REWOLUCJA PRACY (08): Rachunki, faktury i księgowość a praca

Praca powinna służyć rozwojowi, sensownemu i zdrowemu urządzaniu tego świata, produkowaniu pożytecznych dóbr i realizowaniu usług, które pomagają ludziom w codziennym funkcjonowaniu, podejmowaniu rozmaitych przedsięwzięć i rozwijaniu się.

Tymczasem nasza praca została obciążona rozmaitymi dodatkowymi działaniami, które zabierają czas, energię, są powodem lęków, stresów, kłótni i mniejszej efektywności głównych poczynań. Do tych obciążeń należy sprawozdawczość finansowa i księgowość.

Często mam wrażenie, że ktoś specjalnie skonstruował taki skomplikowany i pracochłonny system sprawozdawczości finansowej i „ewidencjonowania zdarzeń gospodarczych”, aby wszystkich przedsiębiorców uwikłać w bezmiar bezsensownej i nieproduktywnej pracy.

Ta biurokracja zaczyna się już przy rejestrowaniu podmiotów gospodarczych, o czym pisaliśmy. Potem opanowuje już całkowicie funkcjonowanie zarządzających firmami, którzy ogromną część swojego czasu tracą na rozsupływanie nieistotnych z biznesowego punktu widzenia „pierdółek” księgowych: niezgodności kilkunastu groszy, braku jakiegoś papierka, odpowiedzi na pismo z urzędu, niezgodności stanu informacji w urzędzie i w firmie, bo urzędnik coś zagubił lub pomylił itd. itp. Horror, zniechęcenie i ogromna strata czasu potrzebnego na rozwój firmy i myślenie strategiczne. Nie wspominam o wojnach z aparatem urzędniczym, które zniszczyły niejedną firmę, doprowadzając ją do bankructwa lub paraliżu.

A zatem nasza praca jest skażona, zatruta, wypaczona przez ciągłe walki z papierami. Czy tak musi być? Czy nie można tego uprościć? Oczywiście, że można. Mało tego – jest to dość proste.

Wystarczy przejść z księgowości memoriałowej (papierowej) na system księgowości kasowej (pieniężnej), uzupełniony zmianą systemu podatkowego (p. poprzedni artykuł) i systemem oświadczeń oraz skutecznego ścigania oszustów.

Po pierwsze, taki system powodowałby, że nie trzeba by wystawiać rachunków ani faktur, bo o obrocie świadczyłyby wyciąg bankowy oraz ewidencja obrotu surowcowo-towarowego.

Po drugie, przedsiębiorcy nie mieliby motywacji do fałszowania obrotów, bo system podatkowy by do tego nie prowokował.

Po trzecie, można by świadomie, prawdziwie i bez „kombinowania” wobec urzędników skarbowych dbać o koszty i oszczędności, by maksymalizować rentowność firmy. Przedsiębiorcy nie ukrywaliby wysokich zysków, tym bardziej, że przy przetargach i konkursach ofert ważnym kryterium byłaby określona minimalna rentowność firm.

Po czwarte, zamówienie towaru lub usługi albo umowa między kupującym i sprzedającym byłaby wystarczającą podstawą do dochodzenia należności.

Po piąte, uczciwy przedsiębiorca, który dostarczył zamówione towary klientowi, nie płaciłby podatków dochodowego i VAT nawet wtedy, gdy klient mu jeszcze nie zapłacił (ten mechanizm niejedną uczciwą firmę doprowadził na skraj przepaści lub wręcz do bankructwa).

Po szóste, przedsiębiorcy nie traciliby tyle czasu, energii i kosztów na księgowość, zatrudnianie całego działu księgowego, utarczki z urzędami skarbowymi i wyjaśnianie nieporozumień.

Po siódme, w tym systemie firma płaciłaby zasadniczo tylko podatek VAT oraz ewentualnie także podatek ekologiczny, od wykorzystania gruntów lub przestrzeni czy od operacji finansowych.

Takie skonstruowanie systemu sprawozdawczo-finansowego w biznesie, w połączeniu z odpowiednim systemem podatkowym, wyzwoliłoby ogromną energię twórczą przedsiębiorców, uwolniło ich od „kuli u nogi”, jaką jest dzisiejsza księgowość, od lęku przed prowadzeniem działalności gospodarczej i karami urzędników, pozwoliło myśleć o samym biznesie.

Wypowiedz się