Dziewięć oznak dysonansu poznawczego u polityków w Polsce

Śliwiński1Bo zaprawdę powiadamy Wam, — wyście martwi jak owe figowe drzewo, któremu Zbawiciel uschnąć nakazał i które na ogień przeznaczył.

Hrabia August Cieszkowski

 

Powszechnie polityka jest postrzegana w Polsce jako nieprzerwane pasmo nieodpowiedzialności, samowoli, arogancji i głupoty. Co jednak naprawdę się kryje za takimi zachowaniami?

Zbyt mało uwagi zwraca się na oznaki głębokiego dysonansu poznawczego (czyli rozdwojenia świadomości; schizofrenii) wśród ludzi szczelnie wypełniających scenę polityczną w Polsce przez ubiegłe dwadzieścia pięć lat. W obliczu nadchodzących wyborów parlamentarnych warto przestać zachwycać się szansą powstania staro-nowego układu politycznego, a zdobyć się na więcej krytycyzmu.

 Pierwszy dysonans polega z jednej strony na przypisywaniu sobie przez polityków liberalnych przekonań (politycznych i ekonomicznych), a z drugiej strony na jawnym działaniu wbrew tym przekonaniom. Politycy wszystkich opcji z niezłomnym przekonaniem twierdzą, że są orędownikami wolnego rynku i   kierują się motywacją zgodną z prawami rynku. Kryje się w tym przekonaniu sugestia, jakoby programowo uchylali się od ingerencji w życie społeczne i gospodarcze. Jednak równolegle podejmują uchwały i decyzje jaskrawo sprzeczne z elementarzem ekonomii liberalnej, zwłaszcza z ochroną własności prywatnej i wymogami wolnej konkurencji.

To samo dzieje się wśród polityków na szczeblu Unii Europejskiej.

Sygnalizowany dysonans jest podyktowany koniecznością godzenia sprzecznych interesów. Z jednej strony, politycy za żadną cenę nie chcą przyjmować odpowiedzialności za swoje czyny i zaniechania, dlatego szukają koła ratunkowego w postaci ekonomii liberalnej, której na ogół nie znają i znać nie muszą. Wystarczy im przywołanie dwóch najbardziej popularnych tez ekonomicznych.

Po pierwsze, iż nie są odpowiedzialni za jakiekolwiek zaniedbania, bankructwa czy afery gospodarcze, gdyż rządzi wolny rynek, a nie oni.

Po drugie, iż wielu ważnych spraw publicznych nie mogą przeprowadzić, gdyż byłoby to sprzeczne z zasadami konkurencji rynkowej; na przykład nie mogą uzdrowić zaniedbanych sektorów gospodarki czy usług socjalnych.

W taki oto sposób wyzbywają się odpowiedzialności za własne działania i zaniechania.

Z drugiej strony, bezwzględnie chronią wielkie korporacje finansowe oraz zagraniczne sieci handlowe przez opodatkowaniem i skuteczną kontrolą skarbową, przerzucając ciężar obciążeń fiskalnych na upadające pod tym ciężarem dziedziny wytwórczości i rodzime placówki handlowe. Nie chcą przyjąć do wiadomości podstawowego faktu, że chronione korporacje i sieci nie mają nic wspólnego z wolnym rynkiem i konkurencją (z wyjątkiem tego, że niszczą stosunki wolnorynkowe).

Co to oznacza?

Oznacza to głęboki dysonans poznawczy. Zarazem oznacza, że osobiste i partyjne poglądy polityków (a także światopoglądowe spory miedzy nimi) nie mają większego znaczenia. Stanowią zaledwie upiększenie wizerunku polskich polityków. I jeszcze oznacza, że skoro nie czują się odpowiedzialni za swoje czyny i zaniechania, to ich predyspozycje intelektualne, społeczne i ekonomiczne, a także element kultury osobistej, nie mają również jakiegokolwiek znaczenia. Co zresztą jest dobrze widoczne.

 Drugi dysonans również wiąże się ze wspomnianym brakiem odpowiedzialności. Wyzbycie się odpowiedzialności za własne czyny i zaniechania nie sprowadza się wyłącznie do samowoli i nieodpowiedzialności przed ludźmi. Jest to również problem odpowiedzialności przed Bogiem. W Polsce znany jest pogląd, iż odpowiedzialność przed Stwórcą nie tylko rozciąga się na zło wyrządzone poszczególnym osobom, lecz również na zło w skali społecznej. W świetle tego poglądu zło wyrządzone narodowi jest nieporównywalnie większe; piętnujące złoczyńców wieczną hańbą. Chociaż pogląd ten nie jest w kręgach politycznych mile widziany, jego intuicyjna znajomość tkwi jak zadra w głowach polityków.

