acz nie każdy taki dostał tam ziemię. Jakimś kluczem widać się kierowano. Gdy wybuchła II. wojna, tereny te zajęły Niemcy. I wówczas Niemcy sformowali ukraińskie oddziały zbrojne, wyposażyli je i zapewnili im bezkarność na okoliczność mordowania Polaków – osadników na ziemiach zajętych przez Piłsudskiego. Gdyby Niemcy nie utworzyli ukraińskich oddziałów zbrojnych, gdyby ich nie wyposażyli i nie dali gwarancji bezkarności, to ŻADNEJ RZEZI WOŁYŃSKIEJ BY NIE BYŁO. Odbywała się ona za przyzwoleniem Niemców.Po co?
    Sytuacja wyglądała tak: Piłsudski osadzał Polaków na ziemiach odebranych Ukraińcom. Polacy dostali od Piłsudskiego takie wsparcie, że mogli się na tych ziemiach dobrze urządzić, a Ukraińcy pozbawieni podstawy egzystencji byli zmuszeni pracować na rzecz „polskich panów”. Tak było. Zaznaczam, że wszystko to była to robota Niemiec, lub kogoś, kto się „Niemcami” posługiwał do realizacji swoich planów.
    Więc gdy Niemcy w 1942/43r. stworzyli Ukraińcom warunki do tego, by odebrali Polakom swoją ziemię, to Ukraińcy z tego skorzystali. Każdy by skorzystał. W II. RP nie było takiej konieczności, by dokonywać podbojów terytorialnych, ziemi bowiem było pod dostatkiem. Ale Niemcy mieli swoje plany i Piłsudski je wykonał. Uważam także, że sposób mordowania Polaków był narzucony Ukraińcom przez Niemców. Mogli przecież oni zabronić mordowania Polaków albo choć zakazać mordowania ich w ten sposób. Ale nic takiego nie nastąpiło. Niemcy nie reagowali. Prywatnie niektórzy Niemcy twierdzili, że nawet oni nie stosują takich okrutnych metod, ale oficjalnie nie było żadnego rozkazu, by tego zaprzestać. W 1942/43 roku jednostki ukraińskie podlegały przecież niemieckiemu dowództwu. I teraz co my widzimy? Teraz mam wojnę na Ukrainie. Kto ją zainicjował? Niemcy. Niemcy wysłali tam swoich ludzi, Niemcy wyposażają oddziały walczące z Donbasem. Jaka jest rola Polaków? Polacy mają atakować Ukraińców za rzeź wołyńską, a Ukraińcy są umieszczani w polskiej administracji i kształceni na polskich uniwersytetach. Dzieje się to w sytuacji, gdy główną siłą polityczną w Polsce jest kościół katolicki. Widać więc, że i osadnictwo kresowe i późniejsza rzeź Polaków na Wołyniu służą temu samemu celowi: Słowianie mają się wzajemnie wymordować. Co zrobiły „nowe władze” Ukrainy po przewrocie politycznym? ogłosiły one zakaz używania języka rosyjskiego! Co szkodzi Ukraińcom używanie języka rosyjskiego? Nic im nie szkodzi, to miała być prowokacja i ona się udała. Stąd Donbas. Na ten zakaz używania języka rosyjskiego miała być może zareagować Rosja. Ale podstęp się nie udał. Sytuacja jest dla zachodu niekorzystna, na Ukrainie zainstalowano bojówki wysłane przez „aliantów” i one muszą być zaopatrywane. No to zachód nie może „ustąpić”, bo nie ma jak ich stamtąd zabrać, a przede wszystkim nie ma ich dokąd zabrać. Na zachodzie ci bandyci przecież mogli by coś powiedzieć i z zachód został by zdemaskowany. No więc czekają, kiedy wszyscy poginą albo sytuacja umożliwi im atak na Rosję. ]
    Po co pojechał papież do Boliwii? Boliwia jest sojusznikiem Rosji. Jest to więc osłabianie sojuszu między Boliwią i Rosją. Otumaniony katolicyzmem naród boliwijski będzie w razie co występował przeciw „komunistycznym bezbożnikom”.
    Interes kościoła katolickiego jest całkowicie sprzeczny z interesami „ruchów ludowych”, więc zdanie:”Dowiedziałem się również od Papieskiej Rady „Iustitia et Pax”, której przewodniczy kard. Turkson, że wiele osób w Kościele czuje się bliżej ruchów ludowych. Bardzo się z tego cieszę! ” jest po prostu fałszywe. Powiedzieć można wszystko. Liczy się jednakże tylko to, co jest robione.

