Plan Yinon i zderzenie cywilizacji – komentarz

 

 Bruno Jan D.

Plan Yinon, opracowany w 1982 roku przez wojskowych Izraela, został dobrze zanalizowany przez antysionistycznie nastawionego pisarza żydowskiego, pochodzącego z Warszawy, Izraela Shahaka.

Podział krajów Bliskiego Wschodu na tle etnicznym bądź religijnym to także jedna z opcji Pentagonu, za czasów prezydenta Busha. (W artykule powinno być podane wiarygodne źródło, bowiem Pentagon nigdy w pełni nie poparł tego planu.) Plan Yinon cieszył się poparciem pro-sionistycznie nastawionych polityków USA, ale dużo rzadziej zawodowych wojskowych, którzy wiedzą co to wojna i jak ją można łatwo przegrać. Po faktycznej klęsce w Afganistanie i Iraku, wojskowi USA mają ostudzony wojenny zapał, a politycy i finansowi hochsztaplerzy jeszcze nie. Wiadomo ze sztuczny twór jakim jest tzw. Izrael – zlepek różnych ludów: europejskich, arabskich, etiopskich i perskich religii żydowskiej, żyjących na ziemi, z której wypędzono większość rzeczywistych potomków Hebrajczyków, nawróconych na chrześcijaństwo i islam – nie może istnieć bez ciągłych napięć i wojen oraz tworzenia u swoich sąsiadów państw etniczno-religijnych na wzór „Izraela”, czyli opartych o czystki etniczne bądź religijne.

Syria zatem to aktualny etap rozbijania krajów arabskich i muzułmańskich, po Somalii, Iraku, Sudanie, po Libii, a przed Libanem, Iranem, przed Egiptem i przed Algierią, a później (najprawdopodobniej?) także przed podziałem Turcji, Arabii Saudyjskiej oraz Pakistanu. Impet tej wojennej maszynerii został ostatnio zatrzymany przez działania dyplomatyczne i wojskowe Rosji, Chin, Iranu, Syrii oraz…  Pentagonu, bo sprzeciw parlamentarzystów brytyjskich, a nastepnie USA, świadczy o tym, ze część establishmentu anglosaskiego – ta nastawiona niechętnie sionistom, a więc głównie wojskowi  – „skorzysta” z „pomocy” rosyjskiej, aby udaremnić  próbę wywołania wojny regionalnej, celującej nie tylko w Syrię, ale dalekosiężnie: ponad Syrią… w Iran i Chiny.

Na dodatek wojna wewnątrz rodziny Saudów, o następstwo tronu, (po obaleniu króla konkurencyjnej rodziny Qataru dokonanego przez USA), dopiero się zaczyna i nie wiadomo wcale, czy Bandar bin Sultan, vel „Bandar Bush”, długo jeszcze będzie w Rijadzie …bądź Ammanie.

W momencie, gdy dochodzi do konfliktu w rodzinie Saudów pomiędzy rzecznikami Izraela a rzecznikami bardziej neutralnej polityki, w USA dochodzi do konfliktu wewnętrznego w sprawach bliskowschodnich pomiędzy rzecznikami tradycyjnych białych Anglosasów wyznania protestanckiego wraz z katolikami i papieżem Franciszkiem – z jednej strony, a rzecznikami „chrześcijańskich sionistów” wraz z  neokonserwatystami – z drugiej strony .

Oczywiście, gra toczy się między innymi o stosunek do Iranu.

Rosja w tej sytuacji jawi się na arenie światowej jako wiodące mocarstwo i „obrońca pokoju”, ale w istocie rzeczy Kreml został wprowadzony do rozgrywki przez samych Amerykanów, celem wpłynięcia na pożądany przez niektóre ugrupowania kierunek  wewnętrznej polityki USA. (USA w swoich przemianach coraz bardziej przypominają ewolucję imperium osmańskiego lub  austriackiego w XIX -tym wieku. Zwijają żagle i pozwalają obcym grać lobbystami u siebie.

Siła Rosji polega na tym, że za Rosją stoją Chiny, które dyskretnie popierają wzrost swojej tarczy ochronnej jaką dla Chin stała się Rosja. Jest to zatem rodzaj „politycznej symbiozy”.  Rosja nie może już samodzielnie być wiodącym mocarstwem. Stała się raczej narzędziem Chin, które wolą zachować autonomię i dystans, korzystając z dyplomatycznych usług mistrzów w dziedzinie szachów, jakimi są Rosjanie. (Putin to zdolny szachista i judoka). Rosyjska polityka korzysta dzisiaj z tradycji finezyjnej 2500-letniej dyplomacji perskiej oraz z energii i doświadczenia wojskowych syryjskich, wspomaganych przez specjalistów od zwalczania algierskich „terrorystów”.