Co to oznacza?

Wiarołomstwo jest niepodzielne, toteż „głęboka religijność” wiarołomnych polityków w sprawach społecznych i ekonomicznych zderza się z   ich z gruntu ateistycznym nastawieniem praktycznym. Oznacza to grzeszną schizofrenię (schizofrenia jest w tym przypadku skutkiem grzechu).

 Trzeci dysonans polega na powszechnym wśród polskich polityków stanowisku, że nie istnieją zasadnicze różnice interesów krajowych, europejskich i międzynarodowych (przynajmniej w ramach sojuszy), a z drugiej strony na posłusznym realizowaniu przez nich interesów innych krajów i instytucji międzynarodowych. Ten dysonans staje się coraz bardziej przeraźliwy, jako że różnice interesów w skali europejskiej i globalnej uległy w ostatnich kilku latach zaostrzeniu. W ostateczności, ogół polityków godzi się na niewielkie ustępstwo: mogą występować takie różnice w sprawach drugorzędnych. Kiedy jednak dochodzi do ostrej kolizji polskich interesów narodowych z interesami innych krajów lub światowej oligarchii finansowej, wykręcają się jak mogą. Ostatecznie wskazuje to na prymat obcych interesów nad interesami Polski.

Jeśli czasem politycy kreują siebie na liberalnych przeciwników protekcjonizmu, to należy im wytłumaczyć, że chodzi zgoła o coś innego. Ochrona interesów narodowych nie polega na mnożeniu barier czy na usilnej protekcji, lecz na skutecznym przeciwdziałaniu nadużyciom przewagi ekonomicznej, politycznej i militarnej. Czyli, najkrócej mówiąc, przeciwdziałaniu zarówno ukrytej, jak też jawnej przemocy i agresji.

Co to oznacza?

Oznacza to bardzo głęboki dysonans poznawczy polityków, gdyż w żaden sposób nie można pogodzić przekonania o harmonijnym rozwoju stosunków międzynarodowych i globalistycznych z uznaniem dominacji innych krajów i światowej oligarchii finansowej. Zasada dominacji wyklucza zasadę harmonijnej współpracy. Oznacza to także, że interesy krajowe są pozostawione bez żadnej ochrony. Jak przed przeszło pięćdziesięciu laty pisał Schumpeter: „Bezbronna twierdza zachęca do agresji, zwłaszcza kiedy znajduje się w niej bogaty łup”. Politycy są nastawieni na usługi dla zagranicy, ale nagminnie posługują się retoryką patriotyczną. To także oznaka schizofrenii.

Czwarty dysonans polega na fatalistycznym podejściu do globalizacji. Politycy uznają lansowany przez neoliberalizm „zmierzch państw narodowych”. Ponieważ ów rzekomy „zmierzch państw narodowych” jest ewidentnie podyktowany dążeniem do zniszczenia struktur państwowych i narodowych w celu dominacji globalnej, wspieranie tych dążeń jest równoznaczne z utratą instynktu samozachowawczego. Co to oznacza?

Oznacza to, iż tacy politycy są końcowymi elementami sieci globalnych, a nie wyrazicielami interesu narodowego. Nawet wówczas, gdy nie są tego świadomi. Podrzędni wykonawcy globalnych projektów geopolitycznych nie muszą wiedzieć , na czym te projekty konkretnie polegają.

Co to oznacza? Oznacza przede wszystkim zagubienie w rzeczywistym świecie. W nocy dręczy ich koszmar senny, że niewidzialne siły wywracają cały dotychczasowy układ polityczny.

 Piąty dysonans dotyczy repertuaru politycznego. W omawianej sytuacji repertuar polityczny jest niezmienny; polega na roztaczaniu przez polityków przed opinią publiczną świetnych perspektyw społecznych i ekonomicznych, co współcześnie nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. W ten sposób z konieczności ukrywają prawdziwą skalę i charakter globalnego kryzysu ekonomicznego, a tym bardziej kryzysu w Polsce. Nie mogą przecież głośno powiedzieć, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Mogą jedynie powiedzieć, ze jest dobrze, ale mogłoby być lepiej.

Co to oznacza?

Oznacza to pogłębianie kryzysu gospodarczego, politycznego, demograficznego, moralnego etc. zamiast poszukiwania i wdrożenia środków zaradczych.

A to co oznacza?

