Ideologia nowego porządku światowego

Boguslaw-JeznachPublikujemy za Bogdanem Jeznachem udostępnione mu przez komentatora 1abezmetki  tłumaczenie artykułu Griszy Kondratjewa na temat sytuacji Rosji i jej elity władzy w zaostrzającym się konflikcie z Zachodem.

„Ideologia nowego porządku światowego przeciw Rosji i południowo-wschodniej Ukrainie”

Wyrażenie „nowy światowy porządek” wprowadził do szerokiego obiegu, wydaje się, amerykański prezydent Bush-syn. Ogólnie rzecz biorąc, oznacza to świat całkowicie zdominowany przez Zachód, z USA na czele, że tak powiem – Pax Americana. W istocie to projekt porządku świata z jedynym rządem planetarnym, wyrażającym interesy globalnego kapitału finansowego. W okresie rozwiniętego kolonializmu drugiej połowy XIX – pierwszej połowy XX wieku, nie bacząc na bezpośrednie zniewolenie większej części narodów ziemi, Zachodowi nie udało się nawet zbliżyć się do osiągnięcia takiego celu. Przeszkadzały temu wewnętrzne sprzeczności, takie jak pomiędzy atlantycką a kontynentalną Europą, jak też i wewnątrz tej ostatniej.

Największą przeszkodę przedstawiała mnogość alternatywnych biegunów porządku świata – z początku Rosji, a następnie ZSRR i (od 1948 r.) Chin ze swoimi blokami. Po drugiej wojnie światowej znaczenie tych ostatnich w polityce globalnej nasiliło się do tego stopnia , że wymusiło konsolidację Zachodu. W rezultacie Związek Radziecki uległ unicestwieniu, Rosja zaś znajduje się w skrajnie skomplikowanej sytuacji, a Chiny zdają sobie sprawę, że są następne w kolejności.

Przyczyn takiego sukcesu Zachodu należy upatrywać w przewadze w technologiach politycznych i społecznych, w ekonomii i w technice – w szerokim znaczeniu tego słowa (w tej liczbie w technice wojennej i komputerowej). Jednak w pierwszej kolejności – w ideologii, jako fundamentalnej osnowie wszystkich działań zachodniego społeczeństwa.

W istocie Zachód przedstawia swoim zwolennikom wyraźnie sformułowany system filozoficzno-ideologiczny, który można z pewnymi ograniczeniami nazwać „światopoglądem liberalno-demokratycznym”. Jego podstawowe pojęcia to prawo własności prywatnej, „prawa człowieka” (polityczne) i „demokracja” (forma rządów). W naszych czasach ten system przybrał cechy religii, w sensie utraty treści podstawowych postulatów na tle rosnącego fanatycznego zaangażowania ze strony adeptów, a szczególnie neofitów. Na przykład morderstwa tysięcy ludzi usprawiedliwia się tym, że oni rzekomo naruszali czyjeś „prawa człowieka”, a niekonstytucyjne obalanie legalnie wybranych rządów, tym, że były one „niedemokratyczne”. Oczywiste zaś sprzeczności, które z tego wynikają są ignorowane.  Tym niemniej, system ten udziela możliwych do zaakceptowania odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące ludzkiej egzystencji (z wyjątkiem pogodzenia się ze śmiercią). Określa cel (materialne bogactwo), środki („postęp”), definiuje dobro („demokracja”) i zło („dyktatura”, „światowy terroryzm”) itd.

Społeczeństwo rosyjskie po odejściu od ideologii komunistycznej, zmuszono de facto, do wprowadzenia ograniczonego wariantu zachodniego liberalizmu (oficjalnie poparcie przez państwo jakiekolwiek ideologii jest w Federacji Rosyjskiej zakazane). Próby ożywienia starych systemów jako źródeł podstawowych wartości (komunizm, prawosławie, monarchizm i inne) lub zbudowania nowego systemu (euroazjatyzmu, nacjonalizm rosyjski) odniosły mniej lub bardziej ograniczone sukcesy.

Stąd wypływa ideowa słabość rosyjskiego kierownictwa, nie pozwalająca mu w pełnej mierze na wykorzystanie nawet dostępnych możliwości w ramach już i tak obecnych ograniczeń w konflikcie z Zachodem, którego kluczowa faza rozgrywa się właśnie na Ukrainie. Groteskowo na tym tle wyglądają  apele wyższych dostojników Federacji Rosyjskiej, skierowane do zachodnich liderów jako „partnerów” w sytuacji gdy owi „koledzy” z USA w odpowiedzi określają ich jako agresorów i – niewiele brakuje – szaleńców.

