Jest pilna potrzeba rewolucji w edukacji – cz. II

3.  Dzisiejszy stan edukacji

Analiza obecnego stanu systemu edukacji nie jest optymistyczna. Potraktowany chłodnym okiem analizy system ten jawi się jako całkowicie przestarzały i nieadekwatny do „trzeciej fali” w rozumieniu Alvina i Heidi Toffler’ów. Trzecia fala to przejście z epoki przemysłowej, kultury fabrycznej i masowej do epoki informacyjnej i komputeryzacji, kultury wielu małych grup, wspólnot i stowarzyszeń, kultury indywidualizacji (customizacji), zróżnicowania i powszechnego dostępu do wiedzy. To wymusza ogromne zmiany w funkcjonowaniu społeczeństw, w gospodarce, komunikacji, organizacji pracy. Wreszcie – w nieunikniony sposób trzeba dopasować do tego procesu edukację. Bo na razie jest tak:

Po pierwsze, obecny system edukacji jest bardzo kosztowny – i dla obywatela, i dla państwa. Jego efektywność jest niska – nie spotkałem szacunków, ile kosztuje łącznie 16 lat edukowania młodego człowieka od przedszkola do matury, ale gdyby przyjąć tylko 800 złotych miesięcznie na osobę, to jest to 9600 złotych rocznie, czyli około 154 tysiące złotych razem, jednak rozciągnięte na 16 lat daje to kwotę realną około ćwierć miliona złotych – do matury, bez studiów. A potem ponad połowa tych ludzi albo dalej się uczy, czyli pociąga za sobą koszty, albo jest bezrobotna, albo emigruje. Do tego trzeba jeszcze dodać efektywność samego nauczania, na którą ludzie biznesu i kadra akademicka regularnie się skarży. Następnie dodajmy koszty czasu – 16 lub 21 lat spędzonych w ławach szkolnych. Bilans katastrofalny, efektywność tragicznie niska, efekt: zblazowani, znudzeni i mało przedsiębiorczy młodzi ludzie na starcie kariery zawodowej.

Po drugie, system edukacji wciąż jest skonstruowany pod potrzeby korporacji i przemysłu, jak sto lat temu, w epoce kapitalizmu przemysłowego przełomu XIX i XX wieku. Wypuszcza ludzi napakowanych wiedzą, mało kreatywnych, wąsko wyedukowanych „w swojej specjalności”, nie nastawionych na rozwój, lecz na pracę odtwórczą pod czyimś kierownictwem.

Po trzecie, system szkolny to swoistego rodzaju koszary, naszpikowane elementami „więziennymi”: podział czasu na jednakowe jednostki lekcyjne, podział uczniów na jednolite klasy, podział na roczniki, podział szkoły na jednorodne przestrzenie klasowe, dzwonek szkolny, pozwolenie na wyjście z klasy, wymóg ciszy na lekcjach i słuchania nauczyciela, apele, kontrola, odpytywanie, nakazowy tryb zadań, ochroniarze.

Po czwarte, system edukacji nie jest dopasowany do faz rozwoju psychicznego, emocjonalnego i społecznego młodego człowieka. Fazy te to: nauka przez zabawę, nauka przez grę, nauka przez wyczyn i nauka przez służbę. To nic innego jak pedagogika baden-powellowska, czyli skautowa, tak dobrze sprawdzona w XX wieku.

Po piąte, co wynika poniekąd z poprzednich cech, system edukacji jest nudny i prowadzący do bierności. Inicjatywy dzieci – zarówno indywidualne, jak i samorządu uczniowskiego – są w większości ignorowane, torpedowane lub bojkotowane przez „ciało pedagogiczne”. I forma nauczania, i treści powodują, że uczniowie się nudzą. Nauczyciele obciążeni biurokracją, bzdurnymi trzeciorzędnymi obowiązkami i mało zarabiający nie mają ani czasu, ani motywacji do angażowania się ponad minimum, np. do tworzenia kół zainteresowań.

Po szóste, edukacja jest zunifikowana, taka sama dla wszystkich, niezależnie od miejsca i środowiska, od zainteresowań uczniów, potrzeb lokalnej społeczności, możliwości terenowych, wsparcia środowiska rodziców. Każda szkoła to jakby oddział wielkiej fabryki, produkującej masowy półprodukt, czyli zmiętolonego i znudzonego absolwenta. Prawie żadnej przestrzeni dla indywidualnej ekspresji, zainteresowań, talentów, potrzeb. Wszyscy według jednego programu i schematu. Groza!

Po siódme, w dzisiejszej szkole mamy do czynienia z permanentnym przeładowaniem programowym i upakowaniem zbyt wielu tematów i treści w czasie. Powoduje to gonitwę, by „zdążyć zrealizować program” – bez chwili na dyskusję, na refleksję, na własną (indywidualną bądź zespołową) pracę ucznia i studenta.

