REWOLUCJA PRACY (06): Praca a forma prawna

Jak powiedzieliśmy poprzednio, praca i działalność zarobkowa człowieka może być „ubrana” w różne formy prawne. Chodzi o to, by stworzyć pewien ład, przejrzystość, stworzyć miejsce dla synergii, budowania efektywnego biznesu na mniejszą i większą skalę oraz uczciwego zarabiania na życie. Wszystko jest OK, ale… do pewnego momentu.

Otóż historia gospodarcza świata pokazuje, że większość jej kart to wynik lobbingu, a mówiąc po polsku – nacisków grup interesów. Stąd nie wszystkie regulacje spełniają nasze postulaty z poprzedniego akapitu.

Mamy dziś wiele form prawnych prowadzenia działalności gospodarczej, czyli organizowania pracy zarobkowej: umowy – zlecenia, umowy o dzieło, działalność gospodarcza osoby fizycznej, spółka jawna, spółka partnerska, spółdzielnia, stowarzyszenie, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, spółka akcyjna, spółka komandytowa, spółka z o. o. spółka komandytowa, spółka komandytowa akcyjna. Jest tych form bardzo wiele; czy przypadkiem nie za dużo…?

Marzy się i mnie, i wielu ludziom, by ten ład prawny był prostszy, by panowały przejrzyste, proste regulacje oraz równouprawnienie rozmaitych form prowadzenia działalności gospodarczej, mówiąc krótko, aby zachowana była równość konkurencji. Tymczasem niektóre formy – przede wszystkim spółki kapitałowe (sp. z o.o. i S.A.) – są uprzywilejowane: ograniczeniem odpowiedzialności za prowadzenie biznesu oraz dostępem do kapitału.

Historia spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, a dokładnie ich geneza, wskazuje na inne przyczyny ich powstania. Kiedyś nie było spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Ograniczenie odpowiedzialności rozpoczyna się na przełomie Średniowiecza i nowożytności, kiedy to prawo angielskie przyznawało przywilej ograniczonej odpowiedzialności wspólnotom zakonnym i cechom handlowym, posiadającym wspólną własność.

Rozwój instytucji-przywileju ograniczonej odpowiedzialności wiązał się z kilkoma przesłankami:

– przyznawaniem tego przywileju podmiotom (kompaniom, przedsiębiorstwom), które miały zasługi dla dworu królewskiego;

– przyznawaniem tegoż przywileju kompaniom, które miały realizować politykę w określonej dziedzinie (np. monopolizować handel między Indiami a Wielką Brytanią);

– zachęceniem inwestorów do inwestowania w spółki, które mogą im przynieść zyski w formie dywidend, a same posiadają odrębną, własną osobowość prawną;

– zabezpieczaniem małych / indywidualnych inwestorów (akcjonariuszy) przed skutkami upadku, bankructwa, niewypłacalności podmiotu gospodarczego.

W „nowoczesnej formie” spółki z o.o. powstały w drugiej połowie XIX wieku, w Anglii, Niemczech (GmbH), a potem w wielu innych krajach, które przyjmowały odpowiednie regulacje prawne aż do okresu II wojny światowej. Ta forma prawna jest zatem stosunkowo młoda.

Motywy jej utworzenia były pozytywne, pro-rozwojowe. Ograniczenie odpowiedzialności miało umożliwić inwestowanie w dobrze rozwijające się przedsiębiorstwa, uchronić ludzi i ich rodziny przed skutkami upadku firmy i promować działalność „społecznie pożyteczną”. To motywacje jak najbardziej prawidłowe. Jednak globalny rozwój gospodarczy po drugiej wojnie światowej przyczynił się do pewnych wypaczeń także w tej dziedzinie.

Po pierwsze, forma spółki z o.o. zaczęła być używana w celu ucieczki przed odpowiedzialnością za umyślnie spowodowane straty czy machinacje finansowe.

Po drugie, w wielu dużych spółkach – przede wszystkich akcyjnych, które także cieszą się ograniczoną odpowiedzialnością – doszło do wyobcowania się spółki wobec jej akcjonariuszy, a ich wpływ na cokolwiek w spółce – mimo, iż są jej właścicielami – jest żaden.

Po trzecie, niektóre przedsiębiorstwa wchodziły na giełdę, by pozyskać na niej ogromne ilości kapitału od zawierzających im inwestorów, po czym kapitał ten był wykorzystywany nie tak, jak obiecywano akcjonariuszom, lub marnowany.

Forma prawna spółki stała się mało przejrzystą efemerydą, która często nie ma nic wspólnego z pierwotnym jej zamysłem, czyli wspólnym zarabianiem, wspólnym budowaniem przedsiębiorstwa przy wykorzystaniu efektów synergii i podziału obowiązków według umiejętności.

Główni akcjonariusze (udziałowcy) tych „spółek” zaczęli być tylko właścicielami, pracodawcami, kapitalistami, którzy sami nie pracują. Zatrudniają oni „armię” pracowników etatowych, którzy mają posłusznie realizować politykę firmy, a jeżeli się nie zgadzają, muszą odejść. Zaczęło się przeciwstawianie kapitału i pracy, które prowadziło do konfliktów i obrony ekonomicznej pracowników, np. w formie związków zawodowych, zorientowanych na walkę, a nie na konstruktywne budowanie przedsiębiorstwa, biznesu i środowiska pracy.

Praca stała się ofiarą form prawnych, które doprowadziły – w wyniku nacisków wpływowych grup interesu – do jej zdegradowania i przeciwstawienia bądź podporządkowania „kapitałowi”. Niewiele zostało z idei spółki rozumianej jako wspólne organizowanie pracy i biznesu w celach zarobkowych. We wszystkich językach świata słowo „spółka” wywodzi się od wspólnoty, społeczności, działania razem.

Równocześnie – w wyniku wielu regulacji prawnych, podatkowych i prawno-finansowych – straciły swoją atrakcyjność nie-kapitałowe formy wspólnego organizowania działalności zarobkowej (np. spółdzielnie), ponieważ rynek został zdominowany przez spółki kapitałowe, nastawione nie na wspólnotę, pielęgnowanie zdrowego środowiska czy budowanie społeczeństwa przedsiębiorczego, zaradnego i obywatelskiego, lecz na zysk.

Wypowiedz się