Rosyjscy przywódcy rzadko nazywają rzeczy po imieniu: „przewrót państwowy w Kijowie”, „z inspiracji USA”, „agresja Zachodu”, „ludobójstwo ludności Ukrainy” itd.  Z uporem godnym lepszej sprawy, wciąż zaprzeczają najistotniejszemu faktowi tj. wojny Zachodu przeciw Rosji. Zachód w swoim obrazie świata, przypisuje Rosji rolę „integralnej części światowej społeczności”, innych wariantów nie bierze się pod uwagę. Nie można jednak bezwzględnie zwalczać czegoś, czego częścią jest się samemu. Jest to całkowicie błędne stanowisko, przypominające strusia chowającego głowę w piasek.

Architekci nowego światowego porządku nie ukrywają, że suwerennej Rosji w nim nie będzie. Doświadczenie historii najnowszej uczy, że przetrwały tylko te reżimy (i ich przywódcy zdołali fizycznie przetrwać), które podjęły bezpośrednią walkę z zachodem lub jego marionetkami. W tym szeregu  jest Syria, Północna Korea, Iran, Kuba (wciąż jeszcze).  Te rządy zaś, które wdały się w układy z USA/NATO/UE, zostały obalone, a ich przywódcy unicestwieni (Milosević, Kadafi, Mubarak, Hussein).

Ugodowa polityka FR wobec agresora popycha ją ku nieuniknionej klęsce. Przedłużanie egzystencji kijowskiej junty, tak czy inaczej przywiedzie do rozpętania wojny przeciw Rosji – ponieważ ta junta została po to powołana.

Już teraz, bezpośrednio po zakończeniu drugiej mińskiej konferencji, prezydent Ukrainy Poroszenko poinformował o możliwości wprowadzenia stanu wojennego na terytorium całego kraju. A pewne ukraińskie środki masowego przekazu kontrolowane poprzez zagraniczne fundusze mówią, że „trzeba przenieść  wojnę hybrydową z Ukrainy na terytorium pod kontrolą Rosji. Ta szara strefa, stworzona przez Putina, powinna rosnąć w stronę Rostowa i Krasnodaru, a nie Kijowa.”

Słabość polityki ugodowej polega także na tym, że jej sukces zależy od czynników będących poza rosyjską kontrolą.  A jeśli postawę Niemiec i Francji można przyjąć z ograniczonym stopniem zaufania – wychodząc od strony zrozumienia ich interesów, to już zachowania rządu kijowskiego określają nie obiektywne interesy Ukrainy, lecz polecenia z Waszyngtonu.

Mówiąc prościej, Moskwa nie kontroluje sytuacji, ale tylko na nią wpływa. USA natomiast, zarządzają sytuacją bezpośrednio. W taki sposób, najbardziej przebiegłe intrygi Rosji mogą ulec załamaniu w rezultacie jednego szalonego kroku Poroszenki. A do tego sytuacja zmierza. Instrument w pełni kontrolowany przez Moskwę – powstanie, oraz DRL i ŁRL – jest używany jako środek nacisku, ale nie narzędzie do rozwiązania problemu.

Realizacja ugodowych postulatów Rosji, w idealnej sytuacji, ma spowodować włączenie obszarów rebelianckich – a raczej części zajmowanych regionów, w skład Ukrainy, z odrębnym statusem. Prawdopodobnie żeby następnie rozpocząć montaż „Ukrainy prorosyjskiej” na bazie odrodzonego oligarchiatu donieckiego.

Nie na darmo przecież Achmetow śle pomoc humanitarną. Pytaniem, oczywiście bez odpowiedzi, jest to, w jakim stopniu jest to akcja wywołana oczekiwaniem na reakcje „partnerów”, akcja, widziana przez pryzmat wyrafinowanej logiki „ich świata.” W obecnych czasach ukraiński etos polityczny państwa – w praktyce przecież bez sprzeciwu – funkcjonuje na zasadach logiki wojennej.

