Upadek…

Skojarzenia i odczucia tyczące blogosfery.

Pewnie już z 5 lat sporo czasu poświęcam uczestnictwu „w życiu blogosfery”. Bo to i coś pisuję i przeglądam. Przynajmniej na  kilku portalach.

Jakie są wrażenia dotyczące rozwoju tej sfery komunikacji?

Trudno o jednoznaczną oceną, ale można wychwycić pewien trend. Otóż coraz mniej pojawia się tekstów i opracowań mających charakter światopoglądowy, czyli dających szerszą perspektywę spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość.
Pojawiają się teksty „wycinkowe”, niekiedy nawet dobrze przedstawiające jakieś fragmentaryczne kwestie, ale nie mające nawet aspiracji do uogólnienia.
W dziedzinie polityki – jest bardzo podobnie; brak jest notek pretendujących do nakreślenia kierunku potrzebnych zmian. Jeśli już są to uwagi krytyczne, to ograniczają się do narzekania na stan obecny i piętnowania nieprawidłowości, ale już nawet bez wnikania, że takie nieprawidłowości są immanentną cechą systemu.
Można to podsumować stwierdzeniem, że brak jest jednoznacznych odniesień dla stabilnego spojrzenia na rzeczywistość. Wydaje się, że powodem jest lansowana i wymuszana wielokulturowość.
Jeszcze kilka lat temu było trochę  (a na pewno dużo więcej) tekstów o inklinacjach literackich. Obecnie są to zdarzenia sporadyczne. Wielokulturowość ma w tym swój udział – brak jest stabilnych kryteriów piękna i poczucia smaku także i na tym polu.
  Każda próba prezentowania wyrazistego poglądu jest sekowana z pozycji jakiejś odmienności światopoglądowej.
W efekcie pogrążamy się w apatii i „niemożności”. Pozostaje gonitwa za „celami bliskimi”, a to ogranicza się do pieniędzy.

„Gdzie te chłopy…?” chce się zawołać jak w znanej piosence.  A może to „baby” będą kształtowały przyszłość?  Gender?  Brrrr….

Wypowiedz się