Po ósme, system edukacji wykazuje słaby poziom merytoryczny i dydaktyczny. Merytoryczny, ponieważ skrypty i materiały nauczycielskie (albo ministerialne) nie nadążają za postępem nauk. Coraz częściej uczniowie i studenci zawstydzają nauczycieli wiedzą, którą znaleźli w Internecie. Czasem też na ów poziom wpływają małe możliwości sfinansowania pożądanych działań (eksperymentów, wycieczek, projektów) lub słaba baza nowoczesnych pomocy naukowych. Poziom dydaktyczny pozostawia dużo do życzenia, bo leży odłogiem – urzędnicy majstrują przy programach, sposobach oceniania i sprawdzania wiedzy, zamiast szkolić nauczycieli i propagować nowoczesne formy dydaktyczne. Niepodzielnie rządzi, zatem, dalej nauczanie ex catedra. Mało poglądowości, praktycznego „dotknięcia” problemu przez uczniów, samodzielnego rozwiązywania zagadnień i dyskusji.

Po dziewiąte, panuje wciąż, jak za PRL-u, finansowa selekcja negatywna nauczycieli. O tym już pisałem wyżej.

Po dziesiąte, panoszą się biurokracja i tematy zastępcze. Przykładem jest przygotowywanie stosów dokumentacji na tzw. stopnie awansu zawodowego, co pochłania ogromnie dużo czasu kosztem pracy z uczniami i przygotowywania się do zajęć. Co chwilę nauczyciele zwoływani są na nudne i rozwlekłe „rady pedagogiczne”, z których niewiele wynika.

Po jedenaste, rozpanoszył się ogłupiający system testów, wprowadzanych w miejsce prawdziwych zadań egzaminacyjnych. Absolwenci, którzy zdali dobrze testy, w praktycznym działaniu często nie potrafią sobie poradzić.

Po dwunaste, panuje idiotyczna filozofia „średniej ocen” – to się wiąże ze wspomnianym wyżej unifikowaniem – urawniłowką i masówką. System taki nie odzwierciedla talentów oraz predyspozycji uczniów i studentów, nie pozwala im rozwinąć zainteresowań i zdolności, lecz każe zajmować się wszystkim jednakowo, nie pozostawiając czasu na własne pasje. Średnia ocen, tak mocno podkreślana, nie daje prawie żadnej informacji o uczniu, poza tym, w jakim stopniu dopasował się do durnego systemu „średniactwa”. Punktowana jest głównie średnia – zamiast wybitne osiągnięcia w pojedynczych dyscyplinach (przedmiotach), konkursach i projektach, łącznie z działalnością samorządową, społeczną i w spółdzielniach uczniowskich.

Po trzynaste, szkoła skupia się wciąż zbyt mocno na przekazywaniu wiedzy, podczas, gdy jest ona dziś łatwo dostępna. Szkoła nie uczy praktycznych umiejętności życiowych, a powinna przygotować absolwenta do dobrej, skutecznej komunikacji, prowadzenia prezentacji, rozmowy i narady, analizowania informacji, tworzenia i zarządzania budżetem, zakładania firmy, bycia świadomym obywatelem, pracy zespołowej, posługiwania się narzędziami informatycznymi itd. Szkoła powinna uczyć logiki (logicznego myślenia), retoryki (ładnego, zrozumiałego przemawiania), planowania i zarządzania (czasem, projektem), pierwszej pomocy, zaradności, odwagi cywilnej, etyki i odpowiedzialności. Rola nauczyciela zdecydowanie przeistacza się z dostarczyciela wiedzy w mentora, opiekuna, doradcy i organizatora procesu uczenia się.

Po czternaste, system edukacji jest groźnie upaństwowiony – państwo narzuca odgórnie programy, sposób finansowania, doboru kadr, organizację nauczania. Tymczasem to lokalne społeczności, obywatele, rodzice, powinny decydować o swojej szkole, programach, powiązaniach treści nauczania z potrzebami miejscowości, gminy czy regionu. Państwo powinno się wycofać i pełnić rolę mecenasa dla praworządnych i wartościowych inicjatyw obywatelskich, gminnych czy miejskich, dla szkół autorskich, profilowanych, próbujących zaimplementować uznane idee pedagogiczne, choćby Korczaka czy Montessoriego. Powinniśmy mieć wolność i możliwości do pozytywnego eksperymentowania. Wreszcie oddolna, obywatelska organizacja edukacji to element budowania autentycznej demokracji.

