Jan Szczepankiewicz – Mimikra, czy mocarstwowość?

Zwyczajni.

SzczepankiewiczZwyczajni ludzie chętnie dziś mówią o polityce, ale się na niej nie znają i deklarują, że się nią brzydzą. Zwyczajni ludzie chcą pozostać na boku, nikomu nie wierzą i lubią narzekać na władzę, która ich łupi, albo nie daje tego, co im się należy. Sami nie chcą łożyć tam, gdzie łożyć nie muszą, chyba że chcą się „pokazać” innym zwyczajnym.

Zwyczajni ludzie, to tacy współcześni „tutejsi”, w których sercach Polska ożywa z okazji wizyty Papieża – Polaka albo ważnego meczu reprezentacji, lecz w głowach funkcjonuje, jako byt abstrakcyjny, do którego można się zdystansować. Zagłosować na komunistów, sodomitów, faceta z muchą, na złość…

Myśląc o nich, pocieszamy się, przywodząc na myśl heroizm z dalszej i bliższej przeszłości, kiedy jednak na moment byliśmy narodem przez duże „N”, ale też często wątpimy, czy taka mobilizacja wobec nowych wyzwań nam starczy.

Problem w tym, że najlepiej byłoby dla wszystkich,, żeby Polacy od zwyczajności odeszli, by poczuli codzienną dumę i odpowiedzialność za tę wspólnotę, która im służy, a której oni też coś, już z racji samego urodzenia są winni. Bo w naszym globalnym świecie, już żaden dom nigdy nie będzie tą „chatą z kraja”.

Oni

W rządowych gmachach przeżywa swoje unijne wakacje, poukładana często zupełnie z bądź czego i bardziej stara, niż mądra tzw. klasa polityczna III RP, która z pierwotnym greckim znaczeniem szlachetnych działań, jak z definicją narodowej elity niewiele ma dziś wspólnego. Zwyczajni mówią o nich najczęściej – Oni.

Urodzony jeszcze we Lwowie profesor UJ, doświadczony psychiatra, zawsze z uśmiechem powiada, że kiedy tylko ogląda Wiadomości TV, to widzi tam niemal tyle osób z zaburzeniami, co w odpowiedniej przychodni.

Szczególnie ta „polityka” ściąga co prawda ludzi ponadprzeciętnie aktywnych, ale premiuje megalomanię, ekshibicjonizm oraz skłonność do agresywnych zachowań. Władza zatem nie obliguje, a uzależnia.

Ta „polityka” jest miejscem, gdzie wyjątkowo skutecznym może być łajdak i cham, co przysłowiowym łokciem rozpycha się w drodze do upragnionego żłobu. Nawet tak zwani guru oraz eksperci przeważnie w świadomość elektoratu trafiają poprzez incydent lub nagłośniony konflikt, bo przyzwoitość i praca bynajmniej nie są tam w cenie.

O ile jeszcze wśród przywołanych „wariatów”, można odnaleźć ludzi dość przyzwoitych i skłonnych do jakiejś ideowości, to pragmatyczny „fachowiec” często zostawia po sobie nie tylko smród afer oraz bydlęcych sporów, ale też spaloną ziemię w wymiarze obywatelskim.

To właśnie tacy ludzie poza szkodami wyrządzanymi poprzez nihilizm moralny i rzeczywisty brak kompetencji, permanentnym złodziejstwem oraz zgorszeniem hamują w Polsce budową klasy średniej, zabierając jej instrumenty, skażając środowisko i eskalując bez przerwy biurokratyczny drenaż. To oni forsują coraz to wyższe podatki, mnożą złe prawo, krępują ludzką inicjatywę, niszczą konkurencyjność firm i szerzą korupcję, zabierając w efekcie siłę państwu oraz dostatek polskim rodzinom.