To z kolei oznacza, że dzisiejsi politycy są motorem kryzysu globalnego. Ich schizofrenia osadza się na głębokim rozdźwięku między przypisywaniem sobie werbalnie pozytywnej roli politycznej i wykonywaniem konkretnie negatywnej roli politycznej. Na dłuższą metę taki stan rzeczy prowadzi do głębokiej patologii całego układu politycznego.

 Szósty dysonans polega na lansowaniu przez polityków-reformatorów tezy, że własność kapitału nie ma znaczenia (czyli nie liczy się wcale, kto dysponuje tym kapitałem). Jest to w gruncie rzeczy parafraza stwierdzenia Karola Marksa „proletariusze nie mają ojczyzny”, tym razem zastosowana do kapitalistów. Takie było uzasadnienie tzw. „prywatyzacji”, zaś w istocie rzeczy – przejmowania polskiego kapitału przez potężne zagraniczne grupy kapitałowe. Ponieważ własność kapitału jest źródłem władzy, oznacza to przekazywanie władzy w ręce światowej oligarchii finansowej. Władza finansowa przekłada się na władzę polityczną. W ten sposób dokonała się prywatyzacja władzy.

Wspomniana teza byłaby może do przyjęcia, gdyby nie fakt, że władza kapitału rozciąga się na polityków, którzy odczuwają ją najmocniej, a często boleśnie.

Co to oznacza?

Oznacza to przede wszystkim utratę władzy politycznej. Rola polityków zostaje sprowadzona się do amortyzacji nastrojów społecznych i nadzorowania fasadowych instytucji państwowych. Zobaczcie, jak polscy politycy są traktowani (wyszydzani, obrzucani błotem, zagłuszani, kompromitowani) przez dziennikarzy telewizyjnych. Władza mediów (również będąca przedłużeniem władzy kapitału) jest, jak widać, nieporównywalnie większa.

Co to oznacza?

Wbrew tradycyjnym zapatrywaniom dzisiaj politycy nie znajdują się w hierarchii społecznej wysoko. W służbie światowej oligarchii finansowej zdecydowanie wyprzedzają ich nie tylko media, lecz także służby specjalne oraz wpływowe organizacje pozarządowe.

Siódmy dysonans polega na usilnym przekonywaniu opinii publicznej, że państwo polskie nadal funkcjonuje, zaś politycy są jego najważniejszymi reprezentantami. Wyraża się to zwłaszcza w stanowisku, jakoby działał system demokracji parlamentarnej. Jednak skoro władza ekonomiczna i polityczna jest skoncentrowana w obrębie światowej oligarchii finansowej, takie stanowisko jest niezwykle trudne do przeforsowania. Oligarchia finansowa nie jest ciałem demokratycznym, lecz jego przeciwieństwem.

Czy jest to tylko gra pozorów? Nie tylko, bowiem dla polityków kwestia legitymizacji władzy jest kwestią egzystencjalną. Chcą być dobrze umocowani, ale tak nie jest. Chcą być mocni, a są słabi.

Co to oznacza?

Oznacza to przede wszystkim nadużycie przez polityków zaufania społecznego. Pragnienie zaufania społecznego wśród polityków jest wielkie. Były premier Donald Tusk w pierwszym rządowym expose użył słowa „zaufanie” kilkanaście razy. Pragnienie zaufania jest oczywiście nierealne w tym samym stopniu, jak pragnienie zdobycia poklasku dzięki zdejmowaniu spodni. Dzisiaj prominentni politycy pragną nie tylko „zaufania”, lecz również wzajemnego szacunku.

Na zaufanie trzeba, niestety, zasłużyć, na szacunek również.

Co to oznacza?

Oznacza beznadziejne poczucie niedowartościowania społecznego, niekiedy przeradzającego się w niechęć (a nawet wrogość) do narodu.

Ósmy dysonans poznawczy polityków bierze się z fałszywego spojrzenia na własny układ polityczny. Jak wiadomo, jest to układ skostniały, zamknięty i oderwany od społeczeństwa. Dwadzieścia kilka lat trwania robi swoje.

Fałszywe spojrzenie na układ polityczny polega na przypisywaniu poszczególnym ugrupowaniom politycznym idei i koncepcji. Aby się „pięknie wyróżniać” , poszczególne ugrupowania fundują sobie orientacje prawicowe lub lewicowe. Fakt, że nie są to wyraźne podziały nie jest jednak najważniejszy. Ważniejszy jest fakt, że globalna oligarchia finansowa posługuje się tym układem jak fortepianem (z wszystkimi klawiszami politycznymi).

Co to oznacza?

To oznacza, że różnice polityczne są nieistotne, gdyż całość stanowi teatr polityczny (w dosłownym znaczeniu tego określenia).

A to co znowu oznacza?

