Polska Racja Stanu; dobro a personalizm

Kontynuując rozważania na temat dobra konieczne jest nawiązanie do personalizmu.

 

Przy każdej okazji podkreślam, że opieram się na pracach prof. Konecznego, ale też wskazuję różne ujęcie wielu zagadnień.

Takim jest też kwestia personalizmu. U prof. Konecznego jest wyraźne zaznaczenie, że jedyną cywilizacją o charakterze personalistycznym jest Cywilizacja Łacińska.

Tymczasem tutaj wprowadziłem pojęcie systemów filozoficznych, które są bazą dla cywilizacji  mających tożsamy cel – uzasadnienie istnienia i ukierunkowanie rozwoju człowieka. W ramach systemu filozofii personalistycznej wskazuję istnienie różnych cywilizacji, gdzie Cywilizacja Żydowska jest jedną z nich.

Prof. Koneczny zaliczał Cywilizację Żydowską do cywilizacji gromadnościowej.

Różnica istotna – istnieje więc potrzeba wyjaśnienia.

 

W poprzedniej notce odwołałem się do zapisu w Księdze Rodzaju; uzupełnię tamto odwołanie do pozostałej części zapisu  Ks. Rodzaju 3.4 – 5  Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie. Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.

 

To bardzo ważne i znamienne zdanie – ostrzeżenie, gdyż w takich kategoriach należy je interpretować.

Poprzez rozróżnianie dobra i zła – człowiek ma stać się równy Bogu. Czyli stać się osobą, osobnym bytem, który może przeciwstawiać się Woli Bożej z racji własnej oceny, co jest dobre, a co złe.

Takie może być źródło personalizmu. Dobro jest bowiem związane z poziomem odniesienia; inne jest dobro jednostki, inne rodziny, rodu, plemienia, narodu, czy cywilizacji. Na każdym poziomie występuje możliwość konfliktu między rozumieniem dobra w kategorii niższego poziomu organizacyjnego a dobrem poziomu wyższego.

Prof. Koneczny  (ale chyba nie tylko on) wprowadził kategorię dobra wspólnego, które ma odpowiadać potrzebom znalezienia wspólnego dla danej zbiorowości rozumienia dobra. To jednak nie likwiduje źródła konfliktu a jedynie przeciwstawia wartość, jaką jest wspólnota, wartości jaką jest poczucie dobra indywidualnego.

Wybierając jako nadrzędną wartość „wspólnota”, rezygnujemy w części z własnego poczucia naszego dobra jednostkowego. Motywem tu może być też przekonanie, że dzięki „ustępstwu” uzyskamy efektywnie dobro „wyższej jakości”.

Tak jest np. w sytuacji zagrożenia; rezygnujemy z części praw nam przysługujących, podporządkowujemy się ustanowionym władzom, aby zażegnać niebezpieczeństwo.

 

Cóż. Skoro w takim rozumieniu problemu, człowiek przeciwstawia się Bogu z racji odrębnego rozumienia pojęcia dobra, to trudno się dziwić, że w każdym innym przypadku, przy tworzeniu wspólnot ludzkich, będą pojawiały się jednostki, które nie będą akceptowały ustalonego przez większość pojęcia dobra wspólnego.

Dla zachowania  porządku konieczne jest posiadanie środków przymusu zapewniających porządek. Wnioskiem zaś końcowym jest stwierdzenie, że ten rodzaj personalizmu jest z zasady źródłem konfliktów. Są one wpisane w tę drogę rozwojową.

 

Czy jest inne źródło  personalizmu?

 

We wcześniejszej notce napisałem, że źródła personalizmu chrześcijańskiego można dopatrywać się w pierwszych słowach modlitwy, której uczył Chrystus: „Ojcze nasz…”.

Czyli jesteśmy Dziećmi Boga, a skoro tak, to mamy prawo rozwoju w kierunku uzyskania świadomości tożsamej ze Świadomością Bożą.

 

Warto zaznaczyć, że jest to bardzo bliskie rozumieniu rozwoju w duchu filozofii chińskiej z tym, że tam brak jest określenia celu ostatecznego – ten ma się wyłonić dopiero wraz uzyskiwanym rozumieniem. Nie ma tam też wolnej woli – jest jedna droga rozwojowa wskazywana przez Syna Nieba.

 

W chrześcijaństwie personalizm jest realizowany poprzez akceptację Woli Ojca – Stwórcy Świata. W ramach tej drogi rozwojowej – nie popełniamy grzechu, a jedynie błędy. Jeśli bowiem dążymy do celu próbując dostosować nasze postępowanie do Bożych Zamierzeń, nasze postępowanie nie może być rozpatrywane w kategoriach przekroczenia prawa, a jedynie jak błąd z racji niewiedzy.

Dopiero odrzucając drogę „dzieci bożych” przechodzimy niejako automatycznie do personalizmu wynikającego z przeciwstawiania się Bogu poprzez stanowienie własnych kryteriów dobra. Czyli tego personalizmu, który wyniknął z podszeptu szatana.

 

Czy jest to powodem do bezwzględnego potępienia? W świetle Biblii i przytaczanych zapisów – nie.

Bóg, po „zorientowaniu się” o wykroczeniu pierwszych ludzi – nie przeklina ich jednoznacznie. Przeklina kusiciela obciążając go określonymi przypadłościami. Ludzi usuwa z Raju, skazuje na różne utrudnienia, ale nie na zagładę.