 Państwo Polskie

Polska jest jak na warunki europejskie całkiem znaczącym krajem, lecz geopolitycznie upośledza ją konieczność konkurowania z sąsiadami, którzy są potentatami w skali światowej W czasach kryzysów, rywalizacja ta zmienia się w walkę nie tylko o polityczne, ale i bywa, że biologiczne przetrwanie. W praktyce nigdy nie wystarczył nam w tym względzie ani deklarowany pacyfizm, ani najpoważniejszy sojusz.

Aby zrozumieć warunek niezbędny naszego trwania nad Wisłą, warto przypomnieć trzy przełomowe momenty w historii narodowego państwa.

W latach wybijania się Polski na niepodległy byt i naszej pierwszej europejskiej emancypacji na przełomie X i XI wieku, Bolesław Chrobry zniwelował przewagę sąsiadów poprzez niespotykaną wręcz militaryzacje całego społeczeństwa.

Nie doszłoby do korzystnego ułożenia relacji z cesarstwem Niemiec, Czechami, czy Rusią, gdyby w świadomość narodu nie aplikowano wartości, których później ślad znajdujemy chociażby w legendzie rodu Awdańców o szokującym Niemców poselstwie Skarbka.

Jego przesłanie polskiej pogardy dla złota, przy jednoczesnym umiłowaniu żelaza, zapowiadało powszechną determinacje w obronie własnej wolności, której nie sposób było wynegocjować bez dostatecznej siły militarnej.

Drugim momentem, gdy nasza klasa polityczna potrafiła znaleźć skuteczną odpowiedź na geopolityczne wyzwania było wzmocnienie polskiego żywiołu przez zbudowanie trudnej, lecz absolutnie niezbędnej jedności politycznej z aplikującymi cywilizacyjnie sąsiadami na przełomie XIV i XV wieku. Niewątpliwie genialną ikoną tego przełomu pozostaje ówczesny król Polski – Święta Jadwiga, lecz nie byłaby możliwa tak wielka absorpcja, gdyby nie determinacja, wiedza oraz dyplomatyczna sprawność tych, którzy wtedy zajmowali się Polską.

Ostatnie przykłady, które należy przytoczyć, pochodzą już z czasów całkiem nam bliskich, w których europejski układ podmiotów był bardzo zbliżony do współczesnego. W ostatnich latach niepodległego bytu I Rzeczypospolitej, jak również podczas kolejnych narodowych zrywów, z wojną 1920 roku włącznie, największym zmartwieniem przywódców wiernych idei narodowego państwa, było uświadomienie i pozyskanie dla sprawy możliwie największej części niewolonego narodu. Takich właśnie zwyczajnych ludzi, którzy dbając głównie swoje, chętnie dystansowali się do historycznych wyzwań i obojętnie patrzyli na „pańską sprawę”.

Aby dokonać przemiany należało dać ludziom społecznie upośledzonym wolność, wyposażyć ich w profit wynikające z realizacji własności oraz przywrócić godność związaną ze sprawiedliwym prawem. Zabiegali o to Kościuszko, Traugutt i wskrzesiciele roku 1918 –tego – Dmowski, Piłsudski, a w sposób szczególny zbyt mało obecnie znany generał Józef Haller.

Dylemat współczesny.

Zadajmy sobie zatem pytanie, czy klasa polityczna III Rzeczpospolitej, która zamknęła się we własnym świecie, strzeżonym ustawami o ordynacji wyborczej, finansowaniu partii politycznych i nie tylko pisanym, lecz zwyczajowym immunitetem, wystarczająco przyczynia się do rozwoju rodzimej klasy średniej, a dalej niemożliwego bez niej,, zbudowania społeczeństwa obywatelskiego?

