WOLNOŚĆ WYZNANIA W POLSCE.

Katolicy zadają sobie pytanie, czy spolegliwa i tolerancyjna polityka polskich biskupów wobec niektórych przedstawicieli władzy państwowej nie doprowadziła do sytuacji, w której władza wbrew konstytucji niszczy katolików za prezentowane wyznanie? Widzimy rodzimych hierarchów kościelnych, jak w sposób demonstracyjny wspierają przedstawicieli władzy i unikają opowiadania się za prawdą.

Poniżej próba oceny tej sytuacji w świetle dwuznacznej  postawy prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz Waltz. A głos biskupów, słaby, nieśmiały i jakby wstydliwy.

 

Nasilają się ataki na katolików zarabiających na życie w instytucjach państwowych III RP. Niespotykaną do tej pory wściekłość wzbudziła Deklaracja Wiary – oświadczenie lekarzy o ich wierze w Boga. Pierwszą ofiarą antykatolickiej nagonki został profesor Bogdan Chazan, dyrektor warszawskiego Szpitala Świętej Rodziny. Ale masowe represje dopiero się zbliżają.

Krystian Kratiuk

/ fragmenty /

Bogdan Chazan to lekarz z ponad czterdzie­stoletnim stażem – tysiące dzieci zawdzię­czają mu przyjście na świat. Siedemdziesię­cioletni położnik z pewnością nie przypuszczał, że pod koniec kariery urzędnicy i dziennikarze podzię­kują mu za działalność akcją nienawiści zakończo­ną wyrzuceniem z pracy. A jednak! Czym przewinił profesor? Otóż, nie dość, że zdecydował się podpisać Deklarację Wiary lekarzy, uznając, iż zarówno mo­ment poczęcia człowieka, jak i jego odejścia z tego świata zależą wyłącznie od decyzji Boga, to jeszcze udowodnił w praktyce, że zasady tej sam się trzyma!

Gdy kobieta nosząca w łonie chore dziecko poprosi­ła go o wyabortowanie niewiniątka – zdecydowanie odmówił.

Rozpętała się burza. Na profesora wylały się hek­tolitry najobrzydliwszych pomyj, albowiem zgod­nie z obowiązującym w III RP prawem powinien on – jeśli sam nie zdecyduje się na rozerwanie dziecka na strzępy za pomocą szczypiec – wskazać rzeźnika, który dokona aktu nazywanego dla niepoznaki „za­biegiem aborcyjnym”. Bogdan Chazan tego nie zro­bił – inny pracownik szpitala wskazał pacjentce miej­sce zatrudnienia kata nienarodzonych. Tam jednak nie wyrażono zgody na „przerwanie ciąży”, gdyż ko­bieta zgłosiła się pięć dni po dozwolonym „prawem” terminie.

Dziecko dotrwało więc do końca ciąży żywe, co rozwścieczyło żurnalistów spod znaku cywilizacji śmierci. W chwili jego przyjścia na świat profesora Chazana opluwano już w każdej z największych stacji telewizyjnych, dzienniki publikowały paszkwile na jego temat, a dziennikarka tygodnika, który ujawnił „zbrodnię” ginekologa, brylowała na łamach każde­go z tych mediów. Dodajmy, że choć widzowie otrzy­mali jasny sygnał, że katolicki lekarz z gruntu musi być „moralnym zbrodniarzem”, niemal nikt nie za­jąknął się, iż dziecko zostało poczęte w wyniku ego­izmu rodziców – za pomocą metody in vitro. Zmarło dziesięć dni po narodzinach. Miejmy nadzieję, że zo­stało ochrzczone i dziś modli się za tych wszystkich, którzy na ziemi odmawiali mu człowieczeństwa……….

Media próbowały wmówić Polakom, że podsta­wowym zadaniem lekarza jest zabijanie nienarodzo­nych dzieci, zapobieganie ciąży i wszczepianie plem­ników w komórki jajowe każdej życzącej sobie tego kobiety. Do publicznej świadomości nie miał szans przebić się argument, że nie ma to przecież nic wspól­nego z leczeniem – od braku recepty na proszki an­tykoncepcyjne jeszcze przecież nikt nie umarł! Nie­nawidzący życia (cudzego) dziennikarze wiedzieli swoje i za sprawą niespotykanej nagonki doprowa­dzili do zwolnienia profesora Chazana z pracy.

Decyzję o wyrzuceniu wybitnego lekarza podjęła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz – ta sama, która jeszcze w roku 1998 mówiła: Z naucza­ nia Pisma Świętego wynika, że przez głowę każdej in­stytucji na kraj może spłynąć Boże błogosławieństwo. Wierzę w to, czego naucza Pismo Święte i dlatego świadomie poddaję instytucję, w której pracuję, pod Boże błogosławieństwo.

Ekskomunika dla Hanny Gronkiewicz-Waltz?

HGW Nycz

Wyrzucanie z pracy za chrze­ścijańską po­stawę moralną nie przeszka­dza Hannie Gronkiewicz- -Waltz przystę­pować do Stołu Pańskiego

Prezydent Warszawy od wielu lat często fotogra­fuje się z biskupami, w tym z metropolitą warszaw­skim kardynałem Kazimierzem Nyczem. Patrząc na te fotografie, trudno nie odnieść wrażenia, że to wła­śnie głos hierarchów Kościoła w sprawie profesora Chazana okazał się zbyt słabo słyszalny.