    „Zachęcam wszystkich biskupów, kapłanów i osoby świeckie, w tym organizacje społeczne na peryferiach miast i na wsi do pogłębienia tego spotkania.”
    – czyli ludzie mają się dać złapać na ten lep i chętniej chodzić do spowiedzi, a to gwarantuje administracji watykańskiej dostęp do informacji z pierwszej ręki. Służąca pracująca w domu ministra spowiadająca się regularnie jest niewysychającym źródłem wiedzy, jakiej nie można zdobyć nawet przy pomocy zdolnych szpiegów.

    „Biblia nam przypomina, że Bóg słyszy wołanie swego ludu i ja także pragnę dołączyć mój głos do waszego: ziemia, dom i praca dla wszystkich naszych braci i sióstr.”
    – oczywiście Bóg słyszy wołanie ludu. Ale nie dlatego, że jakiś papież mówi, że Bóg to słyszy, ponieważ Bóg słyszy swój lud niezależnie od tego, co jakiś papież mówi. Więc co możemy z tego zrozumieć? możemy zrozumieć, że ludzie przyjmują, iż jeśli papież tak mówi – jako autorytet – że Bóg ludzi słyszy, to ludzie widzą w papieżu automatycznie pośrednika w wysyłaniu swoich próśb do Boga. Dlaczego papież nie powiedział, że Bóg słyszy każdego niezależnie od tego, czy jest w pobliżu papież czy go nie ma?
    „Ziemia, dom i praca dla wszystkich”???? – ależ tak było w PRLu, ale właśnie to nie podobało się najbardziej kościołowi katolickiemu!
    Co do ziemi, to gdyby Watykan rozparcelował posiadane majątki, głód ziemi został by zaspokojony w znacznym stopniu. I gdyby różne „urszulanki” nie wyrzucały ludzi z domów na bruk, bezdomnych byłoby też mniej.
    Ale jeżeli „urszulanki” przejmują nieruchomości, a „urszulanki” są podległe papieżowi i one nic „nie posiadają na własność” oznacza to, iż owe „urszulanki” swoją działalnością powiększają majątek kościoła katolickiego, a więc i zasięg władzy papieża.

    „Chcę wyjaśnić, aby nie było nieporozumień, że mówię o problemach wspólnych wszystkim mieszkańcom Ameryki Łacińskiej i ogólnie całej ludzkości.”
    – te wspólne problem ogólnie całej ludzkości powstały głównie na skutek polityki uprawianej prze Watykan.

    ” Ale tym razem chcę mówić o zmianie w innym sensie.”
    – jakiej zmiany może oczekiwać człowiek głodny? – że się naje.
    – jakiej oczekuje człowiek bezdomny? – że będzie miał gdzie mieszkać.
    – jakiej nędzarz wyrzucony na margines życia? – że zostanie zintegrowany w społeczeństwie i będzie mógł godnie żyć.
    A co mówi papież?
    Papież sugeruje ludziom, że „siostra Matka Ziemia” musi być oszczędzana! cóż więc ma taki biedak zrobić? nie jeść? nie żyć? I pewnie o to chodzi.
    Jeżeli jest jeden spaślak bogaty i on zużywa 100l wody dziennie, to co tam, sto litrów to sto litrów.
    A gdy jest 10.000 biedaków i oni, każdy z nich zużyje 10 litrów wody dziennie, to jest to 100.000 litrów wody dziennie.
    Jakiż więc mizerny efekt przyniosło by, gdyby taki bogaty spaślak wodę oszczędza! A ileż to wody by się zaoszczędziło, gdyby biedacy bardziej się ograniczyli?
    Manipulacja, kłamstwo. Jeżeli już papież się odzywał, to powinien był powiedzieć, co zrobić żeby było lepiej. A on nacisnął na gruczoły łzowe niewinnych ludzi i tym samym zapewnił bogatym spaślakom spokój na nadchodzące lata.
    Więc co tak naprawdę chciał osiągnąć papież w Boliwii? chciał umocnić swoją władzę i poszerzyć swoje wpływy. A co mają z jego przemówień biedacy? Stracony czas i poczucie winy, że mieli czelność się urodzić i teraz są ciężarem dla Matki Ziemi.

    W Boliwii zmieniło się na lepsze dzięki Evo Moralesowi. Cwany papież też chce uciąć swój kupon od tego i to stąd jego ekskursja tamże. Rękę na pulsie chce papież trzymać. Zapobiec socjalistycznym reformom a więc ograniczeni wpływów kościoła katolickiego.
    Jakie znaczenie miało dla ludzi to, co powiedział papież? nie miało znaczenia żadnego. A jakie znaczenie miało dla ludzi to, że papież tam pojechał? znaczenie miało takie, że odświeżyło więź „nawróconych na wiarę” autochtonów z kościołem katolickim.
    I to jest to całe „ubóstwo” praktykowane przez papieża.

    [pisałam od razu tu, nie w łordzie. Może „klimat” lepszy? A może powinnam zaniechać tu aktywności?]

Wypowiedz się