Tylko państwo mądrze rządzone i silne bogactwem obywateli, ze zwrotnie sprzężonym poczuciem jedności interesów oraz współzależności losów w wymiarze osobistym i wspólnotowym, może być konkurencyjne na arenie międzynarodowej. Tylko takie państwo może stać się pełnoprawnym podmiotem, nie zaś przedmiotem ustaleń o charakterze gospodarczym, politycznym i militarnym,

W skomplikowanej sytuacji geopolitycznej III RP, zaniechania, bądź też sabotaż w tym względzie, z wygodnym na krótką metę podejściem stricte wasalnym względem wybranych mocarstw, stanowią popełnianą na raty zbrodnię stanu o nieobliczalnych skutkach w przyszłości.

Jeżeli nawet Polska zalicza się dziś szczęśliwie do cywilizacyjnie adekwatnego świata Zachodu, to musi szybciej, niż dotąd przeć do statusu autentycznego mocarstwa w swoim regionie. Państwa posiadającego konkurencyjne warunki gospodarowania, najbardziej sprawną dyplomację i największą siłę odstraszania każdego ewentualnego agresora, także w zakresie broni niekonwencjonalnych.

Nie wystarczy chlubić się względnym spadkiem bezrobocia, pozytywnym trendem w postaci wzrostu PKB, czy przeznaczeniem stosownych 2 % rocznie na rzecz obronności kraju. Należy stworzyć warunki, by ludzie przyjeżdżali do Polski pracować, by nasz PKB był w wartościach zbliżony do tych, jakie mają Niemcy, Francja, czy Włochy, a naszej armii nie sposób było zaatakować, bez maksymalnego ryzyka dla własnych, najbardziej wrażliwych celów.

W naszym szczególnym przypadku nie możemy przystać na ostateczną dezaktualizację przestrogi, że „Polska będzie mocarstwem, albo nie będzie jej wcale”. W tym względzie nie wolno nam nawet myśleć, że mamy wybór, a tym bardziej uciekać w pułapkę ogólnonarodowej mimikry.

Jan Szczepankiewicz

Tekst pochodzi z Biuletynu

Krajowego Forum Przedsiębiorczości

Czerwiec 2015

Comments

  1. nana says:

    Rzuciłam okiem na tytuł – zachęcający. Rzuciłam okiem na zdjęcie Autora i pomyślałam sobie: no! I zabrałam się do czytania z wielkim zapałem.

    Niepotrzebnie.

    Po skończeniu czytania pozostał niesmak. I pytanie: dlaczego? Ktoś, kto ma znajomych wśród psychiatrów powinien być niejako przez nich rozpracowany i po wprowadzeniu koniecznych poprawek powinien stanowić kandydata na człowieka doskonałego. Ale może obecnie ci psychiatrzy to też już nie jest to, co być powinno?

    „Zwyczajni ludzie, to tacy współcześni „tutejsi”, w których sercach Polska ożywa z okazji wizyty Papieża”
    – ja rozumiem to tak, że owi Polacy cieszą się, iż do ich kraju przyjeżdża ktoś, kto jest nad ich krajem zwierzchnikiem. Czyli demonstrują z zapałem przyswojoną pozę podnóżka dla katolickiej administracji i jeszcze są z tego faktu zadowoleni. Można i tak, czemu nie? Ale oni są w pierwszym rzędzie katolikami a dopiero w drugim Polakami. Czy to jest powód do zadowolenia? – Autor jednak coś takiego sugeruje.

    „Zagłosować na komunistów, sodomitów, faceta z muchą, na złość…”
    – to z kolei oznacza, że ludzie nie mają żadnego kręgosłupa moralnego i patrioci z nich żadni. Dostali władzę w postaci kartek do głosowania, to nawet na owcę bacy by głosowali, gdyby wydawało im się to wystarczającym dowodem ich „wolności”.

