REWOLUCJA PRACY (15): Praca, etat a zmysł przetrwania

Człowiek, podobnie jak zwierzęta, obdarzony jest instynktem samozachowawczym, który „dba” o to, by człowiek podejmował odpowiednie działania w celu przeżycia, ochrony siebie i swoich bliskich. Jednak w odróżnieniu od zwierząt człowiek jest wygodny i chce sobie upraszczać życie, a czasem nawet iść „na skróty”.

Instynkt samozachowawczy nie jest czymś automatycznym i stałym. Może być mocniejszy lub słabszy, a przede wszystkim umiejętności jego zastosowania w praktyce mogą być kompletnie różne – od nieporadności i „wystawiania” się na pastwę zagrożenia aż po waleczność, spryt, sprawność i kreatywność na miarę postaci typu McGyver, James Bond czy wielu bohaterów odtwarzanych przez Arnolda Schwarzeneggera.

Zbyt dużo wygody, ciepła, braku ryzyka, braku wyzwań i sytuacji „ćwiczebnych” dla sprawności zastosowania instynktu powodują jego stępienie, zabijają czujność i część umiejętności. Człowiek staje się wtedy mniej zaradny, mniej odporny, mniej odważny, słabszy, bardziej strachliwy i podatny na groźby i naciski.

To jest fenomen znany jako „strefa komfortu”. Załamanie się jakiejś sytuacji, stratę, porażkę, niepowodzenie mogę traktować jako klęskę i nieszczęście, ale mogę je też traktować jako okazję do rozwoju, szansę, wyzwanie – jako wydobycie z „grajdołka”, jako „wyrwanie” ze strefy komfortu. Jeśli jest to dla mnie sytuacja normalna, przećwiczona wiele razy, będę przygotowany, będę miał w sobie silną wiarę w moje możliwości – i dam sobie radę.

A kiedy już sobie dam radę, po raz kolejny udowodnię sobie, światu, otoczeniu, partnerom biznesowym, klientom, rodzinie, że jestem zdolny do podjęcia wyzwania i zwycięstwa – że jestem coś wart, że myślę, działam, nie poddaję się, jestem samodzielny, kreatywny, sprawny, efektywny.

Instytucja etatu jest tworzeniem kokonu, „ciepłej posadki”, strefy komfortu. Ogranicza, stępia zmysły, daje złudne poczucie siły i bezpieczeństwa. Zamienia myślenie z twórczego, pytającego o efekt, korzyści dla obu stron, przetrwanie i przygotowanie na kolejne wyzwania, na myślenie zachowawcze, kierujące w kierunku obrony status quo lub uwicia jeszcze wygodniejszego i lukratywniejszego „gniazdka”, „dworskich przepychanek” i „punktowania” w oczach przełożonych. Przyzwyczaja do myśli, że co miesiąc wpłynie pensja, „nic mi nie grozi”, nie muszę być ostrożny, czujny, weryfikować wciąż swoich umiejętności. Tym większy potem szok, kiedy pracodawca dziękuje za współpracę albo sam dostaje „zadyszki”, która powoduje brak przelewu pensji na konto.

Oto relacja właściciela i szefa jednej z polskich firm: „Na początku zatrudniam nowe osoby na umowę-zlecenie, dopiero jak się sprawdzą, po roku – dwóch są przyjmowane na etat. Ale gdy obserwuję ich dalszą ścieżkę, zauważam regularnie, że po roku lub dwóch od przyjęcia „na etat” ich zachowanie zaczyna się zmieniać, przestają być przedsiębiorczy i kreatywni, siadają na laurach, nie starają się tak jak na początku współpracy. Etat zabija w nich wolę rozwoju i zmysł przetrwania. Stają się popychadłami. Etat jest niepotrzebny.”

Jakże trafne i celne spostrzeżenie. Dlatego tak cenię sobie młodych ludzi, którzy szukają okazji do rozwoju, budowania własnego biznesu, a nie szukają „pracy na etacie”, manny z nieba i podanej na tacy strefy komfortu. To tacy właśnie ludzie wyrastają potem na Stev’óv Jobs’ów, Billów Gates’ów, Marków Zuckerbergów, na przedsiębiorców, biznesmenów, pracodawców.

Comments

  1. Klub Inteligencji Polskiej says:

    Zazwyczaj punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Nie sądzę jednak, abyśmy mieli być wielbicielami i obrońcami „umów śmieciowych”. Czas, aby obywatel zatrudniony czuł się pełnoprawnym obywatelem określonej firmy i nie był traktowany, jak sezonowy dodatek do wystroju firmy. Wystarczy poczytać o dobrych, starych firmach na demokratycznym zachodzie, gdzie wszyscy zatrudnieni wykazują troskę o przyszłość firmy. Niestety, ale dobre zwyczaje w takiej formie kształtują przede wszystkim właściciele. A ilu jest takich w naszym kraju? Dla naszych rodzimych biznesmenów w głównie mierze liczy się pieniądz, a człowiek jest tylko dodatkiem do jego kasy.

  2. Klub Inteligencji Polskiej says:

    Tak w naszym systemie bardzo często właściciele wyrastają na wielkich biznesmenów, a znacząca część pracowników idzie na bruk
    JL

  3. Aleksander Kisil says:

    Witam, bardzo dziękuję za komentarze. Jednak musimy rozwiać nieporozumienia. Nie chodzi o promowanie umów śmiecowych – Broń Boże! Chodzi o krytykę postawy roszczeniowej głównie młodych ludzi, którzy chcą mieć posadkę, pensję ale jak najmniej odpowiedzialności. Etat jest rodzajem zniewolenia i otępienia. Godnym wyjściem nie są umowy śmieciowe, ale demokracja ekonomiczna, czyli WSPÓŁWŁASNOŚĆ przedsiębiorstwa przez wszystkich pracowników – przykładem była polska „Gazolina” 100 lat temu. Będę o tych sprawach pisał w kolejnych odcinkach. Pozdrawiam.

Wypowiedz się