Duda okiem Rosji

duda

Publikujemy rzeczowy komentarz dziennikarzy rosyjskich po wyborach w Polsce, który ukazał się na Sputniku. Wynika z niego, że Rosjanie lepiej czują sytuację polityczną w Polsce niż nasi dziennikarze i większość Polaków. Miejmy nadzieję, że komentarz dotrze do Prezydenta elekta i że on uwzględni w swojej polityce dobre życzenia dla Polski zawarte w Komentarzu Rosjan.

Redakcja „KIP”

 

Wbrew pozorom, które stwarza powyborcza euforia, walka Andrzeja Dudy o Polskę wcale nie zakończyła się 24 maja. W tym dniu ona dopiero się rozpoczęła.

Tak dziś, jak i na początku kampanii prezydenckiej, wielu obserwatorów powtarza, iż nie wie, kim jest Andrzej Duda — polityk z trzeciego szeregu PIS-u, wyciągnięty niemal przypadkowo, bez większych szans na podjęcie walki z urzędującym prezydentem. Przebieg kampanii pokazał jednak, iż właśnie to, że Duda nie jest kojarzony z partyjnym i ogólnie politycznym establishmentem zapewnił mu zwycięstwo: wygrał on wybory nie dzięki poparciu PIS-u, ale pomimo niego. Można się tylko domyślać, kto z kierownictwa PIS-u przekonał prezesa Kaczyńskiego i partyjnych frontowików w rodzaju Macierewicza, Brudzińskiego i Błaszczaka, aby na czas kampanii zniknęli z mediów i powstrzymali się od komentarzy, ale to  właśnie ta osoba zdjęła z pleców Dudy garb pisowskiego obciachu i przyniosła mu zwycięstwo. I właśnie dlatego jego zwycięstwo oznacza nie tylko koniec kariery Ewy Kopacz (symptomatyczne, iż w imieniu „rządu i partii” wyniki wyborów komentował  Grzegorz Schetyna a nie pani premier), ale także początek końca epoki Jarosława Kaczyńskiego na prawicy.

Podczas wyborów ujawniły się bowiem zjawiska, które każą na nowo spojrzeć na podziały istniejące wewnątrz polskiego społeczeństwa. Tym, co dzieli Polaków to nie jest już sympatia do PIS-u albo PO, ale spełniona lub zawiedziona nadzieja na awans we wszystkich znaczeniach i wymiarach tego słowa: społeczny, materialny, narodowy… Czyli dokładnie to, co obiecywali i dzięki czemu wygrywali wybory Tusk i Komorowski i z czego, wobec ogromnej części obywateli się nie wywiązali.

Wybór Dudy jest więc owocem paradoksu, któremu będzie musiał on  stawić czoło podczas swojej prezydentury, a trzeba zaznaczyć, iż biorąc pod uwagę przyspieszenie globalnego świata i intensyfikację przemian w Europie, będzie to okres, który zdecyduje o położeniu Polski na wiele dziesięcioleci w przyszłość. Kraj i jego mieszkańcy mogą się załapać na pierwsza światową ligę, mogą też spaść do rangi geopolitycznych i ekonomicznych pariasów — i tu wszystkie scenariusze są otwarte. Jeżeli Duda chce poprowadzić Polskę do tego optymistycznego wariantu, to będzie musiał wznieść się ponad osobiste uprzedzenia (których, zwłaszcza po ostatnich dwóch tygodniach kampanii wyborczej zapewne mu nie brakuje) oraz partyjne sympatie i naprawdę stać się prezydentem wszystkich Polaków. Jeśli mu się to uda, to wygra nie tylko miłość narodu i drugą kadencję, ale także i miejsce w historii i pamięci potomnych, jako mąż stanu, który wyrwał kraj z marazmu i dorzucił węgla do gasnącego kotła biało-czerwonej lokomotywy, skierowując ją na szerokie tory XXI wieku.