Oznacza przewagę wymagań teatralnych nad wymaganiami politycznymi. Wyobraźmy sobie, że od kowala żądano by najpierw umiejętności gry na skrzypcach. Taki kowal znalazłby się prawdopodobnie w zakładzie psychiatrycznym.

 Dziewiąty dysonans dotyczy przyszłości. Przyszłość zawsze jest niepewna, ale poczucie niepewności czasem ulega spotęgowaniu. Dysonans poznawczy polega na tym, że do ogólnego poczucia niestabilności dochodzi u polityków poczucie rychłego upadku. Mimo ograniczonej wiedzy i konieczności optymizmu, politycy nie są aż tak głupi, aby nie dostrzegać znamion i konsekwencji nadchodzącego upadku Pax Americana.

Trudno nie zauważyć, że politycy w Polsce są mocno przywiązani do upadającej hegemonii globalnej, którą światowa oligarchia finansowa realizowała pod szyldem Stanów Zjednoczonych. Toteż konsekwencje upadku Pax Americana są niezwykle dla nich bolesne. Tym bardziej bolesne, że zagrażają nie tylko pozycji politycznej, lecz także kontom bankowym. W Polsce wielkie fortuny zdobywano głównie dzięki wpływom politycznym, a nie dzięki talentom biznesowym.

Co to oznacza?

Oznacza to przemożną chęć ucieczki. Nie byłoby w tym nic chorobliwego, gdyby nie następujący fakt: na tym świecie nie ma już bezpiecznych miejsc schronienia i ulokowania depozytów. Przekonali się o tym miliarderzy hinduscy, którzy przenieśli się wraz z kapitałem do Wielkiej Brytanii. Brytyjskie władze fiskalne zażyczyły sobie udokumentowania legalności źródeł pochodzenia ich kapitału…

Ale oznacza to również kruchość obecnego systemu władzy w Polsce. I to jest optymistyczna zapowiedź na przyszłość.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Comments

  1. nana says:

    Daleka, bardzo daleka jestem od oceniania Profesorów, Doktorów Habilitowanych a więc i Prof.dr hab.Artura Śliwińskiego –
    ale entuzjastycznie brawo bić można?
    Brawooooooooooo!!!!!! Brawoooooooooooooo!!!!!!!!!!! Brawooooooooooooooo!!!!!!!!!!

Trackbacks

  1. […] Publikujemy III część „Korekcyjno – naprawczego programu gospodarczego” opracowanego przez dr Ryszarda Ślązaka wybitnego znawcę praktycznych rozwiązań gospodarczych. Autor jako wieloletni praktyk w sferach rządowej, bankowej, gospodarczej, umów międzynarodowych i dyplomacji udowadnia, że bez potrzeby kolejnych niezliczonych ustaw i parlamentu, bardzo wiele można zmienić na średnim i wysokim szczeblu każdego ministerstwa lub każdego urzędu, tylko trzeba chcieć, mieć charakter i trochę odwagi zamiast konformizmu. Natomiast politycy i mniej urzędnicy, co innego mówią, choć mówią dużo, co innego robią, a robią dużo systemowego zła dla społeczeństwa i państwa, a jeszcze co innego myślą, a wychodzi to na światło dzienne w podsłuchanych rozmowach, kiedy w luźnych dyskusjach przy alkoholu bywają ze sobą szczerzy. Te zachowania patrząc na to kompleksowo, mają wszelkie cechy schizofrenii politycznej. Bardzo trafnie to zdiagnozował prof. Artur Śliwiński w tekście obok pt. „Dziewięć oznak dysonansu poznawczego u polityków w Polsce” na linku: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/dziewiec-oznak-dysonansu-poznawczego-u-politykow-w-po… […]

  2. […] Zrozumienie co się dzieje w obecnym świecie, wymaga „odprogramowania” dotychczasowego sposobu myślenia ukształtowanego przez edukację, naukę, a zwłaszcza mendia i wypracowania samodzielnego sposobu myślenia na tak zwany „chłopski rozum”, czyli przyjęcia metody złotnika, który nic nie przyjmuje na „wiarę”, lecz zawsze sprawdza. Ten inny sposób rozumowania o uwarunkowaniach współczesnego świata, w tym i Polski, prezentują niewątpliwie artykuły prof. Artura Śliwińskiego, a między innymi: niżej prezentowany pt. „Wojna oligarchów” (2 części) i „Dziewięć oznak dysonansu poznawczego u polityków w Polsce” na naszej stronie: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/dziewiec-oznak-dysonansu-poznawczego-u-politykow-w-po… […]

Wypowiedz się