    „Myśląc o nich, pocieszamy się, przywodząc na myśl heroizm z dalszej i bliższej przeszłości, kiedy jednak na moment byliśmy narodem przez duże „N”, ale też często wątpimy, czy taka mobilizacja wobec nowych wyzwań nam starczy.”
    – a kiedy to byliśmy takim narodem przez to „N”? Polska to był zlepek różnych narodowości i podzielona była Polska na kasty. Na chłopie polskim – jedynym, który pracował na rzecz kraju – jechali wszyscy inni „wyżej urodzeni”, łącznie ze spasionym biskupem i kasztelanem. Czy z punktu widzenia chłopa pańszczyźnianego faktycznie Polacy byli narodem przez to „N”?

    „Problem w tym, że najlepiej byłoby dla wszystkich,, żeby Polacy od zwyczajności odeszli, by poczuli codzienną dumę i odpowiedzialność za tę wspólnotę, która im służy, a której oni też coś, już z racji samego urodzenia są winni. Bo w naszym globalnym świecie, już żaden dom nigdy nie będzie tą „chatą z kraja”.
    – nie było nigdy takich czasów, że ta „chata z kraja” była. Jeżeli było zorganizowane państwo, no to były i obowiązki wobec tego państwa. Nawet w czasach plemiennych „chata z kraja” nie mogła samodzielnie egzystować.
    Może jakiś banita w puszczy, w swojej ziemiance mógł tak myśleć, ale człowiek związany z grupą na pewno nie.

    „klasa polityczna III RP, która z pierwotnym greckim znaczeniem szlachetnych działań, jak z definicją narodowej elity niewiele ma dziś wspólnego.”
    – a która to klasa polityczna, jakiego kraju, ma coś ze szlachetnością wspólnego? I czy Grecy byli aż tak szlachetni? Mieli wszakże niewolników i osłabieni seksualną demoralizacją byli łatwym łupem dla „Rzymian”.

    „Szczególnie ta „polityka” ściąga co prawda ludzi ponadprzeciętnie aktywnych, ale premiuje megalomanię, ekshibicjonizm oraz skłonność do agresywnych zachowań. Władza zatem nie obliguje, a uzależnia.”
    – to nie są ponadprzeciętnie aktywni ludzie, lecz ponadprzeciętnie bezczelni i bez skrupułów. Ale gdzie i kiedy u władzy byli inni?

    ” pragmatyczny „fachowiec” często zostawia po sobie nie tylko smród afer oraz bydlęcych sporów, ale też spaloną ziemię w wymiarze obywatelskim.”
    – to samo zostawiają po sobie ci „zwyczajni” choć w mniejszym wymiarze. Nie mają oni większych możliwości, bo gdyby je mieli, to też by się nie krępowali czując się bezkarni.
    Przecież postawa człowieka zależy od jego charakteru, a dopiero w drugiej kolejności od sytuacji.

    „Polska jest jak na warunki europejskie całkiem znaczącym krajem”
    – tak? a co jeszcze Polska znaczy? i co stanowi jej siłę, że niby znaczyć coś może? Normalnie kraje mają prężny przemysł i wojsko. Czy Polska to ma? Nie ma. No to chyba tylko we wdzięcznym klękaniu i składaniu rączek do modlitw oraz biciu się w piersi jesteśmy w czołówce. Inne kraje swoją siłę budują realnie.

    „W latach wybijania się Polski na niepodległy byt i naszej pierwszej europejskiej emancypacji na przełomie X i XI wieku, Bolesław Chrobry zniwelował przewagę sąsiadów poprzez niespotykaną wręcz militaryzacje całego społeczeństwa.”
    – jeżeli papież decydował, kto będzie u nas królem i jeżeli król był podległy cesarzowi, w naszym przypadku cesarzowi niemieckiemu, to o jakiej wielkości naszego państwa może być mowa? Byliśmy co najwyżej sprawnym narzędziem watykańskiej polityki, ale przecież niczym poza tym. W dodatku napaść i ograbić można tylko państwa słabsze. Czy to jest dla nas powód do chwały, że napadaliśmy słabszych, rabowaliśmy im ziemię i dobytek by potem łupem dzielić się z papieżem? Poza tym na wojnie giną ludzie. Jak mogliśmy być krajem silnym, jeżeli mężczyźni byli wysyłani prze króla na rzeź i jeżeli wracali – to okaleczeni?

