Polska Racja Stanu. „Liberum Veto” a UE

Trochę przedwczesny temat gdyż nie zakończone zostały rozważania o wartościach. Zatem jako przerywnik.

 

Rozważając przynależność Polski do UE należy zauważyć moment zwrotny w sposobie działania tej organizacji. To rodzaj zamachu stanu, rewolucji, czy przewrotu – wyraźnie związany z Traktatem Lizbońskim.

O ile przynależność do UE można było rozważać w kategoriach korzyści dla poszczególnych członków wspólnoty, to od „lizbony” zaczyna się liczyć straty w postaci postępującej degrengolady we wszystkich dziedzinach.

To rodzaj równi pochyłej, gdzie procesy przyspieszają, a stawianie drobnych zapór, gdy nie wypoziomuje się płaszczyzny, są skazane na niepowodzenie.

 

W czym należy upatrywać tej destrukcyjnej zmiany?

Moim zdaniem w likwidacji Prawa Veta, jakie wcześniej przysługiwało państwom członkowskim.

 

Problem „liberum veto” ma  wdrukowaną negatywną konotację w naszą świadomość z racji zaszłości historycznych , a które , po odpowiednim spreparowaniu, były nam wtłaczane przez propagandękomunistyczną.

Czy instytucja „liberum veto” była zła sama w sobie?

Moim zdaniem – NIE.

To możliwość obrony i ochrony praw dzielnic wchodzących w skład Rzeczypospolitej.

Wadą organizacyjną było przyznanie tej instytucji możliwości zrywania Sejmu. Błąd leżał w tym, a nie samej instytucji.

Wystarczyła zmiana polegająca na zaprzestaniu procedowania kwestii, której „veto” dotyczyło; można zaś i powinno omawiać pozostałe sprawy.

 

W UE, po wykorzystaniu doświadczeń Unii Polsko-Litewskiej, „veto”miało taki właśnie charakter. I komu to przeszkadzało?

 

Instytucja „veta”ma też inne odniesienie.

Poseł Rzeczypospolitej otrzymywał instrukcje odnośnie stanowisk,jakie mógł zająć w trakcie obrad Sejmu. Były do akceptacji, były prezentacją własnych interesów, były części negocjacyjne i były zakazy,których przekroczenie powodowało sankcje wyborców.

 

Jednym z „osiągnięć” komunistów i ich następców (to obecne partie władzy), jest zapis konstytucyjny  zdejmujący odpowiedzialność posła przed wyborcami.

Poseł nie reprezentuje interesu wyborców!!!

 

Obecna sytuacja, gdy posłowie to jedynie kundle na usługach partyjnych przywódców, jest wynikiem przyjęcia tego zapisu.

 

Jeśli więc rozpatrywać zmiany w Polsce, to w pierwszej kolejności należy ustalić zasady dyskusji. Po pierwsze – kto ma reprezentować społeczeństwo? Sejm, czy może demokracja bezpośrednia?

Jeśli Sejm – to przecież JOW-y, gdy pozostaje zapis o braku odpowiedzialności przed wyborcami, niczego nie zmienią, a wręcz przeciwnie – ułatwią przejęcie kontroli nad wyborcami poprzez wpływ pieniądza i dostępu do mediów.

Zatem nie JOW-y są wyjściem z sytuacji, a przywrócenie Prawa Veta, co winno być wykorzystane przy próbach stanowienia praw sprzecznych z intencjami wyborców.

 

Taka procedura może być realizowana np. w postaci wykazu tematów „zabronionych i nakazanych” posłowi a przegłosowywanych wraz  procedurą wyborczą.

Wypowiedz się