4. Wyzwania dla edukacji z perspektywy uznanych autorytetów i młodzieży

Oddajmy głos autorytetom i młodzieży:

Robert Kiyosaki “Spisek bogatych”:

„Kształcimy się, żeby dostać dobrą pracę. W szkole uczą nas, jak pracować dla bogatych, kupować w ich sklepach, pożyczać pieniądze w ich bankach, wkładać pieniądze w ich biznesy poprzez fundusze inwestycyjne i emerytalne (…) Wielu ludziom nie podoba się myśl, że system edukacji ma ich złapać w sieć – sieć spisku bogatych. Ani myśl, że bogaci zmanipulowali nasz system edukacji.”„Celem fundacji General Education Board było wykorzystanie siły pieniądza nie po to, aby podnieść poziom edukacji w Ameryce, jak powszechnie w tym czasie wierzono, ale aby wpłynąć na kierunek tej edukacji. (…) Jej celem było wykorzystanie szkoły do nauczenia ludzi pasywnego nastawienia i uległości wobec rządzących. Jej celem było – i jest – ukształtowanie obywateli, którzy są dość wykształceni, aby pod nadzorem wydajnie wykonywać swoją pracę, ale nie dość, by kwestionować autorytet władzy bądź dążyć do przekroczenia granicy własnej klasy. Dostęp do prawdziwej edukacji miał zostać ograniczony do synów i córek elity. A pozostali – najlepiej powinni zostać wykwalifikowanymi robotnikami bez żadnych szczególnych aspiracji oprócz chęci cieszenia się życiem.” (G.Edward Griffin cytowany przez Kiyosakiego w „Spisku bogatych”)

Ken Robinson

„Reformom podlegają programy nauczania i ocenianie uczniów, wszystko to zmierza do coraz większej standaryzacji, ale ciągle brakuje zmian w podejściu do samego procesu nauczania. Główne założenie, na którym wszystko to jest oparte, mianowicie, że dobrą pracę można znaleźć przykładając się do podstawowych przedmiotów, a nie do tego, co prawdziwie interesuje ucznia, jest dziś kompletnie nieaktualne. Nikt nie potrafi dziś przewidzieć, jak wyglądać będzie świat za 5 lat, nie mówiąc już o kolejnych 50 i wszystko wskazuje na to, że jedynym sposobem, żeby przygotować dzieci do życia w tym świecie, jest pomóc im rozwinąć swoje naturalne zdolności i talenty.”

Jak młodzież odbiera szkołę?Oto wyniki dyskusji-sondażu na jednym z forów internetowych w roku 2013. Zgodnie z wypowiedziami młodzieży, szkoła (szkoła jako instytucja, nie jako miejsce prywatnych spotkań) oznacza dla nich:

  • nuda
  • więzienie
  • niewyspanie, zmęczenie
  • stres
  • przymus, dyscyplina
  • zakuwanie
  • sprawdziany
  • tablica i zeszyty
  • ślęczenie nad zadaniami domowymi
  • przykrzy nauczyciele
  • wagary
  • śmieszność
  • niewolnictwo
  • zakazy i nakazy
  • narzucanie sposobu myślenia

Jest to obraz dość przygniatający, ale dziwić młodzieży się nie trzeba.

5. Czemu ma służyć edukacja?

To jest zasadnicze pytanie – o cele edukacji. Bez zdefiniowania jasnego celu edukacja będzie dryfowała, będzie nijaka i szarpana w różne strony.

Kopmeyer:

Każdego ucznia powinno się nauczyć trzech rzeczy:

  • użytecznych faktów, zwłaszcza tych, które da się zastosować w życiu
  • użytecznego krzesania POMYSŁÓW, czyli kreatywności
  • komunikowania się i wprowadzania w życie korzystnego postępu.

Głównym celem edukacji jest lub powinno być rozwijanie umysłu.

Henry Ford:

„Celem wykształcenia nie jest napełnienie umysłu człowieka faktami; zadaniem jest nauczyć go, jak ma używać umysłu do… myślenia.”

Według mnie, szkoła powinna uczyć i rozwijać:

  • umiejętności krytycznego i kreatywnego myślenia
  • umiejętności komunikacyjnych, prezentacyjnych i wysławiania się
  • umiejętności wyszukiwania i analizy danych oraz kojarzenia
  • umiejętności pracy zespołowej i kierowania zespołem
  • umiejętności świadomego poruszania się w sferze finansów
  • podstawy przedsiębiorczości, samodzielności i samoorganizacji
  • postawy obywatelskie, pro-demokratyczne, pro-państwowe i odwagę cywilną
  • zdrowy tryb życia i odżywiania się oraz dbanie o środowisko
  • odkrywanie własnych talentów i podążanie za nimi

Comments

  1. Bogdan Goczyński says:

    Z tymi postawami propaństwowymi to byłbym ostrożny, szczególnie gdy państwo zostało przejęte przez zorganizowaną przestępczość. Nie odrzucałbym też całkowicie uczenia się pamięciowego. Żeby myśleć logicznie i kojarzyć, trzeba mieć najpierw wiedzę. Być może sposób nauki powinien być dostosowany do indywidualnych predyspozycji? Nie wszyscy muszą i mogą być menadżerami, potrzeba też dobrych rzemieślników, oczywiście na poziomie odpowiednim do poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa. Na pewno nie można wszelkiej maści dewiantom w urzędach zezwalać na nadmierną ingerencję w nasze życie i edukację naszych dzieci.

Wypowiedz się