    „Niewątpliwie genialną ikoną tego przełomu pozostaje ówczesny król Polski – Święta Jadwiga, lecz nie byłaby możliwa tak wielka absorpcja, gdyby nie determinacja, wiedza oraz dyplomatyczna sprawność tych, którzy wtedy zajmowali się Polską.”
    – dyplomatyczną sprawność posiadali głównie spowiednicy władców. Osobistego spowiednika zaprzysiężonego na wierność papieżowi miała także i Jadwiga. No więc czyje interesy realizowała ona, że stała się świętą?

    „W ostatnich latach niepodległego bytu I Rzeczypospolitej, jak również podczas kolejnych narodowych zrywów, z wojną 1920 roku włącznie, największym zmartwieniem przywódców wiernych idei narodowego państwa, było uświadomienie i pozyskanie dla sprawy możliwie największej części niewolonego narodu. ”
    – narodowi zniewolonemu gospodarczo jest obojętna niewola polityczna, jako że zniewolony gospodarczo naród głodował i najpierw chciał się najeść.
    Czy miał na głodniaka ten naród iść dać się zabić po to, żeby jaśniepaństwo pasożytując mogło się bawić w patriotyzmy?

    „Zabiegali o to Kościuszko, Traugutt i wskrzesiciele roku 1918 –tego – Dmowski, Piłsudski, a w sposób szczególny zbyt mało obecnie znany generał Józef Haller.”
    – Kościuszko to był mason, realizującym cele międzynarodówki, zaś Piłsudski sam o sobie mówił, że jest Litwinem i Polakami gardził. Czy przy pomocy takich kreatur można było „przywrócić godność związaną ze sprawiedliwym prawem”? Historia pokazała, że nie. Ale oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania.

    – i co? i od razu „Dylemat współczesny”? a gdzie PRL? czyżby Autor urodził się w czarnej dziurze? Czy może używając współczesnej mowy literackiej można o Autorze powiedzieć, że „w dupie był to gówno widział”?
    Jak można będąc samemu zaprzańcem wydawać z siebie pienia o tym, co Polacy powinni zrobić, by być narodem przez duże „N”?
    A nie łaska od siebie zacząć?

    „Tylko państwo mądrze rządzone i silne bogactwem obywateli, ze zwrotnie sprzężonym poczuciem jedności interesów oraz współzależności losów w wymiarze osobistym i wspólnotowym, może być konkurencyjne na arenie międzynarodowej.”
    – taki właśnie był PRL – ludzie byli normalni, zadbani, najedzeni, mieli pracę, Polska miała sport na wysokim poziomie i wygrywaliśmy wiele znaczących rozgrywek sportowych, co dziś nie jest możliwe. Mieliśmy znaczący i liczący się w Europie i świecie eksport. Szkolnictwo było na wysokim poziomie, biblioteki w każdej wsi i Kluby Książki i Prasy tamże. Nie znałam osób, które nie czytały książek. Czytali wszyscy i dużo czytali. Szkolnictwo zawodowe było również dobrze zorganizowane i jego poziom był znaczący.

    Obecnie jesteśmy gównem zwisającym z unijnej dupy, bo inaczej nie da się tego już nazwać.
    A szanowny Pan Autor raczy nas opowiastkami mającymi z głodnych, bezdomnych, eksmitowanych na bruk i bezrobotnych ludzi zrobić naród przez „N”.
    I co na to znajomi psychiatrzy?

    PS
    Ja rozumiem, że ten znajomy psychiatra określiłby mnie głównie na podstawie użytych przeze mnie wyrazów ekskrementalnych i im zbliżonych. Jednakże po przeczytaniu wywodów Autora wyżej nie dało się wznieść.

Wypowiedz się