REWOLUCJA PRACY (02): Dlaczego ludziom nie chce się pracować? – cz. II

Rzecz jest o pracy zarobkowej ludzi, jej organizacji społecznej, zmaganiu się z prawodawstwem i kapitałem, o mitach, efektywności i trendach rozwoju. Teza cyklu brzmi: obecny paradygmat pracy (zorganizowanie, formy, ramy i ranga) przeżył się i nadchodzi czas na zmiany: na rewolucję pracy.

 

Ludzie chcą pracować, ale chcą też mieć przekonanie, że to, co wypracują, należy do nich. Tymczasem – obok ogromnej dysproporcji między efektami pracy a spekulacji finansowych – jest drugi kolosalny i systemowy czynnik, który zniechęca do pracy: wyzysk człowieka pracy przez państwo – w formie podatków, para-podatków, obowiązkowych „składek”, obciążenia pracy różnymi dodatkowymi świadczeniami i obowiązkami, które są kosztowne dla pracodawcy.

Paradoksalnie ten element krajobrazu ekonomiczno-społecznego, jakim jest praca, jest najbardziej skomplikowany, kontrolowany, obciążony daninami i skrępowany przepisami. Akurat praca, składnik owego krajobrazu, który jest najbardziej twórczy, społeczny, ludzki (w wielorakim sensie) i rozwijający – akurat ten czynnik cierpi będąc dyskryminowanym w stosunku do spekulacji finansowych i towarowo-pieniężnych. A te ostatnie nie przysparzają przecież nowych wartości, nie powodują mnożenia się dóbr, zagospodarowania przestrzeni wokół człowieka, lecz są nakierowane na bogacenie się jednostek kosztem jakiejś grupy.

Praca jest dyskryminowana nie w sensie wyzysku człowieka przez człowieka, jak to podkreślali marksiści, lecz jest dyskryminowana jako instytucja, jako jeden ze składników życia człowieka i współżycia społeczeństwa. Jest traktowana jako ciężar, jako problem (bezrobocia, konfliktów między pracodawcami a pracownikami itd.), jako okazja do ściągania haraczu przez państwo. Nie jest natomiast szanowana, bo nie jest – a powinna być – stawiana przed konsumpcją, zyskiem, posiadaniem dóbr materialnych, sprytem spod znaku „szybka kasa”.

Praca dzisiaj nie cieszy tak, jak kiedyś, gdy podczas pracy można było zaistnieć w grupie, nawiązać relacje z innymi ludźmi, mieć satysfakcję, że się coś samemu zrobiło – naprawiło, zbudowało itd. Jakże barwne były opowieści naszych dziadków i babć, a nawet rodziców, z odwiedzin rozmaitych bazarów, ryneczków, sklepików i zakładów rzemieślniczych! Dziś coraz więcej ludzi jest samotnych w pracy: dostają zadania, projekty i plany do realizowania, a potem raportują czy się rozliczają. Pracy, która nie buduje relacji ludzkich, nie pozwala się realizować, nie generuje pozytywnych emocji, nikt nie będzie lubił. A często do tego dochodzi strach, stres, konflikt w miejscu pracy. Tym bardziej.

Praca – znów paradoksalnie – jest dyskryminowana zarówno z perspektywy pracodawcy jak i pracownika.

Pracodawca jest „karany” przez państwo za to, że tworzy miejsca pracy, podejmuje ryzyko i odwagę zorganizowania pracy innym ludziom i zapewnienia im w ten sposób środków „na chleb”. Jest karany, bo ponosi koszty (nie tylko wynagrodzenia, ale dużo większe), a jeżeli po zatrudnieniu tego pracownika wypracuje z całym zespołem więcej, to więcej musi zapłacić podatków i składek na ZUS. W niejednej firmie taka operacja jest ekonomicznie nieopłacalna, bo pracodawca wychodzi na zero albo nawet na minus.

Pracownik jest „obdzierany” przez państwo rozmaitymi daninami – podatkowymi, ubezpieczeniowymi, para-podatkami np. na „fundusz pracy”. Jeżeli będzie pracował dużo efektywniej, szybciej, wydajniej, to „za karę” zapłaci dużo więcej podatków, składek i para-podatków.

To prowadzi często obydwie strony do logicznego wniosku – organizujmy pracę bez wiedzy państwa, czyli tzw. czarną. Bez podatków, składek i innych danin na rzecz nielubianej biurokracji urzędniczej, która raczej przeszkadza niż pomaga. I tak powstaje szara strefa, która się musi ukrywać. To generuje kolejny negatywny mechanizm – kompleks złoczyńcy, bo „działamy nielegalnie”. Tego też nikt nie lubi, ale ponieważ ekonomia (np. rodziny czy firmy) do tego zmusza i to się dzieje, nie przysparza nam to poczucia ładu, nie poprawia samooceny, a raczej generuje stałe poczucie krzywdy, nierównych szans, wszechwładzy państwa i niechęci do pracy jako takiej.

Ile to wszystko kosztuje – strat moralnych, społecznych i ekonomicznych !!!

Comments

  1. Krzysztof Wojtas says:

    Cenny temat.
    Zamierzałem go podjąć w ramach rozważań o Polskiej Racji Stanu,gdzie konieczne jest inne zorganizowanie społeczeństwa w oparciu o inny niż obecnie system wartości.

    Ciekaw jestem konkluzji, które zapewne pojawią się w kolejnych odsłonach.

    Temat ważny; czy mogę zamieścić jako obcy tekst w innych miejscach w cyklu rozważań o PRS?

    Pozdrawiam

Wypowiedz się