Konkluzja: Zorientowana na liberalizm orientacja rosyjskiego przywództwa weszła obecnie w zasadniczy konflikt z obiektywnymi krytycznymi wymogami bezpieczeństwa państwa. Ale wbrew temu, wyższe kierownictwo, z nieznanych względów, niezmiennie demonstruje przywiązanie do swego stanowiska.

7 lutego bieżącego roku, na zjeździe Federacji Niezależnych Związków Zawodowych Rosji, prezydent Putin podjął – we właściwy mu koncyliacyjny sposób – krytykę niepochlebnych wypowiedzi przewodniczącego FNZZR Szmakowa na temat działalności liberałów w rządzie. A , Szmakow miedzy innymi, mówił, że pewne międzynarodowe sankcje przeciw Rosji zostały wprowadzone – jakby z podpowiedzi, z wewnątrz (mając na względzie  w szczególności wicepremiera RF Illarionowa).

Najwyraźniejszym dowodem ideowego rozdwojenia lidera Rosji stała się fraza „nie ma – слава Богу – wojny”, która wchodzi w oczywistą konfrontację z rzeczywistością. A wypowiedź, „takiego (jednobiegunowego) porządku świata Rosja nigdy nie skonstruuje… ale nie zamierzamy z nim walczyć”, – mówi sama za siebie. Nieprzyjemnie zdać sobie sprawę, że to mocno przypomina stanowisko Stalina, w przededniu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wtedy zaprzeczanie faktom przez wodza ZSRR, (faktom) wskazujących na przygotowywaną napaść Niemiec,  mówiąc delikatnie, skrajnie utrudniło Armii Czerwonej początkowy okres działań wojennych.

Umówmy się, że zadzieranie „czapki w górę” typu „Rosyjska Armia zniszczy każdego wroga w 48 godzin”, także niczym się różni od przedwojennego „małego przelewu krwi na cudzym terytorium”. Przeciwnicy nie oczekują, żeby od razu pokonać siły zbrojne Federacji Rosyjskiej w bezpośredniej konfrontacji. Wojna hybrydowa przeciw Rosji może być nie wypowiedziana, z początku dywersyjno-terrorystyczna. A biorąc pod uwagę pacyfistyczne stanowisko Kremla, źródła potencjalnego terroryzmu mogą w nieskończoność pozostać niezniszczone.

Uzupełniająca analiza wskaże na podkopujące ten stan rzeczy niepokoje wewnętrzne. Poszlaki wskazują, że USA wspierają regionalny separatyzm (nie dziwi zatem częsta obecność emisariuszy w Jekaterynburgu). Na pozór jedynie, odżegnują się oni od wzbudzania między etnicznych niepokojów. Nie udało się rozdmuchać do poziomu akcji masowych, epizodycznych przestępstw na tle etnicznym, jak morderstwa w Briljewo. O „biało-wstecznym majdanie” nie ma co mówić.

W latach 2014-2015 Rosja stanęła wobec największego zagrożenia dla jej istnienia od 1941 roku. Nie ma potrzeby mówić, że kierownictwo RF nie reaguje na nie. Trwa widoczne podtrzymywanie powstania i ludności Ługańskiej i Donieckiej RL (nie biorę pod uwagę inicjatyw wewnętrzno-rosyjskich). Odnosi się jednak wrażenie, że ta pomoc, na podstawie dotychczasowych obserwacji, sprowadza się do minimum. Nie w znaczeniu wielkości ale w zakresie jej adekwatności. Tylko tyle, żeby ludność nie umarła z głodu a powstańcy nie ponieśli decydującej klęski wojennej. Prowadzi to do niepotrzebnego przedłużania konfliktu i nieuzasadnionych ofiar ludności rosyjskiej.

Nie tylko Rosji, ale całemu światu trzeba nowej, twórczej i uniwersalnej ideologii, zdolnej przeciwstawić się agresywnemu zachodniemu liberalizmowi. Chińska tradycja „konfucjańsko-socjalistyczna”, Islam – to są koncepcje bardzo specjalne i nie dla wszystkich. W tych warunkach możliwym dla Rosji wyjściem byłby ruch rosyjskiej elity politycznej w kierunku zbudowania prospołecznego, zamiast skrajnie liberalnego państwa. Zapotrzebowanie społeczne na to jest bardzo wysokie. Czy kierownictwo rosyjskie zareaguje na to, zobaczymy jeszcze w tym roku. W tym również poprzez podjęty sposób rozwiązania kryzysu ukraińskiego.

