REWOLUCJA PRACY (11): Praca a prawodawstwo

Najpierw proponuję rozróżnić dwie filozofie stanowienia prawa. Otóż można prawo stosować dla wspierania rozwoju, inicjatywy, przedsiębiorczości, samodzielności i postaw obywatelskich. Ale można też stosować prawo dla dyktowania, kontrolowania, ograniczania, karania i rabowania owoców pracy ludzkiej. Dwie kompletnie przeciwstawne filozofie.

Zilustrujmy to na przykładach:

Każdy kierowca samochodowy chce dojechać do celu bez wypadku. Uważa na drodze, patrzy na lewo i prawo, w lusterka, by kontrolować sytuację i uniknąć zagrożenia kolizją. To jest normalne i słuszne. I tu wkracza państwo, które mówi: nie wolno ci tego, tamtego i owego. Państwo na ślepo ogranicza prędkość nawet tam gdzie nie trzeba, ustanawia kary za „przekroczenie prędkości”, zakazuje wielu rzeczy. Państwo realizuje filozofię kontrolowania, zakazywania i karania. Efektem jest totalna dewaluacja znaków drogowych zakazu, które w dziewięćdziesięciu procentach są ignorowane przez kierowców. Moim marzeniem jest, aby w Polsce zapanowała filozofia wspierania kierowców poprzez znaki ostrzegające, informujące, regulujące ruch dla jego większej płynności i bezpieczeństwa –tak, abym przed zakrętem nie widział znaku ograniczającego prędkość, ale znak ostrzegający, że jest niebezpieczny zakręt, informujący co jest za zakrętem i jakie regulacje mnie spotkają (np. światła, zwężenie pasa, mulda zwana śpiącym policjantem czy jeszcze coś innego). W Niemczech nie ma ograniczenia prędkości na autostradach, bo zbudowano je dla szybkiego przemieszczania się, ale każdy kierowca w tym kraju wie, że jeżeli będzie jechał szybciej niż 130 km/h i spowoduje jakąkolwiek szkodę, kolizję, wypadek, będzie uważany za winnego lub współwinnego. I to buduje w tamtejszych kierowcach poczucie odpowiedzialności.

Podobnie z pracą. Co z tego, że Konstytucja RP daje nam „prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy” (art. 66). Podobnie, jak w przypadku jazdy samochodem, tworzenie mitu bezpieczeństwa poprzez rozmaite szczegółowe przepisy, nakazy i zakazy, prowadzi do tego, że pracownicy przestają samodzielnie myśleć i kontrolować, co robią – tyle się gada o BHP, robi się szkolenia (znienawidzone przez wszystkich), każe podpisywać papierki, wiesza wszędzie tabliczki z instrukcjami, że pracownik czuje się bezpieczny i przestaje myśleć krytycznie i twórczo, co robi. To jest prawdziwą przyczyną nieuwagi, swoistego rozluźnienia, które prowadzą do wypadków, strat materiałowych czy awarii. Państwo, które tworzy to „prawodawstwo bezmyślnego robola” oraz wmawia ludziom, że dba o ich dobro czy bezpieczeństwo, ponosi odpowiedzialność i winę za ową mentalność bezmyślności. A mnie się znów marzy, aby prawo państwowe wspierało odpowiedzialność, krytyczne myślenie i zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego, aby nie mamiło iluzjami, ale pokazywało konsekwencje nieuwagi, motywując ludzi do skupienia, rzetelności i odpowiedzialności.

Kolejny obszar: zatrudnienie i bezrobocie. Państwo robi ogromny szum wokół swojego działania na rzecz rzekomego zmniejszenia bezrobocia. Armia urzędników „szuka pracy” dla bezrobotnych, rejestruje ich i wyrejestrowuje, mamiąc, że „da im pracę”. Tymczasem praca bierze się z przedsiębiorczości – to przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy, czy bezpośrednio, czy poprzez wypracowane podatki. Gdyby państwo nie tworzyło tylu zakazów i nakazów, które straszą przedsiębiorców, rynek pracy bardzo by się uelastycznił i oczyścił. Dziś mnóstwo „niebieskich ptaków” żyje z zasiłków na koszt innych, pracując równocześnie na czarno. Znów dominuje filozofia kontroli, nakazów i zakazów, a nie ma autentycznego wsparcia dla tych, którzy miejsca pracy tworzą. Legendarne jest to, jak trudno zwolnić złego pracownika, bo prawo go broni. A mnie się marzy kraj, w którym świadomi i odpowiedzialni, a równocześnie wolni pracodawcy i pracobiorcy umawiają się, pracują razem tak długo jak im po drodze, dzielą się godnie zarobkiem i nie boją się o to, co będzie jutro – pracodawca, że zbankrutuje, bo nie wolno mu w myśl „prawa” kogoś zwolnić i ostatnie pieniądze wyda na pensje pracowników; pracownik, że za chwilę straci pracę, nie będzie mógł znaleźć innej ani zacząć samodzielnie działać gospodarczo, bo prawodawstwo stawia tak wysokie bariery.

I tak moglibyśmy rozpatrzeć kolejne obszary: czas pracy, zarobki, działalność związków zawodowych, korporacje zawodowe, podatki, księgowość itd.

Wszystkie składowe naszego prawodawstwa dotyczącego pracy przesiąknięte są tą ohydną filozofią braku zaufania do ludzi, nieposzanowania godności ludzkiej i niedoceniania ludzkiego umysłu, filozofią kontrolowania, zakazywania i nakazywania, myślenia za obywateli, demonstrowania władzy państwa. Ten tragiczny interwencjonizm państwa ogranicza wolność, depcze godność, powoduje straty gospodarcze, zabiera ludziom szansę i radość tworzenia swojej własnej przestrzeni życiowej oraz nie pozwala się bogacić. Dzieje się tak, ponieważ celem państwa nie jest zapewnienie nam zdrowia, dostatku, wolności i szczęśliwości, lecz rozciągnięcie kontroli nad nami i ściągnięcie tylu podatków, by wyżywić armię kontrolerów, urzędników, policjantów i polityków.

Prawodawstwo jest też czasem śmieszne i karykaturalne. Np. zawarte w dyrektywie Komisji Europejskiej z 2000 roku definicja drabiny, sposób jej użycia i pożądany wygląd (zalecana jest parzysta ilość stopni!!! ) to jeden wielki idiotyzm.

Wypowiedz się