Gdzie tamten Wałęsa?

Pozdrawiam.

Wobec chamskiej wypowiedzi L.Wałęsy zachęcającej do „pałowania”

związkowców zrodziły się we mnie wspomnienia, które załączam do ewentualnego wykorzystania. Rudolf Jaworek

Mój dawny bohater Wałęsa

Kiedy wczoraj 16.05.br. usłyszałem w TVN pana Lecha Wałęsę nawołującego do pałowania związkowców z „Solidarności” i wykrzykującego, ze sam gotów jest stanąć na czele pałujących – poczułem wielki smutek. Smutek wypływający z obserwacji procesu przeobrażania się mojego dawnego bohatera w dzisiejszego kretyna.

Pracowałem pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku na jednym z uniwersytetów w Afryce. Pamiętam jaki byłem dumny z tego, że jestem Polakiem. Wtedy wszystkie czasopisma świata pisały o „Solidarności” i jej przewodniczącym Wałęsie., który na czele robotników stoczni miał odwagę stanąć w obronie interesów swych kolegów i rzucić wyzwanie potężnemu sowieckiemu imperium dając impuls do późniejszych przemian w całej Wschodniej Europie.

Nieco później, ze łzami w oczach słuchałem jego przemówienia w Kongresie USA i szacunek mu okazywany przez ówczesnych władców świata.

W tamtym czasie jadąc w autobusie przez Glasgow (w Anglii) byłem świadkiem jak tabun tamtejszych kibiców piłki nożnej wysiadłszy do autobusu na przystanku zaczął zachowywać się agresywnie zaczepiając spokojnych pasażerów. Kiedy mnie zapytano skąd jestem, odpowiedziałem, że z Polski.

Słowo Polska zmieniło natychmiast atmosferę w autobusie z awanturniczej na w pełni przyjazny entuzjazm. Kibice wykrzykiwali „Walesa” i pokazywali palcami znak zwycięstwa. Cały autobus ludzi stał się dla mnie nadzwyczaj przyjazny i to zawdzięczałem słowom Polska i „Walesa”. Stałem się bohaterem tej małej angielskiej społeczności. Jechałem później pociągiem przez Czechosłowację i z przyjemnością patrzyłem na stojące na bocznicy wagony na których Czesi, wielkimi literami wypisali: Walesa Lech – proc ne jsi Cech!?

Wróciłem do Polski. Wałęsa został prezydentem. W kraju panował olbrzymi entuzjazm związany z odzyskana wolnością. Na tej fali entuzjazmu mój bohater wraz ze swoim otoczeniem. (ludźmi o utajnionych lub spreparowanych

życiorysach) nieuków (a może i różnych agentów), podjął reformy, które Polakom przyniosły nieszczęścia, a których skutki w postaci zapaści demograficznej i demoralizacji społeczeństwa odczuwamy dziś, a odczuwać będą i dalsze nasze pokolenia.

Aureola bohatera, który na przełomie lat 70/80 ubiegłego wieku dał mi tyle pozytywnych wzruszeń, zaczęła, w miarę poznawania skutków jego i jego przyjaciół rządów, powoli blaknąć i przybierać kolor coraz bardziej czarny.

Nie chodzi mi o jego wypowiedzi świadczące o prymitywizmie umysłu i braku moralnych zasad. Większe rozczarowanie budziło i budzi jego wiązanie się z ludźmi niszczącymi potencjał ludnościowy, moralny i gospodarczy kraju.

Wreszcie doszło do tego, że człowiek, którego świat pracy, zwłaszcza robotnicy fabryczni, wynieśli do najwyższych godności, stanął po stronie ich odwiecznych przeciwników, i już jako tzw. nowa „elyta” nawołuje do pałowania swych byłych kolegów, którzy dzięki (między innymi) niemu pozbawieni zostali pracy, nieraz środków do życia, wszelkiej radości i znaleźli się wśród tzw. wykluczonych z życia społeczeństwa.. Stali się ludźmi przez nowe „elyty” pogardzanymi. Oto jak mój wielki bohater przekształcił się na skutek sprzyjających mu okoliczności losu zwyczajnym kretynem.

Rudolf Jaworek