Niemniej, z dużym prawdopodobieństwem, można sformułować prognozę, że historyczny etap drapieżnej eksploatacji spadku po Związku Radzieckim, tak w Rosji jak i na Ukrainie, w trakcie kryzysu ukraińskiego i jego prawdopodobnej kontynuacji zostanie zamknięty.

W przypadku zwycięstwa Zachodu na ich terytorium (Rosji i Ukrainy) w pełnej mierze zostanie zaprowadzony „nowy porządek światowy „, bezpośrednio, lub z lekko zawaluowanym zagranicznym sterowaniem. Jego głównymi beneficjentami nie będą dotychczasowi lokalni oligarchowie.

Natomiast zwycięstwu narodu rosyjskiego będzie towarzyszyć stworzenie sprawiedliwszego systemu społecznego. Choćby i „kapitalizmu z ludzką twarzą”.

Autor: Grisza Kondratjew

Oryginalny tekst rosyjski, opublikowano 15.02.2015 – tutaj: http://politnews.net/4366
Идеология нового мирового порядка против России и Юго-Восточной Украины, Автор: Гриша Кондратьев

Opublikowano za: http://jeznach.neon24.pl/post/119344,ideologia-nowego-porzadku-swiatowego

Comments

  1. nana says:

    to powyższe jest jak rozważania psychopaty. Stawką jest śmierć milionów ludzi, cywilów, dzieci, kobiet, starców, chorych i niedołężnych, a autor raczy sobie się nimi bawić niczym figurami szachowym. Paranoja.