 

Czy jest możliwość odnalezienia drogi?

Jeśli dobro wspólnoty utożsamione zostanie z dobrem „poziomu Boga _ Stwórcy” – to dążenie  obu kierunków rozwoju świadomości personalistycznej stanie się tożsame. Tyle, że droga „personalizmu antyboskiego” jest dużo trudniejsza.

 

W Ewangelii mamy nawiązanie do opisanej interpretacji w przypowieści, gdzie uczeń zwraca się do Chrystusa zaczynając pytanie od słów: „Nauczycielu dobry…”. Zostaje to przerwane stwierdzenie: „Czemu mówisz do mnie dobry; dobry jest tylko Ojciec w Niebie”.

Znaczenie można interpretować w ten sposób, że dobro może być określane tylko przez Stwórcę. Ludzie nie mają prawa do własnej interpretacji dobra jeśli chcą się rozwijać jako „dzieci boże”.

 

Z kolei kilkukrotnie  w Ewangelii występuje określenie odnoszące się do „uczonych w Piśmie”, jako „plemię żmijowe”.

Czyż nie jest najprostszą interpretacją stwierdzenie, że odnosi się to do tych, którzy próbują nadać własnym przekonaniom własności dobra i narzucić te przekonania reszcie społeczeństwa? Czyż ci, kierujący się takim „dobrem” nie są „dziećmi węża” – z jego wskazań bowiem korzystają?

 

W podsumowaniu: odrębne pojęcie dobra można kształtować jedynie względem tego, co sami stworzyliśmy.

Można uzyskiwać świadomość obejmującą coraz większy zakres, aż do poziomu obejmującego wszechświat. W tym momencie świadomość jednostki utożsami się z z Bożą świadomością. W takiej sytuacji – nie ma różnic w rozumieniu pojęcia dobra.

Czy jest to osiągalne, czy też „jesteśmy w drodze”?

Comments

  1. Dzięki dobroci Bożej człowiek osiągnął autonomię a wraz z nią świadomość. Taki w pełni autonomiczny człowiek posiada dar myślenia i kreacji własnych konstrukcji myślowych (jak i coraz bardziej skomplikowanych narzędzi). Może nawet realizować swoje własne idee, których efekt jest możliwy do poznania, przez niego i innych, po zrealizowaniu.
    Człowiek autonomiczny może także poznawać słowo objawione i kierować się nim w życiu, pozostając lub starając się o pozostawanie w zgodzie z Bożym prawem i Bożym słowem. Nie oznacza to, iż człowiek taki „nie ma prawa do własnej interpretacji dobra”. On z tego prawa rezygnuje wierząc w potencjał Bożego słowa.
    „A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność.” (2 Kor. 3:17 BW)
    a nie tam gdzie interes i zysk człowieka (patrz np. liberalizm), ani nie tam gdzie subiektywne pragnienie wolności (patrz np. ideologia gender, biseksualizm itp.) w istocie samowola lub chęć użycia (utylitaryzm).
    Realizacja w życiu kategorii dobra Bożego (a czasami dobra absolutnego, kiedy sytuacja tego wymaga) jest niezależna od obszaru ludzkiej świadomości, chociaż poszerzanie wiedzy i zakresu świadomości może sprzyjać człowiekowi – niestety równie często wprowadza go w błąd.
    Ważniejszą kwestią jest sprawa obecności miłości w życiu i myśleniu człowieka. Miłość bliźniego sprawia, że realizujemy dobro z łatwością. Nie na darmo Jezus wzywał do miłości bliźniego i zalecał rezygnację z lęku: „Nie lękajcie się”. Tchórzostwo niszczy bowiem miłość i personalizm, wzmaga zazdrość i zawiść, których należy się wystrzegać. Dlatego „personalizm antyboski jest trudniejszy” a dodatkowo: zazwyczaj prowadzi na manowce.

    Obierzcie sobie dziś, komu byście służyli … , aleć ja i dom mój będziemy służyli Panu.
    (Joz.24:15)

    • Krzysztof Wojtas says:

      Takie ujęcie jest zgodne z tezami notki.
      W zasadzie przesłaniem tej części podejścia do PRS było wykazanie,że spoiwem nie może być pojęcie dobra, jeśli znaczenia tego pojęcia szukać poza Bogiem – w ludzkiej interpretacji.
      Są zatem dwie drogi rozwojowe : Zgodności i Niezgodności. To, co tu przedstawiłem – to inne uzasadnienie ich istnienia. Nie da się brać trochę raz z jednego,raz z drugiego. Trzeba zdać sobie sprawę z potrzeby wyboru.
      „Kto przykłada rękę do pługa, a wstecz się rozgląda – nie nadaje się do Królestwa Bożego.”

      To wskazanie, że każda próba budowy wykorzystująca metody Porządku Niezgodności – zawsze staje się budową tego Porządku. Hierarchiczność jest cezurą.

      Z kolei, po tych ustaleniach:
      1. można zdecydować którą drogą chcemy iść
      2. po wyborze, trzeba zastanowić się na czym oprzeć system organizacyjny.

      Tu jestem zdania, że na PRAWDZIE, której innym imieniem jest MIŁOŚĆ. O tym chcę pisać, ale jeszcze notka o Konstytucji – o tym rozmawialiśmy.

Wypowiedz się