REWOLUCJA PRACY (03): Stare podziały odchodzą do lamusa historii

Mówimy, że żyjemy w epoce postindustrialnej, informacyjnej, epoce wiedzy i cyfryzacji – to prawda.

Kiedyś „sprzątający” był uważany za pracownika fizycznego, za zawód o niższej randze. Dziś człowiek, który odpowiada za czystość pomieszczeń, hal, korytarzy itp. coraz częściej operuje skomputeryzowanymi urządzeniami i staje się operatorem tych urządzeń, musi znać wiele aspektów, począwszy od elementów materiałoznawstwa, przez procesy czyszczące (para, środki chemiczne, możliwość użycia wody itd.) i znajomość obsługi i programowania urządzeń aż do elementów logistyki. Czasem dochodzi do tego umiejętność kalkulowania cen usług, kontraktowania materiałów i środków czyszczących itd. Dawny pracownik „fizyczny” zamienia się w dość dobrze wykształconego i inteligentnego specjalistę-operatora, który cały czas musi analizować, obliczać, programować, planować itd.

Zatem stary podział na pracowników umysłowych i fizycznych zanika. Już niemal prawie każdy pracuje z komputerem, planuje, oblicza, używa jakichś urządzeń, zarządza jakimś obszarem lub procesem. Pracownicy spod znaku „zrób odtąd dotąd i czekaj na dalsze polecenia” znikają z firm i nie mają szans na zatrudnienie lub utrzymanie się w pracy.

Znika też powoli podział na wykształconych i niewykształconych. Wiedza jest dziś bardzo łatwo dostępna i jeżeli ktoś chce ją posiąść, pasjonuje się jakimś tematem, dziedziną, zagadnieniem, jest w stanie sam zdobyć tak dużą wiedzę teoretyczną i praktyczną, że pozwoli mu to na osiągnięcie pozycji autorytetu zawodowego lub zrobienie kariery. Coraz częściej spotykam w polskich firmach ludzi, którzy mają formalne stosunkowo nieduże wykształcenie, ale są ekspertami numer jeden w swoich dziedzinach pracy.

Kolejny podział, który się chwieje, to podział na menedżerów i „szeregowych” pracowników. Zmienność zadań, nieustanne zmiany, nowe zespoły projektowe, kultura sieciowa, rozkład kompetencji wśród ludzi – to wszystko powoduje, że coraz więcej osób zaczyna wchodzić w role kierownicze, menedżerskie, że struktura firmy zaczyna być drgającą siecią, a nie stałym schematem. Zarządzania czasem, projektami, zasobami, planowania itd. – tego wymaga się już coraz częściej od każdego pracownika. W niektórych dyskusjach, np. na Harvardzie, pojawiają się głosy, że (na stałe) menedżerowie średniego szczebla przestają być potrzebni. Tak powoli tworzy się nowa rzeczywistość: zarządzający i rzesza specjalistów, którzy wciąż rekonfigurują się w nowe zespoły robocze i grupy projektowe. Praca jest bardziej zespołowa, przywództwo zmienne, wykorzystanie kompetencji i talentów ludzkich – pełniejsze. To oznacza powolny zanik podziału na menedżerów i podwładnych.

Coraz częściej przedsiębiorstwa „outsource’ują” wiele swoich działań pomocniczych i operacyjnych, zatrudniając do nich niezależnych samozatrudnionych lub firmy zewnętrzne. Ci „zewnętrzni” współpracownicy regularnie, często nawet codziennie, kontaktują się z pracownikami przedsiębiorstwa- zleceniodawcy, co powoduje, że zaciera się granica pomiędzy własnymi pracownikami a współpracującymi, czyli granica między pracownikiem etatowym a współpracownikiem zewnętrznym.

Wreszcie stajemy się coraz bardziej mobilni i – dzięki środkom komunikacji – niezależni od miejsca pobytu. Pracę możemy wykonywać często, coraz częściej, zdalnie, w różnych miejscach, a jej wynik przesłać elektronicznie lub w paczce kurierem. Pracodawcy lub partnerzy czy klienci oczekują od nas elastyczności, mobilności i czasem nawet fizycznej obecności podczas określonych spotkań czy wydarzeń. Pracownik siedzący cały tydzień tylko w jednym miejscu staje się coraz mniej atrakcyjny, potrzebny i efektywny. Nawet tak tradycyjne zawody jak drukarz zmieniają swój styl pracy, bo np. drukarz powinien „czuć” intencje klienta, dlatego czasem sam wyjaśnia z nim niuanse techniczne czy kolorystyczne, bez pośrednictwa handlowca; albo drukarz ma maszynę u siebie w garażu i drukuje większość na zlecenie firmy drukarskiej, ale czasem jedzie do „własnego klienta” lub na naradę lub szkolenie do tejże firmy drukarskiej, która mu regularnie zleca prace.   Dlatego zanika też podział na pracownika „biurowego” i „terenowego”, albo inaczej na „stacjonarnego” i „jeżdżącego”.

Ostatnim podziałem, który jest bardzo tradycyjny i jeszcze mocno osadzony w podświadomości społecznej, jest podział na pracowników dostających swoje ustalone wynagrodzenie oraz na ludzi czerpiących z zysku firmy (właściciele, zarząd, czasem grupa menedżerów). Ale i on zaczyna być coraz bardziej krytykowany i poddawany w wątpliwość. Nowe trendy – takie jak zarządzanie partycypacyjne, zarządzanie odpowiedzialne, upodmiotowienie pracownika – prowadzą do zacierania tego podziału w kierunku solidarnego podziału owoców pracy: gdy firma dobrze „zarabia”, w jej zyskach partycypują wszyscy, jeśli natomiast firma ponosi straty, wszyscy razem je „dźwigają”.

Zanikanie powyżej wspomnianych tradycyjnych podziałów wywiera kolosalny wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw – kto tego nie dostrzega, może przespać wielkie zmiany i obudzić się na bocznym torze historii gospodarczej świata.

Wypowiedz się