    A jaki to wielki znowu ma sukces usa, jeżeli na Ukrainie umieściło swoje bojówki i morduje ludzi? I co? i autor oczekuje, że Rosja też w tym udział będzie brała? Mądry Putin wie, że tak to ofiary są ale mniejsze, natomiast w konfrontacji rozlało by się na cały świat. Przecież sygnał można odczytać jasno: usa mówi – ja jestem bandytą i będę mordował kogo chcę i jak chcę, i co mi zrobisz?
    No co może w tej sytuacji zrobić Rosja? czy przystąpić do dwustronnego mordowania?
    G. Kondratjew nie jest prezydentem Rosji i może sobie swobodnie teoretyzować. Nie ciąży na nim żadna odpowiedzialność, a w razie gdyby się pomylił w swoich dziwacznych prognozach, to cóż? dziura w niebie się od tego nie zrobi.
    Co innego Prezydent Putin. On dźwiga na sobie odpowiedzialność za całą sytuację i jako człowiek rozumny nie patrzy, co kto o nim powie, myśli czy napisze, lecz uważnie analizuje skutki własnego działania.
    Dla mnie wypowiedź G.Kondratjewa to część wojny psychologicznej, jaką prowadzi on z polecenia zachodu. Nie warte ani czytania ani w ogóle niczego. I bez jego rewelacji jest wystarczająco trudno. Krytykowanie czegoś bez podania rozwiązania sytuacji to zwykłe wymądrzanie się w nadziei na złapanie na to głupich.
    Przede wszystkim G.Kondratjew nie ma tylu informacji na temat choćby sytuacji na Ukrainie co Władimir Putin. Jest jasne, że Prezydent Rosji nie tłumaczy się G.Kondratjewowi ze swoich zamiarów. Więc to, co prezentuje G.Kondratjew to spekulacje. Psu na budę. I tak nikomu do niczego się to nie może przydać. Gdyby G.Kondratjew był wartościowym człowiekiem, to swój czas poświecił by na jednoczenie ludzi w celach zachowania na świecie pokoju. Jedną mamy Matkę Ziemię i każdy obłąkaniec grający na niskich ludzkich instynktach powinien być społecznie izolowany, a nie cytowany i rozpowszechniany. Destrukcji, strachu i śmierci mamy na co dzień aż nadto i czarny mesjasz jak G.Kondratjew do niczego nie jest przydatny.
    Ja uważam, że chodzi o ściągnięcie energii w punkt wyznaczony tymi strasznymi i beznadziejnymi rewelacjami. Istnieje coś takiego jak kolektywna świadomość. Zwana czasem egregorem, czy jakoś tak. Jest to suma energii wysyłanych przez ludzi w dany „punkt informacyjny”. Im więcej energii się zbierze tym silniejszy impuls zwrotny wychodzi od tego kolektywnego. Myślenie ludzkie, a więc funkcje, czynność mózgu, produkuje energię. Gdzie się ona podziewa? przecież nie znika w nicości. Ona się kumuluje w regionach niematerialnych na różnych poziomach. I o ile można na ten poziom wejść stosunkowo łatwo kierując swoją uwagę na skutek odebranego bodźca, to już wyjść stamtąd jest trudniej, bo energia indywidualna jest niejako stopiona z tą kolektywną. Dlatego na przykład alkoholik może wyjść z nałogu dopiero po zmianie środowiska. Gdy będzie stale przebywał wśród pijaków, podlega kolektywnej energii i ona go wiąże. To jest coś takiego jak z przejściem elektronu z jednej orbity na inną. Do tego potrzebna jest dodatkowa energia. Taki alkoholik dostaje ją albo od rodziny, albo od terapeuty, kierującego uwagę alkoholika na inne sprawy. I konieczna jest do tego wiara w Boga. Boga uniwersalnego, Boga wszystkich ludzi i jednocześnie Boga całkiem prywatnego, swojego, takiego tylko dla siebie.
    Więc po przeczytaniu tych rewelacji G.Kondratjewa jesteśmy na poziomie kolektywnym utworzonym z energii ludzi, którzy myśleli jak Kondratjew albo pod wpływem jego sugestii tam weszli. Czyli stajemy się osobami uważającymi Władimira Putina za nic nie znaczącego pionka, który niewiele może, a Rosję za kraj, który zostanie podporządkowany zachodowi na skutek jego agresji.
    Jest to pułapka. Istnieje teoria „stu małpek”, to znaczy, że jeśli ileś tam osób będzie myślało w ten sam czy podobny sposób, zaistnieje możliwość wydarzenia/zmaterializowania się takich „przepowiedni” przekonań czy życzeń. Po prostu osoby będąc o czymś przekonane będą działać zgodnie z tymi przekonaniami i tak to się zrealizuje.
    Chała!
    Prezydent Rosji Władimir Putin jest osobistością o wyższym stanie świadomości. Jest wybrany przez Boga do uratowania świata przed zagładą. Nie ma nikogo innego poza nim, kto byłby do tego zdolny. Prezydent Putin ma za sobą jako wsparcie rosyjski Naród, też będący duchowo wyżej niż ludzie na zachodzie, który to zachód jest zbiorowiskiem degeneratów, dewiantów i morderców.
    Ludzie na Ziemi mają szansę wejść w Wiek Złoty, to znaczy, tak ustawić swoją świadomość, by była ona nakierowana na sprawy pozytywne, na współpracę między ludźmi, na braterstwo, na zrozumienie wzajemnych zależności i wspólnoty interesów. W tą stronę powinniśmy myśleć i te poziomy energii kolektywnej zasilać, by mogło się to urzeczywistnić w momencie, gdy będzie nas wystarczająco dużo by przeważyć energie negatywne. To nie są żadne żarty. Jest to odwieczna walka zła z Dobrem. Dobro może stosować tylko etyczne i moralne metody. Natomiast zło nie jest niczym skrępowane, jest wszakże złem.
    Do nas, ludzi, należy decyzja po której stronie stajemy. Komu poświęcamy uwagę, kogo zasilamy naszą energią.
    To, co napisał G.Kondratjew to brud, to śmieci ściągające uwagę ludzi w kierunku strachu i destrukcji.
    Musimy być świadomi, że wszyscy umrzemy tak czy siak. Taka jest prawidłowość rzeczy. Nie jest więc dla ludzi problemem, że kiedyś umrą, lecz uwagę ludzi powinno przyciągać takie kształtowanie życia, by było ono dla ludzi korzystne.
    Dziecko wychowane w strachu, w ciemności i w piwnicy wyrośnie na karła psychicznego.
    Człowiek jest też jak dziecko. Otoczony śmieciem boi się żyć i boi się śmierci. To go paraliżuje. Trzeba odrzucić brud i strach i mieć na widoku to, do czego chcemy dążyć: do dobrego, spokojnego życia we wzajemnej współpracy i wzajemnym zrozumieniu.
    Akurat przed chwili przeczytałam na tym Portalu o wojnie informacyjnej. Te wywodu G.Kondratjewa to jest jeden z etapów tej wojny. Nie dajmy się na to nabrać.

Wypowiedz się