DLACZEGO MAMY W KRAJU BEZROBOCIE?

bezrobocie 2013 r

Oto jak rośnie bezrobocie

Jerzy Żyżyński

 

Bezrobocie z roku na rok rośnie i rośnie. Dlaczego? Prywatyzacja spółki Meble Emilia pokazuje jeden z mechanizmów, który prowadzi do wzrostu bezrobocia i ogólnej degradacji ekonomicznej Polski. Meble Emilia, sieć sklepów meblowych, nazwę swą wzięły od pierwszego dużego pawilonu handlowego przy ul Emilii Plater w Warszawie, wybudowanego 40 lat temu, jeszcze w zamierzchłych czasach komunizmu, któremu nadano to piękne legendarne kobiece imię. Oczywiście jak prawie wszystko w socjalizmie, był to sklep państwowy, później przekształcony w spółkę, w której znalazło swe platformy zbytu wszystkie fabryki mebli.

Działało bardzo dobrze, z różnymi co prawda wahnięciami zależnymi od koniunktury na rynku meblowym, jak wiadomo bezpośrednio powiązanej z sytuacją na rynku mieszkaniowym i z ogólną pozycją dochodową społeczności konsumentów. Ale firma miała jeden feler: była właścicielem bardzo atrakcyjnych działek w Warszawie i okolicach, na przykład centrum Warszawy, na Służewcu, czy w Piasecznie. Powstał więc pomysł prywatyzacji. No ale musi być pretekst, powód uzasadniający wyprzedaż firmy, musi się wykazać słabymi wynikami ekonomicznymi, by trzeba rozłożyć ręce, pokiwać ze smutkiem głową, że „Przykro nam ale musimy ratować miejsca pracy, niezbędny zastrzyk kapitału inwestora strategicznego” … to taki osobliwy, niezbyt mądry koncept wynaleziony prawie ćwierć wieku temu, by uzasadnić wyprzedaż polskich przedsiębiorstw nabywcom zagranicznym. Stare żydowskie powiedzenie mówi, że „lepsze 2 cm handlu niż metr jakiejkolwiek innej roboty”, ale w resztkach Emilii, jakie pozostały na Jagiellońskiej, natknąłem się na, jak mi się wydaje, dowód na to, jak te dwa centymetry najlepszej na świecie roboty można świadomie zmarnować (w 2011r. Meble Emilia zanotowała stratę przy jednoczesnym dużym spadku sprzedaży.). Oto ile może kosztować komplet meblowy składający się z kanapy, fotela obitych materiałem plus niewielki szklany stolik, gdy porządna kanapa obita skórą to około 3 tys. zł? Nikt nie zgadł: tu się żąda 12400 zł – wyznaczając absurdalne ceny można każdą firmę handlową doprowadzić do upadku, by tanio sprzedać tereny na jakich ona działa.

I w rywalizacji o względy urzędników Ministerstwa Skarbu decydujących o sprzedaży Emilii wygrała tajemnicza firma z Luksemburga, Griffin – nie, nie handlu ani produkcji mebli, firma Real Estate, czyli handlu nieruchomościami. To jest fatum polskiej prywatyzacji. Jako tako funkcjonujące polskie przedsiębiorstwa przejmują firmy zainteresowane wyłącznie działkami, na których są one zlokalizowane. Niechby wzięli sobie lokalizację na Emilii Plater, dobry punkt, można postawić kolejny biurowiec albo siedzibę banku. Ale po co było likwidować wielki skład meblowy na Służewcu, czy pozbawiać dobrego sklepu meblowego podwarszawskie Piaseczno? Tu chyba wychodzą nietęgie kwalifikacje biznesowe.

Ale wiele przedsiębiorstw było przejmowanych tylko po to, by dysponować ich terenami. To jest gorsze niż wojna. Po wojnie, nawet jeśli bombardowania zniszczyły fabryki, zginęli ludzie, to pozostawały tereny, a ci, którzy przeżyli odbudowywali przemysł – to przemysł jest zawsze podstawą siły gospodarczej każdego kraju. Gdy nieudolną polityką pieniężną i gospodarczą doprowadzi się przedsiębiorstwa do upadku i przejmą je nabywcy, którzy na krótko zasilą przychody budżetu, ale potem produkcję zamkną i wyprzedadzą tereny deweloperom, to gospodarka traci korzenie i szanse na dalszy rozwój, a budżet państwa traci kolejne źródła dochodów – to jest jedna z przyczyn znacznego spadku dochodów budżetowych w ostatnich latach. Szkoda, że minister finansów nie wykazuje zainteresowania tym, co dzieje się w Ministerstwie Skarbu.