Niewielu pasterzy zdecydowało się wystąpić w obronie upokarzanego w mediach lekarza podczas obliczonego na zdobycie jego głowy medialnego po­lowania. Zagadką pozostanie, czy liczyli, że to tylko kolejna burza medialna, w którą nie warto się anga­żować. Głos zabrano dopiero po oficjalnym ogłosze­niu przez Hannę Gronkiewicz-Waltz zamiaru wy­rzucenia profesora z pracy. Pierwszy wypowiedział się metropolita warszawsko-praski arcybiskup Hen­ryk Hoser, dzień później kardynał Nycz.

Kardynał wyraził głębokie zaniepokojenie zapo­wiedzią odwołania Bogdana Chazana, którego posta­wę w pełni popiera. Metropolita warszawski nazwał sprawę groźnym precedensem, uderzającym wprawa nie tylko katolików, ale i wszystkich ludzi. Prawo sta­nowione nie może zmuszać lekarzy do działań wbm ich sumieniu. Lekarz nie może ponosić konsekwencji z powodu odwołania się do klauzuli sumienia. Jeśli takie sytuacje zachodzą, należy udoskonalić prawo, a nie karać lekarza. Później w obronie profesora sta­nął cały episkopat.

Jakie będą więc dalsze kroki Kościoła wobec po zostającej wszak jego członkiem Hanny Gronkie wicz-Waltz? Czy – jak sugeruje ksiądz profesor Paweł Bortkiewicz TChr – zostanie orzeczona jej ekskomunika?

Warto byłoby naprawdę poważnie potraktować sprawę ekskomuniki, która nie jest orzeczeniem arbitralnym hierarchii Kościoła czy prawa kościelnego, ni konsekwencją faktu. Ludzie, którzy wspierają aborcję w sposób wymieniony przez Jana Pawła II w Evangilium vitae, przyczyniają się do zła, które ma chara ter ekskomunikowania, a więc wyłączenia ze wspólnoty Kościoła. Uważam, że byłoby dobrze, gdyby księża biskupi w sposób bardzo jednoznaczny przypomni o konsekwencji takich decyzji dotyczących walki z życiem poczętym - sugeruje ksiądz Bortkiewicz.

Ekskomunika obejmuje wszystkich, którzy dopusz­czają się tego przestępstwa [aborcji], a więc także tych współsprawców, bez których udziału to przestępstwo nie zostałoby popełnione.

Jan Paweł II, Evangelium vitae

 

I ty zostaniesz Chazanem

Do czego może doprowadzić brak pasterskiej kon­sekwencji na tym etapie antykatolickiej rewolucji? Jaki sygnał zostanie wysłany do Polaków, jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz, biorąca udział w na­gonce na profesora Chazana, nadal (jakby nigdy nic) będzie się spotykać z hierarchami Kościo­ła? Co z całej tej afery zrozumieją, jeśli kardynał podczas którejś z odprawianych przez siebie Mszy udzieli prezydent Warszawy Komunii Świętej?

Odpowiedź jest oczywista – rewolucja będzie zdobywać kolejne przyczółki. Żadnym problemem nie wydaje się bowiem organizowanie dziennikar­skich prowokacji przeciw kolejnym lekarzom z listy sygnatariuszy Deklaracji Wiary. Zanim to jednak nastąpi, obserwować będziemy najpewniej następ­ne odsłony linczu na katolikach pracujących w sekto­rze publicznym, którzy ośmielą się przyznać do wiary.

Sprawa wykroczyła już bowiem poza środowisko lekarskie – na początku sierpnia z podobnej przyczy­ny pracę stracił… aktor Teatru Nowego w Łodzi, Ma­rek Cichucki. Dlaczego? Ponieważ odmówił publicz­nego odczytania bluźnierczej pseudosztuki Golgota Pienie przed łódzkim Teatrem Pinokio. Jak uzasad­nił swą decyzję dyrektor publicznej placówki kultu­ralnej? Stwierdzeniem, że niepotrzebny mu w teatrze drugi Chazan! Głosu hierarchów Kościoła w tej spra­wie nie usłyszeliśmy.

Kto będzie następny?…………………..

Co się stanie podczas wdrażania kolejnych etapów antykatolickiej rewolucji? Kto po katolickich urzędnikach, lekarzach i nauczycielach okaże się niegodnym pracy w instytucjach publicznych? Kolejarze? Listonosze? Poli­cjanci? Żołnierze? Pielęgniar­ki? Dziennikarze TVP?

Rewolucja nie zatrzyma się jednak na pracujących „na państwowym”. Kolejnym etapem będzie już nie tyle zakaz uprawiania konkretnego zawodu, co wręcz zakaz pełnienia przez katolika zupełnie innych ról społecznych – bo kto to widział, żeby, na przykład, ojciec narzucał dziecku własną wiarę? Aby mu kazał mówić pacierz czy spędzać niedziele w kościele? Albo nie jeść mięsa w piątek?!

Żyjemy przecież w „demokratycznym państwie prawa” – ono takich rzeczy nie wybacza.

Krystian Kratiuk

Wypowiedz się