Bezprawie w Legionowie

Uwikłana Sędzia. Uwikłany Sąd. Uwikłane Państwo

Dr. Grażyna Niegowska

Sędzia Zmysłowska – Sołowiej nie brała pod uwagę, że na rozprawę w dniu 29 sierpnia 2012 wejdzie publiczność z kamerami. Wśród publiczności byli przedstawiciele Redakcji Nowego Ekranu. Wiadomo, postrach polskich sędziów.

Anonimowa kamera ujawniła, że pani sędzia Zmysłowska – Sołowiej nie znała akt sprawy, którą miała rozpoznawać. Sprawy ważnej, ponieważ dotyczyła ona istoty praw i wolności obywatelskich. Sędzia najwyraźniej uznała, że znajomość akt jest całkowicie zbędna do wydania orzeczenia. Wszak to nie ona decyduje o jego treści – ani nawet sąd, w którym pani sędzia pobiera wynagrodzenie głównie za posłuszeństwo.

Sędzia Zmysłowska – Sołowiej pełni swój urząd w Sądzie Rejonowym w Legionowie.

W trakcie pełnienia tego urzędu jej praca podlega publicznej ocenie.

Właśnie przyszła na to pora.

Oceny mogą od wczoraj dokonywać wszyscy internauci na całym globie, a w szczególności czytelnicy i słuchacze Nowego Ekranu.

Aby jednak ocena była pełniejsza i sprawiedliwsza, kilka słów na temat zwartości akt sprawy, które były przedmiotem posiedzenia sądu pod przewodnictwem pani sędzi.

W liczących kilka tomów aktach znajduje się pismo, które skierowałam do pani Prezes Sądu Rejonowego w Legionowie. W dniu 17 sierpnia 2012 r. zwróciłam się o spowodowanie, by rozpoznanie mojego zażalenia na odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie sygn. akt 3Ds. 51/12 nie odbyło się w Sądzie Rejonowym w Legionowie. Jako podstawę prawną podałam art. 37 kpk., który brzmi: „Sąd Najwyższy może z inicjatywy właściwego sądu przekazać sprawę do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu, jeśli wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości”. Pismo moje liczyło – wraz z załącznikiem, tj. formularzem skargi doEuropean Court of Human Rightsw dniu 12 lipca 2012 r. - ponad 40 stron.

Jeszcze tego samego dnia Prezes Sądu zdążyła przekazać je do wydziału karnego i potraktować cyt. „jako wniosek o wyłączenie sędziów do sprawy IIKp 318/12” (por. adnotacja sporządzona ręcznie na piśmie z dnia 17 sierpnia 2012 r.).

Akcja ta wywołała moje szczere uznanie dla pani prezes; kobieta szybko czyta i podejmuje decyzje bez najmniejszego nawet zawahania. Ale czy decyzja – zapisana w postaci odręcznej notatki – jest aby słuszna?

Oczywiście, że nie. Prezes Sądu Rejonowego w Legionowie pomyliła instytucję przekazania sprawy (art. 37 kpk) z instytucją wyłączenia sędziego na wniosek (art. 41 kpk). Z niechęcią usiadłam do komputera, aby napisać kolejne pismo do pani prezes. Napisałam w nim: „gdyby moją intencją było wyłączenie sędziów Sądu Rejonowego w Legionowie, zastosowałabym instytucję art. 41 par. 1 kpk. Jednakże wniosłam o przekazanie sprawy do Sądu Najwyższego, aby to Sąd Najwyższy, a nie sędziowie sądu rejonowego, ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości miał okazję zapoznać się z aktami sprawy, a przede wszystkim z załączonym do pisma z dnia 17 sierpnia 2012 r. formularzemskargi do ETPCz w Strasburgu z dnia29 czerwca 2012 roku, odebranym przez European Court of Human Rightsw dniu 12 lipca 2012 r.Przekazując pismo do wydziału karnego sądu, którym kieruje Pani Prezes, ominęła Pani kontrolę Sądu Najwyższego w sytuacji, gdy taka kontrola jest w mojej ocenie absolutnie niezbędna. Wszak w formularzu skargi do ETPcz w Strasburgu wyszczególnione są poważne naruszenia Konwencji, wskazujące na naruszenie już nie tylko praw i wolności obywatelskich, ale nawet ich istoty. Naruszenia te powstały w dużej mierze w wyniku działania i zaniechania ze strony Sądu Rejonowego w Legionowie, jako instytucji kontrolującej decyzje podejmowane przez Prokuraturę Rejonową w Legionowie.

Zatem w interesie wymiaru sprawiedliwości jest, aby to Sąd Najwyższy, po dokładnym zapoznaniu się z treścią pisma z dnia 17 sierpnia 2012 r. (wraz z załączonym do niego formularzem skargi do ETPCz w Strasburgu) przekazał w/w sprawę do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu.

Przekazanie pisma do wydziału karnego, aby ten rozpoznał je w oparciu o art. 41 kpk, może być odebrane przez opinię publiczną jako naruszenie kodeksu postępowania karnego przez Przewodniczącą Sądu Rejonowego w Legionowie po to, aby nieznane osoby zdecydowały nie tylko o wyłączeniu sędziów tegoż sądu, ale w szczególności o przekazaniu sprawy – no właśnie – do jakiego sądu? Według jakiego kryterium?”

Po dwóch dniach poszłam do sądu. Na piśmie z dnia 22 sierpnia 2012 r. była już kolejna ręczna adnotacja (z dnia 22 sierpnia): „Poinformować, że wniosek o przekazanie sprawy zostanie rozpoznany na posiedzeniu w dniu 29.08.12. Załączyć do akt sprawy IIKp318/12”.

A więc wszystko stało się jasne. Pismo z dnia 22 sierpnia 2012 r. powinno być załączone do akt sprawy, a na posiedzeniu w dniu 29.08.12 sędzia Zmysłowska – Sołowiej powinna była rozpoznać tylko i wyłącznie wniosek o przekazanie sprawy do Sądu Najwyższego. Tymczasem, nieświadoma swojej niewiedzy, zabawiła się kosztem wszystkich uczestników postępowania.

Rzeczywistość sądowa jest ponura z wielu względów; z powodu niskiego morale sędziów, ich kiepskiego profesjonalizmu, lekceważenia słabszej strony, poczucia bezkarności etc. W sprawie takiej jak moja, dotyczącej rozpoznania zażalenia na postanowienie prokuratora, na sali sądowej zwyczajowo znajduje się tylko sędzia w asyście protokolanta. Sędzia może mówić do ścian, albo dać sobie nawet z tym mówieniem spokój. Nie ma żadnej kontroli nad jego poczynaniami – czy to na sali sądowej, czy to w trakcie tzw. „tajnej narady sędziów”.

Dlatego – w przeciwnieństwie do wykładowcy akademickiego, adwokata, dziennikarza – sędzia nie musi być przygotowany. W niektórych przypadkach może nawet nie ogłosić podjętej decyzji. Wszak ona i tak bywa podejmowana w zaciszu gabinetów…

Dzień 29 sierpnia 2012 r. jest dniem przełomowym; od tej daty zniknie pojęcie „zacisze gabinetów”.

Grażyna Niegowska