Gdy chciałem wjechać na teren składu Mebli Emilia na Służewcu szlaban otworzył mi mężczyzna w średnim wieku. – Pan dokąd? – Meble chciałem obejrzeć. – Eee, panie, tam już nie ma żadnych mebli, przejęli i zamknęli dwa miesiące temu. Ja tam pracowałem, a teraz podnoszę szlaban za 4 zł na godzinę. I tak mi się udało, bo jakieś zajęcie jest, ale pozostali poszli na bezrobocie.

I tak oto rośnie bezrobocie.

Comments

  1. zdrowykraj says:

    Bezrobocie rośnie, bo Polacy nie są właścicielami zasobów ekonomicznych (firm) w kraju. Są tylko tanimi pracownikami w związku z tym nie wydają zysków w Polsce, bo zyski z gospodarki wychodzą za granicę.

    Tu jest wyjaśnienie:
    http://zdrowykraj.blogspot.com/p/nie-socjalizm-i-nie-ostry-kapitalizm.html

    „WYJAŚNIENIE DLA KONIA”.

    Zakładamy, że jakiś człowiek (koncern) ma 10 tysięcy stacji benzynowych (lub sklepów lub innych…), które przynoszą mu określony zysk. Ile on potrzebuje domów? 1, 2, 5? Ilu murarzy zarobi? 1,2,5? I tyle. Co zrobi z nadmiarem bogactwa? Będzie budował imperium finansowe (banki, korporacje), bo nie chce i nawet NIE JEST W STANIE wydać swoich pieniędzy, nawet po zaspokojeniu wymyślnych potrzeb (link). Mało tego, będzie sponsorował kampanie wyborcze politykom w zamian za sprzyjające mu przepisy prawne żeby powiększać swoje imperium i kolonizować następne rynki zbytu… Czy jego pracownicy mogą wybudować sobie domy zarabiając 1500 zł brutto? HA HA HA

    A teraz zakładamy, że jest 10 tysięcy właścicieli pojedynczych (lub kilku) stacji benzynowych (sklepów lub innych…), które przynoszą im określony zysk. Ile wybudują domów? 10 tysięcy? Może 20, bo trzeba pomóc dzieciom. Jak interes dobrze idzie to nawet 30 tysięcy, bo fajnie mieć domek za miastem. Ilu murarzy zarobi? 20 tysięcy? Murarze też chcą sobie budować i urządzać domy, bo mają sporo pracy i ich stać. Nawet swoim dzieciom mogą pomóc. Kupują pralki, lodówki, samochody, ubrania i inne dobra… O, inni zaczynają sprzedawać pralki, lodówki, samochody, ubrania, to też ich stać budować domy… Wzrasta produkcja…
    O jej, nie ma bezrobocia, bo wszyscy są zajęci, pracują kupują, budują, jedzą w restauracjach, bo ich stać…
    O jej, brakuje ludzi do pracy, bo wszyscy są zajęci…
    Trzeba ludzi przyciągnąć do pracy. Tylko jak? Podnieść wypłaty, zaoferować inne świadczenia, bo nie będzie komu pracować… Co? Pracownicy stacji benzynowych dostali podwyżki? To mają zdolność kredytową. Też chcą budować domy, kupować pralki, lodówki, samochody i ubrania, żeby pokazać się znajomym… Istne szaleństwo! Urzędy pracy świecą pustkami. Urzędnicy się zwalniają, żeby zakładać własne stacje benzynowe lub inne interesy, bo jest dużo konsumpcji na rynku… ZUS ma tyle kasy, że obniża składki, urzędnicy dostają podwyżki, żeby nadążyć liczyć kasę w nadgodzinach… Co? Oni też chcą mieć swoje domy? Pralki? Lodówki? Samochody? Kto to wszystko ma wyprodukować? Chyba roboty…

    Teraz szybkie, proste pytanie:

    Pamiętacie ile było w Polsce małych lokalnych prywatnych stacji benzynowych, sklepów w latach 90-2010?
    Ile jest teraz?

    Coś wam to przypomina???

    Większość przejęły koncerny…. Wystarczy zobaczyć loga.
    Przychodzi przedstawiciel koncernu do właściciela stacji i mówi: Sprzedaj pan stację po dobrej cenie, bo jak nie to obok wybudujemy drugą i zniszczymy pana cenami! Starci pan wszystko za darmo, a tak dostanie pan chociaż jakieś pieniądze za to pan teraz ma. Myślicie, że ktoś ma wybór? Ich stać na zaniżanie cen latami, aby tylko wykończyć konkurencję…(potwierdzający sprawę link) (Jeszcze UE pomaga koncernom wprowadzając prawo zaostrzające wymogi środowiska np. wymiana zbiorników itp.)
    Tak to z grubsza wygląda.

Wypowiedz się