Dla nas istotne jest to, iż Chiny nie mają uprzedzeń wobec Polaków (i na odwrót!) a wręcz przeciwnie istnieje pomiędzy nami nić sympatii zrodzona w czasach Gomułki.  Nasza ewentualna współpraca z Rosją (pod kontrolą Chin), to nie to samo, co z Rosją całkowicie samodzielną i mocarstwową. Tę różnicę dobrze ukazuje polski październik 1956 r. kiedy to radzieckie czołgi ruszyły na Warszawę, a przygotowane od kilku miesięcy przez Edwarda Ochaba zbliżenie z Pekinem, zaowocowało ultimatum skierowanym do Rosjan przez Chińczyków. Nikita Chruszczow musiał się ugiąć i zatrzymał czołgi, pozwalając wybrać  Władysława Gomułkę na I sekretarza PZPR.  Kiedy Kardynał Stefan Wyszyński apelował do Polaków, żeby szli głosować „bez skreśleń” …akurat wtedy w Warszawie gościł marszałek Czu Teh (prawa ręka Mao Zedonga  /Tse-tunga/ i Czou En-laja), bohater rewolucji i wyzwolenia narodowego w Chinach. Warszawa stała się później miejscem rokowań między ChRL a USA, wówczas kiedy panstwa te nie utrzymywały ze sobą stosunków dyplomatycznych.  Gomułka okazał się patriotą zorientowanym w geopolityce, natomiast nieco mniej rozumiał swoich rodaków nastawionych na konsumpcję.

Z punktu widzenia muzułmanów, istnieje obecnie nadzieja na to, że dojdzie do współpracy pomiędzy muzułmańskimi szkołami sunnickimi Syrii a odnowionymi muzułmańskimi szkołami Czeczeni i Tatarstanu, (a może i chińskiego regionu Houej Ningxia). Kuwejt także może być tym zainteresowany, podobnie Oman oraz patriotyczny Meczet Al-Aksa z Jerozolimy. W Algierii z kolei dochodzi podobno do „odgórnych czystek” w meczetach na niekorzyść imamów nastawionych „pro-saudyjsko”.  Żeby zrozumieć ten trend należy  posłuchać np. geopolitycznych wykładów  Imrana Hoseina z Malezji.

Wojna z lichwą więc trwa!

Kilka lat temu rozmawiałem w Damaszku z palestyńską chrześcijanką, będącą profesorem na uniwersytecie, żoną syryjskiego muzułmanina Sunnity i komunisty jednocześnie. Ona mi opowiedziała o usilnych staraniach ambasady USA w Damaszku, mających na celu doprowadzenie do wyjazdu chrześcijan z Syrii, tak aby Bliski Wschód stał się „christenrein” – czyli aby został oczyszczony z chrześcijan, (z wyjątkiem libańskiej enklawy pro-izraelskiej) – tak aby idea „zderzenia cywilizacji” („clash of civilization”)  stała się realna: pro-izraelscy chrześcijanie wraz z żydami przeciwko muzułmanom!  Temu właśnie ma służyć islamofobia, realizowana powszechnie w mediach europejskich, w tym tych polsko-języcznych.

Tym razem jednak, dzięki zabiegom Putina i papieża Franciszka, wygląda na to, że może dojść do sojuszu chrześcijan z muzułmanami przeciwko sionistom. Irańczycy dołączą do tego sojuszu swoich żydów perskich, mających obecnie jednego posła w parlamencie w Teheranie, ale co ważniejsze cieszących się dobrymi stosunkami, jakie nawiązali  z antysionistycznie nastawionymi, ortodoksyjnymi rabinami Neturei Karta z Nowego Jorku i Jerozolimy. Do tego paktu mogą dołączyć dyskretnie Chińczycy. Wydaje się, że Indonezja i Malezja także dryfuje w tym kierunku.

W każdym razie, wydarzenia ostatnich tygodni wskazują na to, iż świat może się zmienić. Może zrodzić się nowy układ sił, zupełnie inny od tego zakładanego w Planie Yinon – choć to wszystko jest jeszcze „w powijakach”. Pytanie zasadnicze jest takie: Czy zwycięży rozsądek, czy brutalna siła militarna?

Bruno Jan D.

15.09.2013

Wypowiedz się