W praktyce oznacza to rządzenie nie tylko na przekór przeciwnikom z PO, ale także wbrew własnej partii i jej prezesowi: bo to właśnie z hasła o „odzyskaniu państwa dla obywateli”, które dało fenomenalny rezultat Kukizowi, wyborcy już od pierwszego dnia w Belwederze będą rozliczać prezydenta Dudę. Musi on stać się prezydentem obywateli, a nie „strażnikiem żyrandola” politycznego establishmentu i patronem urzędniczej kamaryli, którym w oczach większości wyborców stał się jego poczciwie gapowaty poprzednik.

Kwestia fundamentalnej zmiany jakości prezydentury dotyczy także, a może przede wszystkim polityki zagranicznej, bo to bowiem na tym polu prezydent ma, zarówno z prawnego, jak i z symbolicznego punktu widzenia, najwięcej do powiedzenia. I tu dotykamy kolejnego paradoksu, który może nadać prezydenturze Dudy ogromną wartość. Ponieważ wygrał on wybory na fali zniechęcenia Polaków wobec działań rządu i poglądów elity politycznej, także i w tej sferze będzie musiał wyjść do społeczeństwa z nowymi propozycjami stanowiska Polski wobec najważniejszych wyzwań międzynarodowych. A ponieważ rozczarowanie Polaków dotyczy także i PIS-u, to – paradoksalnie  – w swoich deklaracjach i działaniach będzie on musiał odciąć się także i od betonowego myślenia macierzystej partii. I dlatego właśnie, w przeciwieństwie do zapędzonego przez krajowych i zagranicznych doradców w ślepą uliczkę Komorowskiego, Duda, jako prezydent niejako antysystemowy stwarza szansę także i na nowe otwarcie w stosunkach ze Wschodem, których nie da się korzystnie dla Polski kształtować bez konstruktywnych relacji z Rosją. Jego motywację do wyjścia z prowadzonej w interesach obcych mocarstw polityki przekształcania Polski w antyrosyjski bastion i szpicę NATO w Europie, oprócz głębokiego zrozumienia geopolitycznej pozycji kraju wzmacniać powinny także i przyziemne rachunki polityczne: na Dudę masowo zagłosowali polscy rolnicy, których powodzenie w ogromnym stopniu zależy od możliwości eksportu na rosyjski rynek zbytu, a poprzez Rosję na rynki Unii Eurazjatyckiej.

I choć zarówno prezydent-elekt, jak i jego partia wielokrotnie wypowiadali się o Rosji posiłkując się narodowymi kompleksami i historycznymi stereotypami, to jego wybór stwarza dla polepszenia stosunków choćby teoretyczną szansę, której nie miał Komorowski, zmuszony wbrew interesom państwa brnąć w kontynuację retoryki konfliktu. I jeżeli Duda teraz ją wykorzysta, to zarówno w wymiarze osobistym, jak i narodowym ma szansę przekuć polskie położenie geograficzne z przekleństwa w źródło politycznych i gospodarczych zysków.

Nie ma wątpliwości, iż Andrzej Duda to najbardziej spektakularna kariera polityczna w Polsce od czasu Lecha Wałęsy. Wraz z nim, 24 maja 2015 roku Polska wkroczyła w nowy okres swojej historii, w której przyszłość kraju jest równie nieodgadniona i nieprzewidywalna, co osoba nowego prezydenta. W zeszłą niedzielę, Polska ostro dała w dudę i oby po euforii wieczoru wyborczego, nie powitała poranka z ciężkim kacem.

Opublikowano za: http://pl.sputniknews.com/polska/20150525/424039.html

Comments

  1. Klub Inteligencji Polskiej says:

    Z opblikowanego materiału widać także, że Rosjanie są mistrzami (dyskretnej) dyplomacji. Zyczą dobrze sobie , ale także i nam. Przyszłością jest bowiem Eurazja, a nie USA. USA w przyszłości może co najwyżej wywołać wojnę.
    Porównaj: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/05/przestroga-dla-polski-czyli-dla-kogo-pracuje-prezydent-i-gabinet-stanow-zjednoczonych

    Jacek Andrzej Rossakiewicz

Wypowiedz się