Polska Racja Stanu a „dopust Boży”

Napisałem wczoraj notkę dotyczącą niepełnosprawnych. Trudny temat, omijany. Sama treść notki , polemiczna w założeniach, nie została właściwie zrozumiana i potraktowana bardzo sztampowo – czyli bez nawet próby analizy.

Co jest istotne. Przede wszystkim – należy te teksty rozważać nie w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy i poczynań rządzących, a jako rozważania o kształcie państwa do jakiego warto dążyć.
Tu nie da się pominąć kwestii określonej jako „dopust Boży”, czyli wszystkich czynników komplikujących nasze życie. Powstaje bowiem pytanie o zakres naszego prawa do niwelacji skutków czynników nieprzewidywalnych. Dotyczy to zarówno naszego zdrowia jak i np. kwestii klimatycznych – burzy, powodzi, czy gradobicia.
W jakim zakresie społeczeństwo powinno partycypować w rekompensatach skutków tych zjawisk?
Jeśli wszystko traktujemy jako „dopust Boży”, to stajemy się fatalistami.W takim przypadku jedyną formą pomocy jest jałmużna. Ten typ rozwiązań kwestii społecznych przyjął mahometanizm. Czy to odpowiada polskim aspiracjom?
Z kolei możemy przyjąć część odpowiedzialności na siebie. Takie stanowisko jest zgodne z personalizmem, co implikuje kreacjonizm i współkreacjonizm osoby ludzkiej. Dopiero na tej zasadzie, czyli przyjmowaniu na siebie współodpowiedzialności ale też i prawa współdecydowania (w mikro skali), możemy rozważać zakres skali pomocy w nieprzewidzianych wypadkach traktowanej jako społeczny obowiązek.
W odniesieniu do np. sytuacji powodziowej; czy państwo (społeczeństwo) powinno rekompensować straty z tytułu zniszczenia domu postawionego na terenie zalewowym? To, że właściciel uzyskał urzędniczą zgodę, być może okupioną „łapówką”, jest może zgodne ze stanem prawnym, ale nie ze społecznym poczuciem sprawiedliwości.
Bardzo podobna jest sprawa zdrowia. Jeśli dana osoba jest zagrożona jakąś chorobą, otrzymuje zalecenia lekarza – i tych zaleceń nie przestrzega, to powstaje pytanie o to, czy ma prawo ubiegać się o dalsze, często bardzo kosztowne leczenie finansowane ze środków wspólnych. Bo każdy może się przecież leczyć na własną rękę.
Problematyka niepełnosprawnych jest bardzo zbliżona; w jakim zakresie pomoc winna być obligatoryjna i jaki poziom osiągać? Czy społeczeństwo ma prawo, z racji ponoszonych świadczeń, do oczekiwania zachowań zmniejszających prawdopodobieństwo wystąpienia anomalii?
Sprawa niepełnosprawnych dzieci jest bardzo bolesna – przede wszystkim dla tych, których dotyka bezpośrednio. Ale ponieważ jest tak ważna, dotyka bowiem podstaw celu i sensu życia, powinna być bardzo wnikliwie rozważana. Nie można z powodu swoich ewentualnych zaniedbań  przerzucać odpowiedzialności za powstałą sytuację na całe społeczeństwo.
Tu z kolei pojawia się problem zakresu ingerencji państwa w sprawy rodziny; też bardzo drażliwy temat.
Moim zdaniem te kwestie powinny być rozwiązywane głównie w ramach rodziny, ale rodziny rozumianej w znacznie szerszym zakresie niż li tylko związek dwojga ludzi. To także bliżsi i dalsi krewni i powinowaci. Z jednej strony – powinni współuczestniczyć w rozwiązywaniu problemu, ale także mieć prawo wpływu na możliwość jego zaistnienia.
Z kolei państwo powinno zapewnić możliwość funkcjonowania tego typu związków społecznych i przyczyniać się do tworzenia warunków pozwalających na wywiązywanie się z tych obowiązków.

Poruszona sprawa ma szeroki wpływ na społeczeństwo. Nie jest bowiem możliwe zorganizowanie dobrze działającej opieki zdrowotnej bez ustalenia tych zależności. A już widać, że jest to powiązane z systemem prawnym,  emerytalnym, edukacją itp. Konsekwencją jest stwierdzenie, że nie da się tego wprowadzić bez przebudowy świadomości społecznej i bez oparcia o odmienny obecnemu system wartości bazowych.Obecny system chwieje się w posadach i pęka w szwach. Nawet nie warto rozważać współpracy przy próbach jego naprawy. Szkoda zachodu. Lepszym rozwiązaniem jest przygotowywanie odmiennych rozwiązań stanowiących spójność systemową. Takie są założenia idei Cywilizacji Polskiej i wynikającej zeń Polskiej Racji Stanu.

Wypowiedz się